Reklama

Pochwała Biskupina & uwaga na temat szmiry

    Pochwała Biskupina & uwaga na temat szmiry
    Festyn archeologiczny w Biskupinie to impreza na wysokim poziomie. Organizatorzy zadbali o właściwe przygotowanie wszystkich "stoisk" z "eksponatami" w postaci studentów archeologii, którzy przebrani za naszych przodków pokazywali skutecznie i z sukcesem, jak to kilka tysięcy lat temu bywało, czyli pokazywali w sposób jak najbardziej zgodny z archeologiczną wiedzą.  

    Obok stoisk "fachowych" było też nieco punktów "komercyjnych" - takich, które ściągają szerszą publiczność nie bawiąc się w przynudnawy dla niektórych historyczny dydaktyzm. Stąd też stoiska sponsorów ("Żywca" etc.), które nie usiłowały nawet imitować prehistorycznych jadłodajni (notabene - gdzie było produkowane w Żninie piwo "Prawosławienskie"?).  
    O to pretensji mieć nie można: jeśli rzecz ma się sprzedać trzeba hołdować zasadzie "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". I bardzo dobrze i chwała za to organizatorom. Więcej takich imprez!
    W jednym tylko nie mogę powstrzymać się od krytyki. "Turniej rycerski", który oglądaliśmy w Biskupinie, była to absolutna szmira. Podobała się publiczności, bo - trzeba to przyznać - rycerze umieli sprawnie władać mieczami i toporami. Ale od ludzi nazywających się szumnie "Bractwem miecza i kuszy" można by wymagać czegoś więcej niż przebieranki w PRL-owskim stylu. Tym bardziej, że jest to bractwo stołeczne - z samej Warszawy. I tym bardziej, że w ogóle do Biskupina turniej rycerski ma się jak pięść do nosa. Jeśli więc już pokazywać coś niebiskupińskiego, to pod warunkiem, że to "coś" nie jest kiczem. Podstawowe pretensje do "Bractwa" (a nie do organizatorów) streszczają się poniżej:
    - "Bractwo" udawało, że pokazuje turniej średniowieczny. Pomijam problem strojów i zbroi pozbieranych z różnych epok. Skandalem była muzyka towarzysząca "turniejowi" (płynąca ze skrzeczących głośników): kompozycje z XVII i XVI wieku. Notabene pochodziły one z trzech ogranych płyt, które od wieków puszczane są w radio i telewizji jako podkład pod różne pseudo- i historyczne audycje. Można się było trochę wysilić i zakupić jakiekolwiek nagrania muzyki średniowiecznej (można je nabyć tanio w wielu sklepach muzycznych w Polsce, na pewno i w Warszawie).
    - Cała atrakcja turnieju polegała na okładaniu się ostrymi lub tępymi narzędziami, aż do zgonu jednego z adwersarzy. Czy "Bractwo" nie wie, jak się organizuje średniowieczne turnieje? I że celem turnieju nie była - w żadnym razie!!! - walka "na śmierć i życie", a wręcz przeciwnie? Jeśli chce się cokolwiek "rekonstruować", trzeba też cokolwiek na temat średniowiecznych turniejów przeczytać (polecam "Bitwę pod Bouvines" Georgesa Duby, Warszawa 1988, ss. 111-137), a nie podawać gawiedzi papkę rodem z filmów hollywoodzkich z przyprawami w postaci nieudolnie archaizowanych tekstów i kiepskiego aktorstwa.  
    A już szczególnie - na imprezie, na której maksymalne zbliżenie rekonstrukcji do autentyczności mocno jest podkreślana.   
    Na koniec mały smaczek. Dlaczego i skąd nazwa "Bractwo miecza i kuszy"? O ile miecz jest symbolem rycerstwa, to kuszę przez czas długi uważano za broń niehonorową i niegodną rycerza.  

Jacek Kowalski
Pałuki nr 189 (40/1995)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości