Trener Orła Kcynia
O zwolnieniu dowiedział się SMS-em
Trener Orła Kcynia Janusz Kurzyński o zwolnieniu z funkcji trenera dowiedział się za pośrednictwem wiadomości przesłanej SMS-em przez prezesa Miejsko-Ludowego Klubu Sportowego Orzeł w Kcyni Marka Grewlinga. Prezes twierdzi, że nie mógł się dodzwonić ,więc po wygaśnięciu umowy podziękował SMS-em za współpracę. Obecnie Orzeł ma nowego trenera Piotra Tomeckiego. Seniorzy nie zgadzają się na zmianę i trenują dalej z dotychczasowym trenerem jako niezrzeszony zespół.
Janusz Kurzyński fot. Sylwia Wysocka - 11 lutego otrzymałem wiadomość SMS-em od prezesa klubu następującej treści: "Ze względu na zaistniałe zdarzenia nie widzę dalszej współpracy z Panem. Dziękuję za dotychczasową pracę i życzę wszystkiego dobrego. Pozdrawiam Marek Grewling. P.S. Dotychczasowe ustalenia treningowe nie aktualne". Ja nie czuję się zwolniony, ponieważ ta forma wypowiedzenia pracy nie jest przewidziana w kodeksie pracy. Na dzień dzisiejszy trenujemy z chłopakami dla siebie. Poprosiłem władze gminy o wyjaśnienie pewnych spraw i mam nadzieję, że obecny zarząd w wyniku przeprowadzonych kontroli i wykazanych naruszeń odejdzie - informuje zwolniony trener Janusz Kurzyński.
Janusz Kurzyński opowiada, że przyczyn do jego zwolnienia mogło być kilka. Jeszcze w styczniu ustalano z nim terminy treningów i nikt mu nie powiedział, że jest zwolniony. Natomiast 29 listopada na zebraniu w klubie przypomniał zarządowi, że klub jest mu winien za prace od września do listopada i za dowóz zawodnika łącznie około 3.270 zł.
- Usłyszałem wówczas, że obecnie klub nie ma pieniędzy i zostaną mi wypłacone te pieniądze kiedy wpłyną na konto "Orła". Dalej chciałem zacząć treningi do ligi od 12 stycznia, ale od skarbnika klubu usłyszałem, że nie ma na to środków i że mamy zacząć od 15 lutego. Wszyscy zaczęli w styczniu a my z miesięcznym opóźnieniem. Tu znów byłem niewygodny, bo chciałem wcześniej. Zespoły trenują, grają sparingi a my mieliśmy czekać. Powiedziałem, że nie chcę pieniędzy za styczeń za trenowanie, a za dojazdy jakoś się dogadamy jak będą pieniądze. I sami się zrzucaliśmy na wynajęcie sali, zawodnicy trenowali i była cisza. Nikt mi wtedy nawet jeszcze nie powiedział, że moja umowa się skończyła, treningi szły i była cisza aż do SMS-a informującego mnie, że nie widzi prezes ze mną dalszej współpracy. Ja od 12 stycznia robię wszystko za darmo i nie sądzę, żeby ten SMS był zwolnieniem trenera z pracy. Pracuję z chłopakami bo nie chodzi mi o pieniądze, ważniejsze jest przygotowanie do rozgrywek wiosennych - mówi były trener.
Jak dowiadujemy się od Janusza Kurzyńskiego, po zebraniu w klubie, kiedy upomniał się o niezapłacone pieniądze, inny trener poparł jego wniosek w bezpośredniej rozmowie z nim, skarżąc się, że mu również pieniędzy nie wypłacono za ostatni okres.
- W grudniu na zebraniu z udziałem burmistrza mówiono, że klub nie ma długów a nasze zobowiązania nie są zadłużeniem? Ja dopiero podczas wizyty w banku przekonałem się, że nie mam wpływów za trzy miesiące pracy w "Orle", o czym mnie nie informowano, że termin wypłaty zobowiązań zostanie przesunięty - mówi ówczesny trener.
Jak zapewnia szkoleniowiec z prezesm chciał się spotkać na początku stycznia, miał jednak problemy by się dodzwonic, a kiedy się udało to chciał umówić się w niedzielę w WOŚP 11 stycznia. Prezes wówczas zapewniał, ze wyjeżdża i wróci dopiero w poniedziałek wieczorem a okazało się, że był na siatkówce o czym zapewniali zawodnicy Orła.
- W poniedziałek 12 stycznia odbyło się zebranie bez mojego udziału, na którym uzgodniono ostatecznie, że treningi zaczynają się 15 lutego. Ja nic o zebraniu nie wiedziałem, a ustalenia zapadły za moimi plecami. Do mnie nawet nikt nie zadzwonił, żeby poinformować o decyzji. Od jednego z członków zarządu dowiedzieliśmy się, że na zebraniu ustalono termin rozpoczęcia treningów i zdecydowano, że sparingów nie musimy grać. Dla mnie to jest tragedia, to nie jest klub, to nie są działacze - mówi Janusz Kurzyński.
Dalej trener poinformował burmistrza Tomasza Sczepaniaka pisemnie, że klub Orzeł Kcynia zalega mu pieniądze za prace trenerską. Burmistrz odpisał, że poinformował klub o tym piśmie. To wystąpienie zdaniem trenera też miało wpływ na decyzję o jego usunięciu.
Jako drużyna niezrzeszona zespół seniorski wraz z Januszem Kurzyńskim wystąpili do burmistrza z pismem o zgodę na korzystanie ze stadionu, ponieważ chcą grać i trenować.
- Taką zgodę dostaliśmy i nie powinni się na nas mścić działacze "Orła", bo chcemy grać i trenować. Wczoraj gralismy bez siatek, zawodnicy przebierali się na powietrzu. Myśmy wystąpili jako drużyna niezrzeszona. Wczoraj prezes nie odbierał telefonów. My chcemy trenowac i grać, i stąd niedzielny sparing z zespołem z Bydgoszczy. Chcemy się przygotować do rozgrywek wiosennych, bo nie chcemy rozwalić zespołu seniora w Kcynia. Chcemy dalej grać w Kcyni, jedyne czego chcemy to zmiany prezesa. Ja powiedziałem, że nie zostawię zespołu, chłopacy też stoją za mną murem. Miałem dwie propozycje z innych klubów, moje zespoły zawsze idą do góry. Jak przejęłem chłopaków w "Orle" to byli na trzecim miejscu od końca, wyszliśmy na drugie, ale już nie dało rady dogonić lidera. W tej chwili jesteśmy na pierwszym i chodzi o to, że pieniędzy mają za mało i nie chcą żebyśmy awansowali. Łatwiej rozwalić wszystko zaczynając od trenera - mówi Janusz Kurzyński.
- Ja nie muszę zarabiać pieniędzy, ale do końca będe z chłopakami - stwierdził Janusz Kurzyński. Powiedział zawodnikom, że jeśli jest ich wola to on się usunie i pójdzie do innego klubu. Piłkarze odpowiedzieli, że chcą grać tylko z trenerem. Skierowali do burmistrza pismo, w którym wskazują na wiele nieprawidłowości w klubie. Jedną z nich jest sprawa badań lekarskich. Zdaniem zawodników zostały one przeprowadzone fikcyjnie. - Domagaliśmy się by na stadion przyjechał lekarz i nas przebadał, to nam powiedziano, że lekarz jest w ośrodku i tu nie przyjedzie bo nie ma takiej potrzeby. Chcielismy, by przed wystawieniem aktualnych kart zdrowia lekarz nas przebadał, skończyło się jednak tak, że karty zdrowia podbito nam na zasadzie fikcyjnych badań, które się nie odbyły, bo badani nie byliśmy - mówią zawodnicy.
Prezes klubu Marek Grewling zapewnia, że nic o tym nie wie, nie sprawdzał czy zawodnicy chodzili do lekarza czy nie. Lekarz był załatwiony a odpowiedzialny za przeprowadzenie badań był kierownik sekcji Roman Kulig, który uważa, że to jakaś zmowa byłego trenera i zawodników, gdyż badania się odbyły, zawodnicy zostali przebadani przez lekarza i nie ma tu mowy o jakiejś fikcji.
Zawodnicy zwrócili się do burmistrza o to, by dokonać kontroli wysokości rachunków wystawianych na rzecz trenerów sekcji piłki nożnej, tenisa stołowego i ziemnego oraz na autentyczność podpisów na rachunkach. - Na zakup butów była robiona lista potwierdzająca odbiór obuwia, chcemy by burmistrz zweryfikował ją z nasza listą rzeczywistą. Do dziś część z nas nie otrzymała zwrotu kosztów za zakupione obuwie - skarżą się zawodnicy.
- Muszę porozmawiać z księgowym, nie jestem pewien w tej kwestii ale nie sądzę, żeby nie mieli zapłacone - mówi prezes Marek Grewling.
Zawodnicy zwracają uwagę burmistrza również na fakt, że kosiarką klubową koszony jest teren wokół baru przy stadionie oraz z paliwa zakupionego na rachunek klubu. Dalej obrusy z tego baru jak i restauracji prane są w pralce klubu z proszku, wody i prądu opłacanego przez klub a stroje zawodników często były przepocone co dowodzi, że nie były prane.
Prezes Marek Grewling zapewnia, że teren przy barze to równiez teren należący do stadionu i dlatego jest on utrzymywany w należytym stanie przez klub. Odpiera zarzut zawodników, że woda, którą sprzedawał z własnej hurtowni zawodnikom na mecze była przeterminowana. - To są insynuacje i przesada - skomentował prezes.
W kwestii wysłanego SMS-a prezes Orła potwierdza, że był jego autorem. - Umowa się skończyła, był na umowę-zlecenie, a że nie odbierał ode mnie telefonów to poinformowałem go SMS-em, że nasza współpraca się skończyła. Trener nie ma żadnych osiągnięć, zakręcił chłopakami. Nie ma osiągnięć, postawiliśmy na tego trenera w 2007 roku i ani w tamtym, ani w 2008 nic nie zrobił, bo drużyna nie awansowała wyżej. Teraz trener chce się medialnie odegrać - mówi prezes Grewling.
W sprawie niedzielnego spotkania Grewling zapewnił, że nie były to rozgrywki organizowane przez Orła, bez powiadamienia, raczej prywatna gra. Marek Grewling potwierdził też, że Orzeł ma już na miejsce Kurzyńskiego nowego trenera, którym został Piotr Tomecki. - Jest to wychowanek kcyńskiego Orła, z dużym doświadczeniem piłkarskim, posiadający papiery instruktora trenerskiego - mówił prezes.
Zapytany czy słyszał, że po czterech kolejkach trenowania Sparty został zwolniony z tej funkcji prezes starał się wmówić, że Spartę trenował Grzegorz Tomecki, a to są insynuacje i oszczerstwa. Zaprzeczył, że nie jest spokrewniony z Tomeckim, a mojego czasu szkoda by się tym zajmować. On jako prezes nie pozwoli, żeby zawodnicy rządzili w klubie.
- Byli też zawodnicy, którzy odeszli z zespołu bo nie odpowiadały im zasady trenerskie, bo wychowawczo trener Kurzyński nie był najlepszy - mówi Marek Grewling.
Roman Kulig, członek poprzedniego zarządu, który nie wszedł w skład nowych władz MLKS Orzeł zapewnia, że w listopadzie skończyła się umowa Januszowi Kurzyńskiemu. - Umowa była odnawiana sezonowo i w listopadzie skończyła się druga umowa na 2008 rok, to była umowa-zlecenie więc nie było czasu nieokreślonego w niej. Prezes dzwonił bo mi pokazywał próby połączeń, a trener nie odbierał. Umowa wygasła a ten poinformował go SMS-em, fakt zrobił błąd, mógł wysłać pismo. Skoro umowa się skończyła, klub nie wystąpił z nową, to co trener jeszcze szuka w tym klubie? Sukcesów żadnych wielkich nie miał, w juniorze wystawiał zawodników z pierwszego składu, w dodatku słyszałem, że naszych czołowych zawodników chciał zabrać do innego klubu, który miał zamiar trenować. A jeśli mówi, że nie podpisywał umowy to nie dostawałby tez wynagrodzenia, ponieważ nie byłoby do tego podstawy, tak samo jak musiał podpisywać rachunki za dany miesiąc, żeby poszedł przelew - mówił Roman Kulig.
Janusz Kurzyński zapewnia, że ma umowę podpisaną w 2008, innej nie ma. - A skoro było wiadome w listopadzie, że moja umowa wygasa, o czym nie wiedziałem, to dlaczego jeszcze w styczniu rozmawiano w sprawie treningów? Przecież dzwoniłem do prezesa i chciałem się z nim umówić razem z chłopakami, to dlaczego wtedy mi nie powiedział, że nasza umowa się skończyła. Dopiero jak domagałem się pieniędzy, wystąpiłem do burmistrza, to wtedy mi podziękowali SMS-em za współpracę w świetle zaistniałych wydarzeń. Do tego raz, jak pamiętam, na boisku w trakcie treningu podpisałem rachunek Romanowi Kuligowi i więcej nie podpisywałem. Skoro takie były wymagane do przelewów to znaczy, że ktoś je za mnie podrabiał. Mam nadzieję, że kontrola w "Orle" wykaże wiele nieprawidłowości, że spokojnie dalej z zespołami będziemy mogli grać i piąć się coraz wyżej a władze klubu się zmienią.
Zawodnicy powtarzają, że chcą by ktoś rozliczył dokładnie zarząd, nie chcą zmiany trenera, chcą dalej walczyć o awans u boku Janusza Kurzyńskiego.
Zapytaliśmy ówczesnego prezesa Sparty Janowiec Adama Grzeczkę, o trenera Piotra Tomeckiego, którego zatrudnił i po krótkim czasie podziękował mu za współpracę
- Piotr Tomecki objął funkcję I trenera zespołu seniorów LKS "Sparta" Janowiec Wlkp. w lipcu 2008 roku. Jego zadaniem było przygotowanie zespołu do rozgrywek w IV lidze, celem postawionym przez ówczesny zarząd klubu było utrzymanie zespołu IV lidze. Początek rozgrywek w sezonie 2008/2009 nie był dla klubu udany, zespół w pierwszych czterech meczach poniósł wysokie porażki, zarówno na wyjazdach jak i na swoim boisku. Jego metody treningowe nie gwarantowały sukcesów w powodzeniu zespołu. Po tych kilku przegranych odniesionych w złym stylu, zarząd klubu podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z Tomeckim i powierzeniu obowiązków trenerskich dotychczasowemu asystentowi Marcinowi Muślewskiemu. Z perspektywy czasu myślę, że było to słuszne posunięcie, które środowisko piłkarskie w Janowcu przyjęło z akceptacją i wiarą w lepszą oraz skuteczniejszą grę drużyn - powiedział Adam Grzeczka.
- Sprawa w "Orle" nie jest jednoznaczna. Na dzień dzisiejszy prowadzimy tam kontrolę, badane są wydatki tego klubu, mamy sygnały, że zarząd nie bardzo może się dogadać z sekcją piłki nożnej, że są tam między nimi jakieś tarcia, dotarły do mnie sygnały. Będziemy dążyć do tego, żeby te dwie strony się dogadały. Dziwnie zwolniony został trener, z tego co słyszymy. Nic na razie więcej nie możemy powiedzieć, jak będziemy już mieli wyniki kontroli to wówczas będziemy mieli obraz. Ja nie osądzam żadnej ze stron, chcemy poznać meritum sprawy a kontrola i czas pokażą - powiedział burmistrz Tomasz Szczepaniak.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 888 (7/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze