Ks. Adam Boniecki z każdym zamienił słowo, a chętnych do choć krótkiej rozmowy z nim nie brakowało fot. Barbara Filipiak
Żnin, ksiądz Adam Boniecki, Dom Kultury
Refleksje księdza Adama Bonieckiego
O powołaniu, tolerancji i potrzebie dialogu, obronie krzyża i rozmowach z Janem Pawłem II opowiadał ks. Adam Boniecki podczas swojego spotkania autorskiego, które odbyło się w ubiegły czwartek w Żnińskim Domu Kultury.
Spotkanie zorganizowane zostało przez Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Żninie i Księgarnię Pałucką. Niezwykłego gościa powitała i spotkanie poprowadziła dyrektor żnińskiej biblioteki Jadwiga Jelinek, która powiedziała: - Dziękujemy księdzu serdecznie, że przyjął nasze zaproszenie i przyjechał do Żnina. I dodała, zwracając się już do publiczności, że w zasadzie nie dziwi się, że tak wiele osób przyszło na to spotkanie, gdyż osobowość księdza jest niezwykła.
Głównym powodem spotkania była ostatnia książka ks. Adama Bonieckiego Lepiej palić fajkę niż czarownice, w której dzieli się z czytelnikiem refleksjami na temat ewangelii, wiary, Kościoła, krzyża, a wszystko to w kontekście człowieka, jego postaw, zachowań, emocji i uczuć, które nim targają.
- Jestem wstrząśnięty liczbą słuchaczy zgromadzonych. Bardzo dziękuję za to, że jesteście. Dziękuję pani dyrektor za te słowa, a najbardziej za to określenie „niesamowita osobowość”, bo człowiek nawet nie wie, że jest niesamowitą osobowością - zażartował ks. Adam Boniecki.
Duszpasterz opowiedział o swoim najważniejszym wyborze życiowym - wstąpieniu do zakonu. Nieprzypadkowo wybrał zakon marianów, znał go, gdyż dwa lata uczęszczał do szkoły prowadzonej przez marianów, potem została ona zamknięta przez ówczesne władze.
- Kolegów mam zacnych, do tej szkoły przed wojną chodzili tacy ludzie, jak np. Jaruzelski. Po latach na zjazdach koleżeńskich spotykał generała. - Kiedy byłem jakiś czas generałem zakonu, takim najważniejszym przełożonym na cały świat, nie wyglądam na to, ale byłem, i jako generał na zjeździe siedziałem przy generale i on mi mówi: „Bardzo się cieszę, że księdza spotkałem, bo z tych raportów, które miałem, to rozumie ksiądz... wygląda to zupełnie inaczej” - zażartował.
Zakon marianów zachwycił ks. Adama Bonieckiego, gdyż jego misją przewodnią jest iść tam, gdzie Chrystus jest najmniej znany i tam, gdzie nikt inny nie chce iść, zajmować się sprawami, które są aktualnie trudne i pilnie. - Taka lekka kawaleria Kościoła, tak to odbierałem - powiedział i dodał: - W tych trudnych czasach stalinizmu wydawało mi się, że Kościół jest taką jedyną przestrzenią, w której człowiek ma możliwość tworzenia, działania, wpływania na rzeczywistość normalnego życia. Wydawał mi się taką oazą normalności.
Krzywd wyrządzonych przez ludzi nigdy nie łączył z Bogiem. Zdarzenia z dzieciństwa, które odcisnęły swe bardzo silne piętno na jego życiu, to aresztowanie przez Niemców jego ojca i rozstrzelanie go po dziewięciu dniach oraz wygnanie z rodzinnego majątku. - Śmierć ojca to jest chyba przeżycie takie najbardziej silne w moim całym życiu do dziś dnia - powiedział i dodał: - Coś bardzo stałego, taki świat, który wydawał się bezpieczny, pewny, po prostu został zdmuchnięty, przestał istnieć tamten świat, w którym rosłem przez pierwsze kilkanaście lat. I to było świetne doświadczenie. I to doświadczenie, że nie ma tu stałego mieszkania, że nic nie jest pewne, nic nie jest stałe, że dzisiaj tu siedzimy, jutro może w ogóle tego domu nie być i nas połowy może nie być, myślę, że to tak się w mojej świadomości działo, że człowiek relatywizuje tę rzeczywistość, ten dobrobyt, ten sukces, że wszystko jest tak kruchuteńkie, że trzeba szukać czegoś bardziej trwałego. To doświadczenie raczej mi wtedy pomogło i pomaga do dzisiaj. Bo zakonnik musi być człowiekiem, który w każdej chwili jest gotów wziąć kij podróżny, tobołeczek swoich rzeczy i iść tam, gdzie go posyłają.
Ks. Adam opowiedział o swojej współpracy z młodzieżą, kiedy w czasach PRL-u pracował jako duszpasterz akademicki w Krakowie. Dzięki temu był blisko biskupa Wojtyły, późniejszego papieża. To właśnie Karol Wojtyła zaprosił go do Tygodnika Powszechnego. - Studenci uwolnili mnie z takiej hipokryzji księżowskiej i przemądrzałości młodoksiężowskiej. I to miejsce bardzo wpłynęło na mnie.
Kardynała Wojtyłę widywał co tydzień, poza tym późniejszy papież lubił spotykać się z redakcją Tygodnika Powszechnego. - Co miesiąc zapraszał nas do swojej rezydencji. Rozmawiał też nie jak jakiś hierarcha, tylko lubił przede wszystkim słuchać, co mówią inni. On często wiedział o czymś bardzo dobrze, o czym była mowa, ale udawał Greka, pytał wszystkich, słuchał z zainteresowaniem, by się dowiedzieć, jak to wygląda ze strony drugiego człowieka. Zachwyciło mnie to, że on nigdy nikogo nie załatwiał od niechcenia. On się skupiał na tym człowieku, który był przed nim, jakby nic innego w ogóle na świecie nie było, jakby nie był papieżem, który ma cały Kościół na głowie - powiedział.
Także dla księdza Adama Bonieckiego liczy się człowiek, a nie jego tytuły czy pełnione przez niego funkcje społeczne. I właśnie dla człowieka zawsze ma dobre słowo, wysłucha go, spróbuje zrozumieć. Nieprzypadkowo otrzymał medal Zasłużony dla Tolerancji. W przekonaniu księdza niepewność i strach jest przyczyną agresji i zawiści we współczesnym świecie. - Lęk budzi agresję. Ta niepewność, którą w różnych sferach przeżywamy, niepewność demokracji, którą budujemy i tworzymy coś zupełnie nowego jako państwo, nie bardzo rozumiemy, nie wiemy, czy nas to nie uderzy, więc walimy w kogoś, w ten sposób rozładowujemy swoją bezsilność. To co dominuje dzisiaj, może się mylę, to dużo emocji, mało rozumu, że ogromną rolę grają emocje, a refleksja krytyczna schodzi na dalszy plan. Ludzie przejmują gotowe schematy z jakichś mediów, od jakichś ciotek czy nie wiem od kogo i potem powtarzają jako swoje, a nigdy właściwie tego nie przemyśleli dokładnie. Tak myślę: te dwie rzeczy jak się ze sobą spotkają - strach i brak odruchu refleksji krytycznej - w sumie wytwarzają te różne kwasy żołądkowe, żółciowe.
Ks. Adam Boniecki jest jednak do człowieka i życia nastawiony optymistycznie. - Myślę, że jest w nas wszystkich tęsknota za dobrymi uczuciami, że jeśli się znajdzie gdzieś środowisko, gdzie ludzie są sobie życzliwi, gdzie różnią się poglądami, różnymi sprawami, ale wiedzą, że klimat jest przyjacielski, że nie muszą się bać jeden drugiego, że czują się bezpieczni, to te środowiska trwają - powiedział.
Jak zauważa, należy próbować rozmawiać z każdym, nawet z tymi, którzy się z nami nie zgadzają. - To jest to wyzwanie, ten próg, który musimy ciągle próbować przekroczyć. Nie zniechęcać się, jak nas kopną w zęby, trzeba jeszcze raz próbować z innej strony, dopuścić, że niefortunnie żeśmy zaczęli ten dialog, żeby krzyżyka na nim nie położyć - mówi.
Ksiądz zapytany o podpisanie umowy ACTA, o której ostatnio głośno w mediach, odpowiedział: - To jest fragment większej całości. Granica wolności słowa i sprawiedliwości, czyli szacunku do ładu, szacunku do prywatności, szacunku do ludzkości. Jak to ująć w formy prawne? Chyba nikt na świecie tego nie wymyślił do tej pory, jak sensownie to uregulować. Jak stwierdził, granice wolności słowa rozpatrywać należy nie tylko w kwestii naruszania tajemnic państwowych, ale również dobrego imienia człowieka. - Wolność słowa to jest też odpowiedzialność, to się te dwie rzeczy łączą. Z pewnością ten dokument [ACTA] jest ostatecznym, ostatnim słowem w tej sprawie, tylko i dyskusja na ten temat, i spór, i szukanie wskazuje, że nowe środki przekazu wymagają nowej refleksji na temat wolności i odpowiedzialności.
Burzę oklasków wywołała odpowiedź ks. Adama Bonieckiego na pytanie młodzieży, dlaczego został ukarany niemożliwością wypowiadania się w mediach. - Może dlatego, żeby zyskać popularność w kraju - zażartował duszpasterz, a już nieco poważniej odparł: - To są spotkania dwóch światów. Mój przełożony prowincjalny niewątpliwie otrzymywał wiele sygnałów, że to, co ja mówię, robi zamieszanie w głowach wierzących, jest niejednoznaczne, że Boniecki nie mówi, że trzeba do ostatniej kropli krwi bronić krzyża w Sejmie. Oczywiście nie uważam, że trzeba go bronić w Sejmie, że nie na tym polega nasza wiara. Poza tym, dlaczego on się ciągle pokazuje w telewizji. Przysięgam, ja się nigdy nie pchałem do telewizji, tylko telewizja do mnie przychodziła. To pewnie denerwowało struktury rządzące. I to do tego biednego prowincjała spływało i powiedział mi, bym nie działał w tych mediach. I mówił, że to nie jest kara, że z troski o mnie to robi, że jestem manipulowany przez tych dziennikarzy, którzy wykorzystują moją taką łatwowierność i naiwność. I żeby się już nie wystawiać na te niebezpieczeństwa, żebym nie mówił jakiś czas w mediach, a potem ten zakaz przedłużył na czas nieokreślony.
Jak zauważa ks. Boniecki, wśród hierarchów kościelnych postrzegany jest jako ten, który śpiewa poza chórem, gdyż ma własne zdanie, inne niż wszyscy. Kiedy powiedział, że Nergal nie jest satanistą, uznany został za jego obrońcę. - Ja nie broniłem „Nergala”, tylko mówiłem: nie róbcie z pajaca satanisty. Satanizm to poważna sprawa, a to jest showman, który powiedział, że diabeł się dobrze sprzedaje. Nie broniłem „Nergala”, tylko broniłem Kościoła przed takim fanatycznym reagowaniem na rzeczy, które nie są tego warte. Trzeba życie oddać za co innego, za krzyż trzeba życie oddać, ale nie za krzyż w Sejmie. Przepraszam, tak uważam.
Jedno jest pewne - dla księdza Bonieckiego Jezus Chrystus jest najważniejszy i tak jak kiedyś Chrystus dał szansę Marii Magdalenie, mówiąc: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem, tak ks. Adam nie potępia nikogo, lecz szuka dialogu, próbuje zrozumieć i daje szansę każdemu człowiekowi. I tym zdobywa szacunek wielu ludzi.
Żninianie test na tolerancję zdali na szóstkę, sala ŻDK tego dnia pękała w szwach, bowiem na spotkanie z duszpasterzem przyszli ludzie w różnym wieku, w tym także młodzież ze żnińskich szkół. Wśród tych osób z pewnością znaleźli się ci, którzy nie do końca zgadzają się z poglądami księdza Adama, ale przyszli i wysłuchali tego, co ma do powiedzenia. Jak jednak zauważa ksiądz Adam Boniecki, każdy człowiek dostał od Pana Boga wolną wolę i wykorzystać ją powinien zgodnie z własnym sumieniem.
Więcej zdjęć w naszej galerii a film w zakładce Filmy.
Barbara Filipiak
Pałuki nr 1042 (5/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze