Wojewoda kujawsko-pomorski zapoznał się z opinią IPN, który uważa, że uchwała nadająca Parkowi 100-lecia w Piechcinie imię Henryka Hałasa jest niezgodna z ustawą dekomunizacyjną. Wojewoda zapoznał się również ze stanowiskiem burmistrza Barcina, o które poprosił w związku z wątpliwościami i zdecydował o odstąpieniu od wydania rozstrzygnięcia nadzorczego. W tej sytuacji uchwała w sprawie nazwy parku w Piechcinie nabrała mocy prawnej, ale niezmiennie wciąż budzi duże emocje i kontrowersje. Świadectwem tego była dyskusja na piątkowej sesji Rady Miejskiej w Barcinie.
17 czerwca br. Rada Miejska w Barcinie podjęła większością głosów uchwałę w sprawie nadania Parkowi 100-lecia imienia Henryka Hałasa. W ostatnich miesiącach zgodność tej uchwały z ustawą z 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego systemu totalitarnego przez nadawanie nazw m.in. ulicom, czy obiektom i urządzeniom użyteczności publicznej badał nadzór wojewody kujawsko-pomorskiego, Michała Sztybla.
Dlaczego nazwanie parku w Piechcinie imieniem Henryka Hałasa miałoby rodzić wątpliwości? Przecież to z inicjatywy tego dyrektora Zakładów Wapienniczych w Bielawach został ów park założony z okazji 100-lecia wydobycia kamienia wapiennego w tzw. Białym Zagłębiu. A ponadto Henryk Hałas przyczynił się do budowy osiedli bloków w Piechcinie, Barcinie, to za jego dyrektorowania wybudowano cementownię w Wapiennie. Czasy Henryka Hałasa są przez wielu mieszkańców gminy Barcin oceniane jako dobre. Są pamiętane jako czasy rozwoju, poprawy warunków mieszkaniowych, kulturalnych itp. Mówiąc w skrócie - są osoby przekonane o tym, że Henryk Hałas dbał o klasę robotniczą i nie tylko, bo przecież korzystało z tych rzeczy w jakiś sposób całe społeczeństwo.
A jednak Henryk Hałas to również członek od lutego 1945 r. Polskiej Partii Robotniczej, której lokalne struktury na obszarze dawnego powiatu szubińskiego współtworzył zaraz po zajęciu Wielkopolski przez Armię Czerwoną i ucieczce stąd Niemców. W kolejnych latach PPR korzystając ze wsparcia stalinowskiego Związku Republik Radzieckich dokonała rozprawy z opozycją demokratyczną działającą w podziemiu, a także jawną początkowo opozycją w postaci Polskiego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, które zostały odsunięte w wyniku sfałszowania wyborów parlamentarnych.
Henryk Hałas był jednym z czołowych działaczy PPR w powiecie szubińskim, a jego kariera partyjna rozwijała się dzięki temu, że był związany zawodowo z dużym ośrodkiem przemysłowym przemysłu - jak wówczas mówiono - terenowego. To wpisywało się w propagandę wprowadzanego siłą i przemocą ustroju totalitarnego w Polsce. Po zjednoczeniu PPR z PPS w 1948 r. Henryk Hałas pozostawał aktywnym, czołowym działaczem lokalnym nowej partii, czyli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
W kolejnych latach w Polsce kontynuowano rozprawę z realną, a często także wymyśloną opozycją, nie ustawał stalinowski terror, a zbrodnie sądowe na polskich obywatelach były codziennością. Przez system stalinowskich obozów i więzień przeszło ponad milion obywateli. Ponad 50 tysięcy poniosło śmierć w wyniku stracenia na mocy wyroków sądowych lub katowań w Urzędach Bezpieczeństwa Publicznego, więzieniach i obozach lub w walce podczas pacyfikacji. W dokumentach policji politycznej zgromadzone zostały dane o ponad 5 milionach Polaków, co wówczas stanowiło 1 /3 dorosłych mieszkańców kraju (na podstawie: Krzysztof Szwagrzyk, Powązkowska "Łączka", Biuletyn IPN nr 1-2/2017).
Za czasów stalinizmu Henryk Hałas rozwijał swoją karierę polityczną w lokalnych strukturach PZPR. Otrzymywał odznaczenia komunistyczne. Jak podaje w swojej opinii do uchwały o nadaniu parkowi w Piechcinie imienia Henryka Hałasa Instytut Pamięci Narodowej - we wniosku o nadanie działaczowi z Piechcina Medalu 10-lecia Polski Ludowej (w 1954 r.) można przeczytać, że ideologicznie Henryk Hałas jest na bardzo wysokim poziomie.
Już po okresie stalinizmu w Polsce, w 1958 r. Henryk Hałas wszedł w skład Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Bydgoszczy, a w latach 1961 - 1980 był nieprzerwanie posłem na Sejm PRL z ramienia PZPR.
Wspomniana opinia IPN, a dokładnie Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa do uchwały Rady Miejskiej w Barcinie jest negatywna. Według Instytutu nazwa Park 100-lecia im. Henryka Hałasa w Piechcinie symbolizuje komunizm w rozumieniu art. 1 ustawy z 1 kwietnia 2016 r. Opinię tę otrzymał wojewoda kujawsko-pomorski Michał Sztybel.
Taka opinia IPN jednak nie musi skutkować stwierdzeniem przez wojewodę nieważności uchwały, którą podjęli barcińscy radni. Zwłaszcza, że to nie jedyny dokument, który analizował organ nadzoru. Pod uwagę wzięto również stanowisko burmistrza Barcina, które zostało przedstawione w odpowiedzi na zawiadomienie o wszczęciu przez wojewodę postępowania. Burmistrz przedstawił w nim całą dokumentację i wnioskował o pozostawienie nazwy parku w Piechcinie nadanej uchwałą Rady Miejskiej z 17 czerwca br.
Na sesji Rady Miejskiej w piątek 21 listopada burmistrz Barcina Michał Pęziak odczytał stanowisko wojewody w całej sprawie. Otóż wojewoda odstąpił od wydania rozstrzygnięcia nadzorczego. Wobec tego uchwała w sprawie nadania Parkowi 100-lecia im. Henryka Hałasa zachowuje swoją moc prawną.
Po informacjach przekazanych przez burmistrza wywiązała się kolejna polemika wśród radnych co do tego, czy Henryk Hałas zasługuje na takie upamiętnienie, czy też nie. Mowę wygłosił radny Bartłomiej Uszko, który jest entuzjastą tej nazwy. M.in. porównywał, prosząc jednak o zachowanie odpowiednich proporcji, działalność Henryka Hałasa do działalności Oskara Schindlera. Ten był przecież również członkiem partii kierującej innym zbrodniczym systemem, a mianowicie nazizmem, a jednak zapamiętany został przez swoje czyny, jako bohater i dobry człowiek. Odznaczony zresztą przez Izrael Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. A Henryk Hałas, choć członek reżimowej partii, to jednak zrobił wiele dobrych rzeczy i pozostaje w pamięci mieszkańców Barcina, Piechcina i okolic. - Park w Piechcinie był, jest i zawsze będzie pana Henryka Hałasa - mówił radny Bartłomiej Uszko. Dodał, że jest już po słowie z dyrektorem Miejskiego Domu Kultury i w w planie jest wystruganie ławeczki, która ma się nazywać hałasówką i ma stanąć w parku w Piechcinie. Na niej mieszkańcy będą sobie mogli usiąść i powspominać czy to Henryka Hałasa, czy to świetlaną przeszłość Piechcina. Radny Bartłomiej Uszko zdewaluował także wartość opinii wydanej przez IPN, bo tam często pracują według radnego urzędnicy, którzy nie znają tajemnicy Piechcina, którą chciałaby też odkryć radna Ewa Chęś.

Ewa Chęś podkreślała że wg opinii IPN nazwanie parku imieniem Henryka Hałasa jest propagowaniem komunizmu, fot. Karol Gapiński
Z kolei radni Krzysztof Harenda i Ewa Chęś należący do przeciwników upamiętniania Henryka Hałasa podkreślali, że jednak opinia IPN była taka, że nazwanie parku jego imieniem jest propagowaniem komunizmu. Ewa Chęś podkreśliła, że w latach pięćdziesiątych ub.w. działał w Piechcinie (a dokładnie w pobliskich Bielawach, co w swojej późniejszej wypowiedzi tłumaczył sekretarz gminy Waldemar Dolata) obóz pracy dla więźniów politycznych. Był to stalinowski łagier, jeden z najcięższych obozów dla więźniów w tamtej Polsce. I obóz ten działał w zakładzie, którego szefem był Henryk Hałas. Dlaczego zatem upamiętniać osobę, pod której okiem funkcjonował taki obóz ciężkiej pracy?

Waldemar Dolata zrównał pracę więźniów i pracowników (pracownikami - przypomnijmy - byli też strażnicy piechcińskiego łagru), fot. Karol Gapiński
Sekretarz gminy Waldemar Dolata w odpowiedzi na uwagi przedstawione przez opozycyjnych radnych zastrzegł, że aby mówić o Henryku Hałasie, trzeba być mieszkańcem Piechcina, albo co najmniej Bielaw, a nie zabierać głosu, gdy przywędrowało się z zewnątrz i niewiele pamięta. Ośrodek pracy więźniów, jak to podkreślił sekretarz, został utworzony przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a nie przez Henryka Hałasa i był jednym z 16 obozów w Polsce, a nie jedynym. Z dostępnych, publikowanych także przez IPN informacji nie wynika, by to Henryk Hałas był odpowiedzialny za ten ośrodek i ponosił jakąkolwiek odpowiedzialność karną z tego tytułu. Obozami zaś kierowali komendanci. Henryk Hałas nie wydawał rozkazów więźniom, nie odpowiadał za losy więźniów, ale za organizację procesu produkcyjnego w zakładzie - Więźniami tego obozu nie byli tylko więźniowie polityczni, ale również gospodarczy, mordercy, złodzieje i rolnicy, którzy np. nie oddawali i nie dzielili się płodami rolnymi - powiedział m.in. Waldemar Dolata. Stwierdził, że na podstawie rozmów z osobami, które pamiętały obóz, byli w nim także i tacy więźniowie, którzy donosili na Henryka Hałasa do władz.
Następnie sekretarz nawiązał do historii swojej rodziny, która osiedliła się w Bielawach w 1957 r., choć wcześniej już dziadek chodził do pracy w kamieniołomach na pieszo ze Słaboszewa. Sekretarz gminy opowiadał o tym, jak trudne były warunki pracy w kamieniołomie, że pracownicy pchali te same wózki, co i więźniowie. Tak samo załadowane i tak samo ciężkie. Jedyną różnicą w opinii Waldemara Dolaty było to, że pracownicy cywilni nie robili tego z przymusu, jak więźniowie, a z powodów życiowych. Bo realia życia były ciężkie. Pracowało się po to, aby móc utrzymać się przy życiu, a później dostać mieszkanie, utrzymać je, mieć co zjeść, ubrać i wysłać dzieci do szkoły. A po 1956 r., gdy zlikwidowano obóz, to mieszkańcy tam wprowadzeni mieszkali w tych samych budynkach, w których przedtem byli umieszczeni więźniowie - bez adaptacji tych pomieszczeń.
Radny Krzysztof Harenda stwierdził, że jednak Henryk Hałas czerpał zyski z pracy więźniów w kamieniołomach. Nie zgodził się też z porównywaniem ciężkiej z pewnością pracy etatowych robotników w kamieniołomach do pracy więźniów politycznych w polskim, peerelowskim łagrze. Jeśli pracownicy cywilni mieli trudne warunki, to co dopiero powiedzieć o więźniach? - Na pewno dokumenty z IPN nie wszystkie jeszcze zostały odkryte. Zobaczymy, może uda się to sukcesywnie odkrywać. Obozy nie stworzyły się same, tylko stworzyli je komuniści, a pan Henryk Hałas był wysokiego kalibru komunistą. To on też współtworzył jako poseł prawo w tamtej Polsce - powiedział radny Krzysztof Harenda.

Obozy nie stworzyły się same, tylko stworzyli je komuniści, a pan Henryk Hałas był wysokiego kalibru komunistą. To on też współtworzył jako poseł prawo w tamtej Polsce - mówił na sesji radny Krzysztof Harenda.
Podzielił się też myślą, że może warto, aby samorząd Barcina uczcił pamięć więźniów politycznych w łagrze stalinowskim poprzez ufundowanie tablicy. Takowa wprawdzie jest od 2005 r. w kościele w Piechcinie, ale została ona ufundowana z inicjatywy samych kombatantów. A skoro samorząd upamiętnia Henryka Hałasa przez nadanie imienia parkowi, to warto, aby jakoś uczcił też więźniów.
Propozycja Krzysztofa Harendy nie spotkała odzewu. Jedynie sekretarz Waldemar Dolata powiedział, że poleca radnemu Harendzie pozycję Zbigniewa Wojciechowskiego "Kalwaria Pakoska", bo jak mówimy o kościele i o wierze, to tam jest również zaznaczone, jaki udział miał Henryk Hałas w renowacji kalwarii i kościoła pw. św. Bonawentury w Pakości. - To taki komunista, który wspierał kościół w tamtych czasach. To naprawdę trzeba było być zawziętym komunistą, żeby wspierać kościół w tamtych czasach i nie bać się skutków represyjnych - powiedział sekretarz. Dodał, że nieprawdą jest, iż Henryk Hałas czerpał zyski z pracy więźniów, tylko zyski czerpało państwo polskie To również dzięki pracy i cywilów i więźniów powstały osiedla mieszkaniowe. - To dzięki nim pańscy rodzice m.in. otrzymali mieszkanie w Barcinie. I ja wiem, z jakich pieniędzy możemy ufundować tę tablicę, bo jak pan sprzeda to mieszkanie, to na pewno pan się brzydzi komunistami, komuniści panu dali to mieszkanie, więc ufunduje pan tę tablicę, jak pan sprzeda to mieszkanie - stwierdził Waldemar Dolata łamiącym się od emocji głosem.
Karol Gapiński
Henryk Hałas nie powinien być patronem ani parku, ani innych obiektów
Źle się moim zdaniem stało, że po raz kolejny powrócono w gminie Barcin do kwestii upamiętnienia Henryka Hałasa poprzez nadanie jego imienia obiektowi użyteczności publicznej. Przed laty pojawiały się w przestrzeni publicznej propozycje nazwania jego imieniem ulicy w Piechcinie, a nawet osiedla bloków w Barcinie, a teraz parku w Piechcinie. Były bezskuteczne. Ostatnie podejście skończyło się sukcesem zwolenników Henryka Hałasa.
Osobiście uważam, że inżynier Henryk Hałas nie powinien być patronem ani parku, ani innych obiektów. I pomijam nawet to, czy był ideologicznie wytrawnym komunistą, czy tylko oportunistą, który skorzystał w budowaniu swojej kariery z warunków, jakie dawał takim osobom system totalitarny. Tak pisałem o tym w tygodniku Pałuki w nr 36/2011 i przez kolejnych 14 lat zdania nie zmieniłem, więc przypomnę fragment tamtego komentarza:
[...] Otóż sądzę, że Barcin i jego mieszkańcy nie zawdzięczają inżynierowi Hałasowi tak naprawdę niczego. To raczej on zawdzięcza rodzinnym okolicom to, że swoją partyjna karierę mógł zbudować na tym, iż pan Bóg tak to wszystko urządził, że pod Barcinem znajdują się złoża kamienia wapiennego. Gdyby nie to zrządzenie opatrzności, to nie byłoby ani cementowni, ani posła Hałasa, ani osiedla w Barcinie, ani też osiedla w Piechcinie. To nie inż. Hałas to wszystko zbudował, tylko - powtarzam - inżynier Hałas wyrósł na tym, co daje ta ziemia.
Ewentualne nadanie imienia Henryka Hałasa czemukolwiek: czy to mostowi, czy ulicy, a tym bardziej całemu osiedlu uważam za krok w złym kierunku. Nie powinniśmy tworzyć pomników lokalnym kacykom z czasów PRL, których możliwości decyzyjne wynikały z partyjnego nadania i którzy na świat patrzyli zza przyciemnionych szyb służbowej wołgi, a na petenta zza przepastnego biurka w gabinecie I sekretarza, czy tym podobnego stanowiska. O ile bowiem nawet nie mogę powątpiewać w przywiązanie, czy nawet miłość Henryka Hałasa do Barcina i do całej okolicy, to nie zgadzam się z tezą, że inżynier był dobry dla mieszkańców, bo niektórym z nich coś tam ważnego załatwił, któreś ważne dla czyjejś przyszłości drzwi otworzył. Przede wszystkim złe jest to, że taką władzę, takie możliwości jako przedstawiciel państwa totalitarnego ten działacz posiadał. I że mógł decydować o tym, komu i w jaki sposób korzyści udzielić. Według mnie świat powinien być tak zorganizowany, żeby wszystko co istotne dla mnie, zależało właśnie ode mnie, a nie od znajomości czy układów.
Dlatego stawianie tych, którzy firmowali świat zorganizowany według całkiem innych zasad, oparty na znajomościach właśnie i układach, jako patronów dzisiejszego świata uważam za nie do przyjęcia. [...]
Dyskusja na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Barcinie potwierdza, że Henryk Hałas nie był dobrym kandydatem na patrona, bo po prostu rodzi zbyt wielki opór wśród tych, którzy uważają go bardziej za uczestnika zniewolenia kraju, niż za jego dobroczyńcę. Ten opór moim zdaniem rodzi się słusznie. Osoby przypadkowe nie zostawały w czasach Polski komunistycznej członkami komitetów partyjnych, czy dyrektorami zakładów i nie robiły kariery. A to, że Henryk Hałas dawał komuś przydział na mieszkanie, to nie było jego osobistym darem, ale wynikało z charakterystycznej dla rządów totalitarnych możliwości decydowania o tym, co stworzyli swoją ciężką pracą sami mieszkańcy i więźniowie polityczni, zapędzeni do kamieniołomów. Byli wśród nich - przypomnijmy niedawno publikowany w Pałukach artykuł - rolnicy skazywani za niewywiązywanie się z dostaw obowiązkowych.
To, że na Henryka Hałasa były czynione donosy, to nie jest rezultat jego zasług. Tak po prostu działał tamten system.
Na ostatniej sesji w Barcinie emocji nie brakowało. Każdy może sobie z tej dyskusji wyciągnąć wniosek. Jaki jest mój? Uważam, że sekretarz gminy nie powinien zrównywać pracy etatowych robotników w kamieniołomie z pracą więźniów. Jest to krzywdzące dla tych więźniów i bardzo okrutne. Sekretarz nie powinien też bagatelizować krzywd rolników, opowiadając o tym, że stawali się więźniami, bo nie chcieli dzielić się płodami rolnymi. Wygłaszanie takich tez jest potwarzą dla ofiar! To była walka systemu z indywidualnym rolnictwem. To była walka o to, by zniszczyć polskiego chłopa i wprowadzić kołchozy! Dostawy były celowo ustawiane na takim poziomie, aby po kolei rujnować gospodarstwa.
Ja rozumiem, że osoby w starszym wieku uczyły się historii Polski z innych podręczników, niż osoby, które teraz mają 50 lat i mniej. Sam w szkole podstawowej musiałem korzystać jeszcze z takich podręczników, w których już nie wynoszono wprawdzie na piedestał stalinizmu, ale jeśli była jego krytyka, to co najwyżej ostrożna i absolutnie nie obrazująca koszmaru, jakim był ten system dla mieszkańców. Ale przez ostatnich 36 lat można było (choćby w Pałukach!) przeczytać, jak to naprawdę wyglądało.
Dlatego mogę jeszcze zrozumieć, choć nie bez bólu dla duszy, że sekretarz, jako osoba w wieku 65 lat, czy też wnioskodawcy uchwały w sprawie nazwy parku (słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku), którzy uczyli się w szkołach historii pisanej przez komunistów, do dziś nie zrewidowali swej wiedzy o ustalenia współczesnych historyków i nie pomogły w tym nawet zajęcia na Uniwersytecie Trzeciego WIeku. Ale dla młodszych zrozumienia żadnego nie mam.
Karol Gapiński, 22 XI 2025
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze