Ruszył program zwalczania choroby Aujeszky’ego
Pierwsze wyniki badań - zarażone 64 stada
W powiecie żnińskim ośmiu lekarzy weterynarii sprawdziło z probówko-strzykawkami około 400 stad świń. Okazało się, że 64 stada są zarażone wirusami Aujeszky’ego. Powiatowy lekarz weterynarii zapowiada, że pojedyncze stada będą wykupywane, ale większość z zarażonych zwierząt trzeba będzie utuczyć i sprzedać do rzeźni bez odszkodowania. Niemożliwa będzie sprzedaż tych zwierząt do innego stada.
W stadzie Marka Krakowiaka z Młodocina próbki krwi pobierał lekarz weterynarii Robert Mazur. W stadzie, w którym jest 46 loch, pobrał on krew od 25 sztuk zwierząt. W powiecie żnińskim jest około 1.600-1.800 stad świń. Powiatowy lekarz weterynarii w Żninie Maciej Joachimowski zapowiada, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to do końca września wszystkie one będą po pierwszym pobraniu krwi. Ale to dopiero początek długiej walki z chorobą Aujeszky’ego.
Choroba Aujeszky’ego nie jest w żadnym wypadku groźna dla ludzi, ale niesie ze sobą poważne konsekwencje ekonomiczne, począwszy od tego, że w stadzie świeżo zakażonym śmiertelność prosiąt może dochodzić do 100 procent, maciory ronią albo rodzą martwe płody, czas tuczu wydłuża się, skończywszy na tym, że zwierzęcia z zagrożonego stada nie będzie można eksportować ani sprzedawać do innych stad, jedynie do rzeźni.
Zdrowe stado lepiej wykorzystuje pasze, ma szybsze przyrosty, a ponadto w takiej sytuacji można swobodnie obracać trzodą chlewną i mięsem.
Żeby lekarz stwierdził, że stado jest całkowicie wolne od choroby, trzeba będzie trzykrotnie pobrać krew od losowych sztuk w stadach. Liczba przebadanych sztuk kształtuje się w zależności od liczby świń w stadzie i od rodzaju produkcji. Za pierwszym razem pobiera się próbki od 3 do 13 sztuk w stadzie w jednym budynku. Jeżeli rolnik ma swoje stado w dwóch budynkach, to jest ono traktowane jak dwa osobne stada. Jeśli okazuje się, że wynik jest dodatni chociaż u jednej sztuki, to automatycznie stado uznaje się za zakażone i wkracza się do niego ze szczepieniami. Co więcej, wszystkie stada w promieniu 1,5 km od stada zakażonego otrzymają status stada w obszarze zapowietrzonym i bez dalszych badań dokonuje się szczepień.
Jeśli natomiast po pierwszym pobraniu krwi stado okazuje się potencjalnie zdrowe, drugiego pobrania dokonać trzeba w ciągu od 2 do 6 miesięcy od pierwszego pobrania. Za drugim razem pobiera się od 5 do 58 próbek krwi. Jeśli termin 6 miesięcy upłynie, a lekarz nie zdąży pobrać drugiej próbki, trzeba zaczynać wszystko od nowa.
Ostatnią próbkę krwi lekarz weterynarii może pobrać już w kolejnym roku. Wówczas bada się jedynie maciory i knury, ale wtedy już wszystkie sztuki.
Inspekcja weterynaryjna jest na samym początku tej długiej drogi, a już widać, że potrzeba będzie ogromnych kosztów, żeby chorobę zwalczyć.
- Zastanawiamy się, czy w dwóch wsiach, w których są zarażone stada nie jest korzystniejsze zaproponowanie ekwiwalentu pieniężnego i zlikwidowanie tych stad - informuje Maciej Joachimowski, powiatowy lekarz weterynarii w Żninie. - W takiej sytuacji dopłaca się rolnikowi do wartości rzeźnej, do macior, które mogłyby być użytkowane jeszcze przez kilka sezonów, a trzeba je wywieźć wcześniej. Rolnikowi dopłaca się, żeby mógł odtworzyć stado podstawowe. Najlepsze wyjście byłoby takie, gdyby w budżecie było tyle pieniędzy, żeby można było wykupić wszystkie stada zarażone, ale w większości przypadków będzie tak, że my będziemy szczepić, rolnik będzie mógł utuczyć zarażone zwierzę i sprzedać do rzeźni, ale to już bez odszkodowania. No i nie będzie mógł sprzedawać tych zwierząt do żadnego zdrowego stada. Zastosujemy szczepienia, które spowodują, że zarażone zwierzę przestanie zarażać, a zwierzęta zdrowe będą odporne na zarażenie. Z tym wszystkim wiąże się mnóstwo roboty administracyjnej, bo musimy wydawać decyzje określające status zdrowotny stada, nakazy, zakazy, wchodzą świadectwa zdrowia. Teraz jesteśmy na etapie wydawania pierwszych decyzji.
Okres realizacji programu zapowiada się do 2013 roku, ale jest to wersja optymistyczna. Wiele zależy od podejścia rolników. Od tego, czy będą informować o stadach, które nie są zgłoszone w rejestrze Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz od tego, czy będą pomagać lekarzom, którzy przyjadą pobrać próbki od ich zwierząt.
Gospodarstwa nieobjęte programem zwalczania nie będą mogły wprowadzić świń do obrotu, w tym również do rzeźni.
- Rolnikom też zależy, żeby zwalczyć tę typowo ekonomiczną chorobę - wyjaśnia Maciej Joachimowski. - Duże straty są w gospodarstwach świeżo zarażonych. Są mniejsze mioty, martwe płody, padają młode zwierzęta, ale najgorsze jest to, że dopóki nie zwalczymy choroby Aujeszky’ego, nie będziemy mogli eksportować zwierząt za granicę, a to na pewno wpływa na niską cenę trzody na rynku.
Magdalena Kruszka
Pałuki Wkładka Magazynowa nr 303 (29/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze