Reklama

Pożegnanie księdza Feliksa Dietricha

Z żałobnej karty
    Pożegnanie księdza Feliksa Dietricha
    Gdy w 1967 roku rozpoczynał posługę kapłańską w Gościeszynie, zapewne nie przypuszczał, że będzie tam trwał 40 lat.

      Jego poprzednik, ksiądz Szczepan Weber, budowniczy nowego kościoła, zmarł nagle po krótkiej chorobie.
    Pamiętam jeszcze dźwięk dzwonu brzmiącego o niezwykłej godzinie, obwieszczając jego śmierć. W parafii kochającej swojego proboszcza szok i rozpacz. Co będzie dalej? Kilka miesięcy parafia pozostawała bez pasterza. Jesienią do Gościeszyna zawitał młody ksiądz Feliks Dietrich. Pochodził z Gniezna.
    Przyjął obowiązki po swoim wielkim poprzedniku i szybko udowodnił, że jest jego godnym następcą. Spokojny, kulturalny i wyważony.
    Szanował ludzi i oni jego. Wrósł w parafię i kiedy biskup chciał wyznaczyć Mu inne miejsce, parafianie wybłagali, aby pozostał w Gościeszynie. Udało się. Był z nimi na dobre i na złe, w chwilach radosnych i trudnych.
    Pamiętam, jak 13 grudnia 1981 roku, w dzień wprowadzenia stanu wojennego, dodawał otuchy parafianom zgromadzonym na niedzielnej mszy, przerażonym kolumnami wojska, które przetoczyły się tego dnia w okolicy.
    Los nie oszczędził Mu ciężkiej próby. 15 kwietnia 1992 roku złodzieje ukradli łaskami słynący obraz Gościeszyńskiej Madonny.
    Rozmawiałem z Nim kilka dni później. Pamiętam łzy i łamiący się głos, kiedy opowiadał mi o tym strasznym zdarzeniu. Jednocześnie była w Nim wielka wiara, że obraz odnajdzie się. Wielu wydawało się to niemożliwe, ale to On i jego parafianie mieli rację. Po sześciu latach policja dopadła złodziei i odzyskała obraz. Zapłacił jednak za te trudne lata własnym zdrowiem. Choroby mocno utrudniały Mu życie.
    A odzyskanie obrazu wiązało się z nowymi trudnymi obowiązkami, niełatwymi dla małej parafii, jaką jest Gościeszyn. Zniszczony przez niewłaściwe przechowywanie obraz trzeba było odrestaurować i zakonserwować.
    W kościele trzeba było wykonać wiele remontów i zabezpieczeń, aby kradzież nie mogła się powtórzyć. Przy pomocy parafian i wielu innych ludzi udało się wszystko właściwie przygotować i 29 maja 2005 roku wraz z parafią przeżywał wielki dzień powrotu Gościeszyńskiej Madonny.
    Doczekał w jej obecności 50-lecia kapłaństwa i 40-lecia posługi w gościeszyńskiej parafii.
    W czerwcu 2007 roku odszedł na emeryturę, przekazując obowiązki swojemu następcy.
    Nie odszedł na długo.
    14 kwietnia 2008 roku Gościeszyńska Pani powołała Go na wieczną służbę.
W sobotę 19 kwietnia żegnali Go licznie zgromadzeni parafianie, przyjaciele, znajomi pod przewodnictwem biskupa Bogdana Wojtusia oraz kilkudziesięciu księży, zakonnic i zakonników.
Spoczął obok swojego poprzednika, w miejscu, które sobie wybrał.
    „Wrócił do domu jak zmęczony pielgrzym, a Pan z radością przyjął Go z powrotem”.

Marian Kawka
Pałuki nr 845 (17/2008)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości