Reklama

Obiadki zdrowsze, ale droższe

Ze stołówki w żnińskiej „jedynce” korzysta wielu uczniów. Ruch zaczyna się tu już przed 12:00

          fot. Karol Gapiński

Przepisy żywieniowe, szkoła, przedszkole, obiad, minister zdrowia
     Obiadki zdrowsze, ale droższe
    W automatach na szkolnych korytarzach dzieci i młodzież nie kupią już batoników czy słodkich napojów z gazem. Co najwyżej ciastka zbożowe i niskosłodzone soczki. Do obiadków szkolnych podawane są owoce, a używana w kuchniach sól ma obniżoną zawartość sodu. Smażone? Tylko raz w tygodniu. Jest zdrowo, ale też i drożej. Szkolni intendenci układając menu nie tylko szczegółowo wczytują się w rozporządzenie ministra zdrowia. Patrzą również z niepokojem na ceny produktów, bo zdrowiej często oznacza także drożej.

     Z nowym rokiem szkolnym w placówkach oświatowych weszły w życie nowe przepisy dotyczące zasad żywienia dzieci i młodzieży. Przepisy te dotyczą zarówno artykułów spożywczych sprzedawanych w sklepikach i automatach zlokalizowanych w placówkach oświatowych, jak i wymagań, które mają spełniać artykuły spożywcze wykorzystywane w ramach zbiorowego żywienia w stołówkach.
     Zarządzający oświatą i bezpośrednio odpowiedzialni za żywienie zbiorowe w szkołach na terenie gminy Żnin uspokajają - nowe, bardziej restrykcyjne przepisy są stosowane, choć wiąże się to z problemami w kuchniach szkolnych i przedszkolnych. Chodzi przede wszystkim o to, że podniesione normy spowodowały konieczność kupowania spełniających te wymogi, ale też droższych produktów. Tymczasem środki przeznaczane na obiadki szkolne są takie same, jak były w poprzednim roku.
     - Dla przykładu, wcześniej kupowałam 1 kilogram soli za złotówkę. Teraz kilogram wymaganej soli z obniżoną zawartością sodu kosztuje 7,50 zł. Poza tym rozporządzenie ministra zdrowia nakazuje podawać uczniom codziennie świeży owoc. Nie można za to stosować produktów wysokosłodzonych, np. dżemu. Do picia, jeśli sok, to taki, w którego 100 g będzie nie więcej, niż 10 g cukru. Oczywiście żadnych słodyczy, w tym drożdżówek, nie można podawać. Są też wytyczne co do rodzaju kuchni. Jeśli np. mięso smażone, to tylko jeden raz w tygodniu. Pieczywo też ma być nie wyłącznie pszenne, a urozmaicone, w tym razowe lub pełnoziarniste, także żytnie lub mieszane. Oczywiście nie jest też tak, że my totalnie musieliśmy odwrócić menu w szkole. Oprócz nowego rozporządzenia ministerialnego obowiązują, tak jak obowiązywały wcześniej, inne przepisy żywieniowe i od lat w naszej kuchni stosujemy zasady dobrego żywienia. Tyle tylko, że z nowym rokiem te normy zostały jeszcze podniesione. Oczywiście przy dowolnym budżecie nie byłoby problemu ułożyć sobie menu na cały tydzień zgodnie z wytycznymi. Tyle tylko, że my mamy takie same pieniądze za obiadki, jak w poprzednim roku szkolnym: 3 zł na wkład do jednego obiadu - przedstawia sytuację Elżbieta Pietraszko, intendentka w Zespole Publicznych Szkół nr 1 w Żninie. Dodaje ona, że w przedszkolach mają jeszcze trudniej, bo w szkołach do picia na obiad można podać sok, a młodsze dzieci mają też serwowane w przedszkolach drugie śniadanie z herbatą. Teraz jej nie można słodzić, można co najwyżej dodać miodu. Oprócz tego koszty obiadów wzrosły realnie w porównaniu do okresu wiosennego, bo w związku z suszą droższe są warzywa i  owoce. Co więcej, susza ta zapewne wpłynie również na wzrost cen za pieczywo i mięso.
     Maria Bursztyńska, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Żninie podkreśla, że na początku wakacji letnich pytała dyrektorów placówek oświatowych, czy potrzebne będzie podniesienie stawki obliczanej dla jednego obiadu szkolnego. - Wówczas nie miałam sygnałów, że koszty tych obiadów wzrosną i stanęło na tym, że wkład do obiadu w szkole ma być obliczony na 3 zł. W tej chwili też nie mam jeszcze żadnych takich sygnałów. Środki na ten rok mam już zabezpieczone. Obiady w naszej gminie są dotowane w 80% z budżetu centralnego przez wojewodę i w 20% przez gminę. Chcę zaznaczyć, że stawka 3 zł to cena ustalona za obiad w szkołach, a w przedszkolach za jeden dzień to 4 zł. Poza tym w tych szkołach, które nie mają własnych stołówek i obiadki trzeba dowieźć z tej placówki, która akurat gotuje u siebie, to płacimy za taki posiłek 3,30 zł. Posiłki dowożone są też do szkół niepublicznych. Oczywiście nie wszystkie posiłki dotowane są przez MOPS. W szkołach jedzą też uczniowie nie objęci takim świadczeniem przez MOPS. Ci uczniowie czy raczej ich rodzice wykupują obiady w takiej samej cenie, jaka jest ustalona w naszej gminie - informuje Maria Bursztyńska. Dyrektor dodaje, że jeśli będzie otrzymywała od dyrektorów sygnały, że w związku z wdrażaniem nowych przepisów, czy w związku z suszą koszty obiadów wzrosły, to może podnieść stawkę za wkład żywieniowy. Tyle tylko, że środki na to będzie musiała znaleźć poprzez jakieś przesunięcia w tym programie.
     Jacek Świtała, kierownik wydziału edukacji, kultury i sportu w Urzędzie Miejskim w Żninie przyznaje, iż na razie placówki są w okresie wdrażania nowych przepisów żywieniowych. Dlatego ewentualna korekta planu finansowego dla żywienia zbiorowego jest możliwa dopiero po zaobserwowaniu, jak szczegółowe wydatki kształtują się w praktyce co najmniej przez kilka tygodni i zrobieniu symulacji kosztów w dłuższym okresie.
     Zmiany w przepisach dotyczących żywienia w placówkach oświatowych nie dotyczą jedynie stołówek, ale również sklepików i automatów. Jacek Świtała informuje, że w szkołach, dla których organem prowadzącym jest gmina Żnin, aktualnie nie funkcjonują żadne sklepiki szkolne. Natomiast asortyment oferowany w automatach ustawionych na szkolnych korytarzach został przez operatorów całkowicie zmieniony. W automatach nie ma już wysokosłodzonych batoników ani napojów gazowanych. Można tu za to kupić ciastka zbożowe, wodę albo niskosłodzone soczki. Automaty znajdują się na szkolnych korytarzach we wszystkich szkołach prowadzonych przez gminę Żnin, oprócz szkół w Januszkowie i Słębowie.
     - U nas np. chipsów to już dawno nie było w sprzedaży. W zeszłym roku jeszcze mogliśmy sprzedawać drożdżówki. Tyle, że nie robiliśmy tego w sklepiku, bo takowego nie było, a wprost na stołówce. Teraz też już tego nie ma, bo drożdżówek sprzedawać nie można - mówi Jacek Pietraszko, dyrektor ZPS nr 1 w Żninie.
     Sklepik szkolny działa za to wciąż w I Liceum Ogólnokształcącym im. Braci Śniadeckich w Żninie. Dyrektor tej szkoły Andrzej Kurek wyjaśnia, że jest to sklepik na terenie sali gimnastycznej. Jeszcze przed wakacjami był drugi sklep na terenie szkoły, ale został on zlikwidowany, ponieważ w tym miejscu będzie zlokalizowany Powiatowy Zespół Oświaty, czyli komórka organizacyjna dla szkół ponadgimnazjalnych powołana niedawno przez organ prowadzący. Dyrektor przekazał, że asortyment w nadal funkcjonującym sklepie prowadzący go ajent w oparciu o rozporządzenie ministra wymienił. - Owszem, niektórzy uczniowie może i tęsknią za niezdrową żywnością, ale też bym nie przesadzał. Zdrowe żywienie robi się coraz modniejsze i młodzież pierwsza na to zwraca uwagę. Po drugie ci, którzy mają ochotę na chipsy, drożdżówki albo colę, to i tak kupują ją sobie np. w markecie poza szkołą. Poza tym ja się zgadzam z tym, że zdrowe programy żywieniowe powinno się wdrażać w „podstawówkach” czy gimnazjach, ale w szkołach ponadgimnazjalnych mamy do czynienia z prawie już dorosłymi, a częściowo już z formalnie dorosłymi osobami. One same mogą i powinni dokonywać takich wyborów, jak te dotyczące własnego żywienia. W każdym razie protestów grupowych uczniów niezadowolonych z braku batonów, jakie zdarzyły się w którejś ze szkół w Polsce, a o czym donosiły media, w naszej szkole nie ma - zauważa Andrzej Kurek.
     Joanna Fryca-Fałszewicz, kierownik sekcji nadzoru nad żywnością i żywieniem w Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej w Żninie przekazała, iż za nieprzestrzeganie norm określonych w rozporządzeniu dotyczącym żywienia w szkołach grożą kary finansowe. Mogą je otrzymać ajenci sklepików, operatorzy automatów, czy dyrektorzy placówek odpowiedzialni za nadzór nad kuchnią szkolną. Przewidziane kary wynoszą od 1.000 do 5.000 zł. Może je nałożyć Wojewódzki Inspektorat Sanitarno - Epidemiologiczny na wniosek powiatowego sanepidu. Taki wniosek o nałożenie kary może być skierowany w wyniku wniosków po kontroli przeprowadzonej w danej placówce oświatowej.
     O konieczności równolegle prowadzonej edukacji dotyczącej zasad zdrowego żywienia mówi nam Bożena Korniluk. Jest ona dietetyczką i nauczycielką przedmiotów zawodowych w gastronomii, pracującą w Zespole Szkół Niepublicznych w Gąsawie. Akurat w tej placówce młodzież przygotowywana jest do zawodów gastronomicznych, dlatego edukacja żywieniowa jest jedną z najistotniejszych części programu nauczania. W szkole jedną godzinę tygodniowo każda klasa poświęca na poznawanie zasad racjonalnego żywienia, poznaje, jakie produkty są zalecane, a jakie należałoby wyeliminować z diety.
     - Ale też staramy się wychodzić z tą edukacja np. do gimnazjalistów ze szkół naszego powiatu. Organizujemy zatem coś w rodzaju warsztatów dla grup gimnazjalnych, które odbywają się w naszej szkole. Takie warsztaty trwają 5 godzin, a gimnazjaliści mają zajęcia z żywienia ekologicznego, rolnictwa ekologicznego i praktyczne zajęcia z obsługą naszej kuchni. Oczywiście o zasadach zdrowego żywienia trzeba mówić już od przedszkola. Te tematy są poruszane na zajęciach. Nie da się ukryć, że na to, co dzieci jedzą, muszą zwracać uwagę rodzice. Jakie błędy w żywieniu popełniamy w Polsce najczęściej? Co powinniśmy ograniczyć? Myślę, że właśnie to rozporządzenie ministra, które jest wdrażane, odpowiada na te pytania. Otóż spożycie soli na dobę w Polsce średnio wynosi 15-16 g, a powinno wynosić co najwyżej 5 g. Trzeba pamiętać, że spożywamy sól w większości gotowych produktów. Jest ona w chlebie, bardzo dużo dodawane jest tej soli do wędlin czy choćby do żółtych serów, które dzieci z reguły bardzo lubią. Spożycie wszystkich gotowych produktów powinniśmy brać pod uwagę starając się zmieścić w dziennej normie spożycia soli. Druga istotna sprawa, która znacząco wpływa na zdrowie Polaków, to spożycie tłuszczów. Normy mówią, że powinniśmy spożywać ich do 30% w diecie, a tymczasem średnio 40% z tego co jemy, to tłuszcze. Tutaj musimy zwrócić uwagę zwłaszcza na tłuszcze ukryte w produktach, które często lubią dzieci, np. w czekoladkach. No i trzecia sprawa, to cukier. Jego też spożywamy zbyt wiele. Dzieci dodatkowo często preferują słodkie napoje, soki, więc mówimy tu nie tylko o batonikach, czekoladkach i innych słodyczach jako źródłach cukrów prostych w naszej diecie. Spożycie cukrów prostych w ostatnich latach znacznie wzrosło i powinno się je ograniczać - mówi Bożena Korniluk.
     Dietetyczka przyznaje również, że zasady żywienia to także działanie psychologiczne. Kubki smakowe dzieci dopiero się kształtują. Najczęściej atrakcyjny dla dzieci staje się w szybkim stopniu smak słodki. Jednak można też dziecko stopniowo przyzwyczajać do jedzenia surówek. Zdaniem Bożeny Korniluk ważne jest, aby samemu dawać przykład, bo dzieci będą jadły chętniej to, co rodzice. Niezdrowe produkty nie powinny być też podawane dzieciom w formie nagrody za to, że były grzeczne, posłuszne itp. - Tak samo nie powinno się wizyty w fast foodzie traktować jako wyróżnienia dla dziecka, pokazania, że jest wyjątkowe. Dzieci oczywiście szybciej polubią owoce niż warzywa, ale też owoce, choć często zawierają cukry, są z pewnością lepsze niż żelki czy czekoladki. Dlatego jeśli chcemy dziecko nagrodzić, to nie batonikami, słodkimi napojami, a np. owocem - kończy Bożena Korniluk.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1230 (36/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości