Reklama

Podorywana droga

W Dobieszewie
    Podorywana droga
    Niewiele ponad pół kilometra od drogi głównej, biegnącej z Chwaliszewa do Dobieszewa,  mieszkają naprzeciwko siebie dwaj sąsiedzi. Pomiędzy ich domami jest tylko wąski przejazd. Do tych dwóch gospodarstw biegnie gminna droga, która w 2001 roku w czasie wytyczania jej przez geodetów miała 5 metrów szerokości. Teraz w jednym mierzonym przez nas punkcie miała niewiele ponad 3 metry. Sąsiedzi wzajemnie zarzucają sobie podorywanie drogi.
szwir4.jpg
Pod ciężarówką ze żwirem rozstąpiła się droga, o którą konflikt toczą dwaj rolnicy z Dobieszewa                                                                                                  fot. Sylwia Wysocka

    W miniony piątek w Dobieszewie samochód ciężarowy wiozący żwir do posesji Leszka i Elżbiety Andrzejewskich zapadł się na drodze w błoto, naczepa się pochyliła.
    - To, że droga się zarwała, to efekt pracy sąsiada, który w biały dzień szpadlem podkopuje w połowie skarpę drogi i kiedy coś na niej stanie, to się rozjeżdża droga albo zwyczajnie utwardzona górna część się zapada i sąsiadowi przybywa kilka czy kilkanaście centymetrów pola, mimo że i tak podorywuje drogę na rzecz swojej działki - mówi Elżbieta Andrzejewska.
    - To kompletna bzdura. To nie ja podorywuję drogę tylko oni. Sąsiedzi zostawili przy samej drodze bruzdę, w którą wpadł samochód w czasie odśnieżania tej drogi. Skoro to my przywłaszczamy sobie teren drogi na rzecz pola i sąsiadka czuje się pokrzywdzona, to dlaczego nie wezwie geodetów i nie wyjaśni sprawy - mówił Mariusz Sławiński.
    Elżbieta Andrzejewska wskazała kamienie i drzewka sadzone na skraju drogi przez sąsiada, które powodują, że nie można jechać bokiem drogi.
    - Kiedy byli tu przedstawiciele z Urzędu, kazali Sławińskiemu wyrwać te krzaki, jakie sadzi w pasie drogi i usunąć z pasa drogi kamienie, jednak tego nie zrobił - mówi sąsiadka.
    - Proszę zobaczyć, to są samosiejki, ja tego nie sadzę tylko natura, kamienie leżą na poboczu, bo inaczej ruch by się odbywał po moim polu. Te drzewka czy krzaki rosną od lat w tym miejscu.  Kiedy wytyczali drogę, sąsiedzi zgodzili się na 5-metrową szerokość i tyle pewnie ta droga ma, jeśli ma mniej, to nie z mojej winy, bo ja drogi nie zaorywuję - mówi Mariusz Sławiń-ski, wskazując na teczkę dokumentów z kontroli, jakie jego zdaniem nasyłali sąsiedzi, kiedy rozpoczął budowę nowego domu.
    - Kiedyś stały tu sypiące się garażyki i chlewiki, a z okien sąsiadów było wyraźnie widać, co dzieje się na naszym podwórzu. Kiedy zaczęliśmy budowę, to zaraz nasyłali na nas nadzory budowlane, komisje. Za płot zabezpieczający rozbudowę i budowę domu płaciliśmy 120 zł miesięcznie za zajęcie pasa drogowego. Zamiast budować, najpierw musieliśmy udowadniać, że na wszystko mamy zgody i pozwolenia. Byliśmy pod lupą jak nikt inny. Wszystko wykonywane było z nadmierną dokładnością i nie udało się sąsiadom zatrzymać budowy - opowiada Mariusz Sławiński.
    Andrzejewscy wskazują na mur domu sąsiada wysunięty w stronę drogi bardziej niż budynku gospodarczego i twierdzą, że wyszedł on z budową za daleko pozostawiając wąski przejazd pomiędzy budynkami. - W 2001 roku wytyczana była droga i wkopane kamienie graniczne, dziś ich nie ma, ktoś je usunął i nie zrobiliśmy tego my - mówią Andrzejewscy.
    - O wytyczenie drogi zwróciliśmy się do Urzędu po tym, jak sąsiad staranował ciągnikiem jadącego samochodem teścia. Teraz jednak droga znowu jest wąska.
    - Do nas dojeżdżają samochody z gruszką, które przywożą nam pasze i kierowcy narzekają, że jest tu wąsko i straszą, że przestaną wozić. Dziś podebrana przez sąsiada szpadlem droga rozstąpiła się pod samochodem wiozącym nam żwir. Teraz to 20 ton musimy ręcznie rozładować i przetransportować na podwórze. Mam tylko nadzieję, że nie uszkodził się samochód, który zapadł się w drodze. Żwir jest nam potrzebny na modernizację budynków i na inny użytek własny. Pisałam do Urzędu w czerwcu o tę drogę i nie dostałam odpowiedzi, a burmistrz mi kiedyś powiedział, że mam ciężarowym stanąć na drodze asfaltowej i mam tą gminną drogą ponad pół kilometra dowozić sobie paszę do gospodarstwa. Nie wiem, jak burmistrz to sobie wyobraża - powiedziała Elżbieta Andrzejewska.
    Zapadnięta ciężarówka zastawiła całą drogę. Mariusz Sławiński postawił przed nią auto na światłach awaryjnych, aby było widać, że nie można przejechać.
    Na drogę przyjechał wezwany przez Mariusza Sławińskiego sołtys Dobieszewa Marek Zwierzykowski. Na wniosek sołtysa państwo Sławińscy odstawili auto na podwórze. - To jest trudna sytuacja. Sąsiedzi powinni się dogadać. Jeśli się nie dogadają, to taki spór będzie trwał dalej. Droga jest za wąska. Dopóki się nie dogadają, to nawet kamień na utwardzenie drogi trudno będzie pozyskać z gminy. Znam jednego i drugiego dobrze i widzę tu jedno rozwiązanie - każdy z nich niech odda po metrze pola i droga będzie szersza - powiedział Marek Zwierzykowski.
     Burmistrz Tomasz Szczepaniak potwierdza, że zna problem. - Drogę do tych dwóch gospodarstw wytyczaliśmy raz, więcej nie będę gminnych pieniędzy na to przeznaczał. Rozgraniczenia dokonał geodeta, wstawiono kamienie graniczne. Pytam tylko, kto wozi po gruntowych, rozmokniętych drogach takie ciężary. Po takich drogach należy taki tonaż przewozić, kiedy droga jest zamarznięta lub dopiero kiedy droga obeschnie, tam nie ma rowów i woda podsiąka pod drogę. Bok drogi jest rozmoczony i samochód ciężarowy z dużym ładunkiem spowodował jej załamanie i samochód spadł w bruzdę - powiedział burmistrz Kcyni Tomasz Szczepaniak.
Sylwia Wysocka
Kcyńskie Pałuki nr 57 (10/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości