Reklama

Ograniczenia nie ma, ale migawka pracowała

Sołtys Piotr Niestatek podkreśla, że zmieciony ze słupa znak informujący kierowców o tym, że mają zwolnić, bo wjeżdżają w teren zabudowany, to tylko jeden problem. Według sołtysa trzeba też wzmocnić i wydłużyć barierkę ochronną wzdłuż łuku drogi.

        fot. Karol Gapiński

Krotoszyn, barierka, znak drogowy, migawka, straż miejska, fotoradar
     Ograniczenia nie ma, ale migawka pracowała
     Przed Bożym Narodzeniem ciężarówka, której kierowca zasnął, wypadła w Krotoszynie z drogi wojewódzkiej i zerwała barierki bezpieczeństwa i znak drogowy oznaczający teren zabudowany. Kierowcy zatem nie muszę teraz wiedzieć, że jest tam ograniczenie prędkości, bo znaku jeszcze nie postawiono z powrotem na miejsce. Mimo to w ostatni wtorek strażnicy miejscy z fotoradarem robili tutaj zdjęcia nieświadomym kierowcom, jadących szybciej niż 50 km/h.

     Bartłomiej Buzała apeluje do strażników miejskich, by prędkość pojazdów kontrolowali jeszcze przed łukiem w Barcinie, zanim samochód wjedzie w niebezpieczny zakręt.
     - Tymczasem strażnicy z fotoradarem stoją najczęściej za tym łukiem, kryjąc się u wjazdu na osiedle bloków w Krotoszynie. To nie służy profilaktyce i podniesieniu bezpieczeństwa, tylko celem jest złapanie kierowców w pułapkę i zgarnięcie pieniędzy za mandat - uważa Bartłomiej Buzała, w którego ogrodzie już kilka razy znalazły się samochody, bo wypadły z łuku drogi. Tak też było 18 grudnia ub.r., kiedy to po 10:15 drogą wojewódzką w kierunku Pakości zdążał kierowca ciężarówki z przyczepą. Był to pojazd dostawczy sieci Polo-market. Później okazało się, że kierowca zasnął za kierownicą. W rezultacie utracił kontrolę nad pojazdem na pierwszym łuku drogi za rogatkami Barcina, czyli już w Krotoszynie. Łuk jest ostry. Zaś wzdłuż drogi po prawej stronie ciągnie się chodnik, wykorzystywany zresztą bardzo powszechnie również jako ciąg rowerowy, zwłaszcza przez osoby jeżdżące jednośladami do pracy w pobliskim Wapiennie.
     Sołtys Krotoszyna Piotr Niestatek podkreśla, że na szczęście była wtedy, gdy kierowca zasnął za kierownicą, akurat pora po rozpoczęciu zajęć w szkole. Dlatego chodnikiem nie szły w kierunku tejże szkoły liczne gromadki dzieci. Młodzi krotoszynianie, a takich w wieku szkolnym jest tam niemało, bo to jedno z większych sołectw w gminie, uczęszczają bowiem do szkół w Barcinie. - Mogła stać się tragedia, bo ciężarówka najpierw przeleciała przez barierkę zabezpieczającą pas jezdni, następnie przez chodnik i załamała kolejną barierkę oddzielającą ów chodnik od rowu i zatrzymała się na płocie prywatnych posesji (za tym płotem mieści się m.in. ogród Bartłomieja Buzały - przypis kg). Na szczęście akurat nikt tędy nie szedł i nic się nikomu nie stało. Jednak to nie pierwsza taka sytuacja. W przeszłości już kilka razy na tym łuku wypadały pojazdy. Dlatego nasz wniosek, jako mieszkańców Krotoszyna byłby taki, żeby wydłużyć o jakieś 8 metrów barierkę zabezpieczającą drogę. Mam na myśli wydłużenie w kierunku początku łuku na rogatkach Barcina. Poza tym ta barierka musiałaby być wzmocniona, bo nie stanowi wystarczającej osłony. Wiadomo, że dla tirów i tak nią nie będzie, ale zawsze byłoby bezpieczniej, niż jest teraz - mówi sołtys.
     Piotr Niestatek dziwi się poza tym, że jeszcze nie zrekonstruowano obydwu barierek i nie postawiono na powrót znaku oznaczającego teren zabudowany, który to znak zmiotła ciężarówka 18 grudnia wypadając z drogi.
     I właśnie ten znak stał się powodem interwencji, którą zgłaszał policjantom i strażnikom miejskim oraz nam jeden z mieszkańców Krotoszyna. Otóż w ostatni wtorek przy wspomnianym wcześniej przez Bartosza Buzałę wjeździe na osiedle w Krotoszynie stanęli strażnicy miejscy z fotoradarem.
     - To jest zwykła pułapka na niczego nieświadomych kierowców i maszynka do ściągania łatwych pieniędzy od Bogu ducha winnych kierowców. Teraz tu nie ma ograniczenia, a we wtorek rano migawka fotoradaru działała i strażnicy miejscy robili zdjęcia. Ja jestem z Krotoszyna, to wiem na pamięć, że tu wprawdzie stał znak - teren zabudowany. Taki znak ogranicza prędkość dozwoloną do 50 km/h. Tylko że to nie jest droga osiedlowa, gdzie kierowcy znają ją na pamięć, ale droga wojewódzka, Większość kierowców przejeżdżą tutaj w przelocie, często pierwszy, może jedyny raz w życiu. Oni polegają tylko na znakach, a nie na swojej pamięci. Dlatego mają prawo przekroczyć 50/h, gdy nie widzą żadnego znaku. Tymczasem fotoradar im pstryka zdjęcia, a później dostaną mandaty w prezencie. I nawet ich nie zakwestionują, bo nie będą pamiętali dokładnie, czy złamali, czy nie złamali jakiegoś zakazu - twierdzi interweniujący w tej sprawie krotoszynianin.
     Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie poinformował, że sprawcą kolizji z 18 grudnia był faktycznie kierowca, który zasnął za kierownicą. Wniosek o doprowadzenie infrastruktury drogi do stanu sprzed zdarzenia policjanci wysłali do zarządcy drogi od razu po kolizji. - Jeśli znaku nie ma, to faktycznie tłumaczy to kierowców jadących od strony Barcina, że mogli nie wiedzieć, że tam jest ograniczenie prędkości. Ten sam znak od strony Inowrocławia jest, więc kierowców jadących z tego kierunku, a przekraczają prędkość 50 km/h już nic nie tłumaczy. W każdym razie od czasu tej kolizji policjanci tam nie prowadzili kontroli - powiedział nadkomisarz.
     Komendant Straży Miejskiej w Barcinie Waldemar Polanowski przekazał, że tylko jeden raz od czasu przewrócenia znaku wskutek kolizji strażnicy prowadzili w tamtym miejscu kontrolę prędkości pojazdów. Było to właśnie w ostatni wtorek. Komendant zapewnił, że zdjęcia wykonane przez fotoradar pojazdom jadącym od strony Barcina zostaną zatem anulowane. Tym kierowcom, którzy - nie widząc znaku - nie zredukowali prędkości, nie będą groziły mandaty.
     Jednak to zmieni się jeszcze w tym tygodniu. Tak przynajmniej zapewnił nas Michał Sitarek, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Wojewódzkich w Bydgoszczy. Tymczasowy znak określający wjazd w teren zabudowany drogowcy mają dla bezpieczeństwa użytkowników drogi postawić właśnie w tym tygodniu. - Poza tym słyszę, że ta barierka może wymaga jeszcze dodatkowego zabezpieczeni, to też to uczynimy. Czy rzeczywiście jest taka potrzeba, to określą już nasi pracownicy na miejscu - powiedział Michał Sitarek.
     Istotne jest to, że będzie to znak tymczasowy. Taki sam, ale już na stałe, zostanie posadowiony przez wykonawcę wyłonionego w efekcie przetargu, który ogłosi ZDW. Ten wykonawca zrekonstruuje również barierki. Jeśli tak ocenią pracownicy ZDW podczas oględzin tego miejsca, to może będzie również wydłużona i wzmocniona barierka ochronna w stosunku do tej, która istniała przed kolizją z 18 grudnia, a o co postuluje sołtys. Zresztą sołtys Krotoszyna postuluje teraz także o wzmocnienie krawędzi chodnika przy drodze. Grunt przy chodniku częściowo bowiem obsunął się, gdy 18 grudnia inny samochód wyciągał tutaj z rowu ciężarówkę Polo-marketu.
     Piotr Niestatek krytycznie ocenia fakt, iż Zarząd Dróg Wojewódzkich w Bydgoszczy, mimo że upłynęły już prawie 4 tygodnie od kolizji, nie uporządkował terenu, nie odbudował barierek. - Ja rozumiem, że chcą ściągnąć odszkodowanie z polisy ubezpieczyciela samochodu „Polo-marketu” albo od tego kierowcy, który to spowodował. Ale ile można czekać? Przecież to jest niebezpieczne, nieestetyczne, a jak przyjdzie zimno i śnieg, to w ogóle prace remontowe będą utrudnione - uważa sołtys.
     Michał Sitarek potwierdził, że ZDW będzie chciał uzyskać odszkodowanie. - Drogi wojewódzkie są ubezpieczone i w tej chwili trwa procedura związana z uzyskaniem odszkodowania od sprawcy wypadku. Dopiero po odzyskaniu tych środków będzie ten fragment drogi uwzględniony do rekonstrukcji infrastruktury w przetargu kompleksowym na więcej tego typu miejsc uszkodzonych w wyniku wypadków. My nie zamawiamy za każdym razem firmy, która wykona takie prace po jednym, konkretnym zdarzeniu drogowym, ale właśnie na wszystkich naszych drogach - powiedział Michał Sitarek.
     Rzecznik ZDW w Bydgoszczy przyznał też, że do tego przetargu może dojść najprawdopodobniej dopiero w drugim kwartale. Dopiero po tym rozstrzygnięciu barierki zostaną odbudowane i może wzmocnione. Tak samo na stałe zostanie wówczas posadowiony zerwany w momencie kolizji znak drogowy.
     Natomiast jeśli chodzi o lampę oświetleniową, którą także złamał i przewrócił samochód Polo-marketu, to nie należy ona do ZDW, tylko do firmy Enea Operator i to ta spółka powinna uprzątnąć obalony słup.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1143 (2/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości