Reklama

"J...ć śpiewaka" czyli Jerzy Lach i Paweł Tucholski w żnińskiej bibliotece

MAR21

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie godz: 18:00

21 marca 2025 r. w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Żninie odbyło się spotkanie autorskie z Jerzym Lachem – reżyserem, poetą, pisarzem, twórcą Teatru im. Alberta Tison w Żninie, który promował swoją najnowszą książkę pt. „Jebać śpiewaka”. 

Jerzy Lach choć od wielu już lat w Żninie nie mieszka, do stolicy Pałuk lubi powracać. To właśnie w żnińskiej książnicy w 2022 roku promował swoją książkę „Krótka historia jednego awansu”. W ostatni piątek Jerzemu Lachowi w książnicy towarzyszył  pochodzący ze Żnina Paweł Tucholski –  aktor teatralny, filmowy i dubbingowy,  na co dzień pracujący w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. To właśnie on opowiedział Jerzemu Lachowi wiele ciekawych anegdot teatralnych ze swojego życia, a ten umieścił je w swojej książce, ubarwiając tym samym fikcyjną postać książkowego śpiewaka.

Spotkanie poprowadziła dyrektorka książnicy Beata Czaczyk, która po powitaniu uczestników spotkania, przedstawiła bogate życiorysy Jerzego Lacha i Pawła Tucholskiego związane z ich działalnością kulturalną. Jerzy Lach wyreżyserował wiele spektakli teatralnych, które były wielokrotnie nagradzane w kraju i za granicą. Był też dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Podkowie Leśnej koło Warszawy i dyrektorem artystycznym Teatru Praga w Warszawie. Przez ponad pięć lat, do 2012 roku, kierował Departamentem Kultury, Promocji i Turystyki w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego w Warszawie. Obecnie jak mówi jest szczęśliwym emerytem i może realizować swoje pasje pisarskie, ale też reżyserskie, bo teatr ciągle mu w duszy gra.  Z kolei Paweł Tucholski grał na scenach wielu znamienitych polskich teatrów m. in. w Teatrze Kwadrat w Warszawie, w Teatrze Dramatycznym, na deskach muzycznych Teatru Rozrywki w Chorzowie oraz Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi, w Operze Krakowskiej, Teatrze Variete w Krakowie oraz Teatrze IMKA w Warszawie. Od roku znów jest aktorem Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Reklama

Obaj panowie poznali się w Żninie wiele lat temu. Zaczęło się od relacji mistrz-uczeń, bo to właśnie u Jerzego Lacha, który skupił wokół siebie w Teatrze im. Albeta Tison w Żninie pasjonatów aktorstwa, karierę aktorską zaczynał Paweł Tucholski.  I choć każdy z nich poszedł własną ścieżką kariery to jednak przyjaźń pozostała, a panowie w żnińskiej książnicy podzielili się wspomnieniami i opowiedzieli jak powstawała książka pt. „Jebać śpiewaka”. Kiedy oboje mieszkali w Warszawie to spotykali się dosyć często, a podczas tych spotkań Paweł Tucholski opowiadał anegdoty ze swojego teatralnego życia. - I to są przezabawne historie. Najpierw słuchaliśmy tego z dużym zaciekawieniem, a potem śmialiśmy się. A w pewnym momencie stwierdziłem, że one są na tyle interesujące, że można by z nich uczynić historię tego właśnie śpiewaka operowego – powiedział Jerzy Lach, który nagrał opowieści Pawła Tucholskiego i za jego zgodą wykorzystał je w książce.

Prowadząca spotkanie Beata Czaczyk powiedziała, że książka pt. „Jebać śpiewaka” ma tytuł dość bezkompromisowy, toteż zapytała autora skąd się wziął pomysł na tak odważny tytuł. Jak powiedział autor, on sam do końca nie był przekonany, czy jego wydawca będzie miał tyle odwagi, by w całości go zachować. Ale jak się okazało miał, być może, dlatego że książka ta nie ma charakteru politycznego i nie było potrzeby jego wykropkowania. -  Aczkolwiek w Warszawie jest taki działacz, który się nazywa Śpiewak. I każdy mnie pyta, czy to chodzi o tego działacza. Ale nie, nie o tego działacza chodzi, tylko po prostu o śpiewaka operowego, bo bohaterem tej książki jest śpiewak operowy, który na swojej drodze spotyka różne osoby. Dzieją się w jego życiu różne sprawy, które powodują, że on ulega swoistemu rozwojowi. Też są reminiscencje, czyli wspomnienia z dzieciństwa - usłyszano. Tytuł zaś książki wziął się stąd, że operowy śpiewak mieszkał w bloku na drugim piętrze, a w swoim mieszkaniu po prostu śpiewał, a naprzeciwko jego mieszkania był otwarty całą dobę sklep i budka z kebabem. - I w pewnym momencie była taka sytuacja, że ci uczestnicy, którzy tam siedzieli pod tą budką z piwem i przy tym kebabie, zaczęli mu grozić, zaczęli go wyzywać, mówić mu, by przestał wyć, bo tego nie da się słuchać. No i doszło do takiej sytuacji, że nawet były groźby pod jego adresem. I w pewnym momencie nawet rzucali kamieniami, wybili mu szybę, on się bardzo przeraził. A pewnego razu wychodząc rano do pracy zobaczył napis na murze „jebać śpiewaka” – usłyszano. Historia jest prawdziwa, a dotyczyła przeżyć Pawła Tucholskiego, który dodał tylko: - Szyby mi nie wybito, tylko wybito szybę pani dozorczyni, która już od wielu lat chodziła, żeby została podpisana petycja, co do likwidacji tego sklepu. Okazuje się, że to nie było takie proste, bo sklep ów alkoholowy był uwikłany. To znaczy tutaj ratusz plus spółdzielnia, to wszystko był jeden układ i nie było to proste zlikwidować sklep alkoholowy. Ja kupiłem tam mieszkanie i pomyślałem sobie, że będę się męczył, co zresztą było zgodne z prawdą, bo przemieszkałem tam kilka lat i pod koniec już czułem się jak bohater filmu Polańskiego „Lokator”, gdzie bałem się spojrzeć, wyjrzeć za okno, czy się nie patrzą na mnie ze sklepu. Już takiej obsesji dostawałem, ale nigdy granica nie została przekroczona do momentu, kiedy jechałem na kilka dni grać musical „Chicago” do Krakowa i sobie w mieszkaniu ćwiczyłem i śpiewałem „I nie zauważysz mnie”. I kilka razy sobie tak to w kółko powtarzałem, a oni myśleli, że ja do nich to śpiewam. Zaczęli więc mi odśpiewywać „I nie zauważysz mnie”. Na początku to był żart, a potem coraz intensywniej, w końcu się zapytałem, a było to koło godziny 13.00-14.00 czy ja nie przeszkadzam, bo ja tutaj pracuję. A oni na to:„Ale my też tutaj pracujemy, my też chcemy mieć święty spokój”. Pojechałem grać ten musical „Chicago”, wracam, a na murze było napisane „Jebać śpiewaka, niech żyje Legia” – powiedział Paweł Tucholski, który dodał, że odtąd bał się wracać do mieszkania i ostatecznie stamtąd się wyprowadził.

Reklama

Książka Jerzego Lacha pt. „Jebać śpiewaka” to książka z mocnym językiem i dużą dawką emocji. - Język jest bardzo ważny, no i posługujemy się słowem w dzisiejszych czasach. Wulgaryzmy stały się powszechne właściwie, był też taki moment, że ten język dostał się do teatru i na scenie bardzo często używano wulgaryzmów. To też była taka forma odreagowania po tym mieszczańskim teatrze. No i w filmach, na pewno Państwo też zwróciliście na to uwagę. Później wprowadzono, chyba zgodnie z ustawą o języku polskim, w niektórych stacjach telewizyjnych tam, gdzie miały być te słowa na „K” i na „H” jest takie piknięcie. Uważam, że to jest zupełnie niepotrzebne, znamy ten język. Jeżeli ten film jest puszczany po godzinie 2200 to dzieci, zakładając hipotetycznie, nie oglądają tego, ale dzisiaj mamy Internet i w Internecie jest wszystko, i nie unikniemy tego. Ale żeby też oddać sytuację czy charakter postaci, jeżeli mamy tego kibola, to on się innym językiem nie posługuje, a to słowo na „K” to dla niego jest przecinkiem. Nawet jak wyjdziemy na ulicę czy pójdziemy do restauracji, to słyszymy ten język i już nawet nie reagujemy – powiedział Jerzy Lach i dodał, że jego książka jest odniesieniem do tego, co się obecnie w świecie dzieje, choć fabuła osadzona jest w środowisku operowym i dotyczy artysty oraz tego, jak ten artysta w dzisiejszym świecie jest traktowany. - Ja penetruję ten temat w jednej książce i w drugiej. To jest ciągle jakby ten sam artysta, tylko w różnych konfiguracjach, bo to też mnie dotyka i ja widzę, jaki jest stosunek do artysty. Doświadczyłem tego, jak był traktowany artysta za komuny, jak był traktowany artysta w momencie, kiedy odzyskaliśmy tak zwaną niepodległość i jak był traktowany artysta, jak przez 8 lat rządziła jedynie słuszna.  Zawsze artysta był traktowany najgorzej, artysta był traktowany jako to zło i tylko ten artysta, który był lojalny, tak było za komuny, dostawał nagrody i pieniądze.  Nie wiem, jak będzie teraz, poczekamy jeszcze parę lat i zobaczymy, jak ten artysta będzie traktowany, ale generalnie artysta jest sumieniem narodu. Jeżeli się stłamsi wolność artysty i nie pozwoli mu się na wypowiedź i nie będzie miał możliwości mówienia o sobie, o świecie, o ludziach, to my jako społeczeństwo też przestaniemy być wiarygodni. My możemy różnie traktować tego artystę, ale bez sztuki, bez kultury i bez artystów przestajemy mieć swoją tożsamość, przestajemy być wolnym narodem. Będziemy tylko taką bezwolną grupą, masą, która potrzebuje tylko chleba i może trochę innych rzeczy - powiedział Jerzy Lach, który zdaje sobie sprawę, że jego książka „Jebać śpiewaka” może wywołać silne emocje, jednak każdy czytelnik odbiera to na swój sposób i ma do tego prawo. Spotkania autorskie w Żninie pisarz bardzo sobie ceni, gdyż są one dla niego powrotem do rodzinnego miasta. - Dużo jest w tym sentymentu i resentymentu, i to jest niesamowite uczucie, bo z czymś takim się nie spotykam w innych miejscach i z inną publicznością – powiedział pan Jerzy.

Paweł Tucholski na spotkaniu w żnińskiej książnicy także podzielił się kilkoma anegdotami ze swojego barwnego życia artystycznego, które zapoczątkowane zostało w Żninie. Podziękował też Jerzemu Lachowi za to, że dzięki niemu wkroczył na drogę aktorską.  - Gdyby nie Twoja wizyta wtedy w liceum i nie ta rozmowa, to nie wiem, jakby to się potoczyło.  Rozmawialiśmy tu przed chwilą o opatrznościowych różnych spotkaniach, że to nigdy w życiu nie jest przypadkowe, w co ja głęboko wierzę, że nie ma przypadku, że ktoś spotyka kogoś na swojej drodze. Ktoś tym steruje i naprowadza jedną osobę na drugą i to nie jest przypadek. Już wiele razy doświadczałem tego w swoim życiu, że gdzieś nagle człowiek ląduje w danym miejscu, poznaje grupę ludzi, z którymi coś stwarza, tak jak właśnie stworzyliśmy teatr w Żninie. I gdyby nie Ty, to nie wiem, jak moja droga by się potoczyła. A potem marzyłem, by być aktorem profesjonalnym, bo mnie bardzo interesowało kształcenie swojego warsztatu – powiedział Paweł Tucholski, który grał na scenach teatralnych i filmowych z tymi, których w młodości oglądał na szklanym ekranie, a więc m. in. z  Tadeuszem Łomnickim, Ryszardą Hanin, Markiem Walczewskim czy Jadwigą Jankowską-Cieślak.  - To jest niesamowite, że człowiek sobie coś wymarza, a potem mu się to wszystko spełnia – powiedział aktor i dodał, ze Tadeusz Łomnicki był największym aktorem i jego profesorem. - Zdążył nim być, a ja zdążyłem być jego studentem, dlatego że robiliśmy dyplom i nie dokończyliśmy tego dyplomu, bo jak Państwo wiecie, zmarł i nie zdążył przyjechać. Myśmy w Poznaniu go podziwiali jak grał na scenie króla Leara. A zawsze się śmiał i mówił: „No bo ja chcę umrzeć na scenie” i tak sobie żartował. No i w pewnym momencie wypowiedział słowa, nawet to były słowa Szekspira ze sztuki, gdzieś, już pewnie nie pamiętam dokładnie, ale „gdzieś jakieś światło czeka na mnie, gdzieś świeci, idę do innego świata” i nagle dostał ataku serca i wybiegł za kulisy i zmarł za tymi kulisami. A myśmy na niego czekali. Ale opowiadam tą anegdotę, bo on lubił sobie tak naigrywać ze studentów, kochał ich wszystkich, ale się wszyscy go bali potwornie, a ja uciekałem pierwszy, szczególnie żeby sobie żartów ze mnie nie robił, ale on mnie bardzo lubił – powiedział Paweł Tucholski.

Reklama

Jerzy Lach powiedział, że droga życiowa, którą przeszedł osiągając sukces reżyserski czy pisarski, była w tym wszystkim najważniejsza, zaś sam sukces inaczej się postrzega mając lat 20, 40 czy 60.  - To jest tak, jak zrobienie spektaklu. Ja odczuwam największą satysfakcję, a jestem teraz krótko po premierze, jak się pracuje z aktorami i się dochodzi wspólnie do premiery. To jest najpiękniejszy okres. To jest taki okres, który się przyrównuje do ciąży i do narodzin. Rzeczywiście to jest ten najpiękniejszy okres. W momencie, kiedy dochodzisz do premiery, dziecko się urodziło i dziecko sobie żyje już własnym życiem. A ja już zaczynam myśleć o czymś innym. Więc dzisiaj ja do tego podchodzę w zupełnie inny sposób.  Dla mnie jest ważne, żebym nie poprzestał na tym, co zrobiłem, tylko się rozwijam i chcę się rozwijać. Ale czy ten sukces nastąpi dzisiaj czy jutro i czy to będzie, że będę na pierwszych stronach gazet i ktoś będzie robił ze mną wywiad, to nie ma znaczenia. Ja już miałem ten okres w swoim życiu, że tutaj telewizja przyjeżdżała, że były programy robione i wywiady i jakieś filmy dokumentalne o teatrze itd. I pamiętam, że wtedy to mi trochę woda sodowa uderzyła do głowy. Ale to już przeszło, więc dzisiaj do tego podchodzę w zupełnie inny sposób. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby się ciągle realizować. I dlatego też znalazłem dla siebie inną przestrzeń, to znaczy pisanie książek – powiedział Jerzy Lach, który w Radzyminie założył też teatr z aktorami zawodowymi i amatorami. - To są ludzie dorośli, ale jest podobna historia.  Jakbym zatoczył koło i nagle ci sami ludzie, te same emocje, to samo zaangażowanie, ta sama pasja. i widzę, jak obcy ludzie, którzy się spotkali, nagle stali się dla siebie bardzo bliscy, są rodziną, tak jak to było w Żninie do pewnego momentu. Rodzina też się rozstaje, rozjeżdża, albo się pokłóci. Niedawno, 15 marca, mieliśmy premierę i zostaliśmy zakwalifikowani do tego konkursu na wystawienie polskiej sztuki współczesnej. Mam nadzieję, że za chwilę ukażą się dobre recenzje i chcemy to grać. To jest jakby początek nowego etapu, początek nowej drogi – usłyszano.

Z kolei Paweł Tucholski zapytany przez Beatę Czaczyk czy czuje się w życiu spełniony odpowiedział, ze sam się dziwi, patrząc w swoje CV, że tyle już zdążył zrobić. - Nie mogę powiedzieć, że jestem niespełniony, bo co mogłem zagrać z musicali najważniejszych, broadwayowskich, dużych musicali w polskich wersjach, bo mieszkam w Polsce, ale te musicale wcale nie odbiegały jakością od angielskich czy amerykańskich, to naprawdę zagrałem sporo głównych ról i tytułowych w tych musicalach. Gdzieś ten nurt rzeki mnie bardziej pokierował w kierunku śpiewania, ale musiałam ten wątek swojego talentu rozwinąć, bo grzechem byłoby tego nie zrobić. Poszedłem w kierunku bardziej śpiewania i teatru muzycznego, ale też tam poszukałem takich ważnych dla siebie ról, a teraz właśnie postanowiłem wrócić do źródeł i jestem od roku w Teatrze Jaracza, bo wydaje mi się, że jestem jednak  aktorem dramatycznym, a śpiewać każdy może – usłyszano. Marzy mu się także duża rola filmowa oraz gra za oceanem z największymi – Meryl Streep czy z Jackiem Gyllenhaalem, zatem wszystko jeszcze przed nim. Z kolei Jerzy Lach zamierza wydać kolejne książki oraz tomik wierszy.

Reklama

Jerzy Lach chętnie odpowiadał na zadawane przez publiczność pytania, a po spotkaniu wraz z Pawłem Tucholskim podpisywali książkę „Jebać śpiewaka”.

Barbara Filipiak

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/03/2025 13:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości