Gąsawa, Jacek S., toaleta, Wiesław Zajączkowski, sąd
Radny wpychany do pisuaru
- Znalazłem się w toalecie i robiłem siku, a oskarżony zaczął na mnie z tyłu napierać brzuchem i wpychać do pisuaru - relacjonował przed sądem wydarzenia z 18 października po sesji Rady Gminy w Gąsawie Wiesław Zajączkowski. Oskarżony Jacek S. zaprzecza, że do takiej sytuacji doszło.
W sądzie karnym w Żninie rozpoczęła się sprawa przeciwko Jackowi S., przedsiębiorcy z Komratowa. Prokuratura Rejonowa oskarżyła go o naruszenie nietykalności osobistej i słowne groźby, których ofiarą miał paść dyrektor Muzeum Archeologicznego w Biskupinie i radny gminy Gąsawa Wiesław Zajączkowski (pozwolił nam posługiwać się swoim nazwiskiem w pełnym brzmieniu). Naruszenie nietykalności, jak w akcie oskarżenia przedstawiła prokuratura, miało polegać na szarpaniu i popychaniu radnego przez oskarżonego. Reprezentujący poszkodowanego mecenas Henryk Biniek wniósł o ustanowienie Wiesława Zajączkowskiego oskarżycielem posiłkowym w tym procesie i sąd się do tego przychylił. Poszkodowany uważa, że został zaatakowany przez oskarżonego będąc radnym gminy w trakcie pełnienia funkcji z tym związanych. Zdaniem poszkodowanego, atak nastąpił już po sesji, na terenie toalety, ale był związany z działaniami Wiesława Zajączkowskiego jako reprezentanta mieszkańców w samorządzie gminnym. Dlatego Wiesław Zajączkowski będzie chciał w toku postępowania spowodować zmianę trybu oskarżenia jako atak na funkcjonariusza publicznego.
Sędzia odczytał wcześniejsze zeznania w sprawie, które składał oskarżony. Jednak sędzia przy tym podkreślił, że stenogram zeznań jest dość niewyraźny. Dlatego na potrzeby procesu przed kolejnym posiedzeniem zeznania Jacka S. i Wiesława Zajączkowskiego złożone przed policją mają zostać przepisane. Zresztą mecenas Bogusław Owsianik broniący oskarżonego zwracał uwagę pod koniec pierwszego posiedzenia sądu, że złożona tego dnia relacja Wiesława Zajączkowskiego ze zdarzeń 18 października ubiegłego roku w Gąsawie odbiega we fragmentach od tego, co dyrektor mówił policji w toku dochodzenia. Gminny radny odpowiedział, że może teraz użył kilku innych słów niż wcześniej, ale co do chronologii wydarzeń i meritum sprawy niczego to nie zmienia.
Jacek S. przed sądem kolejny raz zaprzeczył oskarżeniom. Nie przyznał się do winy. Podtrzymał, że tamtego dnia jedynie pytał dyrektora muzeum o pewne kwestie. Potwierdził, że pojawił się pod koniec obrad sesyjnych Rady Gminy w Gąsawie, gdzie udzielony został mu wolny głos. Oskarżony twierdził, że nie był w toalecie z Wiesławem Zajączkowskim, tylko w szatni w jej sąsiedztwie, a po zakończeniu sesji wszyscy rozeszli się do swoich samochodów. Jacek S. tłumaczył, że chciał zadać pytania dyrektorowi, bo jest on osobą publiczną i powinien udzielić na nie odpowiedzi. Oskarżony chciał pytać m.in o to, czy w muzeum w Biskupinie odbywają się libacje alkoholowe z udziałem personelu i czy pracownik nie wykonywał mimo urlopu pracy na rzecz muzeum. Jacek S. zaprzecza, że doszło do szarpaniny między nim i dyrektorem muzeum.
Relacja tego drugiego jest odmienna. Podkreślił, że jako radny gminy Gąsawa z okręgu, w którym leży Biskupin, miał obowiązek zająć się otuliną rezerwatu archeologicznego. Radny Zajączkowski poinformował sąd, że w 2012 r. oskarżony nabył 2 działki na terenie tej otuliny. Następnie podjął próbę otrzymania warunków zabudowy od wójta gminy dla inwestycji na tym terenie. Radny i dyrektor muzeum wyjaśniał, że oskarżony wielokrotnie spotykał się w tej sprawie z odmową udzielenia zgody, która wynikała z braku akceptacji wojewódzkiego konserwatora zabytków. Sprawa trafiała do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a następnie z powrotem do wojewódzkiego konserwatora. Jednak w trakcie odbijania piłeczki między instytucjami, w pewnym momencie konserwator spóźnił się z jej odbiciem i sprawa została zatwierdzona formalnie, choć nie ze względów merytorycznych. Otulina wokół rezerwatu jako pomnika historii jest ustanowiona od 2006 r. i oznacza, że nie można na niej podejmować działań, które wcześniej nie uzyskałyby akceptacji konserwatora wojewódzkiego i z tego też powodu zablokowani w inwestycjach właściciele gruntu są za te ziemie zwolnieni z podatku. Działania radnego doprowadziły do tego, że pisma protestacyjne do wójta Gąsawy, do ministra kultury i do wojewódzkiego konserwatora zaczęły wysyłać gremia naukowców i organizacje pozarządowe broniące przyrody i dziedzictwa kulturowego.
Zdaniem Wiesława Zajączkowskiego, te działania zdenerwowały oskarżonego i to mogło być przyczyną jego ataku na dyrektora muzeum. Radny Gąsawy zeznał, że po zakończonej sesji w Gąsawie kierował się do toalety i już w drodze do niej oskarżony miał mu ubliżać. Sąd pytał jakimi słowami.
- Mówił, że mi pokaże, że mi nogi z d.... powyrywa, że razem z panem Sz. jaja mi obetnie. Znalazłem się w toalecie i robiłem siku, a oskarżony zaczął na mnie z tyłu napierać brzuchem i wpychać do pisuaru. Usiłowałem zatem przedostać się do kabiny w tej toalecie, ale oskarżony jest silniejszy ode mnie i nie pozwalał mi się w niej zamknąć, a następnie szarpał mnie, nie pozwalając wyjść. Wtedy w toalecie pojawił się radny gminy Ryszard Sz. i zorientował się natychmiast, że dochodzi do rękoczynów. Wziął mnie pod pachę, powiedział „chodź - wychodzimy” i opuściliśmy toaletę. Później poszedłem na parking do samochodu, gdyż chciałem odjechać. W drodze do samochodu szedł za mną oskarżony, dosłownie pół kroku za mną i cały czas mi ubliżał i mówił o orgiach seksualnych i nadmiernym spożyciu alkoholu przez pracowników. Wsiadłem do samochodu, chciałem zamknąć drzwi i odjechać. Oskarżony pół tułowia wsadził do samochodu i wciskał mnie w fotel. To trwało kilka minut. Wreszcie zauważyłem dwójkę reporterów kawałek dalej i powiedziałem do oskarżonego: „Popatrz, robią ci zdjęcia”. Odwrócił się, popatrzył i pomachał im ręką. Zamknąłem drzwi i chciałem odjechać, ale on zdążył je otworzyć ponownie i jeszcze przez kilka chwil nie pozwolił mi odjechać. Dodam, że pan Jacek S. zdawał sobie sprawę, że 4 miesiące wcześniej miałem ciężki zabieg chirurgiczny i wydaje mi się, że chciał doprowadzić do mojego wzburzenia i wywołania bólów. Spowodowało to u mnie ból w okolicy przedmostkowej. Dlatego w domu najpierw się położyłem, a później zadzwoniłem na policję zgłaszając tę sytuację. Nie byłem w takim stanie, by spokojnie samemu pojechać zgłosić to, co się stało, na policję. Policjanci mieli wtedy inne sprawy, dlatego przyjechali dopiero w niedzielę. Zgłosiłem, że zostałem spostponowany i naruszono moja nietykalność - opowiadał sędziemu Wiesław Zajączkowski
Właśnie w tym miejscu obrońca oskarżonego zasygnalizował różnice między zeznaniami poszkodowanego przed policją i tymi złożonymi w sądzie. Dlatego zapisy zeznań obydwu stron złożone na wcześniejszym etapie postępowania mają być dla potrzeb sądu wyraźnie przepisane na następne posiedzenie. To zaś w żnińskim sądzie odbędzie się 11 września o 11:00. W całym przewodzie ma zeznawać aż 24 świadków, ale większość z nich nie miała możliwości zobaczyć sytuacji, o którą chodzi w sprawie. Mimo to, zostali wezwani na świadków w większości przez stronę oskarżoną. Na wrześniowe posiedzenie sędzia polecił wysłać wezwania dla pierwszych 10 świadków.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1169 (28/2014)
Więcej na ten temat:
Zarzut oskarżonego: świadkowie się namawiają
Jeden blady, drugi czerwony i podniecony
Groził dyrektorowi muzeum
Uciąć jaja: jedno to powiedzieć, drugie - zrobić
Kluczowy świadek znów wezwany
Jacek S. skazany
Zamiast zawieszenia - grzywna
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze