Żeby wjechać w głąb ulicy Zielnej w Żninie trzeba przejechać przez ogromną kałużę, a potem nie jest lepiej: wyboje i dziury. Od prawie trzydziestu lat mieszkańcy walczą o to, by ich ulica zyskała kanalizację, odwodnienie i nawierzchnię. Ich nadzieje z roku na rok topnieją wraz z każdym śniegiem.
fot. Remigiusz Konieczka
Żnin, ul. Zielna, błoto, mieszkańcy, woda, kurz, pył
Pięćdziesiąt lat w błocie
Rok w rok, i dzień w dzień mieszkańcy ul. Zielnej w Żninie zmagają się z wodą, błotem, piachem, kurzem i pyłem. Czyszczą zabłocone buty, piorą zakurzone ubrania. Gubią spoilery na dziurach i naprawiają zawieszenia. Chcą mieć drogę z prawdziwego zdarzenia. Co słyszę w odpowiedzi? Że na drogę gmina nie ma środków. Dziś usłyszą to samo.
Ulica Zielna w Żninie jest prostopadłą do ul. Leśnej prowadzącej w kierunku Białożewina. Pierwsze budynki powstały tam w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. A mimo to ulica Zielna nadal jest ulicą gruntową. Nie ma niej asfaltu, kostki, nie ma chodnika. Są za to dziury, kałuże, a w zależności od aury i pogody roku - błoto lub piach.Zły stan potęguje fakt, że woda z wyżej położonej ul. Leśnej, spływa na Zielną.
- Dziś jest tutaj w miarę dobrze, bo ziemia jest jeszcze przymarznięta; jak to wszystko puści, to dopiero wtedy się zacznie - informują nas mieszkańcy ul. Zielnej. - Nasze potrzeby leżą w tych kałużach.
Spotkaliśmy się z mieszkańcami przed największą kałużą. Wiał wiatr. Padał śnieg, a oni stali i przedstawiali swoje racje. Są zmęczeni odwlekaniem inwestycji na ich ulicy i zdeterminowani w tym, by zdziałać wszystko, aby tę męczarnię skończyć. Narzekają na uciążliwe błoto, na to, że dzieci muszą przez nie przechodzić, że trudno kogokolwiek zaprosić ze względu na notoryczne błoto. Mówią, że przez dziury psują im się samochody, że muszę co chwilę zawieszenie naprawiać.
Mieszkańcy ul. Zielnej mają kilkuletnią korespondencję z Urzędem Miejskim w sprawie wybudowania na ich ulicy kanalizacji i utwardzenia drogi
fot. Remigiusz Konieczka
- Pod wodą nie widać, że jest studzienka. Dziesięciu centymetrów brakuje do tego, bo woda wlała się do wnętrza samochodu. Kto nam zapłaci za zniszczone samochody?A jak samochód ulgnie i zatarasuje ulicę, to nie mamy jak przejść. Nie ma jak wózkiem z dzieckiem przejechać - mówią mieszkańcy. - Błoto wnosi się do domu. Jak nasze dzieci potem wyglądają. Wstydzą się kolegów na ulicę zapraszać.
Chcą znać harmonogram budowy dróg. Chcieliby poznać konkretny termin rozpoczęcia inwestycji na ich ulicy. - Niech powiedzą kiedy zrobią, a nie tylko zwodzą - mówią. - Przyprowadzą równiarkę, która tylko pogarsza stan drogi.
- Robione są ulice w lepszym stanie od naszej, która zostaje z takimi samymi dziurami jak jest. Inne osiedla istnieją po 10-15 lat i drogi miały zrobione niemal od razu. A my? Za jaką karę mają ludzie cierpieć? Jak to możliwe, że inne ulice są robione, a my czekamy. Jakie są priorytety? - pytają mieszkańcy.
Ci, co od dawna mieszkają na Zielnej próbują coś wskórać. Od 20 lat ślą pisma do Urzędu Miejskiego z prośbą o budowę drogi. Kazimierz Trocha pokazuje nam pisma z 1994 roku jakie przysyłał do niego burmistrz Leszek Jakubowski i ówczesny zastępca burmistrza Janusz Biegański: Zarząd Miejski informuje, że w ramach posiadanych możliwości dokonuje poprawy stanu nawierzchni ulic kamieniem wapiennym i żużlem. Nadal problemem będzie zaleganie wód spowodowane przerwaniem ciągów melioracyjnych w trakcie prowadzenie różnych prac budowlanych. Wyraźna poprawa nastąpi po wybudowaniu kolektora sanitarnego i deszczowego oraz utwardzeniu ulic. Niestety z uwagi na brak odpowiednich środków inwestycyjnych nie jesteśmy w stanie podać przybliżonego terminu realizacji tych inwestycji - pisał w kwietniu 1994 roku Janusz Biegański.
Od tamtego czasu ton wypowiedzi nie zmienił się. Mieszkańcy co kilka lat próbują coś wywalczyć. Ślą pisma poparte kilkudziesięcioma podpisami. Pod jednym było prawie czterdzieści. W odpowiedzi dostali informację, że budowa kanalizacji nie znalazła się w budżecie na 2010 rok. Trzeba bowiem tutaj zaznaczyć, że na ul. Zielnej, zanim położona zostanie nawierzchnia, musi być pobudowana kanalizacja sanitarna i deszczowa. Szamba są zalewane, zalewane są piwnice i kotłownie.
- Ciągle te same odpowiedzi dostajemy. Macie rację, ale nie mamy pieniędzy. Wyrzuca się pieniądze na projekty, które zalegają półki w urzędzie. Jak ten na basen. Niech wiedzą, że 900 tys. zł zostało wydane na projekt, który leży. Czy nam potrzebny jest basen? Nie potrzebujemy basenu. Żądamy przejezdności - deklarują mieszkańcy.
Jak się dowiedzieliśmy od burmistrza Leszka Jakubowskiego, dokumentacja na budowę kanalizacji jest zrobiona. Gminę nie stać na samodzielne dofinansowanie budowy kanalizacji, więc czeka na uruchomienie odpowiednich środków przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Na razie programów nie ma, więc i kanalizacji nie będzie. A jak nie będzie kanalizacji, to nie będzie nawierzchni. I koło zamyka się. Daty, nawet przybliżonej, rozpoczęcia inwestycji na ul. Zielnej też nie ma.
- Podwyżki sobie robią, a za te wszystkie mogliby zrobić chodniki, ulice. Są zrobione tam, gdzie są radni. Jak ktoś jest przy korytku, to czerpie dla siebie. Niech choć raz pomyślą o innych. Gmina powinna zapewnić mieszkańcom przejezdność. Co mamy zrobić, żeby władze w końcu się nami zainteresowały? Najlepiej jak wejdziemy do gabinetu burmistrza z tym błotem na butach na jego dywany i parkiety - stwierdzają z przekąsem nasi rozmówcy na ul. Zielnej.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1103 (14/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze