Powołani z Pałuk
Przewodnik duchowy w seminarium
Dla młodych kleryków jest drugim ojcem. Opiekuje się nimi i pomaga w ich rozwoju duchowym, przygotowując do kapłaństwa. O znaku powołania, różnych aspektach życia w seminarium, o problemach i rozterkach kleryków rozmawiamy z ks. dr. Wojciechem Rzeszowskim - ojcem duchownym w gnieźnieńskim seminarium.
Tomasz Rogacz: - Kim jest ojciec duchowny w seminarium? Co należy do jego obowiązków?
Ks. dr Wojciech Rzeszowski: - Jak w każdej uczelni, tak i w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym pracuje duży zespół osób. Każda z nich ponosi odpowiedzialność za określone zadania. Najważniejszą grupą jest zespół wychowawców seminaryjnych (zwanych moderatorami), na czele których stoi rektor - odpowiedzialny za całe seminarium, są księża prefekci, którzy zajmują się sprawami organizacji i przebiegiem studiów oraz codziennym życiem alumnów, dwóch ojców duchownych, którzy odpowiedzialni są za duchową formację kleryków. Nad sprawami administracyjno-technicznymi i materialnymi czuwa dyrektor administracyjny. Naszą troską jest, by pomóc klerykom w ich rozwoju duchowym. Ojcowie prowadzą rekolekcje, dni skupienia, spotkania formacyjne dla poszczególnych roczników, rozmowy indywidualne w ramach tzw. kierownictwa duchowego, należymy też do grupy spowiedników seminaryjnych.
- Dlaczego właśnie ojciec, a nie np. opiekun?
Ks. dr Wojciech Rzeszowski urodził się i wychował w Szubinie. Ukończył Prymasowskie Wyższe Seminarium Duchowne w Gnieźnie i przyjął w 1992 r. święcenia kapłańskie. Posługę duszpasterską rozpoczął w parafii pw. św. Doroty w Rogowie, gdzie pracował przez rok jako wikariusz. Później podjął studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, które ukończył z tytułem doktora teologii. Po studiach przez trzy lata pracował u ks. arcybiskupa Henryka Muszyńskiego. Od sześciu lat mieszka i pracuje w gnieźnieńskim seminarium, gdzie pełni funkcję ojca duchownego. - Każdy kapłan powołany jest by stawać się duchowym ojcem dla swoich wiernych. Posługa ta w szczególny sposób odnosi do osób zajmujących się formacją duchową, gdzie ojcowska funkcja ma większy zakres. W przeszłości duchowych przewodników często nazywano ojcami. Tak, jak ojciec rodziny wprowadza syna w arkana życia i towarzyszy mu w tej drodze, tak i my towarzyszymy naszym klerykom w trakcie przygotowania do kapłaństwa. Najprostszym wytłumaczeniem jest właśnie analogia do rodziny i pewna tradycja.
- Kto wybiera ojca duchownego - studenci czy przełożeni seminarium?
- Ojca duchownego, jak i wszystkich innych wychowawców seminaryjnych, ustanawia Ksiądz Arcybiskup - miejscowy Ordynariusz.
- Jeśli w jakiejś rodzinie ktoś czuje powołanie do służby Bogu i odpowiada na nie "Tak", jest to traktowane jak błogosławieństwo - łaska dla rodziny. Czy rzeczywiście można tak to odbierać?
- Kiedy w rodzinie pojawia się powołanie, rodzice czasem czują się zakłopotani, bywa że zaskoczeni, ale na ogół fakt ten przyjmują bardzo pozytywnie. Najczęściej zostawiają wolność swoim dzieciom, które mogą samodzielnie dokonać wyboru własnej drogi życia, a potem ich wspierają w czasie przygotowań. Sporadycznie pojawiają się tu trudności lub brak zrozumienia. Klerycy rozeznają swoją drogę przez pięć lat, a na końcu piątego roku muszą podjąć ostateczną decyzję przed przyjęciem święceń diakonatu. Nie są w tym sami, pomagają im rozeznać Kościół ci, których on delegował do pracy formacyjnej. Powołanie zawsze jest łaską, wymagającą i trudną, ale zawsze łaską, która jest błogosławieństwem.
- Jaki jest rozwój duchowy tych młodych ludzi, czy ich świat duchowy jest bogatszy od świata zwykłego śmiertelnika? Czy jest jakaś "duchowa ścieżka", którą każdy kleryk, a później ksiądz powinien kroczyć?
- To trudne i złożone pytanie. Klerycy generalnie nie różnią się od innych młodych ludzi, pochodzą z bardzo różnych środowisk i rodzin. Zgłaszając się do seminarium przynoszą ze sobą niejednolite doświadczenia. Tym, co może ich wyróżniać, to zazwyczaj większa troska o życie duchowe, bardziej systematyczne praktyki religijne, większe duchowe pragnienia, no i odczytane powołanie do służby Bożej. W seminarium zaproszeni są, by pogłębiać swoją wiarę, uczą się głębszej osobistej modlitwy, medytacji słowem Bożym, każdego dnia uczestniczą w Eucharystii, systematycznie korzystają z sakramentu pojednania, codziennie przeżywają adorację Najświętszego Sakramentu. Podejmują też intensywną pracę nad sobą, troskę o dojrzewanie swego człowieczeństwa. Celem rozwoju duchowego jest zbudowanie bardzo osobistej, wewnętrznej relacji z Jezusem. Studia pozwalają im poznać wiarę od strony intelektualnej, a życie duchowe przeżywać bardzo osobiście i głęboko. Oczywiście każdy wierny świecki może się rozwijać duchowo i wielu tak czyni, specyfika wyrasta ostatecznie z sakramentu święceń, przez które osoba powołana jednoczy się i upodabnia się do samego Chrystusa - Jedynego i Wiecznego Kapłana.
- Jakie problemy mają najczęściej studenci seminarium - duchowe, psychiczne, codzienne? Które z nich są inne od tych przeżywanych przez ich rówieśników?
- Problemy są bardzo różne i bliskie ich rówieśnikom. Czasem są to trudności w rodzinie, innym razem kłopoty materialne, zdrowotne, bywają różne napięcia związane z życiem w dużej wspólnocie, ale i problemy czysto duchowe, gdy przeżywają wewnętrzne kryzysy, trudności w modlitwie, pracują nad swoimi słabościami lub weryfikują powołanie. Mniej zapewne mają problemów typowo gospodarczych. Nie muszą się martwić np. o zakwaterowanie i wyżywienie, bo to zapewnia im seminarium.
- Czy często zdarza się, że kandydat opuszcza seminarium?
- Trudno podać tu określoną statystykę, ale bywa, że kleryk rozeznaje, iż nie jest to jego życiowa droga i odchodzi z seminarium, przenosi się na inną uczelnię. Patrząc na minione lata można powiedzieć, że ok. 25-30% odchodzi. Pewno lepiej, by ktoś nie mając pewności próbował, aniżeli miałby potem całe życie żałować, że nie dał sobie szansy.
- Kiedy rodzi się "duch księdza", kiedy ksiądz doktor wie, że ten młody człowiek będzie z pełną świadomością głosił Słowo Boże, że będzie służył Bogu i ludziom?
- To Bóg powołuje, a Jego zamiary są odwieczne. Choć osoba powołana odkrywa to na różnych etapach życia, to łaska wybrania zawsze jest uprzednia. Na potwierdzenie powołania składa się wiele czynników. Mówią o tym dokumenty Kościoła, które wyróżniają wielorakie przymioty duchowe, intelektualne, moralne. Ważne jest osobiste przekonanie kandydata, jego życiowa droga, wiara i więź z Jezusem, zaangażowanie, ale i rozeznanie oraz potwierdzenie ze strony Kościoła, bo jeśli Boga daje powołanie, to zawsze w Kościele i dla Kościoła.
- Jak wygląda powszedni dzień studenta seminarium? Jakie mają obowiązki i jak spędzają czas wolny?
- Klerycy wstają o 6:00 i dzień zaczynają od modlitwy. Jest czas na medytację nad Pismem Świętym i eucharystia. Potem śniadanie, a po nim wykłady do 13:00. O 13:00 krótka modlitwa i obiad, po którym klerycy mają czas dla siebie. Po południu studium - nauka własna. Następnie lektura duchowa i kolacja, wieczorna modlitwa i codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu do 22:00, po której obowiązuje duchowe milczenie, aż do śniadania dnia następnego.
W czasie wolnym alumni mogą się spotykać na rozmowie, iść na spacer, uprawiać sporty - mają salę gimnastyczną, siłownię, boisko i kort tenisowy. Klerycy pracują również w ogrodzie i sami sprzątają dom. Dwa razy w tygodniu mogą wyjść do miasta na zakupy.
- Jak przygotowują się do życia "bez rodziny"?
- Jest to wplecione w cały proces formacji trwający 6 lat, zarówno w seminarium, jak i poprzez różne praktyki duszpasterskie. Czas formacji jest też czasem życia poza rodzinnym domem. Bardziej szczegółowo zajmujemy się tą problematyką w ramach cyklu spotkań poświęconych życiu w celibacie. Mówimy wówczas wiele o relacjach międzyludzkich, o przyjaźni, samotności, dojrzałym przeżywaniu sfery uczuciowej, a także psycho-seksualnej. Podobne tematy wracają na różnych etapach życia seminaryjnego. Rozmawia się o tym w kierownictwie duchowym, podczas rekolekcji, a zwłaszcza przed święceniami, gdy na końcu V roku klerycy przygotowują się do przyjęcia święceń diakonatu, od których prawnie obowiązuje zachowanie celibatu. Nie ma możliwości, by przygotować się do wszystkiego. Owocem dobrej formacji będzie dojrzałość, zarówno ludzka, jak i duchowa. To ona pozwala na dojrzałe i twórcze przeżywanie braku własnej rodziny.
- Jak działa Stowarzyszenie Wspierania Powołań?
- Stowarzyszenie Wspierania Powołań to grupa formacyjno-modlitewna. Podejmuje przede wszystkim duchowe dzieło wspierania powołań. Spotykają się na wspólnej modlitwie, organizują własne rekolekcje, dni skupienia, pielgrzymki. Wspierają kleryków również finansowo poprzez specjalny fundusz stypendialny. Korzystają z niego klerycy pochodzący z ubogich rodzin. Głównym jednak zadaniem Stowarzyszenia jest modlitwa.
Klerycy wraz z opiekunem, jako przedstawiciele seminarium, wyjeżdżają na tzw. niedziele powołaniowe. Odwiedzamy kolejne parafie naszej archidiecezji, by razem z wiernymi modlić się o dar nowych powołań, by uwrażliwiać ludzi na potrzebę troski o powołania. Informujemy ich o życiu seminaryjnym, zapoznajemy z naszą codziennością, chcemy inspirować młodzież do poszukiwania własnego życiowego powołania. Jest to też okazja do wyrażania wdzięczności wiernym, bo dzięki ich ofiarom seminarium może funkcjonować.
- Czy któryś z księży proboszczów naszego terenu jest obecnie związany z seminarium?
- Wszyscy pracujący tu księża ukończyli nasze seminarium i jakoś duchowo są z nim związani. W szczególny sposób związany jest ks. kanonik Tadeusz Nowak ze Żnina, który przez wiele lat był ojcem duchownym seminarium, a obecnie pełni w nim posługę spowiednika i wykładowcy oraz ks. kanonik Zenon Starszak z Rogowa, który również od wielu lat jest seminaryjnym spowiednikiem.
- Ilu jest kandydatów z Pałuk w gnieźnieńskim seminarium?
- W naszym seminarium (bo jest jeszcze Bydgoszcz i seminaria zakonne) kleryków z Pałuk będzie pewno około pięciu. Jeśli chodzi o liczbę powołań na Pałukach, to określiłbym je na umiarkowanym poziomie, nie jest źle, ale mogło by być więcej.
- Dziękuję za rozmowę
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze