Po śmierci Grzegorza Hemmerlinga, nie jest obsadzone stanowisko komendanta ZOSP w Kcyni. Miały to zmienić wybory. Te jednak przeniesiono na inny termin, bo najsilniejszy kandydat wycofał się. Na jaw wyszły też zabiegi, by uniemożliwić pełnienie tej funkcji osobie z kcyńskiej jednostki.
Damian Łyszczarz zapewnił, że do kandydowania namówił go oficer komendy powiatowej PSP fot. Sylwia Wysocka W miniony piątek (18 listopada) o 18:00 w remizie strażackiej w Górkach Zagajnych odbyło się posiedzenie władz jednostek OSP z terenu gminy, które miały dokonać wyboru nowego komendanta gminnego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych w Kcyni.
JEDEN KANDYDAT? NIE, JEDNAK DWÓCH
Do dnia wyborów znany był tylko jeden kandydat - Andrzej Solarczyk, prezes OSP Sipiory. Jak wyjaśnił, nigdy nie miał aspiracji do pełnienia funkcji komendanta gminnego, powiatowego czy wojewódzkiego. - Jako strażak niosę na sobie odpowiedzialność za straż i świadomość, że ktoś musi tę funkcję komendanta przejąć. Zebrania odbyliśmy, chętnych nie było, wtedy podjąłem decyzję, że trzeba podjąć rękawicę i walczyć, bo straż musi istnieć dalej - mówił. Zapewnił, że ma świadomość tego, iż funkcja komendanta to obowiązki, a nie przywileje.
Ostatnie zebranie zmieniło jednak jego nastawienie. Jak przyznał, jeszcze dzień przed zebraniem prezes gminny ZOSP Damian Łyszczarz zapewniał go, że nie ma innego kandydata, nawet z Kcyni. Jednak na zebraniu okazało się, że drugim kandydatem jest sam prezes, który wygłosił starannie przygotowane oświadczenie.
- Może będę przykry, ale to od Damiana Łyszczarza, prezesa gminnego usłyszałem, że nie możemy dopuścić do tej funkcji Kcyni, bo oni i tak mają swoje dojścia i kasę wyciągną. Jak dopuścimy Kcynię, to dla nas już nie zostanie nic - cytował Andrzej Solarczyk.
Damian Łyszczarz wyjaśnił, że decyzję o kandydowaniu podjął niedawno. - Każdy z nas może zostać wybrany, odwołany, nasze funkcje nie są dożywotnie. Do samego końca nie byłem przekonany do kandydowania, namówił mnie do tego podczas pożaru w Głogowińcu oficer komendy powiatowej. Na funkcję prezesa mnie wybraliście i możecie mnie odwołać. Do wypowiedzi byłem przygotowany, bo 14 lat pracy w mojej jednostce sprawiło, że mogę o pracy strażaka mówić dużo - tłumaczył Damian Łyszczarz. Z funkcją komendanta boryka się od dnia śmierci Grzegorza Hemmerlinga i wie, że jest to duża odpowiedzialność.
ZARZUTY WOBEC KCYNI
Damian Łyszczarz odniósł się również do słów o kcyńskich strażakach. Wyjaśnił, że wypowiadając się o jednostce z Kcyni uzewnętrznił przekazywane mu odczucia wielu druhów (po tych słowach z sali padły zapewnienia, że podobne uwagi istnieją). - Nie czuję ciężaru tych słów, bo nie są to tylko moje słowa - zapewnił Damian Łyszczarz.
Prezes OSP Kcynia Maciej Tubiszewski prosił, by nie odbierać w ten sposób działań jego jednostki. - Proszę nie wypowiadać się na temat naszej jednostki, bo są to bardzo przykre słowa. Nigdy przed nikim nie zamknęliśmy wrót naszej jednostki i tego nie uczynimy. To, że posiadamy znajomości, wykorzystujemy na rzecz naszej jednostki. Jeżeli będziemy mogli, to pomożemy innym jednostkom, ale oczekujemy tego samego i liczymy też na to, że i my w potrzebie nie zostaniemy na lodzie. Nie jestem po to i nie działam w tej jednostce, by być komendantem gminnym. Znam słowa wiceprezesa Wojciecha Zakrzewskiego, który również nie jest tą funkcja zainteresowany i proszę, żeby więcej takich słów w kierunku naszej jednostki nie wypowiadać.
Andrzej Solarczyk podkreślił, że rezygnuje z kandydowania na stanowisko komendanta, gdyż nie wyobraża sobie współpracy z prezesem gminnym w takiej atmosferze fot. Sylwia Wysocka REZYGNACJA GŁÓWNEGO KANDYDATA
Andrzej Solarczyk podkreślał, że komendant musi być osobą kontaktową, musi mieć dobry kontakt z jednostkami, prezesami, burmistrzem i w tej mierze dałby sobie radę. Zapewnił, że wie, czym jest polityka, ale oburza go, gdy dzień wcześniej prezes zapewnia go, że jest on jedynym kandydatem, a następnego dnia zgłaszana jest kandydatura prezesa i na dodatek ma on przygotowaną wypowiedź.
- Druhowie, ja nie przestraszyłem się obowiązków. Ja dziś mówię nie, bo czy możemy mówić o dobrej współpracy, kiedy do ostatniego dnia istnieje obłuda. Służba w straży jest służbą, a nie medalami i zaszczytami. Mimo że nie widzę przeszkód we współpracy z prezesami jednostek, z burmistrzem, to przy takim postępowaniu nie widzę możliwości współpracy z prezesem gminnym. Tych, których zawiodłem, przepraszam, ale mówię nie - zakończył, a jego wypowiedź spotkała się z gromkimi brawami.
KOLEJNA PROPOZYCJA
Jurand Świerc, prezes OSP w Górkach Zagajnych, przypomniał, jak było jeszcze kilkanaście lat temu, gdy na zawody strażacy kupowali paliwo za własne pieniądze, mimo że budżet z gminy był na obecnym poziomie. - Kiedy komendantem gminnym został Grzegorz Hemmerling, to poczuło się świeże powietrze. Jednostki otrzymały wyposażenie, samochody. Wiem, że włodarze nie są zainteresowani utrzymaniem małych jednostek we wsiach. Widzimy, co się dzieje. Nastawienie jest, by sprzedać, wyrwać pieniądze, nie myślą o następnych pokoleniach. Grzegorz Hemmerling był uczciwy, potrafił równo dzielić. Wielki szacunek dla Macieja Tubiszewskiego, ale boję się, żeby nie przyszła powtórka. Teraz zapewniam, że byłbym spokojny, gdyby pałeczkę po bracie przejął druh Piotr Hemmerling. Doskonale wiemy, że gmina Kcynia wyróżnia się pod względem jednostek OSP i to zasługa Grzegorza Hemmerlinga - podkreślał Jurand Świerc.
Niejako wywołany z sali Piotr Hemmerling podziękował za nominację, ale powiedział, że przyjmuje to jako żart. - Z przykrością odbieram pojawiające się głosy, nie myślałem, że w takiej atmosferze odbywały się będą wybory. Pewnie mój brat by nie pomyślał, że powstanie podział wśród nas, strażaków. Kcynia stawiana jest za wzór ruchu strażackiego pod każdym względem, a teraz ze strachem myślę o przyszłości. Róbmy tak, żeby te wybory nie były elementem, który nas podzieli. Komendant będzie musiał współpracować ze wszystkimi. Tę harmonię mój brat potrafił zbudować, dziś go już nie ma i ktoś będzie musiał go zastąpić. Wybierzmy go w atmosferze konsensusu. Uważałem Andrzeja Solarczyka za osobę właściwie przygotowaną do funkcji komendanta - zapewniał. Wnioskował, by Andrzej Solarczyk zgodził się kandydować dla wspólnego dobra i zaapelował o rozwagę i powagę przy wyborze.
Padła propozycja, by Łukasz Jachim i Henryk Napierała również kandydowali, jednak nie wyrazili oni na to zgody.
Burmistrz Marek Szaruga zapewnił, że bez względu na kandydaturę i wybór on sam deklaruje współpracę z komendantem gminnym. - Sam wybór należy do druhów i oby to był wybór najlepszy z możliwych - mówił.
WYBORY ODŁOŻONE
Już na początku zebrania Jurand Świerc proponował, by z powodu rezygnacji Andrzeja Solarczyka wybór odłożyć o miesiąc. Po burzliwej dyskusji podobną propozycję przedłożył Józef Góralczyk podkreślając, że nerwowa atmosfera do niczego nie prowadzi.
- Wypowiedzmy sobie dziś wszystkie uwagi, żale, postawmy grubą kreskę, zamknijmy to i przestańmy się na siebie obrażać - apelował Andrzej Solarczyk.
- Przy takim działaniu prezesa jedni nastawiani są na drugich, robią się pewne negatywne klimaty, robią się niejasności. Dopóki nie zaczniemy ze sobą uczciwie rozmawiać i nie zaczniemy się szanować, to też nikt nie nas nie uszanuje - mówił Maciej Tubiszewski, za co otrzymał gromkie oklaski.
Kolejne próby przekonania Andrzeja Solarczyka nie przyniosły rezultatu. Zapewnił, że w wytworzonej sytuacji nie widzi możliwości pracy na stanowisku komendanta. Dziękował za zaufanie, ale podtrzymał swoją rezygnację.
Ostatecznie wyznaczono nowy termin posiedzenia.
Sylwia Wysocka
Pałuki 1293 (47/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze