Wszyscy uważają, że mają rację
Pługi kontra pastuchy
Czy chciałbyś, aby przez Twoje podwórko jeździli sąsiedzi? Inna wersja pytania: Czy chciałbyś, aby sąsiedzi jeździli przez Twoje pole? A może uważasz, że podoranie drogi to zasługa, bo ziemia się nie marnuje? A teraz jesteś burmistrzem: czy potrafisz odróżnić problem remontu 830 metrów w połowie istniejącej drogi od problemu 330 metrów nieistniejącej drogi? To nie gra RPG. To pytania, na które szuka się odpowiedzi w okolicach Jabłowa Pałuckiego.
Franciszek Swakowski pokazuje, którędy powinna przebiegać droga Franciszek Swakowski mieszka w Jabłowie Pałuckim od dziesięciu lat. Jego posesja znajduje się na uboczu, 750 metrów od drogi powiatowej, pomiędzy polami rolników.
SYTUACJA
Spójrzmy na mapę. Punkt B znajduje się 500 metrów na północ od drogi Buszkowo - Jabłówko. Na odcinku od drogi powiatowej do punktu B droga w terenie pokrywa się z jej przebiegiem na mapie. Dalej już nie. Od punktu B do punktu D, gdzie zaczyna się jaśniejszy obszar w żółtej ramce (posesja Franciszka Swakowskiego) droga w terenie (niebieska linia) biegnie nieco bardziej na lewo, niż powinna biec według mapy. Za punktem D wchodzi na prywatną posesję.
Na mapie geodezyjnej istnieje zaznaczona zieloną linią między punktami B i C droga, której w terenie nie ma.
W terenie za to istniała (a do połowy nadal istnieje) dzika droga zaznaczona na pomarańczowo.
Franciszek Swakowski odgrodził swą posesję elektrycznym pastuchem (cienka czerwona linia przegradzająca niebieską drogę i miejsce, przez które winna biec nieistniejąca droga, zaznaczona na zielono). Ale od czasu, kiedy sąsiad przegrodził pomarańczową drogę ogrodzeniem (gruba karminowa linia), przejazd na łąki od tej strony jest możliwy jedynie po odczepieniu pastucha.
PUNKT WIDZENIA PANA FRANCISZKA
- Nabyłem tę działkę w 2000 roku, a w 2001 jeszcze tam normalnego dojazdu nie było, choć na mapach ta droga była oznaczona jako droga gminna - wspomina Franciszek Swakowski. - Wtedy samochody z materiałami budowlanymi nie mogły do mojej działki dojechać. Rolnicy do 2005 roku nie uprawiali pól przyległych do tych dróg. Tam były nieużytki. Gmina nie miała pieniędzy na wykonanie tej drogi, więc zrobiłem to na własny koszt. Wynająłem spych i wykonałem drogę. Potem poszedłem do burmistrza, żeby zrobić oznakowanie, na co usłyszałem, że złoży wniosek o ukaranie za samowolne działanie na gruncie gminnym. W końcu jednak tego nie zrobił.
Za posesją Franciszka Swakowskiego ciągną się łąki dwóch rolników. Niegdyś wiodła do nich droga biegnąca z prawej strony jego działki. Jednak teraz drogi tej fizycznie nie ma. Jak sam wyjaśnia Swakowski: - Tu, gdzie na mapach biegnie ta droga, na samym środku rośnie kasztan, który ma ponad 80 lat, czyli przynajmniej od 80 lat nie uczęszczano tą drogą. Poza tym stoi tu też słup. Są krzaki, wszystko jest zarośnięte. Odtworzenie tej drogi mijałoby się z celem - i dodaje, że zaproponował burmistrzowi, żeby wytyczył trasę na łąki rolników w innym miejscu, po skosie, tak, żeby była to najkrótsza trasa, ale dostał odpowiedź, że gmina nie ma na to pieniędzy. - My nie będziemy realizować tego, co pan Swakowski sobie wymyśli i wytyczać drogi tam, gdzie on nam wskaże - powiedział burmistrz Łabiszyna.
ZDANIE PANA PIECHOWIAKA
Waldemar Piechowiak, który jest jednym z rolników mających łąki za działką pana Swakowskiego powiedział, że zanim ten wprowadził się do Jabłowa, to można było drogą przejechać i była to najkrótsza trasa wiodąca na pola.
- Teraz to tam może i już rosną krzaki, ale gdyby to wyciąć, to można by tamtędy przejeżdżać - wyjaśnia Waldemar Piechowiak. - Może i tam rośnie kasztan i stoi słup, ale jeśli droga miałaby 7 metrów, czyli tyle, ile powinna, to my byśmy to drzewo mogli swobodnie na tej szerokości ominąć. Przecież tamtędy jeździliśmy tylko dwa razy w roku, kiedy trwały prace na łąkach.
Z CENTRUM NA LEWO
Po osiedleniu się w Jabłowie Pałuckim Franciszek Swakowski, przez którego posesję przejeżdżały czasem pojazdy, postanowił wygospodarować część swojego pola tak, żeby rolnicy omijali jego posesję z lewej strony, czyli tuż przy lesie. Z czasem ujeździła się tam (zaznaczona na pomarańczowo) droga - najpierw po polu pana Swakowskiego, a za zakrętem - po polu pana Piechowiaka.
- Wygospodarowałem fragment swojego pola po to, żeby umożliwić rolnikom dojazd do swoich łąk - mówi Franciszek Swakowski odnosząc się do drogi z lewej strony swojej działki, którą przez ostatnie lata zwyczajowo poruszali się rolnicy. - To jest jakieś 140 m długości. Dalej droga biegła przez pole pana Piechowiaka, ale tylko na długości nie większej niż 90 m, a on postawił szlaban i nie pozwolił jeździć przez swoje pole.
POLE DLA ZBOŻA, NIE DLA POJAZDÓW
Waldemar Piechowiak tłumaczy, że w 2008 roku uniemożliwił przejazd przez swoje pole, żeby przejeżdżający nie niszczyli mu zasianego zboża. Na polu nie ma być drogi, tylko ma rosnąć zboże. Wyjaśnia, że jeśli jest po żniwach, to on nie robi problemu, żeby tamtędy przejechać, ale skoro oficjalnie jest wytyczona inna droga, to dlaczego się z niej nie korzysta, tylko inni mają jeździć przez jego pole?
Jako że Waldemar Piechowiak nie pozwala, aby przejeżdżać przez jego pole, a oficjalna droga jest nieprzejezdna, rolnicy jeżdżą na pola poruszając się drogą przy szkole w Buszkowie. Nadrabiają w ten sposób około 2 km.
Zielona linia między punktami B i C oznacza urzędowy przebieg drogi, której w terenie w tym miejscu nie ma. Niebieska linia oznacza przebieg faktyczny. Tak do momentu zagrodzenia tej drogi pastuchem (jego fragment istotny dla naszej sprawy zaznacza cienka czerwona linia) jeździło się nią - przez prywatną posesję. Pomarańczową linią zaznaczyliśmy alternatywny przejazd po prywatnych gruntach, który od pewnego czasu też jest zagrodzony (gruba karminowa linia). GEODECI NA DRODZE
Aby dojść prawdy i stwierdzić, którędy oficjalnie biegła droga gminna, Franciszek Swakowski postanowił interweniować u posła Eugeniusza Kłopotka, który pod koniec ubiegłego roku przyjmował interesantów w gminie. - W końcu na wniosek posła Kłopotka zlecone zostało odszukanie i wznowienie znaków granicznych na wysokości moich zabudowań - mówi Franciszek Swakowski. - W pierwszym kwartale tego roku pojawili się geodeci i to zrobili, wkopali kamienie graniczne, ale teraz część z tych kamieni znów jest wyorana.
Burmistrz: - Geodeci pracowali w tym miejscu, bo chcieliśmy dojść do świadomości, którędy ta droga faktycznie przebiega. Kiedy rolnicy ubiegają się o dopłaty, to wtedy widać, że czasem jest różnica pomiędzy tym, gdzie droga powinna przebiegać, a tym, gdzie faktycznie przebiega.
Po pracach przeprowadzonych przez geodetów okazało się, że faktycznie droga powinna być szeroka na 8 metrów i powinna przebiegać z prawej strony zabudowań Franciszka Swakowskiego, a nie przez jego posesję.
PASTUCH NA DRODZE Z KASZTANOWCEM
Franciszek Swakowski założył wokół swojej działki pastucha elektrycznego, czyli drut umocowany na drewnianych palikach podłączony do prądu. Przegrodził nim zarówno zaznaczoną na niebiesko drogę, przebiegającą przez jego posesję, jak i miejsce, przez które powinna przebiegać prawdziwa droga. Burmistrz w jednym z pism zwrócił mu uwagę, że odgrodził drogę biegnącą do łąk rolników uniemożliwiając tym samym przejazd przez nią najkrótszą trasą, a swoje ogrodzenie ulokował wykraczając poza swoją własność.
Mieszkaniec Jabłowa Pałuckiego wyjaśnia, że ogrodzenie w każdej chwili można odpiąć i przejazd umożliwić. Powstało ono nie po to, żeby blokować rolnikom dojazd na pola, ale aby ochronić przed sarnami młode drzewka, jakie nasadził na swojej działce. Tłumaczy, że nawet gdyby zlikwidował ogrodzenie, to rolnicy z prawej strony jego działki, gdzie geodezyjnie jest wytyczona droga, i tak nigdy by nie przejechali, bo droga istnieje tylko na mapach, a nie ma jej już fizycznie od wielu lat. Według niego teren ten jest całkowicie nieprzejezdny.
Ze spojrzenia na mapę wynika, że wyjście z elektrycznym pastuchem poza teren Franciszka Swakowskiego to inny problem niż przegrodzenie drogi, która biegnie wewnątrz jego posesji.
DROGĘ Orzą,
KAMIENIE ZNIKAJĄ
Problemem dla Franciszka Swakowskiego jest także to, że rolnicy uprawiają ziemię, która jest częścią drogi wiodącej do jego działki i tym samym powodują jej zwężenie. Od czasu, gdy się wprowadził, domaga się od burmistrza naprawy prowadzącej do jego posesji drogi.
Pomiary geodezyjne wykazały, że droga gminna prowadząca do posesji pana Swakowskiego powinna mieć szerokość 8 metrów, podczas kiedy w tej chwili ma ona około 2,5-3 metry. W maju geodeci wkopali kamienie graniczne, ale po jesiennych podorywkach znów nie wiadomo, gdzie one są. W tej chwili można odnaleźć tylko niektóre z nich.
Mieszkaniec Jabłowa skarży się też, że rolnicy stawiają na tej drodze przyczepy tak, że nie można przejechać. Wspomina też, że któregoś razu wytoczyli z pola na drogę kamień, który uszkodził mu samochód. O wszystkim informował burmistrza.
- Nie ma takich sił i środków, żeby gmina monitorowała każdy odcinek drogi. Zdarza się przecież i tak, że jakiś rolnik wyorze jakiś kamień - mówi burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek. - Każdy użytkownik tego typu dróg gruntowych powinien, jadąc, zachować taką ostrożność i poruszać się z taką prędkością, żeby móc sprawdzić, czy przed nim leży jakiś kamień, czy nie. Mam wrażenie, że sytuacja konfliktowa tkwi w otoczeniu pana Swakowskiego, a nie w obowiązkach gminy.
Mieszkaniec Jabłowa podkreśla, że z sąsiadami żyje dobrze, że nie ma między nimi konfliktu. Pretensje ma jedynie do Waldemara Piechowiaka, który ma grunty w pobliżu jego działki.
Waldemar Piechowiak wyjaśnia, że faktycznie rolnicy wjeżdżają pługami na część drogi wiodącej do posesji pana Swakowskiego, ale uważa, że gdyby ta ziemia nie była uprawiana, to te kawałki ziemi i tak zarosłyby chwastami i trawą.
- Geodeci wytyczyli drogę, ale ona nie jest zrobiona - podkreśla Waldemar Piechowiak. - Kamienie zostały wkopane i każdy z nas trochę tę drogę podorał pewnie. Ale jeśli będzie droga, to my to w każdej chwili możemy przestać podorywać. 10 lat uprawiam tak ziemię i nigdy problemów nie było, a teraz się zrobił. Z prac geodezyjnych jestem zadowolony, sam o nie wnioskowałem. Dobrze pan burmistrz zrobił, że je zlecił. A przez działkę pana Swakowskiego nigdy nie przejeżdżałem, bo mogłoby to się skończyć dla mnie jeszcze większym konfliktem. Poza tym, jeśli ten pastuch faktycznie można odpiąć, to dobrze by było, żeby pan Swakowski to teraz zrobił, bo ruszają prace polowe.
INTERWENCJE I PISMA
W 2008 roku, kiedy Waldemar Piechowiak postawił przeszkodę uniemożliwiającą przejazd przez swoje pole, Franciszek Swakowski rozpoczął starania, żeby została wytyczona i zrobiona droga wiodąca na łąki rolników tak, aby nie musieli oni ani przejeżdżać przez jego działkę, ani jeździć dookoła. Otrzymał odpowiedź odmowną.
- Moje interwencje nie odnosiły żadnego skutku - mówi mieszkaniec Jabłowa. - Zgłaszałem za każdym razem, kiedy rolnicy worywali mi się w drogę, ale to nic nie dało. Dróg gminnych w otoczeniu mojej działki w promieniu 500 m jest około 3 km, z czego zaledwie 700 m jest przejezdnych. Pisałem, że konieczne wykonanie choćby części tych dróg, najpierw do wydziału inwestycji, potem już do samego burmistrza.
W październiku 2009 roku burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek odpowiedział Franciszkowi Swakowskiemu, że jeśli ceni swój czas, to nie powinien go tracić na przygotowywanie pism, których skutek zna. Nawiązywał tu do zarzutów mieszkańca Jabłowa, że każda odpowiedź z gminy jest odpowiedzią negatywną, a pracownicy mają do niego wrogi stosunek. Burmistrz Łabiszyna oblicza, że wykonanie drogi wiodącej do posesji pana Swakowskiego to koszt rzędu minimum kilkudziesięciu tysięcy złotych, a na to gminy nie stać. Ponadto podkreśla, że jego zdaniem droga gruntowa prowadząca do posesji Franciszka Swakowskiego jest w bardzo dobrym stanie i nie wymaga odtwarzania. Według burmistrza można się nią poruszać nawet z prędkością 60 km/h. - Ja nie widzę problemu, żeby rolnicy do swoich łąk jeździli koło szkoły w Buszkowie. Problem nie leży po stronie gminy, ale po stronie użytkowników pól w sąsiedztwie pana Swakowskiego. Ten pan prowadzi z nami korespondencję od dawna, ta przepychanka trwa już kilka lat, ale do niczego to nie doprowadzi. On ma czas, a za hobby przyjął sobie korespondowanie z gminą, ale nic to nie da - podsumowuje problem burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 974 (41/2010)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze