Policja nie dopuściła do wyjazdu trzech autokarów. Podstawiono następne trzy. Też były niesprawne. Miało jechać około 200 osób, po kilku godzinach spędzonych na parkingu pojechało 56, reszta wróciła do domu. Żalu do policji nie ukrywa organizator wyjazdu, który zarzuca jej działanie na rzecz konkurencji.
Stowarzyszenie Rodzin Katolickich oddział w Żninie organizowało pielgrzymkę autokarową do Częstochowy. Wyjazd ze Żnina zaplanowano, jak mówi Jan Ryszard Rychlicki, prezes oddziału, na 20:00 w ostatni piątek.
- Tymczasem - przekazuje nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie - już około 16:00 mundurowi otrzymali w tej sprawie zgłoszenie od jednego z pasażerów autobusu, który miał jechać na autokarową pielgrzymkę, że pojazd jest niesprawny technicznie. Policjanci ogniwa ruchu drogowego żnińskiej komendy na wieść o rzekomych nieprawidłowościach postanowili przyjrzeć się wszystkim autokarom, które tego dnia wyruszały do Częstochowy. Niestety, na cztery sprawdzone pojazdy żaden z nich nie mógł wyjechać w trasę.
Usterki, jakie stwierdzili policjanci, dotyczyły głównie stanu ogumienia. Jeden z pojazdów miał uszkodzoną szybę. Kontrole zostały zakończone zatrzymaniem dowodów rejestracyjnych. Jak się później okazało, przewoźnik podstawił kolejne autokary, z których trzy również nie mogły wyjechać w podróż z analogicznych powodów. Jeden z pojazdów nie posiadał nawet aktualnych badań technicznych. Teraz przewoźnik ze swoimi pojazdami będzie musiał odwiedzić warsztaty naprawcze, a później diagnostyczne.
Szef żnińskiego oddziału Stowarzyszenia Rodzin Katolickich nawet nie chce mówić o szczegółach zamieszania, jakie miało miejsce na parkingu w czasie kontroli policyjnej i oczekiwania na nowe pojazdy. To na niego spadły gromy z ust pielgrzymów, gdy okazało się, że są trudności z wyjazdem. Do wyjazdu przygotowanych było około 200 osób. - Dzwoniłem do przewoźnika, czy jest możliwe podstawienie innych autobusów w zastępstwie, ale prawda jest taka, że był to piątek wieczorem. Niektórzy kierowcy już będąc po pracy wypili sobie piwo do kolacji, więc o takiej porze trudno było znaleźć pojazd z szoferem, który mógłby kontynuować podróż - mówi Jan Ryszard Rychlicki.
W trakcie całego zamieszania była dyskutowana wspólna rezygnacja wszystkich z wyjazdu, bo skoro nie wszyscy mogą w tej sytuacji wyjechać, to nie może być tak, że pojedzie część w jedynym sprawnym autobusie. Tak się jednak stało, że po północy jedyny sprawny autobus z 56 pasażerami ze Żnina do Częstochowy odjechał. Ponad 100 innych pielgrzymów zostało w grodzie Śniadeckich. - Te osoby, które zostały w sprawnym autobusie, nie chciały go opuścić, więc co miałem robić? Przecież ich nie wygonię wzywając policję. Dla mnie zresztą działania policji w tej sprawie to skandal. Na podstawie jakiegoś donosu, na pewno z konkurencji zamówionego przeze mnie przewoźnika, policjanci zatrzymali prawie 200-osobową pielgrzymkę. Za komuny by tego nie zrobili, tylko by jeszcze przymknęli oczy, by tylko skandalu nie wywoływać. A tutaj? Oczywiście nie twierdzę, że mieli obowiązek nas wypuścić bezwarunkowo w trasę. Mogli po prostu poinformować mnie, że szykują kontrolę, bo mają informacje o możliwej niesprawności pojazdów, a ja uprzedzony wcześniej załatwiłbym alternatywny przewóz, by nie zostawić ludzi na tym parkingu. Co do tych zarzutów, które wobec mnie padają, że pojechałem ja i wybrani, a reszta została, to podkreślam, oni siedzieli w autobusie i kategorycznie odmawiali opuszczenia go aż do wyjazdu. Natomiast moja obecność była potrzebna jako organizatora. Wszak to ja miałem na miejscu ustawione miejsca na zakwaterowanie, więc musiałem z nimi jechać. Było mi przykro w związku z tym, co się stało, a stało się źle. Jednak nie poddaję się i nadal będę organizował pielgrzymki, bo na zło metoda jest jedyna: dokopać złu - wyjaśnia organizator pielgrzymki.
Ci, którzy nie pojechali na pielgrzymkę, mają otrzymać zwrot pieniędzy, które wpłacili na ten cel.
Wojciech Mastalerz, szef firmy Marco-Polo z Szubina, która miała zrealizować transport pielgrzymów, jest bardzo zdziwiony postępowaniem żnińskiej policji. - Od 1993 r. prowadzę firmę. Realizujemy różne zadania, nawet na zlecenia burmistrza Żnina i nikt do nas nie ma pretensji i nie może na nas narzekać. Ja się zastanawiałem, jak to jest możliwe? W niedzielę zawozimy drużynę „Zawiszy” Bydgoszcz do Olsztyna na mecz i policja wojewódzka nie ma uwag, na dowód tego są protokoły kontroli. Tak samo w czwartek w Kowalewie kontroluje nas nakielska policja ze względu na dowozy szkolne i znów nas spokojnie wypuszczają na trasę. A w piątek w Żninie jest jakiś telefon z donosem i policja tamtejsza nie pozwala jechać samochodom, które inne komendy dopuszczają. Dla mnie to jest ewidentne kopanie dziur pode mną ze strony konkurencji. Pewnie zazdroszczą, że mam tańsze przewozy i większe zainteresowanie klientów, ale to nie moja wina, że mam atrakcyjną ofertę turystyczną, gdy tamtym takiej pewnie brak. Jest mi po prostu przykro też ze względu na tych pielgrzymów, bo przecież oni sobie zaplanowali weekend w Częstochowie, a wyszło, co wyszło, czyli skandal na parkingu - mówi Wojciech Mastalerz.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1076 (39/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze