"Pozmlecz": rozmowy z inwestorem i...
Praca bez wynagrodzenia
Pracownicy żnińskiego "Pozmleczu" od listopada nie otrzymują wynagrodzeń za pracę. W firmie zostało 18 osób. Ci, którzy zostali zwolnieni lub odeszli sami, walczą o zaległe pieniądze.
Hala wyparek świeci pustkami. Tylko co jakiś czas w zakładzie odbywają się próby technologiczne. Na zdjęciu pracownik "Pozmleczu" Jakub Maciejewski. W żnińskim Pozmleczu we wrześniu ubiegłego roku rozpoczęły się pierwsze zwolnienia. Firma zalegała z wypłatami. Pracownicy mieli nadzieję, że być może to chwilowa zadyszka finansowa w firmie, ale jak się później okazało, zakład ma poważne problemy i na pieniądze nie ma co liczyć. W tej sytuacji w listopadzie część załogi postanowiła rozwiązać umowy bez wypowiedzenia. Sprawą zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy w Bydgoszczy, która wydała pracodawcy nakaz płatniczy z rygorem natychmiastowej wykonalności. Konto Pozmleczu zostało zajęte przez komornika po wyrokach sądu, które orzekły o spłacie zobowiązań wobec wierzycieli spółki.
Sytuacja w Pozmleczu cały czas jest dramatyczna. Pracownicy, którzy otrzymali wypowiedzenia z pracy, jak również ci, którzy sami się zwolnili, do dziś nie odzyskali należności. Pracownicy, którzy pracują jeszcze w spółce, zapewniają nas, że od kilku miesięcy pracują za darmo, bez wynagrodzenia.
Aktualnie załoga Pozmleczu liczy 18 osób. W ostatnich miesiącach z pracy odeszło 19 osób, natomiast 20 otrzymało wypowiedzenia.
- Ja byłam wśród osób zwolnionych w listopadzie. Za listopad otrzymaliśmy tylko 100 zł. Nie wypłacono mi ani zaległych wypłat, ani też odprawy. Podobnie jak innym byłym pracownikom. Otrzymałam tylko świadectwo pracy, a pieniędzy zero. W firmie pozostało już niewiele osób, a prezes od listopada nie płaci. Z tego co wiem, zakład stoi. Nie ma produkcji. Jak zatem wypracować pieniądze na spłatę zobowiązań i wynagrodzenia dla tych, którzy jeszcze pozostali? - zastanawia się była pracownica Pozmleczu.
Prezes "Pozmleczu" Maciej Wolf przetrzymuje zakład w postoju, bo wierzy, że uda mu się wdrożyć nowe technologie i rozpocząć produkcję. Czy widoczne na zdjęciu Anna Igła i Joanna Kotlarek będą jeszcze tu pracować?Inny były pracownik spółki podkreśla, że nie będzie pracował za darmo, ponieważ musi utrzymać rodzinę. Rynek pracy w powiecie żnińskim jest jednak tak wąski, że za chlebem będzie musiał obrać kurs w kierunku dużego miasta.
- Pracodawca wisi z pieniędzmi za listopad, nie mówiąc już o grudniu i styczniu. Dlatego ludzie sami odchodzą z pracy. Kto będzie pracował za darmo? Trzeba mieć trochę godności - mówi nasz rozmówca.
Maciej Wolf, prezes Pozmleczu wyjaśnia, że sytuacja na rynku mleczarskim jest obecnie bardzo trudna. Kiedy przejmował zakład, nic nie wskazywało na to, że sytuacja drastycznie się pogorszy w tak krótkim czasie.
- Jaka jest sytuacja w naszym państwie, to pan wie. Kryzys, który dotknął naszą branżę mleczarską, dotknął teraz cały przemysł. W całym kraju branża mleczarska przechodziła głęboką recesję, co dotyka i ten zakład. W tej chwili proszkowanie jest nieopłacalne. Trzeba jednak myśleć o technologiach i strategiach, dzięki którym wygeneruje się zysk, pomimo takiej sytuacji - podkreśla prezes.
Maciej Wolf przyznaje, że zakład ma zaległości wobec pracowników. Podkreśla, że kiedy tylko pojawiają się jakieś pieniądze, są natychmiast przeznaczane na wypłaty dla pracowników. Mimo bardzo złej sytuacji, nie zamierza ogłaszać upadłości spółki. Woli przetrzymać spółkę na okresie postojowym, ponieważ widzi dla niej jeszcze szanse rozwoju i uruchomienia produkcji.
- Jestem daleki od ogłoszenia upadłości. Nadal widzę możliwości dla tego zakładu poprzez wdrożenie nowych technologii i nawiązanie współpracy z partnerami, którzy odbiorą ode mnie towar. Mam tu na myśli Niemców, jak i branżę cukierniczą. Prowadzę rozmowy z Niemcami na temat odbioru towaru, bo przy dzisiejszym kursie euro to dosyć intratna oferta - dodaje prezes.
O nowych technologiach, jakie mają być wdrożone w żnińskim Pozmleczu nie chce mówić, by nie zdradzać swojej strategii konkurencji. Zdradza jedynie, że prowadzi rozmowy z inwestorem, który mógłby zagwarantować fundusze na wprowadzenie nowej technologii. Tym inwestorem jest firma z Polski, której nazwy prezes nie ujawnia. Kiedy inwestor miałby pomóc Pozmleczowi w zastosowaniu nowych technologii i rozwinięciu produkcji, na razie nie wiadomo.
- Konkretnej daty nie podam, bo oboje tego nie wiemy. Prowadzimy daleko zaawansowane rozmowy, które doprowadzą, mam nadzieję, do szczęśliwego finału. Pocieszające jest to, że rozmowy cały czas trwają - tłumaczy Maciej Wolf.
Prezes zapewnia, że będzie podejmował działania ku temu, by Pozmlecz podnieść z zapaści. Jest to - jego zdaniem - możliwe, aczkolwiek wymaga dużo czasu i nowych technologii. Sam podkreśla, że sytuacja w zakładzie jest trudna.
- Teraz w zakładzie jest marazm i będzie jeszcze przez jakiś czas. Chcę jednak małymi krokami z tego wybrnąć. Chciałbym zweryfikować trochę produkcję. W przyszłości chcę podzielić ją na 2-3 segmenty na bazie tego, co robią. W tej chwili robimy tylko od czasu do czasu próby technologiczne w kierunku nowych technologii. Produkcji ciągłej w zakładzie nie ma - przyznaje prezes.
Beata Gołębiewska, zastępca okręgowego inspektora pracy wyjaśnia, że kontrole PIP w Pozmleczu odbywają się co miesiąc. Wydawane są również nakazy płatnicze, ponieważ zakład nie ogłosił upadłości. Beata Gołębiewska przyznaje, że w obecnej sytuacji firmy odzyskanie zaległości przez byłych pracowników i wypłata wynagrodzeń są niemożliwe.
- Tam nie ma pieniędzy, a poza tym komornik zajął konta - dodaje Beata Gołębiewska.
Byli pracownicy Pozmleczu mogą wystąpić do Sądu Pracy o wypłatę należności. Wówczas po wyroku sądowym - w przypadku orzeczenia o wypłacie należności przez pracodawcę - mogą szybciej odzyskać pieniądze poprzez egzekucję komorniczą.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 889 (8/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze