Reklama

Pasja w gwiezdnym stylu

Od 30 lat uwielbia "Star Wars". Ogląda filmy, czyta książki, kupuje figurki z tej serii. Jej ulubioną postacią jest bezwzględny dyrektor Orson Krennic z Imperium Galaktycznego, za którego przebiera się przy okazji różnych wydarzeń. - Moi znajomi, którzy posiadają kostium Lorda Vadera, uwielbiają cytować tekst kierowany do Krennica: “tylko nie udław się swoimi ambicjami” - mówi Magdalena ‘Ithilnar’ Stawniak, 40-letnia żninianka, mama dwójki urwisów, pracująca w Muzeum Archeologicznym w Biskupinie.

Angelika Uścińska: Od czego zaczęło się pani zamiłowanie do fantastyki?

Magdalena Stawniak: Wszystko zaczęło się od seansu “Powrotu Jedi”. Gdy miałam mniej więcej 9 lat, obejrzałam ten film po raz pierwszy u mojej kuzynki, jeszcze na kasecie VHS. Pamiętam tylko niektóre szczegóły z tego seansu, ale film wywarł na mnie ogromne wrażenie. “Gwiezdne Wojny” polubiłam całym sercem i ta miłość trwa dobre 30 lat ze wzlotami i upadkami.

- Która dokładnie scena wywarła na pani największe wrażenie?

- Pamiętam scenę w pałacu Jabby, w której Luke Skywalker walczył z rankorem - to taki wielki potwór, który przez swoją brązową skórę wygląda w zasadzie jak przerośnięty kurczak z rożna. Jednak jak miałam te 9 lat, to była dla mnie bardzo straszna scena. Szczególnie jak on łapie Luke’a Skywalkera i próbuje go pożreć. W ostateczności bohater go pokonał. Wtedy podobali mi się Jedi, ponieważ posiadali moc oraz niesamowite miecze świetlne. Zawsze chciałam taki mieć. W sumie mam, ale nie Jedi, tylko Sithów, z czerwonym ostrzem, bo w pewnym momencie stwierdziłam, że ciemna strona Mocy jest ciekawsza.

Reklama

 

Magdalena Stawniak chętnie uczestniczy w różnych zlotach fanowskich fot. z archiwum Magdaleny Stawniak

 

- Gdy miała pani przerwę od “Gwiezdnych Wojen”, to co sprawiło, że jednak pani wróciła?

- Był moment, że moja miłość przygasła, ale gdy w kinach pojawił się film “Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie”, to uczucie pojawiło się na nowo. Już wtedy stwierdziłam, że chcę mieć kostium związany z “Gwiezdnymi Wojnami”. Jednak nie wiedziałam, który dokładnie. Gdy dojrzałam do tej decyzji, wybrałam kostium dyrektora Orsona Krennica właśnie z filmu “Łotr 1”. Mam pełny strój, mundur oraz peleryna robią wrażenie. Oprócz tego kostiumu posiadam również drugi kostium dyrektora Krennika, polowy, z planety Lah’mu, i jeszcze jeden, oficera Imperialnego Biura Bezpieczeństwa. Wszystko to mundury imperialne, a więc tych złych.

- Jak wyglądał proces tworzenia kostiumu dyrektora Krennica?

Reklama

- Tutaj muszę zaznaczyć, że kostium tworzyłam od razu z myślą o wstąpieniu do organizacji kostiumowej jaką jest 501 Legion. To międzynarodowa organizacja, która zrzesza osoby spełniające określone wymogi kostiumowe. Członkowie Legionu nie tylko biorą udział w imprezach tematycznych, ale także działają charytatywnie. Gdy tworzyłam swój kostium, to oglądałam kilkanaście razy sceny w filmie, by jak najlepiej obejrzeć strój. Szukałam każdego szwu, przeszycia, aby jak najwierniej odwzorować pierwowzór i spełnić wymagania zawarte w tak zwanym CRLu (Costume Reference Library). Dużo czasu zajęło mi szukanie odpowiedniego materiału, bo oryginalna tkanina, to podwójnie bielona wełna, praktycznie nieosiągalna. Na szczęście mogłam liczyć na pomoc fantastycznej krawcowej, która na podstawie zdjęć i wytycznych szyła mi cały kostium. Niektóre elementy robiłam sama, na przykład broń. Wykorzystałam do tego drewno oraz druk 3D. Rękawiczki uszył mi rękawicznik z Warszawy. Do kostiumu ścięłam włosy na krótko i zmieniłam kierunek grzywki. Aby uzyskać efekt siwych włosów na każdym evencie farbowałam je sobie farbą w sprayu na siwo, aby jak najbardziej upodobnić się do dyrektora Krennica. Tylko musiałam uważać, aby deszcz nie padał, bo ta farba zmywa się pod wpływem wody.

 

Reklama
Naszywki Legionu 501 fot. Angelika Uścińska

 

- Jak wpływa na panią fakt, że nosi pani na sobie kostium mężczyzny?

- Jeżeli człowiek ma na sobie kostium, to całkowicie się zmienia! Całkiem inaczej chodzę, zachowuję się i mówię. Aby dobrze wczuć się w postać, trzeba ją znać. Ogólnie imperialni są źli, a do tego dyrektor Krennic jest bardzo ambitny, idzie po trupach do celu, po prostu ma charakterek. Poza tym to poważny mężczyzna, więc ja również zachowuję się w ten sposób, gdy jestem w kostiumie. Nie zawsze jest to łatwe, zwłaszcza że przyjaciółka za wszelką cenę próbuje mnie rozśmieszyć. Musiałam długo ćwiczyć, by zachować ten surowy wyraz twarzy niezależnie od sytuacji.

Reklama

- Zmienia się pani całkowicie dla postaci, jaką jest dyrektor Krennic. Dlaczego on?

- Nie wiem. Chyba w dużym stopniu to jego strój zadecydował o tym, ponieważ bardzo podoba mi się połączenie munduru z peleryną. Dyrektor Krennic to typowy imperialny karierowicz. To, kim jest również mi się podoba, bo fantastyka i cosplay mają to do siebie, że możemy być tym, kim chcemy i to niezależnie od naszego charakteru czy charakteru danej postaci. Nawet mam całą kolekcję jego figurek w różnych skalach, łącznie z autografem autora. Brakuje mi jednej, ale ona jest tak brzydka i autentycznie zastanawiam się czy wydać na nią pieniądze.

Reklama

 

Po lewej dyrektor Orson Krennic, a po prawej również, ale w wersji Magdaleny Stawniak fot. z archiwum Magdaleny Stawniak

 

- Czy spotkały panią jakieś przykrości z powodu przebierania się za mężczyznę?

- Na szczęście jestem na wszelkie dziwne uwagi odporna. Zdarzają się takie rzeczy i ludzie krzywo na mnie patrzą, bo kobieta przebiera się za faceta. No i co z tego? W Legionie mamy zasadę równości - nieważna jest płeć, a jakość kostiumu i odwzorowania postaci. Jestem w takim wieku, że nie interesuje mnie to, kto o mnie myśli, bo ja chcę się po prostu fajnie bawić i robić to co lubię. Zdarzyła mi się jedna taka zabawna sytuacja w Toruniu. Jeden pan przy pozowaniu do zdjęcia objął mnie w pasie. Zapytałam go, czy wie za kogo jestem przebrana. Nie wiedział, więc przytuliłam się do niego bardziej i powiedziałam mu, żeby po tym zdjęciu obejrzał film “Łotr 1”. Mam nadzieję, że obejrzał i już więcej nie będzie przytulał cosplayerów bez pytania - proszę mi wierzyć, to nie jest fajne, gdy ktoś tak robi, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że taki kostium sporo kosztuje, a białą tkaninę łatwo zniszczyć. Staram się jednak do podobnych sytuacji podchodzić na luzie.

Reklama

- Czy planuje Pani robić kolejny cosplay?

- Tak, ale póki co czekam na wytyczne z Legionu, ponieważ chcę, aby był dokładny i zaakceptowany w naszej organizacji. Zastanawiam się jeszcze nad doktor Chelli Loną Aphrą, ponieważ to jest gwiezdnowojenny archeolog. Tylko nie bardzo podoba mi się w jej stroju pilotka.

- Czy należy pani do fandomu?

- Od lat działam w fandomie. Dzięki temu poznałam ludzi, którzy tak jak ja uwielbiają “Gwiezdne Wojny”. Jeździłam na różne spotkania: najpierw Wielkopolskiego Fanklubu Gwiezdnych Wojen, potem bydgoskiego. Jeżdżąc na zloty poznałam także wielu fantastycznych członków Polish Garrison, czyli polskiego oddziału 501 Legionu. Organizacja działa pod auspicjami Disneya i Lucasfilmu Ltd. A jej hasłem jest “Bad Guys Doing Good”, czyli źli ludzie czynią dobro. Mimo tego, że jest to organizacja kostiumowa, to oprócz promowania “Gwiezdnych Wojen”, działa również charytatywnie. Odwiedzamy dzieci w szpitalach, bierzmy udział w zbiórkach. Ogólne jest dużo organizacji zrzeszających ludzi posiadających gwiezdnowojenne kostiumy, ale wymienię tutaj trzy najważniejsze: Legion 501, Rebel Legion, do którego należą ci dobrzy oraz Mandalorian Mercs, czyli Mandalorianie.

Reklama

 

Magdalena Stawniak jest osobą, która uwielbia dzielić się swoją pasją, dlatego chętnie prowadzi prelekcje fot. z archiwum Magdaleny Stawniak

 

- Jak dostać się do Legionu 501?

- Jeżeli ktoś chce należeć do Legionu, musi spełnić warunki. Po pierwsze trzeba być pełnoletnim. Po drugie trzeba mieć kostium, który spełnia specjalne wymogi opisane w CRLu. I w zasadzie to najważniejsze. Konkretne informacje oraz pomoc przy tworzeniu kostiumu można uzyskać na fanpejdżu Polish Garrison albo na stronie internetowej.

- Jakie wydarzenia z konwentów zapadły najbardziej w pamięć?

- W Łodzi odbywa się Holokron: zlot fanów Star Wars. Nie pamiętam, która dokładnie to była edycja, ale wraz ze znajomymi poszliśmy założyć swoje kostiumy. Akurat koledzy przebierali się za szturmowców. Przebieranie się zajmuje im dłużej czasu, ponieważ ich kostiumy zawierają o wiele więcej elementów niż strój oficera. W końcu szturmowcy mają zbroję. Nagle przychodzi jeden z organizatorów i mówi, że na korytarzu jest mały chłopiec w stroju Lorda Vadera i chciałby zobaczyć osoby z Legionu 501. Zgodziłam się, ponieważ byłam już ubrana. Już otwierając drzwi wczułam się w rolę: szłam jak mężczyzna, wyprostowana jak żołnierz, peleryna efektownie za mną powiewała. Ten dzieciak i rodzice byli zachwyceni. Stanęłam przed nim i uklęknęłam tak jakby zrobił to dyrektor Krennic w filmie. A na dodatek za mną wyszedł szturmowiec - to już w ogóle dopełniło całą scenerię. W końcu chłopiec zobaczył postacie z ulubionego filmu, którzy wyglądały tak jakby właśnie wyszły z ekranu! W ubiegłym roku byliśmy w Żninie, ponieważ w bibliotece była organizowana wystawa na temat “Gwiezdnych Wojen”. Przyjechaliśmy w strojach, aby promować tę wystawę. Chodzenie w stroju po rynku było naprawdę fantastyczne! Na pierwszym swoim Pyrkonie miałam prelekcję razem z moją przyjaciółką. Zobaczyłam ogromną kolejkę do sali. Myślałam, że gdzieś rozdają autografy, a to przyszli ludzie na naszą prelekcję. Salę mieliśmy na 200 osób. Byłam w totalnym szoku! Od tamtej pory na moje pyrkonowe prelekcje przychodzi komplet słuchaczy. Świetna sytuacja była w Łodzi, gdzie pozowaliśmy w kostiumach do zdjęcia z innymi członkami Legionu i organizacji fanowskich. Był taki chłopiec w kostiumie Generała Grievousa. Nie chciał podejść do zdjęcia, ponieważ się wstydził, ale udało się go zachęcić, by stanął do zdjęcia z nami. Dla niego było to tak niesamowite przeżycie, że zaczął się śmiać. Miał tak zaraźliwy śmiech, że nie mogliśmy w ogóle zrobić zdjęcia.

Reklama

 

Spotkanie z małym Vaderem fot. z archiwum Magdaleny Stawniak

 
- Jakie serie oprócz "Gwiezdnych Wojen" pani uwielbia?

- "Star Trek". Wbrew obiegowej opinii, że trekkies i fani Star Wars się nie lubią, to bardzo dużo fanów "Gwiezdnych Wojen" lubi tę serię. Uwielbiam również "Władcę Pierścieni" Tolkiena. Obecnie czytam moim dzieciom "Hobbita". Był moment, gdy mocno interesowałam się "Wiedźminem", jednak mam wrażenie, że z niego w pewien sposób wyrosłam. Do moich ulubionych serii należy również Harry Potter. Z przyjemnością czytałam książki z cyklu "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" napisane przez polskiego autora Roberta M. Wegnera. Zresztą, lubię wiele powieści polskich pisarzy, a w jednej z nich, “Orzeł Biały” Marcina Przybyłka, bohaterka, Królewska Bibliotekarka, nosi moje imię i nazwisko.

Reklama

- Co jeszcze pani lubi robić w ramach swojego hobby?

- Uwielbiam grać w gry komputerowe i planszowe, ale obecnie nie mam czasu na te pierwsze. Dodam, że gry komputerowe nie są tylko dla dzieci, ale dla każdego, bo w każdym wieku można grać w gry i jest to bardzo fajny sposób na spędzanie wolnego czasu. Natomiast gry planszowe integrują członków rodziny. Często gram w planszówki rodzinnie, z dziećmi albo ze znajomymi. Bardzo chętnie wypożyczamy gry z naszej biblioteki w Żninie i czekamy na powrót spotkań planszowkowych.

Reklama

 

Kolekcja figurek z "Gwiezdnych Wojen" fot. Angelika Uścińska

 

- Robi pani także zdjęcia. Jakie?

- Jakiś czas temu zaczęłam robić zdjęcia figurkom, które posiadam. Zaczęłam rozbudowywać moją kolekcję figurek z “Gwiezdnych wojen” i stwierdziłam, że warto je jakoś wykorzystać. Wykorzystuję różne miejsca jako scenerię - ogród, pole, plaża nad jeziorem. Na każdą rodzinną wycieczkę czy spacer zabieram torbę z figurkami i aparat i robię zdjęcia w lesie czy przy ciekawych zabytkach Pałuk i nie tylko. Każde miejsce może być fantastycznym tłem, a ogranicza nas tylko wyobraźnia. Robię także kartonowe dioramy i gdy pogoda jest gorsza lub mam pomysł na zdjęcie we wnętrzach to rozstawiam ścianki i lampy fotograficzne. Efekty mojej pracy można oglądać na Facebooku na fanpejdżu Project Stardust, a także na Instagramie. A wkrótce, jeśli tylko ograniczenia pandemiczne pozwolą, będzie je można także zobaczyć w czytelni żnińskiej biblioteki.

- Oprócz działalności, o jakiej wspomina pani wyżej, prowadzi pani także bloga. Jak dawno zaczęła pani pisać?

- Blog Geekwoman powstał w 2013 roku. Nie pamiętam dokładnie początków. Jakoś tak wyszło, że zaczęłam pisać recenzje książek dla kilku portali internetowych. Stwierdziłam, że fajnie byłoby, gdyby te wszystkie teksty zostały zebrane w jednym miejscu, czyli na blogu. Znajdują się tam moje recenzje, teksty publicystyczne, które ukazały się m.in. w Nowej Fantastyce, posty z rękodziełem… Jednym słowem sporo różności, które powstały na przestrzeni lat, jednak z większą ilością recenzji książkowych i publicystyki dotyczącej fantastyki.

 

Fot. Angelika Uścińska

 

- Jak reaguje rodzina na pani pasję?

- Wiedzą, że uwielbiam fantastykę. Zawsze byłam nieco postrzelona na tym punkcie, czytałam mnóstwo książek, chodziłam do kina i zbierałam gadżety, więc się do tego już przyzwyczaili. Cały czas tłumaczę, że to fantastyczna zabawa i hobby jak każde inne. Dzieci siłą rzeczy przesiąkają tą pasją w domu i też w pewnym stopniu w niej uczestniczą. Moja córka również ma kostium, ale woli księżniczkę Leię (magia hasła księżniczka). Marzy się jej strój imperialnego oficera, ale na to musi poczekać aż choć trochę przestanie rosnąć. Przejdzie na złą stronę mocy tak jak jej mama! Mój syn, podobnie jak mąż, nie bardzo lubi “Gwiezdne wojny”.

 

- Czy jest coś w fantastyce, co panią drażni?

- Niestety fantastyka wciąż kojarzy się z czymś dziecinnym. To jest strasznie irytujące, bo fantastyka ma nam tak wiele do zaoferowania! Zazwyczaj temat popkultury jest traktowany lekceważąco jako bajki dla dzieci. Nieprawda! Obecnie na wielu konwentach organizowane są bloki naukowe, na których prelekcje wygłaszają uznani naukowcy z naprawdę różnych dziedzin. Sama lubię tworzyć takie prelekcje, które będą zachętą dla słuchaczy do zgłębiania tematu. Miałam już prelekcje dotyczące archeologii w popkulturze, obrazu antycznego Rzymu w kinie. Na Forceconie w Wejherowie miałam fantastyczne spotkanie ze słuchaczami, które doskonale odzwierciedla sens podobnych działań. Po prelekcji o wątkach historycznych, które możemy odnaleźć w “Gwiezdnych wojnach” podszedł do mnie pan z dwoma synami, który powiedział, że byli rok wcześniej na innym moim wystąpieniu i jak tylko dowiedzieli się, że teraz też będę, postanowili przyjść. Jego synowie jeszcze przed wykładem sami zaczęli szukać wątków historycznych w ulubionych filmach i czynnie uczestniczyli w wykładzie. I właśnie o to chodzi. Popkultura daje ogromną szansę na zainteresowanie dzieci historią czy, mitologią. Przykładem mogą być chociażby "Avengersi", w których pojawiają się postacie z mitologii nordyckiej: Thor, Loki, Odyn, Heimdall. Oczywiście są to postacie przerobione na potrzeby danego medium, ale jeśli tylko ukierunkujemy dziecko, to zainteresowane tymi bohaterami sięgnie do źródeł, by dowiedzieć się czegoś więcej. Film, komiks czy książka to dopiero początek, ale gdy zrobimy ten pierwszy krok, dalej będzie łatwiej.

 

Magdalena Stawniak w swoim kostiumie odwiedziła bibliotekę w Żninie wraz z członkami polish Garrison oraz Rebel Legion Eagle Base fot. z archiwum Magdaleny Stawniak

 

- Jakie marzenia chciałaby pani spełnić?

- Chciałabym spotkać Bena Mendelsohna, który grał dyrektora Krennica. To byłoby coś niezwykłego! Może kiedyś się spełni. Chciałabym także pojechać na Star Wars Celebration w Stanach Zjednoczonych, czyli na największą na świecie imprezę poświęconą wyłącznie “Gwiezdnym wojnom”. Bierze w niej udział mnóstwo fanów, są spotkania z aktorami, pisarzami, twórcami komiksów… Niestety taki wyjazd wiąże się z ogromnymi kosztami.

- Cosplayerka, blogerka, prelegentka… Jak wygospodarować czas na swoje hobby?

- Jestem mamą, pracuję i... jakoś się udaje. Zawsze mogę liczyć na wsparcie moich teściów i męża, który w sumie nie cierpi "Gwiezdnych Wojen", ale jakoś tę pasję toleruje. Gdy mąż wybiera się na wycieczki rowerowe, to ja zostaję z dziećmi. Wtedy, gdy ja mam konwent, imprezę dla dzieci czy charytatywną, to on opiekuje się naszymi pociechami. Czasem zabieram rodzinę ze sobą, aczkolwiek staram się by te wyjazdy były przede wszystkim czasem dla mnie - konwent to czas ładowania baterii na cały ten okres pomiędzy jedną imprezą fantastyczną a drugą. Teraz niestety wyjazdów nie ma, mam jednak nadzieję, że w końcu powrócą. I że uda się wreszcie zrobić spotkanie gwiezdnowojenne w Żninie.

Z Magdaleną Stawniak rozmawiała Angelika Uścińska, 17 V 2021





Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 15/04/2025 12:54
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości