Reklama

Pielęgniarki odchodzą

Pieniądze z ustawy 203 przeznaczane są na zakup leków
     Pielęgniarki odchodzą
    Dyrektor szpitala Leszek Wójtowicz zerwał ugody zawarte z pracownikami jeszcze przez p.o. dyrektora Jacka Koszka dotyczące wypłat ustawy 203. Blisko 200 pracowników podpisało przed objęciem obowiązków przez Leszka Wójtowicza porozumienie zapewniające, że do 10 dnia każdego miesiąca dyrektor wypłaci pieniądze, które gwarantuje ustawa 203.

     W żnińskiej lecznicy zawrzało, gdy dyrektor nie wypłacił w lipcu świadczeń wynikających z ustawy 203. Zdaniem przewodniczącej związku zawodowego pielęgniarek i położnych Bożeny Wachowiak dokonał tego bez wcześniejszych rozmów z pracownikami. Po interwencji pracowników dyrektor poinformował pisemnie, że zapłaci, kiedy będzie miał pieniądze. Po zerwaniu ugody 100 pracowników wystąpiło do komornika.
     MNIEJ PIELĘGNIAREK
     Coraz więcej osób zwalnia się z pracy. Jak zaznacza Bożena Wachowiak nie przestrzegane są normy liczby pielęgniarek na oddziałach.
     - "Od momentu podjęcia decyzji o zamiarze likwidacji szpitala (8 czerwca - am) odeszło 13 pielęgniarek i położnych. Od 15 sierpnia odchodzi 2 pielęgniarzy. Z zamiarem odejścia noszą się kolejne 2 pielęgniarki. Poszukały sobie lepszej pracy. Ponadto wobec 11 lub 13 osób dyrektor wyraził zgodę, że zwolni je z przyczyn ekonomicznych z wypłatą odprawy. Pozostałym nie idzie na takie ustępstwa. Muszą zwolnić się sami, a dyrektor nie chce im wypłacić odpraw. W szpitalu nie ma na leki, nie ma na nic. 200.000 zł bierze co miesiąc komornik. Przez komornika został sfotografowany i opieczętowany sprzęt. To dla nas sprawa żenująca, że dyrektor nie potrafi docenić wykształconych pracowników, których ma, a w innych szpitalach pracodawcy są z nich zadowoleni. Na wejściu proponują pielęgniarkom 1.700 zł, żeby tylko pracowały. Część pielęgniarek z pewnością będzie tu pracować. Pozostałe za 600 zł nie będą pracować. Żniński szpital przestanie po prostu pracować z braku pielęgniarek. Pacjenci już narzekają, że nie ma kto się nimi zajmować. Dyrektor w ogóle z nami nie rozmawia i nie wie co ma zrobić" - powiedziała Bożena Wachowiak. Jej zdaniem pielęgniarki nie podejmą pracy w nowej spółce na warunkach oferowanych przez dyrektora. W momencie, gdy otrzymają wypowiedzenie z pracy, oddadzą sprawę do sądu.
     - "Dyrektor mówi, że jeżeli nie będzie po jego myśli, to wyjeżdża" - mówi Bożena Wachowiak.
Jak się dowiedzieliśmy pensję za lipiec dyrektor wypłacił z 10-dniowym opóźnieniem. Jednocześnie wstrzymał wypłatę dodatków za dyżury nocne, soboty i niedziele. Pracownicy zapowiadają kolejne pozwy.
     KOMORNIK ZABIERA
     Z wiarygodnego źródła dowiedzieliśmy się, że działania dyrektora szpitala są wyjątkowo niekorzystne w stosunku do wierzycieli, w tym między innymi dostawców i pracowników. Spowodowały one to, że część dostawców i pracowników skierowała sprawę do sądu, a następnie do komornika. W konsekwencji polityka dyrektora spowodowała to, że do końca roku komornik będzie zabierał z konta szpitala prawie 50% kontraktu.
     WACHOWIAK I TOKARZ NIC NIE PRZEDSTAWILI
     Dyrektor Leszek Wójtowicz natychmiast dementuje: - "Zgodnie z ustawą komornik może zabrać tylko 25%. Nieprawdą jest, że komornik ma zamiar zabrać 50%. Ja rozmawiam z wierzycielami. Dzięki temu w szpitalu jest woda, gaz, prąd, ciepło. Dostawców nie zraziłem ja, lecz brak pieniędzy w szpitalu. Decyzję o przyszłości podjęła Rada Powiatu, a ja tylko zaproponowałem program. Dlaczego pani Wachowiak nie zaproponowała z panem Tokarzem swojego programu, który mógłby zostać poddany pod głosowanie? Bo nie przedstawili nic".
     Dyrektor dodaje, że wiedza Bożeny Wachowiak na temat finansów szpitala jest zerowa. - "Wyjaśnialiśmy przed posiedzeniem Rady Powiatu wszystko w szpitalu. Wypracowaliśmy ustalenia ze związkami i ordynatorami na zebraniu, w którym nie uczestniczyła pani Wachowiak. Ona mówi o tym, o czym myśmy długo rozmawiali, a jej nie było. Ona powinna zastanowić się co wypowiada, bo są to tylko jej subiektywne spojrzenia. Gdybym realizował zamierzenia pani przewodniczącej, to szpitala już by nie było" - uważa Leszek Wójtowicz.
     Dyrektor podkreśla, że w Żninie przebywa od 4 miesięcy, więc nie przyczynił się do sytuacji, w jakiej obecnie znalazł się szpital. On lecznicę w takiej sytuacji zastał. Dodał, że porozumienia z pracownikami szpitala zawierali jego poprzednicy. Nie może ich realizować, bo nie ma na to pieniędzy. Poinformował pracowników pisemnie, że kiedy możliwości finansowe na to pozwolą, ustawa 203 będzie sukcesywnie regulowana.
     - "Część pieniędzy z ustawy 203 muszę wykładać na zakup leków. W moim odczuciu szpital w ten sposób może przez maksymalnie 4 miesiące jeszcze przetrwać, a gdy powstanie nowa jednostka, to on odżyje" - uważa Leszek Wójtowicz.
     SZPITAL ALBO ZEC
    Prezes ZEC w Żninie Leszek Falkowski, który reprezentuje rzeszę firm i instytucji, którym szpital zalega pieniądze z bólem przyznaje, że bardzo ciężko jest odzyskać od lecznicy jakiekolwiek pieniądze. Nie wyklucza, że być może wkrótce dostanie parę groszy, lecz będzie to tyle, co kot napłakał. Jedynie dla poprawienia humoru.
     - "Do czasu aż uprawomocnią się uchwały Rady Powiatu nic nie dostaniemy, a po uprawomocnieniu będę naciskał dyrektora i starostę, żebyśmy coś dostali, bo inaczej ja będę musiał wystąpić o likwidację ZEC" - dodał Leszek Falkowski.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 651 (32/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości