Reklama

Prezes nie wiedział

Finanse żnińskiego szpitala
     Prezes nie wiedział
     Prezes Tomasz Kuss chce poprawić sytuację finansową szpitala. Z jednej strony - przez zmniejszenie kosztów, z drugiej - przez zwiększenie przychodów. Póki tego nie osiągnie, zwiększa linię kredytową i stara się nie dopuścić do wytaczania spółce procesów sądowych o należności.

- „Teraz skupiam się na tym, aby zminimalizować problem długu” - mówi dyrektor Tomasz Kuss
   fot. Remigiusz Konieczka

     Nowy prezes Pałuckiego Centrum Zdrowia oraz jednocześnie dyrektor Tomasz Kuss prowadzi rozmowy ze starostą Zbigniewem Jaszczukiem oraz burmistrzem Żnina Leszkiem Jakubowskim. Dotyczą one finansów szpitala, a konkretnie podatku od nieruchomości (te rozmowy prowadzone są z burmistrzem) i opłaty, jaką szpital płaci powiatowi za dzierżawę budynków (te rozmowy prowadzone są ze starostą).
     ZMNIEJSZYĆ KOSZTY
     Jak pamiętamy, płacenie przez szpital powiatowi za dzierżawę budynków i sprzętu było w pierwszych miesiącach br. płaszczyzną ostrego konfliktu między poprzednim dyrektorem szpitala a starostą. W lutym tego roku dyrektor Aleksander Kmiećkowiak mówił: - Od początku istnienia spółki, przy okazji każdego spotkania z radnymi, zarządem czy starostą, domagałem się zwolnienia szpitala z dzierżawy budynków, które użytkujemy [...](Pałuki nr 991). Problemu nie udawało się rozwiązać w drodze rozmów między szefami placówek, dopiero gdy włączyli się w nie ówcześni zastępcy dyrektora Aleksandra Kmiećkowiaka, Tomasz Kuss i Ewa Galas-Gąsior, szpital zobowiązał się do uregulowania niezapłaconej kwoty za dzierżawę za 2009 i 2010 rok (umożliwiło to włączenie szpitala do programu termoizolacji).
     Teraz temat wraca i Tomasz Kuss (już jako prezes i dyrektor) próbuje odciążyć szpital od obciążeń, jakie spółka ponosi na rzecz swego właściciela - powiatu. - Wstępnie rozmawiałem ze starostą Zbigniewem Jaszczukiem i wspólnie chcemy rozwiązać ten problem, żeby w jakimś procencie nam ten dług umorzono. Zbigniew Jaszczuk, który pół roku temu wykluczał taką możliwość (jako główną przyczynę podawał konieczność zapłacenia ogromnej sumy podatku VAT), teraz jest przychylny temu, aby majątek szpitala przekazać spółce. Zależy to jednak od tego, czy starostwo wejdzie w planowany program termomodernizacji, czy nie. Jeśli tak, to opóźni się przekazanie majątku. Jeśli powiat nie uzyska dofinansowania na termomodernizację szpitala i innych nieruchomości (dwóch szkół ponadgimnazjalnych w Żninie i jednej w Piechcinie), to przekazanie majątku nastąpi szybciej; wtedy też szpital będzie mógł starać się o kredyt, bo będzie miał majątek i będzie dla banków bardziej wiarygodnym partnerem. Na początku przyszłego roku dowiemy się, czy wniosek Starostwa Powiatowego w Żninie na dofinansowanie termomodernizacji czterech jednostek zostanie rozpatrzony pozytywnie, czy nie.
     Rozmowy z burmistrzem Żnina też napawają dyrektora Kussa otuchą. Miasto, tak jak to robiło dotąd, bierze pod uwagę sfinansowanie pewnych potrzeb sprzętowych szpitala. Burmistrz nie wyklucza też umorzenia długu, jaki ma szpital z tytułu niezapłaconego podatku od nieruchomości, stawia jednak pewne warunki.
     NIE WIEDZIAŁ, ŻE JEST AŻ TAK ŹLE
     Sytuacja finansowa szpitala jest gorsza niż prezes początkowo myślał. W tej chwili szpital ma znaczny dług związany z zobowiązaniami krótkoterminowymi, to znaczy takimi, które - jak to określił prezes - trzeba było zapłacić wczoraj lub kilkanaście miesięcy temu. Jest to ponad  milion złotych. Ponadto szpital ma kredyty, między innymi związane z zakończoną już budową nowego bloku operacyjnego i ze spłatą wierzycieli. To są kredyty długoterminowe. Tomasz Kuss podkreślił, że szpital spłaca je regularnie i nie ma z tym problemu. To też jest obciążenie w wysokości powyżej miliona złotych. Wynika z tego, że (sumując obie kwoty) szpital musi uporać się z zadłużeniem powyżej 2 mln zł.
     Starosta Zbigniew Jaszczuk powiedział, że przez cały czas na zebraniach udziałowców od prezesa Aleksandra Kmiećkowiaka otrzymywał informacje, że spółka osiąga zysk, a o problemach z zadłużeniem przez 5 ostatnich lat nie było mowy. Starosta dodał, że obecne zadłużenie wynika głównie z niezapłaconych faktur. Są to zatem zobowiązania Pałuckiego Centrum Zdrowia wobec dostawców, a to z kolei wynika z tego, że w pierwszej połowie roku - jak to ujął starosta - dyrektor Kmiećkowiak lekko się rozbujał i dokonał kilku zakupów, które teraz obciążają budżet spółki.
     Były dyrektor szpitala Aleksander Kmiećkowiak zapytany, czy ukrywał zadłużenie, odpowiedział:  - Nie jest prawdą, że ukrywałem jakiekolwiek wydatki przed starostą czy moim następcą. Ostatniej informacji dotyczącej zadłużenia udzieliłem w piśmie z 20 czerwca 2011 roku. Podałem w nim wszystkie zobowiązania podzielone na kategorie. To prawda, że zostawiłem szpital w trudnej sytuacji finansowej - tak samo trudnej, jaką sam miałem przez całą kadencję. Ale prawdą też jest to, że te pieniądze poszły na budowę nowego bloku operacyjnego, którego co najmniej przez dwa lata nie trzeba będzie modernizować. Na to poszły te pieniądze. Tak trzeba było zrobić.
     Poprzedni dyrektor zaznacza, że finanse szpitala regularnie omawiane były na posiedzeniach Rady Nadzorczej oraz na zebraniu wspólników i podkreśla, że w wyniku jego działań nikt nie zarzuci szpitalowi, że nie spełnia wymagań sprzętowych, jakie powinny być w szpitalu powiatowym. Natomiast zobowiązania są tak ustawione, że wystarczy je po kolei spłacać.
     Przewodniczący Rady Nadzorczej Ryszard Lorczyk uspokaja, że nie można oceniać sytuacji finansowej szpitala jako złej. Mówi, że zadłużenie na pewno będzie się sukcesywnie zmniejszać - jeszcze w tym roku może być widoczny spadek. Dodał, że obecny dyrektor kontroluje finanse, wie co może, a czego nie może zrobić.
Na pytanie o to, czego nie może, przewodniczący Lorczyk odpowiedział: - Nie może ambitnie inwestować i wpaść w spiralę zadłużenia.
     LINIA KREDYTOWA, A NIE DROGA SĄDOWA
     Tych dostawców, którzy już w sierpniu chcieli wystąpić na drogę sądową, szpital zamierza spłacić jeszcze w tym miesiącu. Doszło do porozumienia. Dzięki decyzji Banku Spółdzielczego w Żninie, który zwiększył szpitalowi linię kredytową, firmom najbardziej się niecierpliwiącym spłaci się zadłużenie na sumę około 500 tys. zł, a dostawcy ci zrezygnują z odsetek.
     WALKA Z NFZ
     Szpital ma problem z finansowaniem procedur ratujących życie na Oddziale Intensywnej Terapii (OIT). NFZ finansuje mu ratowanie ludzi za 314.000 zł. Jednak umiejscowienie geograficzne szpitala (przy drodze krajowej nr 5, na której często dochodzi do wypadków) powoduje, że na oddziale tym jedynie do końca lipca wyrobione zostały procedury za ponad 600 tys. zł.
     - Pani minister zdrowia oraz prezes NFZ mówią, za wszystkie procedury ratujące życie Fundusz będzie płacił. Okazuje się jednak, że nie. Dwukrotnie wystąpiliśmy na piśmie. Byliśmy w NFZ w Bydgoszczy i rozmawialiśmy z dyrektorem kujawsko-pomorskiego oddziału i jednoznacznie odpowiedzieli, że w tej chwili nie są w stanie nam pomóc. Dopiero minęło pół roku i wartość nadlimitu wynosi ponad 300 tys. zł, a za chwilę będzie koniec roku i ta kwota zwiększy się do 900 tys. zł. My z tego powodu będziemy mieli kolejny koszt, który trzeba będzie w jakiś sposób pokryć. W takiej sytuacji stan zadłużenia ulegnie zwiększeniu - mówi prezes.
     Szpital, zobowiązany przepisami i etyką, nie może odmówić przyjęcia pacjenta na OIT, jeśli np. w okolicy w podobnych oddziałach brakuje miejsc. NFZ nie kwapi się jednak z zapłaceniem za tych pacjentów i tworzy się kwadratura koła.
     - Jeżeli jakimś cudem NFZ zapłaci za nadlimity na OIT, to będzie nam prościej poradzić sobie z długiem, który mamy, i ewentualnie myśleć o rozwoju tego szpitala. Na razie priorytetem u nas jest spłacenie zobowiązań wobec naszych dostawców, bo w większości zobowiązania związane są właśnie z dostawcami leków bądź sprzętu medycznego - zapewnia Tomasz Kuss.
     Kierownictwo spółki wysłało pismo do prezesa NFZ w Warszawie z prośbą o pomoc w tym zakresie. Zwrócono się też do posłów z województwa kujawsko-pomorskiego. Teraz w szpitalu czekają na odpowiedzi w tej sprawie. O efektach działań będziemy informować.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1020 (35/2011)

Reklama

 

     O myśleniu i zdziwieniu

     Z zainteresowaniem przeczytałem relację o pierwszych efektach działalności nowego dyrektora szpitala. Zdziwiło mnie w niej jedno zdanie - że dyrektor myślał, iż sytuacja szpitala jest lepsza.
     Oczywiście od razu chwyciłem za słuchawkę i zadzwoniłem do dyrektora-emeryta Kmiećkowiaka z pytaniem, czy niezapłacone rachunki chował przed księgowością pod dywanem, w garażu, czy zakopywał na trawniczku przed oddziałem położniczym.
     To jedno zdanie, które mnie zdziwiło, nie brzmi dobrze i starałem się zrozumieć, co ono może rzeczywiście znaczyć. Przecież wicedyrektor firmy, który następnie zostaje dyrektorem, nie może przeżywać zaskoczenia czymkolwiek  - chyba, że rzeczywiście co drugą fakturę szef chował pod dywan.
     Może więc to nie jest zaskoczenie sytuacją szpitala, tylko zaskoczenie tym, jak - spośród wszystkich możliwych do podjęcia decyzji - trudne jest podejmowanie tych właściwych?
     Może to nie jest tak, że sytuacja szpitala jest gorsza, niż początkowo myślał, tylko sytuacja dyrektora szpitala jest gorsza, niż początkowo myślał?

Reklama

Dominik Księski

Pałuki nr 1020 (35/2011)

 

 

 

     Niekomfortowa sytuacja

     Kierowanie placówką szpitalną do łatwych nie należy i już na początku zaznaczę, że dyrektorowi Tomaszowi Kussowi nie zazdroszczę. Tak samo jak nie zazdrościłem jego poprzednikom. Jedni mieli większe, inni mniejsze kompetencje do kierowania tym zakładem. Ci z mniejszymi byli, przyznam, bardzo odważni, podejmując się tego wyzwania. Kierowanie szpitalem, to nie to samo co kierowanie firmą.
     Dziś byłem na sesji Rady Miejskiej w Szubinie, na której radny Zdzisław Pilarski (nie wnikając w szczegóły jego wystąpienia) powiedział, że dyrektor szpitala nie powinien patrzeć tylko na zysk. I trudno się z nim nie zgodzić.
     Najbardziej to widać na oddziale, na którym skończył się limit. Przyjąć pacjenta? Niedobrze, bo zadłużamy szpital. Nie przyjąć? Też niedobrze, bo jak wyjdzie za furtę szpitalną i się przewróci, to winny będzie lekarz, który go odesłał do domu. Każde rozwiązanie jest złe, a na to wszystko nakłada się bilans, który najlepiej, żeby był dodatki, a dobrze będzie, jak wyjdzie na zero.
     W obecnym ustroju państwa szpitale zostały postawione w takiej sytuacji, że są bite z obu stron. Przyjmowanie większej ilości pacjentów, to zwiększone koszta funkcjonowania bez zwiększonych przychodów. I potem przy ogólnym bilansie za spółką ciągnie się ogon niezapłaconych faktur, rachunków.
     W takich sytuacjach właśnie można poznać umiejętność kierowania spółką. Wielu przeciętnych zjadaczy chleba zna ten stan, w którym sen z powiek spędza niezapłacony rachunek za gaz, prąd, telefon a każdy dzień zwłoki rodzi odsetki. W budżecie domowym są to sumy kilkudziesięciu lub kilkuset złotych. W szpitalu są to setki tysięcy złotych. I jak tu spać?
     Jak spać, skoro NFZ miga się od zapłacenia za nadlimity? Jak spać, kiedy trzeba remontować sale szpitalne? Jak spać, gdy trzeba kupić sprzęt ratujący życie, ułatwiający leczenie? Jak spać, kiedy ludzie czekają na wypłaty? Jak spać, skoro szef, właściciel (czyli powiat) oczekuje pieniędzy? A tu ten ogon.
     Nie dziwię się, że dyrektor nie czuje się komfortowo. Podzielam jednak zdanie Ryszarda Lorczyka, szefa Rady Nadzorczej spółki Pałuckie Centrum Zdrowia, że sytuacja nie jest napięta, dyrektor wie, co ma robić, a proporcja zadłużenia do wysokości budżetu nie napawa trwogą.

Reklama

Remigiusz Konieczka

Pałuki nr 1020 (35/2011)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości