Reklama

Problem noszy

Kolejne odejścia ze żnińskiego szpitala
     Problem noszy
    Wszystko wskazuje na to, że atmosfera wśród załogi żnińskiego szpitala ustabilizuje się nieprędko. Pielęgniarki skarżą się nie tylko na warunki płacowe, ale też na warunki pracy. Zapowiadane są kolejne odejścia. Dyrektor Leszek Wójtowicz zdaje się być spokojny: - "Należy się liczyć z sytuacją, że będzie nadmiar pielęgniarek na rynku".

     Problem warunków pracy w żnińskim szpitalu pielęgniarki zgłaszały przed tygodniem na zebraniu z przewodniczącą zarządu krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Bożeną Banachowicz. O jej wizycie i spotkaniu ze żnińskimi pielęgniarkami i położnymi informowaliśmy wcześniej.
     Najważniejszy problem zgłaszany przez pielęgniarki podczas zebrania to przenoszenie pacjentów. Ubolewają, że muszą nosić nosze z pacjentami ważącymi niekiedy ponad 100 kg, gdy winda nie działa lub jest zajęta przez pacjentów korzystających z poradni. W opinii Bożeny Banachowicz, jest to łamanie kodeksu pracy, gdyż dopuszczalnie można przenosić ciężar do 15 kg.
     Przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek i położnych w żnińskim szpitalu Bożena Wachowiak zapytana przez nas o skalę problemu wyjaśniła, że problem zaczyna się po 15:00. Do 15:00 pielęgniarkom pomagają nieść pacjenta pracownicy z działu technicznego.
     - "W nocy pacjentów noszą pielęgniarki. Niekiedy trzeba kogoś przenieść na zabiegi. Jeśli jest kobieta po cesarskim cięciu, to trzeba przenieść ją na położnictwo na pierwsze piętro. Ten problem jest nie rozwiązany. Ktoś powinien się tym zajmować. One nie mają obowiązku nosić. Nikt nie słucha, że pielęgniarkę coś boli. Nikt nie pyta, czy nie jest to ponad siły, a one robią wszystko dla pacjenta. Do tej pracy powinien być ktoś dodatkowo zatrudniony. W szpitalu od 15:00 do 7:00 wynoszeniem zmarłych z oddziałów zajmuje się kierowca i sanitariusz. Za to jeden i drugi otrzymuje po 6 zł. Dlaczego nie można zorganizować tego tak, by to oni znosili wszystkich za odpłatnością. Dlaczego pielęgniarce się za to nie płaci?" - dziwi się Bożena Wachowiak.
     Przewodnicząca związku podkreśla również, że szpital nie spełnia norm pielęgniarskich. Jej zdaniem jest za mało pielęgniarek. Ponadto trwa sezon urlopowy, w którym otrzymują po 5 dni wolnego. Zdarza się, że dwie pielęgniarki wypadają na 40 chorych. Połowa pacjentów to chorzy, którzy leżą. Komfort pomocy pielęgniarek jest w takiej sytuacji - zdaniem Bożeny Wachowiak - żaden. Przewodnicząca zwraca uwagę na niebezpieczeństwo odejścia większości pielęgniarek ze szpitala, co może bardzo negatywnie wpłynąć na jakość świadczonych usług w nowej jednostce.
     - "Kolejne koleżanki noszą się z zamiarem odejścia z pracy. Czy podejmą pracę w przekształconej jednostce, to wielki znak zapytania. Na warunkach proponowanych przez dyrektora, to nie wiadomo, czy ktoś zostanie. Za taką pensję, to nikt nie podejmie pracy. Pielęgniarka ma pensję na poziomie sprzątaczki, a mamy pracę odpowiedzialną" - dodaje Bożena Wachowiak.
     Dyrektor Leszek Wójtowicz powiedział, że chętnie osobiście udzieliłby wyjaśnień pielęgniarkom na zgłaszane przez nie niejasności już w ubiegły wtorek podczas wizyty Bożeny Banachowicz.
     - "Osobiście udzieliłem zgody na to zebranie bez ograniczeń czasowych. Prosiłem pozdrowić panią przewodniczącą związków, ale nie otrzymałem słowa zapraszającego. Nie chciałem się więc narzucać swoją osobą pomimo, że byłem w pracy" - wyjaśnił dyrektor.
     Odpowiadając na postawione przez nas pytania dyrektor stwierdził, że problem noszenia chorych przez pielęgniarki istnieje od wielu lat. Zapewnia, że będzie chciał jak najszybciej rozwiązać go w nowej jednostce.
     - "Będziemy się starać o pieniądze z PFRON na wymianę windy. Ponadto poradnie chcemy przenieść do pomieszczeń po pralni na parterze. Winda jest obciążona, bo wiele poradni jest na górze. Myślę, że te założenia pozwolą rozwiązać problem" - dodał dyrektor.
     Leszek Wójtowicz twierdzi, że nikt nie zgłaszał mu problemu związanego z noszeniem pacjentów. Jego zdaniem pielęgniarka powinna to zgłosić przełożonej, po czym informacja poprzez ordynatora powinna trafić do niego. - "Nikt nie zgłaszał problemu, że jest za bardzo zmęczony czy obciążony. Próbuje mi się wmusić zarzut, że to ja odpowiadam za wszystko. Te rzeczy istnieją w szpitalu od dawna i od dawna nie są uregulowane" - podkreśla dyrektor.
     Leszek Wójtowicz przyznaje, że nie obawia się, że w szpitalu w Żninie nastąpi deficyt pielęgniarek, który spowoduje znaczne obniżenie standardu świadczonych usług.
     - "Zobaczymy za 2, 3 lub 4 miesiące, kiedy będzie nabór do nowego zakładu. Czas pokaże, iż należy liczyć się z taką sytuacją, że będzie nadmiar pielęgniarek na rynku po reorganizacjach szpitali w Świeciu, Lipnie i Bydgoszczy" - powiedział dyrektor.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 652 (33/2004)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości