Z metropolii na prowincję
Piotr Dudek: nie spadać, a latać
W latach przemiany ustrojowej w Polsce, gdy większość ludzi z tzw. prowincji szukała swojej życiowej szansy w Warszawie, Piotr Dudek przebył drogę w odwrotnym kierunku. Dzisiaj nie żałuje tego, że wyrwał się z wielkiego miasta. Realizuje swoją pasję na Pałukach. Jest największym producentem paralotni w Polsce i jednym z największych w Europie.
Piotr Dudek w locie motoparalotnią nad Żninem wiosną 2008 r. fot. Karol Gapiński Na skrzydłach jego projektu lata kilka reprezentacji narodowych z całego świata. Projektuje jednak i szyje nie tylko dla wyczynowców, ale też dla początkujących paralotniarzy.
Pomimo że uczył się innego zawodu (monter urządzeń telekomunikacyjnych), od początku wiedział, że chce być konstruktorem skrzydeł. Pasją latania zaraził się jako kilkunastoletni chłopak z warszawskiej Och oty. Jego mama pracowała chałupniczo jako kaletnik. Pod ręką miał maszynę do szycia i skrawki niepotrzebnych materiałów. Jako 14-latek zaczął szyć pierwsze modele minispadochronów, które testował pilot-zabawka kupiony na warszawskim bazarze przy Hali Banacha. Młody Piotr spuszczał tego plastikowego spadochroniarza z okien mieszkania. Wreszcie w wieku 16 lat zapisał się do Aeroklubu na lotnisku Bemowo. Wkrótce został wicemistrzem Polski juniorów w wieloboju spadochronowym. Oddał tych skoków w karierze 513, jednak marzył o czymś innym. O tym, żeby latać, a nie jedynie spadać w powietrzu. Stąd już pod koniec edukacji na poziomie szkoły średniej myślał o założeniu firmy, która produkowałaby paralotnie jego własnych pomysłów. Sport ten znał tylko z przekazów satelitarnych w telewizjach z krajów alpejskich. W Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych paralotniarstwo dopiero raczkowało.
- Piotra niemal w ogóle nie interesowała problematyka omawiana w jego szkole. Miał skrzydła w oczach. Poznałam go na Hali Ornak w Tatrach Zachodnich, gdy latał na jednym ze swoich pierwszych skrzydeł, które sam wymyślił i uszył - opowiada Iwona Dudek, żona konstruktora i współwłaścicielka firmy Dudek Paragliders, która pochodzi z Barcina w powiecie żnińskim.
Po pierwszych próbach rozkręcenia interesu paralotniowego w Warszawie, młode małżeństwo postanowiło przenieść się w rodzinne strony żony konstruktora. - Po prostu koszty najmu pomieszczenia w domu jednorodzinnym na warszawskim Mokotowie dla potrzeb produkcji były tak wielkie, że ówczesne przychody ledwie bilansowały wszystkie koszty - wspomina Piotr Dudek.
Piotr nie myślał wtedy o karierze w sportach spadochronowych. Był już członkiem kadry Polski w paralotniarstwie. W 1993 r. reprezentował kraj w Mistrzostwach Świata w Verbier. Produkcję w swojej pierwszej firmie zaczynał najpierw w mieszkaniu, a później w budynku gospodarczym na rodzinnej posesji małżonki. Pierwsze konstrukcje paralotni, czyli spadochronów szybujących tworzył Piotr Dudek na rysunkach odręcznych. Wtedy nie było jeszcze programów komputerowych, które dzisiaj znacznie ułatwiają pracę konstruktora. Od początku Piotr zdawał sobie sprawę, że aby mieć zbyt na swoje produkty w kraju, musi promować tutaj nowy sport i przede wszystkim szkolić kolejnych paralotniarzy, którzy po uzyskaniu licencji mogli stanowić potencjalny rynek zbytu. W związku z tym, będąc instruktorem postanowił organizować kursy paralotniowe. Zaczął rozwieszać na klatkach schodowych bydgoskich bloków ulotki z informacjami. Jedną z nich przeczytał Wojciech Domański i natychmiast zapisał się na szkolenie.
Spróbował latania na paralotni i bardzo mu się to spodobało. Był rok 1995. Wtedy to Wojciech Domański wraz z kolegą ze studiów informatycznych Darkiem Filipowiczem zdecydowali się złożyć Piotrowi Dudkowi propozycję stworzenia spółki, której celem będzie produkcja sprzętu paralotniowego. Piotr zgodził się i w ten sposób powstała firma Dudek Paragliders z produkcją w Barcinie, a administracją w Bydgoszczy.
- Kapitał założycielski wynosił 4.500 zł. Zakupiliśmy z tych środków komputer z oprogramowaniem za 3.000 zł i maszynę do szycia za 1.500 zł - wspomina Wojtek. W tamtym czasie produkcja wciąż odbywała się w pomieszczeniu gospodarczym w Barcinie. Pojawiły się pierwsze zyski, które niemal w całości szły na inwestycje. Przybywało pracowników i stanowisk pracy. Trzeba było szukać innego pomieszczenia. Wspólnicy znaleźli takie w Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska w Barcinie, która wydzierżawiła im większą niż dysponowali dotychczas halę produkcji.
W kolejnych latach sprzedaż i produkcja firmy Dudek Paragliders cały czas rosła. Stało się jasne, że w Barcinie nie ma już obiektów, które można jeszcze zająć na potrzeby produkcji paralotni. Dlatego firma zaczęła szukać dogodnej lokalizacji w innym miejscu. Wreszcie na początku XXI w. syndyk upadłościowy zakładów Romet w Kowalewie pod Szubinem sprzedał Dudek Paragliders za 150.000 zł (firma wzięła kredyt bankowy) budynek socjalny po dawnych zakładach rowerowych i motorowerowych. Obiekt został zaadaptowany na potrzeby produkcji paralotni i cała firma z Barcina przeniosła się tutaj. Jedynie administracja Dudek Paragliders mieści się w Osielsku koło Bydgoszczy. W Kowalewie pracuje 60 ludzi na dwóch zmianach: około 20 osób z Barcina, około 15 ze Żnina, 10 z Kcyni, 2 z Szubina, 4 z Kowalewa oraz pracownicy z różnych miejscowości w tych gminach. Średnia miesięczna pensja pracowników produkcji to 1.200 zł na rękę, jednak pamiętać należy też o świadczeniach okołopłacowych. Obecnie fundusz płac w Dudek Paragliders to 99.047 zł brutto. Netto pracownicy produkcji łącznie otrzymują miesięcznie 72.828 zł. -
Połowa załogi „Dudek Paragliders” Ewenementem jest np. chyba na skalę nie tylko lokalną to, że w 100% finansujemy dojazdy do pracy pracownikom, którzy mieszkają dalej niż 9 kilometrów. Szyjemy paralotnie i osprzęt, czyli plecaki, uprzęże, spadochrony zapasowe itd. Współpracujemy z szeregiem firm z całego świata, które dostarczają nam najwyższej jakości, spełniające wszelkie normy materiały specjalistyczne, których często nie sposób dostać na polskim rynku. Szycie paralotni jest jak skomplikowana operacja. Paralotnia składa się z setek części, z których każda jest inna. Miesięcznie produkujemy 100 do 120 paralotni. Przeważnie ich nabywcy muszą też zaopatrzyć się - jednak już nie w naszej firmie, bo tego w asortymencie nie mamy - w napęd. Polska bowiem, to w większej mierze kraj nizinny, i jeśli ktoś zamieszkały nie w górach chce latać na co dzień, to nieodzowny jest napęd. Dlatego każe nam to przystosowywać naszą ofertę paralotni do lotów właśnie z napędem. Przy okazji pochwalę męża i starszego syna Dominika, bo w ub.r. zdobyli oni mistrzostwo kraju w takich lotach w tandemie - mówi Iwona Dudek, kierownik produkcji w Dudek Paragliders.
- Przychody firmy ze sprzedaży w 2006 wyniosły 3.373.285,64 zł, a w 2007 - 4.217.336,22 zł. Firma jest spółką jawną i podatek dochodowy każdy ze wspólników rozlicza indywidualnie - przedstawia dane finansowe Wojciech Domański.
Piotr Dudek podkreśla, że jeśli chce się osiągnąć sukces, nie można zarobionych pieniędzy inwestować wyłącznie w siebie, a trzeba wciąż w firmę. Wojciech Domański mówi wprost: - Przez 13 lat zainwestowaliśmy w firmę około 5.000.000 zł. Wprawdzie obecna wartość księgowa firmy to 3.600.000 zł, ale należy pamiętać, że my, jako wspólnicy przez dłuższy czas na początku naszej działalności nie pobieraliśmy własnych pensji. To szło na zakup materiałów do kolejnej produkcji. Kiedy już firma się rozkręciła, to też nie kupowaliśmy sobie lepszych domów, czy innych dóbr, tylko kupowaliśmy maszyny, czy inwestowaliśmy w budynki i tworzyliśmy kolejne miejsca pracy. Dlatego biorąc pod uwagę to wszystko, firma obecnie warta jest około 5.000.000 zł. A gdybyśmy zdołali dodać do tego jeszcze coś tak niewymiernego, jak międzynarodowa renoma, to na pewno „Dudek Paragliders” jest jeszcze cenniejszy.
Na paralotniach wyprodukowanych na Pałukach lata większość zawodników kadry narodowej Polski, Francji, Japonii i Wielkiej Brytanii. Dwie ostatnie z wymienionych reprezentacji na ostatnich mistrzostwach świata w komplecie latały na paralotniach z Kowalewa. Największą sprzedaż firma notuje obecnie we Francji. Nad Sekwanę i Loarę trafia 30% całej produkcji. Po 20% sprzedawane jest w Polsce i na Wyspach Brytyjskich, a pozostałe skrzydła z Dudek Paragliders przeważnie trafiają do Włoch, Hiszpanii, RPA, USA i Japonii. Właściciele firmy wciąż widzą duże możliwości zwiększenia sprzedaży w Polsce. Stąd też wydany podręcznik Paralotniarstwo, autorstwa Piotra Dudka we współpracy ze Zbigniewem Włodarczakiem, co kilka lat jest aktualizowany i wznawiany. Autor podkreśla, że im więcej ludzi przeczyta o tym sporcie, tym większa ich liczba zainteresuje się nabyciem skrzydła choćby w Dudek Paragliders.
Piotr Dudek w tym roku skończył 38 lat. Poza paralotniarstwem i rodziną nie ma w zasadzie żadnego hobby. - Bez znaczenia, jaka nie byłaby to branża, jeśli ktoś młody zaczyna przygodę z prywatną przedsiębiorczością, to musi wiedzieć, że będzie musiał się temu poświęcić niemal w całości. I niech będzie cierpliwy. Niech nie liczy, że pieniądze przyjdą po tygodniu. Trzeba pamiętać, ile te pieniądze ważą. Nie można się zachłysnąć pierwszym, większym zarobkiem, tylko bezustannie inwestować w firmę. No i nie można zapominać, że jest się też odpowiedzialnym w jakiś sposób za tych ludzi, którzy u ciebie pracują. Jeśli się by tobie nie powiodło, to oni też poniosą porażkę - zakończył pionier paralotniarstwa i jeden z liderów, jeśli chodzi o produkcję sprzętu do tej dyscypliny sportu w Europie.
Karol Gapiński
Pałuki nr 854 (26/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze