Reklama

Przelały się popłuczyny z betoniarni i cierpliwość rolnika

05/12/2024 13:35

W czwartek 28 listopada w Julianowie doszło do wycieku popłuczyn recyklingowych w zakładzie betoniarskim. Popłynęły one szeroką lawą na pole rolnika aż do jego stawu z rybami. Właściciel betoniarni deklaruje, że jeśli tylko rolnik mu pozwoli, to on popłuczyny posprząta. Jednak rolnik ma już dość. Twierdzi, że uciążliwości związane z takimi wyciekami powtarzają się od lat i utrudniają mu prowadzenie gospodarstwa oraz powodują szkody finansowe. Zgłosił sprawę w WIOŚ i na policji.

Jednym z gospodarzy w Julianowie pod Barcinem jest Krystian Kuźmiński. Jego pole znajduje się w sąsiedztwie zakładu produkującego beton towarowy. Zakład jest ogrodzony od strony pola, ale jest tam fragment, w którym mur się kończy i właśnie w tamtym miejscu w czwartek 28 listopada w godzinach popołudniowych wylał się beton niczym lawa. Ta ciekła masa obniżeniem terenu spłynęła obficie na zaorane pole oraz do znajdującego się w dole stawu z rybami. Pole i staw należą właśnie do Krystiana Kuźmińskiego.
Rolnik ten, jak nam opowiada, był świadkiem tego zdarzenia. Przypuszcza, że jakiś pracownik pracował na ładowarce i prawdopodobnie wylewał popłuczyny po płukaniu betoniarek. Ta ciekła masa przelała się przez skarpę, osłaniającą dziurę na terenie firmy, w którą to według obserwacji kilkuletnich Krystiana Kuźmińskiego wlewane są pozostałości po płukaniu betonu. Widząc, co się dzieje, jak beton płynie po polu i do stawu, wykonał dokumentację zdjęciową i nagranie video.
- Firma płucze sobie gruszki do betonu i wylewa te pozostałości do dołu, który widoczny jest na jednym ze zdjęć, które zrobiłem. Kiedy dół się zapełni, firma wyrzuca beton na skarpę widoczną obok. Ten proceder jest powtarzany od lat. Niejednokrotnie woda z tego dołu dostawała się do mojego stawu. Tym razem po obfitych deszczach cała masa wymieszała się z dużą ilością wody, przez co stała się jeszcze bardziej płynna i duża jej ilość rozlała się po polu uprawnym oraz dostała się do stawu, w którym znajdują się ryby - opowiada Krystian Kuźmiński.
Rolnik uzupełnił swoją dokumentację fotograficzną także następnego dnia. Przeprowadził też rozmowę z Romanem Radzikowskim, właścicielem firmy produkującej beton. Poinformował go, że zgłasza tę sytuację na policji w Barcinie oraz w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska w Bydgoszczy.
Tak też uczynił. Jak przekazała nam Małgorzata Witkowska odpowiadająca w WIOŚ w Bydgoszczy za kontakty z mediami, zgłoszenie w sprawie wycieku betonu na pole w Julianowie wpłynęło 29 listopada i będzie przedmiotem sprawdzania. Zgłaszający dołączył dokumentację fotograficzną, z której wynika, że sytuacja taka miała miejsce. Inspektorzy WIOŚ pobiorą próbki gleby i wody do zbadania rodzaju i poziomu substancji, które mogły się w nich znaleźć.
Skontaktowaliśmy się z Romanem Radzikowskim, właścicielem firmy produkującej beton. Powiedział nam, że z jego perspektywy sytuacja ta wygląda inaczej, niż według relacji rolnika. Owszem, firma przyznaje się do winy, a on jako jej szef ubolewa, że tak się stało. Do incydentu doszło wskutek nieumiejętnego posługiwania się sprzętem na tym terenie przez operatora ładowarki, który jest pracownikiem zewnętrznej firmy. Wykonywała ta firma prace budowlane dla zakładu betoniarskiego. Operator popełnił błąd i popłuczyny po betonie zaczęły się wylewać.
Jak podkreśla Roman Radzikowski, sytuacja w tamtym momencie była do szybkiego opanowania, ale potrzebna była dobra wola rolnika. - Zwłaszcza, że pan Krystian Kuźmiński był akurat na swoim polu ciągnikiem. Prosiłem go, aby zablokować płynącą lawę. Mogliśmy to nawet w tamtym momencie zrobić swoim sprzętem, ale musielibyśmy mieć zgodę na wjazd na jego pole. Nie dostaliśmy jej. Następnego dnia w piątek taką zgodę dostaliśmy i zaczęliśmy porządkować te popłuczyny recyklingowe od naszej strony z zamiarem usunięcia reszty. Jednak podczas rozmowy ze mną rolnik zażądał bardzo wysokiej kwoty pieniędzy, na co nie mogłem się zgodzić. Poczułem się szantażowany, że mam zapłacić, pod groźbą, że rolnik będzie zgłaszał sprawę do odpowiednich organów. Tak jednak nie mogło być. On nie jest instytucją, by żądać odszkodowania, bo do wypłaty takowego potrzebne jest podjęcie i przeprowadzenie czynności prawno-odszkodowawczych. Proszę zwrócić uwagę, że zgłoszenie do WIOŚ i policji było dokonane dopiero po tym, gdy nie zgodziłem się na zapłacenie pieniędzy. Dodam, że popłuczyny, które spłynęły na pole my wykorzystujemy jako recykling do dalszej produkcji betonu. Tam nie ma niebezpiecznych substancji. Popłuczyny wystarczy ściągnąć z pola i mogę to zrobić natychmiast, jeśli tylko dostałbym zgodę właściciela terenu. Kontrola WIOŚ nie spędza nam snu z powiek. Szkoda tylko, że rolnik nie dał nam szansy zablokować spływu tej lawy do stawu, kiedy było to możliwe - powiedział Roman Radzikowski. Zapytaliśmy go jakiej kwoty żądał Krystian Kuźmiński za niezgłaszanie sprawy? Roman Radzikowski odrzekł, że padła kwota 30.000 zł.
Krystian Kuźmiński przekazał nam, że w czwartek, gdy doszło do wycieku na jego pole, właściciel betoniarni miał akurat audyt w firmie i był zajęty, przez co nie dotarł od razu na miejsce zdarzenia. Oddelegował pracownika betoniarni, ale nie było zdolności decyzyjnych. Krystian Kuźmiński chciał rozmawiać z właścicielem. Udało się to za jakąś godzinę, gdy było już po wszystkim - popłuczyny dopłynęły do stawu. Krystian Kuźmiński nie wyraził wówczas zgody na wjazd sprzętu na pole, by wałować ziemię i blokować dalszy spływ popłuczyn. To zbyt ciężki sprzęt, a na dodatek ziemia była mokra i grząska od opadów deszczu. Próby blokowania dalszego spływu lawy spowodowałyby wtedy - zdaniem właściciela pola - jeszcze większe straty.
- Co do przeprowadzonej w piątek rozmowy z panem Romanem Radzikowskim, to przyznał on, że poczuwa się do winy i deklaruje, że posprząta, ale mi samo posprzątanie nie zrekompensuje strat. Ściągnięcie już zastygłych popłuczyn spowoduje też zabranie warstwy gleby z powierzchni. To jest pole pod zasiewy na paszę dla zwierząt. Resztki tego betonu na pewno zwierzętom nie będą sprzyjały. Druga sprawa, to ryby w stawie, do którego też wlały się te popłuczyny. Skoro to są popłuczyny nadające się do recyklingu, to dlaczego wylewają je stale do dziury - jeszcze takiej, która położona jest przy obniżeniu terenu. Powinni to wlewać bezpośrednio do linii produkcyjnej. Słysząc, że nie zgodzę się tylko na samo posprzątanie tych popłuczyn pan Roman Radzikowski rzucił do mnie: „to ile być chciał - tysiąc, dwa, sto tysięcy?” Na odczepnego rzuciłem 30.000 zł. Trudno nazwać to szantażem. Dodam, że wycieki tych popłuczyn obserwuję od lat. Dlatego postanowiłem zgłosić sprawę do odpowiednich organów, ponieważ nie może być tak, że ja mam ciągle same problemy, a firma betoniarska nic z tym nie robi - powiedział Krystian Kuźmiński.
Na ustalenia i decyzje WIOŚ i policji czekamy. Małgorzata Witkowska z WIOŚ obiecała nam przekazać informacje po kontroli, która jest w planie, i z wyników badań próbek, które zostaną przeprowadzone. Natomiast oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie poprosił o pytania mailem. Takie też na jego adres wysłaliśmy i czekamy na odpowiedź.

Karol Gapiński

Reklama

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/01/2025 10:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości