Łowczy Koła Łowieckiego „Bażant“ Tadeusz Kuśnierek pokazuje zdjęcia saren, które dopadła sfora psów. Uważa on, że psy mogą pochodzić od kogoś z Sarbinowa, Słębowa lub Cerekwicy.
fot. Remigiusz Konieczka
Sarbinowo, sfora, psy, sarny, zwierzyna, myśliwi
Psy zagryzają sarny
Myśliwi są bezradni wobec szkód, jakie wyrządzają wałęsające się psy. Ich zdaniem nie są to psy bezpańskie, tylko okolicznych rolników, które wypuszczone na noc zagryzają dziką zwierzynę - głównie sarny.
W okolicach Sarbinowa zauważono sarny żerujące poza granicą lasu. Przyczyną dziwnego zachowania zwierząt była obecność sfory psów. Psy gromadzą się i atakują m.in. sarny, które ze strachu przed drapieżnikami wychodzą z lasu i żerują na otwartej przestrzeni.
- Te psy grasowały w lesie w Sarbinowie już w zeszłym roku - mówi Tadeusz Kuśnierek, łowczy Koła Łowieckiego nr 120 Bażant w Sulinowie. - To są cztery psy. Jeden biało-żółty, drugi czarno-szary i dwa mniejsze. Ślady po psach widziałem kilka dni temu. Łowczy dodał, że nie są to psy bezpańskie, ponieważ mają na szyjach obroże. Jego zdaniem są to zwierzęta rolników, którzy spuszczają je z łańcucha na noc.
Andrzej Wierski, rolnik a jednocześnie myśliwy stwierdził, że najprawdopodobniej jest jeden zdziczały pies, który organizuje polowania na zwierzynę, bo musi zdobyć pożywienie, a w pojedynkę ma małe szanse. Wokół niego gromadzą się inne psy i polują. Tadeusz Kuśnierek uważa, że psy mogą pochodzić od kogoś z Sarbinowa, Słębowa albo z Cerekwicy.
Myśliwi nie wiedzą, do kogo należą psy. Przyznali, że gdyby wiedzieli, to sprawę już dawno by wyjaśnili. Co gorsza, oprócz jednej sfory, odnotowali też inne: w Sobiejuchach oraz w Wawrzynkach.
Zeszłej zimy psy zabiły 13-14 saren. Czasem taka poraniona sarna uchodzi z życiem i wtedy bardzo się męczy. Niekiedy myśliwi docierają do takiego zwierzęcia, ale najczęściej jest już za późno i znajdują padlinę albo sam szkielet i rozrzucone resztki. Skala problemu jest duża.
- Psy powinny być w gospodarstwie. To nie są psy pasterskie, by je wypuszczać - słyszymy od myśliwych. - Nic nie możemy zrobić. Strzel psa, to cię zamkną. Odezwą się potem obrońcy zwierząt, którzy w ogóle pojęcia nie mają, na czym nasza praca polega. To leśnicy, myśliwi i drobni rolnicy stoją tak naprawdę na straży przyrody. My nie chcemy strzelać do psów, a rolnicy powinni swoje zwierzęta pilnować.
Prawo nie pozwala już strzelać do bezpańskich, stwarzających zagrożenie psów. Tadeusz Kuśnierek opowiada o jedynej takiej sytuacji z czasów, kiedy było to możliwe: - Zastrzeliłem psa, jak przepisy pozwalały strzelać do wałęsających się psów w odległości dwustu metrów od zabudowań. Niedaleko była sarna z dwoma koźlakami. Ten pies jednego koźlaka zamęczył i podchodził potem do drugiego. Wyciągnąłem sztucer, oparłem o płot i strzeliłem. Od razu znaleźli się właściciele psa, mimo że wcześniej się do niego nikt nie chciał przyznać. Zgłosili sprawę do rzecznika dyscyplinarnego, ale prawo było po mojej stronie.
Nasi rozmówcy twierdzą, że pilnowanie psów przez rolników będzie korzystne również dla ich upraw. Grasujące psy wypędzają z lasu sarny, które wychodzą na pola i niszczą uprawy tym samym rolnikom, którzy spuszczają psy. Koło się zamyka. Stąd apel myśliwych do rolników, by nie puszczali samopas swoich czworonogów.
Leśnicy i myśliwi zgłaszają sprawę na policję. - Powiedzieli mi na policji, że muszę zgłosić do municypalnej, ale nam nie chodzi o złapanie psa, tylko o ustalenie właściciela i wymierzenie mu kary za to, że nie pilnuje swojego zwierzęcia - tłumaczy Tadeusz Kuśnierek.
Oficer prasowy KPP w Żninie nadkom. Krzysztof Jaźwiński wyjaśnia, że zdarzają się interwencje policji dotyczące wypuszczonych psów na terenie miejskim lub wiejskim. Takie działanie jest wykroczeniem. Funkcjonariusze stosują wtedy pouczenie lub karzą mandatem w wysokości do kilkuset złotych.
- Prawie w każdej wsi po trzy psy luzem chodzą - zauważają myśliwi. - Najlepszym sposobem na ustalenie właściciela byłoby zaczipowanie psa i wysokie kary finansowe, jak w Niemczech. Kolega mi opowiadał, że jakby pies wszedł w czyjeś pole, to zaraz, nie wiadomo skąd, zjawia się policja i wystawia 1.500 euro mandatu. Przyjeżdżają na polowanie dewizowe myśliwi z Zachodu i dziwią się, że po polach biega tyle psów.
Myśliwi twierdzą, że prawo powinno być zmienione. Z jednej strony chodzi o karanie właścicieli psów, którzy celowo wypuszczają zwierzęta, z drugiej, o danie myśliwym instrumentów do tego, by z tymi psami walczyć.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1242 (48/2015)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze