Reklama

Pruskie szyny zdjęte

Od lewej: Roman Rabiński - dawny toromistrz, sołtys Podobowic Waldemar Kaczmarski oraz Ludomir Mikołajczyk - konduktor, mają wielki sentyment do linii kolejowej 240. Teraz od granicy naszego województwa aż do Żnina tory zostały zdemontowane, co oznacza, że najprawdopodobniej ruch pociągów już nigdy tutaj nie wróci. fot. Karol Gapiński Od lewej: Roman Rabiński - dawny toromistrz, sołtys Podobowic Waldemar Kaczmarski oraz Ludomir Mikołajczyk - konduktor, mają wielki sentyment do linii kolejowej 240. Teraz od granicy naszego województwa aż do Żnina tory zostały zdemontowane, co oznacza, że najprawdopodobniej ruch pociągów już nigdy tutaj nie wróci. fot. Karol Gapiński

Żnin, Damasławek, Podobowice, kolej, tory, rozbiórka, PKP
     Pruskie szyny zdjęte
     Polskie Koleje Państwowe zleciły rozbiórkę torów między Żninem a Damasławkiem. Od ponad 20 lat pociągi już tutaj nie jeździły. Wśród mieszkańców Podobowic stało się to przyczynkiem do nostalgicznych wspomnień.

     W 1889 r. Niemcy oddali do użytku drugą na Pałukach linię kolejową, ale o przebiegu równoleżnikowym, która połączyła Inowrocław z Wągrowcem i dalej z Krzyżem przez Pakość, Barcin, Żnin, Damasławek (pierwsza linia, łącząca Gniezno z Nakłem przez Janowiec i Kcynię, oddana do użytku została dwa lata wcześniej).
     Ponad 100 lat później został zamknięty ruch pasażerski na tej linii między Damasławkiem a Żninem. W 2004 r. zlikwidowano połączenia pasażerskie między Inowrocławiem a Żninem. Tory pozostały na obu odcinkach. Między Inowrocławiem a Żninem nadal są one na torowisku, jakkolwiek zarosły trawą i krzakami, a niektóre elementy rozkradli złodzieje. Do grudnia ub.r. XIX-wieczne szyny były też między Żninem a Damasławkiem, jednak PKP Nieruchomości, spółka, która zarządza tym odcinkiem, podjęła decyzję o likwidacji torów na odcinku ponad 14 km ze Żnina do granicy województwa. Szyny zostały już zdemontowane, a do rozbiórki zostały jeszcze inne elementy infrastruktury torowiska.
     PKP Nieruchomości w przetargu wyłoniła firmę, która dokona rozbiórki i pozyska na swoją rzecz złom. Jej zadaniem będzie także zutylizowanie podkładów i uporządkowanie terenu po torowisku. Rozbiórka zostanie wykonana do samego Żnina, ale tory na samej stacji Żnin będą pozostawione.
     Tak wynika z informacji, które uzyskaliśmy od kolejarzy. Natomiast do wczoraj nie otrzymaliśmy oficjalnej informacji w tej sprawie, o którą zwróciliśmy się do Departamentu Komunikacji PKP S.A. w Warszawie. Od Żnina aż za stację w Podobowicach rzeczywiście torów jednak już nie ma. Na dawnym dworcu w Podobowicach spotkaliśmy Waldemara Kaczmarskiego, sołtysa tej wsi, przez całe życie w niej mieszkającego. Jego dom położony jest kilkaset metrów od rozebranego torowiska. Waldemar Kaczmarski, podobnie jak większość mieszkańców wsi, ma wielki sentyment do kolei Inowrocław - Żnin - Krzyż, która jeździła przez Podobowice.
     - Pociągiem można było dostać się z tej naszej stacyjki wszędzie. Oczywiście z przesiadką: czy to w Wągrowcu w kierunku na Poznań, czy z drugiej strony w Inowrocławiu, skąd można było pojechać już w różnych kierunkach w całej Polsce. I tutaj u nas lokalnie też to połączenie było ważne. Jeździliśmy do szkół, czy to w Damasławku, czy w Żninie, Inowrocławiu. Torowiskiem skracaliśmy sobie drogę jako dzieciaki z podstawówki, idąc na zajęcia w szkole w Słębowie. Ludzie ze Żnina, a także z wiosek pod Żninem tym pociągiem przyjeżdżali do nas co sobota na potańcówki. A w dniu codziennym pociąg wyznaczał nam rytm pracy w polu, bo mieliśmy rozkład w pamięci. Wiedzieliśmy, że jak któryś pociąg jedzie, to już się zbliża czy to pora obiadu, czy też już w ogóle fajrant i można zejść z pola. Bardzo smutne, że już tego nie będzie. Boję się zresztą, że to teraz wszystko zarośnie krzakami, jak wcześniej na rozebranej linii ze Żnina do Szubina - dzieli się z nami Waldemar Kaczmarski.
     Roman Rabiński, dawny toromistrz na trasie między Żninem a Damasławkiem, też z żalem patrzy na ogołocony z torów nasyp kolejowy. Przez wiele lat on i jego brygada dbali o ten właśnie tor. Teraz już go nie ma. Równie wielki sentyment do kolei Inowrocław - Żnin - Krzyż ma jego sąsiad z Podobowic Ludomir Mikołajczyk. Pracował on jako konduktor. Także na tej trasie, a później w pociągach Intercity. Jego sentyment bierze się m.in. z opowieści, które zasłyszał od swoich starszych kolegów lata temu, gdy zaczynał pracę w kolei.
     - Tą linią proszę pana, jak była wojna, to Hitler jeździł. Z Berlina przez Gorzów, do Krzyża miał tędy najbliżej pociągiem na Mazury, gdzie była jego kwatera. Także trzeba powiedzieć, że Adolf Hitler i przez Podobowice i przez Żnin też musiał przejeżdżać. Właśnie po tych torach jechał, które teraz rozebrali - uważa Ludomir Mikołajczak.
     Czy tak rzeczywiście było? O to zapytaliśmy żnińskiego regionalistę Zbigniewa Zwierzykowskiego. - Przyznam, że po raz pierwszy o tym słyszę, ale niewykluczone, że tak było. Tak być mogło, bo linia ta, jeszcze od czasów
II Rzeszy, była dla Niemców bardzo ważna. Stanowiła najkrótsze połączenie z Prusami. Zresztą w Krzyżu łączyły się najważniejsze linie kolejowe Wielkopolski. Stąd nazwa Krzyż. Co do linii Inowrocław - Krzyż, to swój renesans miała ona jeszcze w czasach Edwarda Gierka, w latach siedemdziesiątych. Otóż władze PRL miały wtedy plan, by stworzyć drugą magistralę kolejową ze Śląska na Wybrzeże przez Poznań, Wągrowiec, Chojnice. I dlatego nasz odcinek Inowrocław - Krzyż miał być zabezpieczeniem rezerwowym dla tej magistrali. Byłaby to mijanka. Nawet czynione były wtedy między Inowrocławiem a Wągrowcem jakieś większe inwestycje na tejże linii. Po tym nie ma już śladu - opowiada Zbigniew Zwierzykowski.
     We fragmentach linia między Żninem a Damasławkiem ma zostać zachowana - tak ustaliliśmy w PKP Nieruchomości w Gdańsku - ze względu na jej zabytkowy charakter. Takie są przynajmniej ustalenia z Urzędem Ochrony Zabytków.
     Film w zakładce Filmy.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1248 (2/2016)

Reklama

Sprostowanie
     W ostatnim numerze Pałuk w artykule Pruskie szyny zdjęte oraz w podpisie pod zdjęciem błędnie podałem nazwisko Roman Rabiński. W rzeczywistości dawny toromistrz nazywa się Roman Rabinek. Za błąd przepraszam czytelników i bezpośrednio zainteresowanego.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1249 (3/2016)

 

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości