Pora wylać ten nocnik
Obecnie szpital zadłuża się miesięcznie na około 600 tysięcy zł., a jego zobowiązania wynoszą ogółem 25 milionów. Jeśli ktoś jeszcze liczy na stare pieniądze: 6 miliardów miesięcznie i 250 do zapłacenia na dziś.
Przychodzi chyba w końcu chwila, że kwoty te należy traktować, jak rachunek, który zapłacić musi starostwo za nieudolne zarządzanie szpitalem.
W drukowanym poniżej liście dyrektora Aleksandra Kmiećkowiaka, który cztery lata temu ustąpił ze stanowiska, zwróciłem uwagę na zdanie: "Powiat może mimo wszystko spłacić ten dług, gdy zobowiązania zostaną rozłożone na kilka lat, szpital - nie".
Nie wiem, czy Zarząd Powiatu wyobraża sobie przyjęcie na siebie i spłatę takiego długu. Ja sobie w każdym razie tego nie wyobrażam, te sumy są dla mnie za duże.
Chyba jednak trzeba dokonać takiej próby wyobraźni. Nigdy bowiem nie jest tak, aby nie mogło być gorzej. Koniec świata się nie zdarza (patrz "Piosenka o końcu świata" Czesława Miłosza). Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, choć czasem wszystkie są złe. Wśród nich jednak są złe, gorsze i najgorsze. I jest tak, że są zawsze jacyś ludzie, którzy mają jakiś wybór.
Skąd powiat weźmie 25 milionów na spłatę długów i 4 na restrukturyzację? Z kredytu, oczywiście. Jaki bank da powiatowi taki kredyt? Zależy od zabezpieczenia. Można zastawić lasy (chyba, że już są zastawione wszystkie), można zastawić czy sprzedać pałac w Lubostroniu, może coś jeszcze. Zarząd jakoś tam na pewno orientuje się w swoich możliwościach i podejrzewam, że będzie umiał przekonać bank, że taki kredyt w ciągu pięciu (?), dziesięciu (?) lat może spłacić, mniej wydając na drogi, pensje starosty czy pomoc społeczną. Jeżeli oczywiście ów zarząd uzna, że projekt, przedstawiony przez dyrektora Wójtowicza jest godzien realizacji. Bo przecież jeszcze tego nie wiemy, jak się Zarząd Powiatu do projektu odniesie.
Myślę w każdym razie, że w przypadku odrzucenia tego projektu Zarząd Powiatu przedstawi lepszą koncepcję ratowania szpitala (przecież nie można a priori twierdzić, że nie można nic lepszego wymyśleć).
A ja się nie będę dziwił, jeśli po odrzuceniu tego planu dyrektor Wójtowicz podziękuję za pracę. Jest to logiczne. Powierzyli mu stanowisko, w dwa miesiące zrobił plan, jak umiał najlepiej. Albo więc chcą ten plan razem z nim, albo niech zatrudniają lepszego. Rozumiem to doskonale.
Bank oczywiście zapyta, jaka jest gwarancja, że nowy szpital nie narobi nowych długów? Po zadaniu mi takiego pytania, uśmiechnąłem się lekko. Gwarancją jest to, że będziemy pamiętać o tym, co się szpitalowi stało.
Politycy powiatowi (i tak o niebo lepsi od rządowych) uczą się na własnej skórze zarządzania i jego konsekwencji. Czy już wiedzą, że powierzenie stanowiska dyrektora Zdzisława Bąka było błędem? Czy już wiedzą, że obsadzenie na stanowisku dyrektorskim Romana Cieślewicza było błędem? Czy już umieją odróżniać ludzi kompetentnych od niekompetentnych? Że w budżecie nie ma cudów?
Ech... Pamiętam te moje artykuły sprzed trzech, dwóch lat. Ja krakałem na stronie ostatniej, a w środku numeru ukazywał się optymistyczny tekst, że szpital zmniejsza dług i wychodzi na prostą. Dziś wiemy, że dane finansowe podawane przez dyrektora Bąka były fałszywe, a gdy się starosta obudził, ręka juz była w nocniku (któraż to juz ręka w Żninie, jaką politycy znajdują w nocniku?...
Pora ten nocnik w końcu wylać.
Dominik Księski
Pałuki nr 641 (22/2004)
Z listów
Gdy słyszę o kolosalnych długach żnińskiego szpitala, to nieodparcie nasuwa mi się pytanie o mentalność i sposób rozumowania ludzi odpowiedzialnych za żniński powiat. Przez całe ostatnie trzy lata nie ma miesiąca, w którym prasa by nie pisała o pogarszającej się sytuacji finansowej tej placówki. Na szpaltach gazet bez przerwy toczy się chaotyczna dyskusja o szpitalu. A co na to organ założycielski? Nic, jakby nie była to jego sprawa. Oprócz podjęcia dwóch bezmyślnych i fatalnych w skutkach decyzji personalnych, kompletna inercja decyzyjna i brak osoby, która by przedstawiła sensowną wizję szpitala.
Zastanawiam się, czy starosta i Zarząd Powiatu nie dostrzegają faktu, że los szpitala może być równoznaczny z losem powiatu, a także być może zaważy o ich przyszłości. Trzeba nie mieć zupełnie wyobraźni, aby móc spać spokojnie po nocach ze świadomością, że długi szpitala i tak prędzej czy później wpędzą powiat w katastrofalne zadłużenie. Jeżeli członek Zarządu Powiatu wypowiada się na łamach gazety o możliwości ratunku poprzez zaciąganie kredytu, to znaczy, że nie ma on zielonego pojęcia o obecnej gospodarce szpitala. Kto liczy, że sytuację uratują jakieś odgórne oddłużenia czy np. spłaty z budżetu zaległości "ustawy 203", ten się srogo rozczaruje. Nawet gdyby wpłynęło do szpitalnej kasy dwa czy trzy miliony, to nie uratują one sytuacji.
Nie można trwać w letargu, uspakajając siebie i innych, że wszystkiemu winne jest niedostateczne finansowanie służby zdrowia i zadłużone są prawie wszystkie szpitale w Polsce.
Sytuacja żnińskiego szpitala jest szczególna. W ciągu czterech lat z zakładu, który miał płynność finansową, przeistoczył się w zakład, którego zadłużenie dwukrotnie przekroczyło roczny budżet, a jego miesięczny przychód nie pokrywa nawet płac pracowników!
Jeszcze przed trzema laty była stosunkowa prosta recepta na dostosowanie działalności szpitala do realiów finansowania służby zdrowia. Prosta do wypisania, trudna do realizacji. To wtedy należało brać kredyt i mieć dyrektora, który by wiedział, co z tym kredytem zrobić i jak zmienić strukturę szpitala. Niestety, to zadanie przerastało władze powiatu, było poza ich wyobraźnią. A przecież jedynym prawdziwym problemem od początku powstania żnińskiego powiatu był jego szpital.
Teraz jest sytuacja zupełnie inna. Mimo że nie znam dokładnie zadłużenia szpitala, wystarczą dane szacunkowe i wiedza o planowanych, rocznych przychodach, aby dojść do wniosku, że jedynym ratunkiem jest likwidacja zakładu i utworzenie nowego, o statusie prawnych jednej z możliwych spółek. Zobowiązania zlikwidowanego zakładu przechodzą oczywiście na konto powiatu. Powiat może mimo wszystko spłacić ten dług, gdy zobowiązania zostaną rozłożone na kilka lat, szpital - nie.
W tej tragicznej sytuacji jest jeden zaskakujący i pozytywny element - wybór nowego dyrektora szpitala. Zaskakujący, bo sądząc po uprzednich wyborach, nigdy nie przypuszczałem, że nowym dyrektorem zostanie właśnie pan Leszek Wójtowicz. Pozytywny, bo wybrano nareszcie kogoś kto się doskonale zna na działalności szpitala i jego zarzadzaniu. Mam prawo tak twierdzić, bo od kilku lat znam działalność Leszka Wójtowicza i wiem, że należy do grona uznanych menedżerów służby zdrowia. Ten wybór jest moim zdaniem, pierwszą mądrą rzeczą, którą zrobił Zarząd Powiatu dla szpitala. I chwała mu za to choć zrobił to tak późno.
Myślę, że strach przed postawieniem szpitala w stan likwidacji i utworzeniem spółki jest spowodowany błędnym pojęciem, że jest to jednoznaczne z masowymi zwolnieniami pracowników i prywatyzacja. To fakt, że w pierwszej fazie likwidacji nieunikniona jest znaczna redukcja kadry, ale część zwolnionych po jakimś czasie znajdzie pracę w nowo utworzonych oddziałach, które są w zamyśle nowego dyrektora - jest to już wstępnie uzgodnione z Narodowym Funduszem Zdrowia. Co do obaw prywatyzacji to przecież Rada Powiatu może zawsze powołać nowy szpital w którym powiat będzie miał 100% udziałów.
Piszę ten tekst bez cienia złośliwej satysfakcji, o którą mogą mnie niektóre osoby podejrzewać. Wiem teraz, że aby realizować plany wybiegające daleko w przyszłość, nie tylko trzeba mieć wizję celu, ale też wsparcie ludzi tak samo myślących. Rzeczą ludzką jest uczyć się na własnych błędach, a tylko szkoda, że to zazwyczaj tak dużo kosztuje. Życzę Leszkowi Wójtowiczowi wsparcia życzliwych i rozumnych ludzi.
Teraz następny krok należy do Zarządu i Rady Powiatu. To będzie najważniejsza i najtrudniejsza decyzja w historii żnińskiego powiatu.
były dyrektor szpitala
Aleksander Kmiećkowiak
Pałuki nr 641 (22/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze