Cienie z przeszłości
Radni nakazują burmistrzowi zrobienie badań
Od czasu słynnej w połowie lat dziewięćdziesiątych sesji, na której odwołano ówczesną i obecną burmistrz Barcina, Ewę Stankiewicz, nie było takich obrad Rady Miejskiej w Barcinie, które wzbudziły aż takie zainteresowanie mieszkańców, jak nadzwyczajne posiedzenie w ostatni wtorek. Komisja rewizyjna przedstawiła szokujące wnioski z kontroli działalności burmistrza w styczniu i na początku lutego. Ewa Stankiewicz nie ma sobie nic do zarzucenia. Jednak wbrew tym słowom przeprosiła radnych i mieszkańców.
Wtorkowa sesja Rady Miejskiej została zwołana w trybie nadzwyczajnym po to, żeby radni mogli zdecydować, czy powierzyć przewodniczącej rady, Stanisławie Ciesielskiej możliwość kontrolowania działalności pani burmistrz pod kątem ewentualnego naruszania praw pracowniczych w Urzędzie Miejskim. I rzeczywiście radni jednogłośnie taką decyzję podjęli, choć burmistrz sprzeciwiała się temu. - Pani przewodnicząca przez chwilę była burmistrzem i po prostu zmywa się jej granica uprawnień, co może burmistrz, a co przewodniczący rady - mówiła między innymi inowrocławianka sterująca gminą Barcin. Ta argumentacja jednak nie przekonywała radnych. Radca prawny Henryka Kowalczewska potwierdziła, że w świetle przepisów kodeksu pracy jest możliwe sprawdzanie poczynań burmistrza przez przewodniczącą. Ewa Stankiewicz dodała, że to właśnie ona jest tą osobą, którą dotknął mobbing.
Dodajmy, że prawdziwym pracodawcą burmistrza są wyborcy, a przewodnicząca rady tylko bezpośrednio pełni rolę przedstawiciela tego pracodawcy w postaci ogółu mieszkańców.
KONTROLA
Jednak najbardziej spektakularną częścią obrad było odczytywanie przez przewodniczącego komisji Alfreda Lewandowskiego raportu pokontrolnego.
Od początku Ewa Stankiewicz kwestionowała uprawnienia powołanej do kontroli komisji rewizyjnej. Argumentowała, że nie było sesji, na której podjęta została uchwała o takiej kontroli, a radni zebrali się jej zdaniem na jakiejś kanapie i takie zadanie komisji przydzielili. - To jest skandal. Ja nawet nie zostałam jako szef kontrolowanej placówki powiadomiona o tym, że została takowa podjęta - mówiła pierwsza dama.
Jednak gminny radca prawny Henryka Kowalczewska przedstawiła argumentację, wedle której komisja miała prawo do przeprowadzenia kontroli. Ponadto rada tłumaczyła Ewie Stankiewicz, że przekazano do sekretariatu burmistrza powiadomienie o wszczęciu takiej kontroli.
TŁUM W URZĘDZIE SŁUCHA
Na wtorkową sesję przybyli zainteresowani obradami mieszkańcy w niespotykanej liczbie. Trzeba było wystawiać krzesła aż na korytarz urzędu. Pojawił się również reporter radiowy, przedstawiciele Telewizji Lokalnej w Barcinie i przedstawiciele prasy. Wszyscy z uwagą śledzili raport, który słowo w słowo odczytywał po kontroli komisji rewizyjnej jej przewodniczący.
Alfred Lewandowski odczytał ponad 20 stron tekstu raportu. Były to zeznania świadków wydarzeń począwszy od dnia, w którym Ewa Stankiewicz zorganizowała słynną wystawę o róży w świecie współczesnym, aż do kulminacji nietypowych zdarzeń z udziałem włodarza, której efektem było ogłoszenie mobilizacji Obrony Cywilnej bez zgody wojewody.
Wszystkie opisywane wcześniej zdarzenia z udziałem burmistrza znalazły potwierdzenie w zeznaniach różnych świadków. I tak radny Alfred Lewandowski czytał m.in. jak burmistrz powołała komisję interesantów, którzy przysłuchiwali się egzaminowi zorganizowanemu przez panią burmistrz dla pracownika starającego się o umowę o pracę w ratuszu. Ważne były też zeznania dyrektor ośrodka kultury Joanny Konwalskiej-Rony. Potwierdziły one nietypowość zachowań pani burmistrz. Przedstawione zostały szczegóły ogłoszenia stanu wyjątkowego w gminie pod nazwą Akcja W. Potwierdził to również dyrektor zakładu Usług Miejskich Roman Wcisło. Potwierdziły się również informacje o kanapkach, które dla wygłodniałej 1 lutego pani burmistrz szykowała interesantka. Potwierdziło się, że inna interesantka została w trybie natychmiastowym obwołana gońcem urzędowym. Potwierdziło się wreszcie, że burmistrz innej jeszcze interesantce napisała na umowie z Urzędem Pracy przepis robienia zimnego okładu na główce rozpalonego gorączką dziecka.
NIEAKCEPTOWANA KARTA
Joanna Konwalska-Rona opowiedziała ponadto komisji, że burmistrz w poniedziałek 31 stycznia pojechała z nią na zakupy do Bydgoszczy - za pomocą służbowego auta - których celem w założeniu miało być nabycie przyborów świetlicowych w związku z rozpoczynającymi się wtedy feriami. Ale w sklepie burmistrz skoncentrowała się na zakupie nie kredek, czy wycinanek, ale grochu, fasoli, kaszy, ryżu. Podczas dokonywania płatności burmistrz Barcina miała problem z kartą płatniczą, odczytnik nie chciał jej respektować. Dlatego dyrektor ośrodka kultury zapłaciła swoją kartą.
Następnego dnia burmistrz oddała wprawdzie pieniądze pożyczone od pani dyrektor, ale ta ostatnia przez kilka godzin musiała przy włodarzu miasta być, zwłaszcza, że Ewa Stankiewicz czuła się wtedy bardzo zagrożona.
Na ostatniej, wtorkowej sesji włodarz miasta potwierdziła, że spotykały ją dziwne w ostatnich tygodniach sytuacje. Powiedziała, że ktoś tajemniczy manipulował jej być może przy samochodzie. Podczas sylwestra z kolei ktoś rzucił w jej pobliżu petardę. Burmistrz czuje się fizycznie zagrożona.
UPUBLICZNIENIE NIECENZURALNYCH SŁÓW
Alfred Lewandowski przedstawił również protokół z mojego spotkania z komisją rewizyjna, podczas którego zdawałem relację z wizyty u pani burmistrz w obecności prezesa spółdzielni mieszkaniowej Henryka Szczepańskiego oraz Joanny Konwalskiej-Rony. Wówczas to usłyszałem wiele słów niecenzuralnych, wypowiedzianych przez panią burmistrz, a dotyczących jej kontaktów z radnymi, w tym imiennie z przewodniczącą rady. Podawane były wtedy w wątpliwość walory intelektualne radnych. Redakcja przed 2 tygodniami nie zdecydowała się publikować treści tamtej rozmowy z bardzo chaotyczną wówczas Ewą Stankiewicz. Ale treść tej rozmowy przekazałem 8 lutego, będąc wezwanym na komisję rewizyjną, która kontrolowała, co się działo w ratuszu przy udziale Ewy Stankiewicz. Przewodniczący komisji przed odczytywaniem raportu przedwczoraj, zaznaczył ze smutkiem:
- Kiedy przystępowaliśmy do tej kontroli, nie chcieliśmy szukać po prostu sensacji. Nie wiedzieliśmy, że to się tak zakończy, ale to, co się potwierdzało w toku naszych prac z każdej strony, było niewesołe. Bardzo bym prosił o wybaczenie za to, jakie słowa tutaj padną.
Później przewodniczący odczytał protokół z moich zeznań przed komisją cytując słowa, które usłyszałem od burmistrza 1 lutego. W pewnym momencie musiałem sprostować, że zapis mojej rozmowy z burmistrzem nie do końca jest precyzyjny. To znaczy skumulowano w jednym zdaniu wiele wulgaryzmów i słów, które burmistrz używała 1 lutego, ale nie w jednym zdaniu, jak to ujęto w protokole z mego przesłuchania, ale w wielu zdaniach, które bezustannie wypowiadała wtedy Ewa Stankiewicz. Słowa te rzeczywiście były z gatunku tych, które większość ludzi uznaje za obraźliwe i były kierowane do radnych. Słowa te, na wniosek rady, zostały upublicznione w trakcie przedwczorajszej sesji.
Burmistrz odpowiedziała, że niżej podpisany reporter Pałuk pisze skandalicznie, bo radnych nie obraziła. Przyznała jedynie, że w odniesieniu do Małgorzaty Bohuszewicz użyła określenia mocno podającego w wątpliwość jej kwalifikacje i umiejętności zawodowe jako stomatologa. Ewa Stankiewicz dodała też, że wypowiedzi także innych osób, ukazujące się w moich artykułach nie są zgodne z prawdą, a jej wizerunki z dorobionymi fryzurami, które ukazały się w naszej gazecie kilka miesięcy temu, też były spreparowane, bo zdaniem zainteresowanej ona wygląda ładniej, niż na tych zdjęciach (tak jak napisaliśmy wtedy, był to fotomontaż).
Ponadto Ewa Stankiewicz powiedziała, że miała problemy z prywatnym autem, dlatego jeździła do pracy służbowym samochodem z kierowcą. Ale zaznaczyła, że wyjeżdża poza urząd w różnych sprawach, bo reprezentuje gminę. I tak m.in. pierwsza dama pochwaliła się, że kiedy były w Urzędzie Stanu Cywilnego jubileusze par małżeńskich, to wcześniej pojechała do fryzjera, żeby ładniej wyglądać.
ZAŁATWIĆ PUBLICZNIE, CZY MIĘDZY SOBĄ
Dodać należy, że w toku całych kilkugodzinnych obrad wielokrotnie swoje emocje wyrażali też zebrani na sali mieszkańcy, którzy okrzykami albo oklaskami wyrażali aprobatę dla wystąpień niektórych osób, bądź jej brak. - Boże, ludzie. Załatwcie to między sobą, nie wystawiajcie na światło - dawało się słyszeć uwagi pani, która była zdenerwowana tym, co się działo.
Ale Stanisława Ciesielska mówiła, że są sprawy, o których społeczeństwo musi wiedzieć. Przy czym jednocześnie przewodnicząca rady kilka razy podkreślała, że nie chce, aby ludzie traktowali tę sytuację jako zazdrości Stanisławy Ciesielskiej o fotel burmistrza, do którego wyścig przegrała z Ewą Stankiewicz przed ponad 2 laty. - Szanowałam Ewę Gołąb, czy teraz po zmianie nazwiska Ewę Stankiewicz. Tu, na tej sali mówiłam po ostatnich wyborach, że trzeba zamknąć to, co się działo w przeszłości - powiedziała była burmistrz.
BIEGLI LEKARZE BADALI EWĘ GOŁĄB 3 LATA TEMU
Zaraz po tym Stanisława Ciesielska z pewnym wahaniem wypowiedziała, że ma dokumenty z wymiaru sprawiedliwości, które mówią o umorzeniu dochodzenia przeciwko Ewie Gołąb (bo wtedy takie jeszcze nazwisko nosiła Ewa Stankiewicz) w związku z jej działalnością w Barcinie w styczniu 2002 r. Wówczas nastąpiło naruszenie prawa, za które jednak Ewa Gołąb nie odpowiedziała, bo opinia biegłych wykonana w trakcie jej hospitalizacji na polecenie prokuratury zdecydowała o umorzeniu dochodzenia ze względu na ówczesny stan zdrowia Ewy Gołąb. A po kilku miesiącach zdecydowała się kandydować na burmistrza, co zakończyło się dla niej sukcesem.
Przy okazji Stanisława Ciesielska poinformowała, że burmistrz pomiędzy 1 a 2 turą wyborów w 2002 r., jeszcze przed ostatecznym społecznym rozdaniem zdecydowała się pójść do lekarza i wykonano jej tam badania podstawowe. Z moich informacji wynika, że było to m.in. badanie EKG oraz inne o charakterze kontroli zdrowia fizycznego. Nic poza tym. Wiceprzewodnicząca rady Małgorzata Bohuszewicz po kilku tygodniach zatwierdziła to badanie, podpisując umowę o pracę z Ewą Gołąb. A czyniła to wiceprzewodnicząca, a nie Stanisława Ciesielska, bo ta ostatnia była w tamtym czasie chora. Badanie, które sama sobie zaleciła burmistrz po podpisie Małgorzaty Bohuszewicz jest aktualne do 2006 r. Jednak zdaniem Stanisławy Ciesielskiej to dziwne, że burmistrz na kilkanaście dni przed wyborami już sobie zleca sama badania pod kątem zatrudnienia w ratuszu w Barcinie. Ewa Stankiewicz, pełna emocji, powiedziała, że musiała to badanie zrobić, bo kontrkandydaci do fotela burmistrza - Stanisława Ciesielska i Michał Pęziak - zamierzali opinie biegłych lekarzy na temat Ewy Gołąb wyciągnąć jako kartę atutową już w dniu wyborów w 2002 r. Tak, żeby zaszokować mieszkańców i odwrócić ich od Ewy Gołąb.
CIENIE Z PRZESZŁOŚCI
Usłyszawszy o tych dokumentach w trakcie przedwczorajszej sesji, burmistrz zdenerwowała się. Zaczęła mówić o tym, że Stanisława Ciesielska wraz z Markiem Drozdowskim, byłym przewodniczącym Rady Miejskiej, Aleksandrem Kmiećkowiakiem, byłym dyrektorem ośrodka zdrowia w Barcinie, oraz z byłym komendantem policji w Barcinie (chodziło o Leszka Baczyńskiego, gdyż on był komendantem w tamtym czasie) doprowadzili do hospitalizowania jej. Burmistrz stwierdziła przedwczoraj, że bezprawnie i skandalicznie była ona wówczas hospitalizowana. Było to w 2000 r. Burmistrz została wówczas zabrana z ratusza przez służby medyczne. - Żaden miecz nie jest prawdą. Paliliście głupa. Chcieliście postawić na zdrowiu mego syna, żeby to wykorzystać przeciwko mnie - broniła się Ewa Stankiewicz.
W późniejszej rozmowie Stanisława Ciesielska powiedziała nam, że to nie ona pojechała do Ewy Gołąb do domu, ale to Ewa Gołąb przyjechała do Barcina i wtargnęła z bronią do jej gabinetu w Urzędzie Miejskim. - A decyzję o hospitalizacji wówczas nie ja podjęłam, bo to nie w moich kompetencjach, ale lekarz - powiedziała Stanisława Ciesielska.
Podczas sesji burmistrz sugerowała, że badaniu powinni może być poddani właśnie ci, którzy jej coś zarzucają, a niekoniecznie ona.
PRZEWODNICZĄCA DYSCYPLINUJE SWEGO MĘŻA
Alfred Lewandowski powiedział: - Myślę, że problem jest o wiele bardziej poważny. Po to była kontrola prowadzona przez komisję, żebyście się dowiedzieli, co się działo w urzędzie. Przewodniczący komisji rewizyjnej rzekł również: - Gdyby pani Stasia zachowała się po chrześcijańsku i wezwała karetkę 1 lutego, kiedy to widziała, to może byłoby inaczej.
Ponieważ atmosfera pomiędzy panią przewodniczącą a panią burmistrz często stawała się na sesji gęsta, nie mógł też wytrzymać tego Zenon Ciesielski, małżonek przewodniczącej, który chciał się wypowiadać o tym, co widział 1 lutego w ratuszu.
Otóż był on tam, bo Stanisława Ciesielska twierdzi, że czuje się z nim bezpieczniejsza, kiedy odwiedza burmistrza. Z kolei Ewa Stankiewicz już od początku sesji zarzucała przewodniczącej, że 1 lutego wydzwaniała do jej męża, Zbigniewa Stankiewicza i niepokoiła go. Ale przewodnicząca ripostowała, że to mąż pani burmistrz pierwszy dzwonił do niej i miał powiedzieć, że niepokoi się stanem swej małżonki w ostatnich dniach.
Należy dodać, że było już dość późno, a Ewa Stankiewicz wtedy jeszcze była w ratuszu w Barcinie, więc mąż mógł się rzeczywiście niepokoić. Stanisława Ciesielska powiedziała, że później jeszcze oddzwaniała do męża pani burmistrz w tej sprawie. - Pan Stankiewicz prosił, żeby to wszystko wyciszyć i żeby jego żonie nic się nie stało - stwierdziła Stanisława Ciesielska. Dodała, że do ratusza przyszli też wtedy znajomi Ewy Stankiewicz z Barcina, którzy mieli ją zabrać do siebie na kolację.
Zenon Ciesielski był bardzo poruszony i wyrywał się do wypowiedzi, żeby bronić swej małżonki. Ale ponieważ ta, jako przewodnicząca rady, nie udzieliła mu w tamtym momencie głosu, musiała powściągnąć swe własne emocje, co nie było łatwe, i mówiła: - Panie Ciesielski, proszę usiąść, nie udzieliłam panu głosu... Panie Ciesielski, proszę usiąść.
Ale pan Zenon Ciesielski nie potrafił się powstrzymać i twierdził, że był świadkiem rzeczy, które były w urzędzie we wtorek 1 lutego, że Ewa Stankiewicz wszystko tak odkręca, że to wszyscy, ale nie ona robią coś nieodpowiedniego. Ewa Stankiewicz odwracając się do okna mówiła ściszonym głosem: - Może panu Ciesielskiemu trzeba pomóc, bo jest zdenerwowany.
Stanisława Ciesielska już po sesji powiedziała, że mąż nie wytrzymał nerwowo.
Ewa Stankiewicz w trakcie sesji kilka razy używała argumentacji, że jej obowiązki w czasie badanych przez komisję rewizyjną dni były wykonywane prawidłowo, a do sytuacji, o których dyskutuje się teraz, przyczyniło się to, że Stanisława Ciesielska, bądź też wiceprzewodnicząca nachodziły panią burmistrz w gabinecie i dezorganizowały jej pracę.
BYŁA NIENATURALNA
Niemal wszyscy przesłuchiwani przez komisję rewizyjną w związku z tamtymi wydarzeniami byli zgodni w jednym: podczas ich kontaktów z burmistrzem w tamtych dniach, włodarz miasta nie zachowywała się tak, jak przywykli do tego podczas wcześniejszych u niej wizyt.
BURMISTRZ W TELEWIZJI
Z wniosków komisji dowiedzieliśmy się również, że burmistrz chciała zawiesić emisję programu Telewizji Kablowej, bo miała uwagi, że nie został nagrany istotny dla niej fragment na wystawie rysunków satyrycznych w ostatnią sobotę stycznia. Zresztą nawet podczas mojej obecności 1 lutego w gabinecie pani burmistrz, kiedy opuszczali go przed południem pracownicy telewizji, podawała przed ich przełożoną, dyrektor ośrodka kultury w wątpliwość kompetencje jednego z nich, bo nie nagrał burmistrza w tym fragmencie, który był dla Ewy Stankiewicz tak istotny.
SKUPIĆ SIŁY NA CZYM INNYM
Stanisława Ciesielska powiedziała, że burmistrz powinna skupić swoje siły na strategicznych dla gminy zadaniach, a nie np. na wystawach bibelotów prywatnych w USC, czy gdziekolwiek. Włodarz miasta powinien się skupić na takich zadaniach, jak np. pozyskiwanie środków pozabudżetowych. Dodajmy, że radni, a przede wszystkim Anna Sajewicz czynią od dłuższego czasu naciski w tej sprawie na panią burmistrz. Ciągle ją o te środki dopytują. Ale efekty są niezauważalne, bo burmistrz ani razu na sesjach nie pochwaliła się żadną poważną kwotą, którą udałoby się jej pozyskać.
ZBADANIE PRZEZ LEKARZY I WOJEWODĘ
Alfred Lewandowski odczytał wiele kwot z raportu komisji, które miała pobrać burmistrz na zakup rzeczy niewskazywanych przez radnych jako konieczność (patrz ramka). Radny Tomasz Filanowski z komisji rewizyjnej, który był w największej opozycji do pani burmistrz stwierdził, że Ewa Stankiewicz poleca ludziom w XXI w. szorować garnki w piasku dla oszczędności, ale powinna dawać raczej przykład z góry. Kupno teczki ze skóry za ponad 1.206 zł, zdaniem Tomasza Filanowskiego, takim dobrym przykładem nie jest.
Później Alfred Lewandowski powiedział, że sprawa jest bardzo istotna, bo burmistrz może dysponować publicznymi pieniędzmi w kwocie o wiele wyższej, niż dotychczas to miało miejsce bez wiedzy rady. A komisja stwierdziła też choćby i to, że Ewa Stankiewicz kupiła też na koszt urzędu szafki za 15.000 zł na potrzeby Izby Historii Współczesnej, którą stworzyła.
Komisja rewizyjna wśród wniosków wypracowała stwierdzenia, że burmistrz naruszyła podczas wykonywania swych czynności kilka ustaw.
Następnie radni jednogłośnie przegłosowali zalecenie dla Stanisławy Ciesielskiej, żeby jako przewodnicząca zleciła pani burmistrz przeprowadzenie specjalistycznych badań lekarskich.
Radny Tomasz Filanowski wystąpił z wnioskiem o przekazanie materiałów wojewodzie, żeby on mógł dokonać oceny tej sytuacji z niezależnego punktu widzenia. Wniosek ten przeszedł jednogłośnie. Sprawa zostanie skierowana do wojewody.
PRZEPROSINY
Radni zażyczyli sobie przeprosin od burmistrza. Ewa Stankiewicz powiedziała: - Rzeczywiście przeprosiny z mojej strony się należą. Jest mi przykro, że się w taką sytuację uwikłaliśmy. Przepraszam przewodniczącą i wiceprzewodniczącą oraz wszystkich radnych i mieszkańców - powiedziała m.in. pani burmistrz, mimo iż wcześniej nie czuła się winna i np. niżej podpisanemu zarzucała kłamstwa.
- Przeprosiny w prasie kosztują, ale burmistrz powinna za to płacić z własnej kasy, bo to nie Urząd Miejski nas obraził, ale osobiście pani burmistrz. Być może taka forma przeprosin zadowoli radnych. Może ograniczymy się tylko do satysfakcji z przeprosin na tablicy ogłoszeń - mówiła we wtorek wieczorem Stanisława Ciesielska.
WRZÓD PĘKŁ
Radny Sławomir Różański powiedział: - Może dobrze, że dzisiaj ten wrzód pękł, został przerwany. Wypowiedzi na dzisiejszej sesji były emocjonalne. Nie zawsze to sprzyja wyciągnięciu najlepszych wniosków. Może dobrze, że ktoś z zewnątrz, niezwiązany z tą sprawą bezpośrednio dokona jej analizy, da jakiś pogląd, czy zarzuty komisji rewizyjnej są słuszne.
Mąż Stanisławy Ciesielskiej na zakończenie sesji przeprosił, że poniosły go emocje, ale nie mógł ścierpieć, że zaatakowana została jego żona. Zapowiedział Ewie Stankiewicz, że ostatni już raz jej to mówi, żeby tego więcej nie czyniła.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze