Na osiedlu mieszkaniowym
Rolnicy nie będą likwidować hodowli
Gospodarze prowadzący hodowlę zwierząt w granicach miasta Kcynia będą musieli ją zlikwidować, jeśli ich sąsiedzi poskarżą się w Urzędzie na nieprzyjemne zapachy. Rolnicy zapowiadają, że nie zastosują się do woli radnych. Gospodarstwa są ich źródłem utrzymania, jeśli je zlikwidują, zostaną bez środków do życia.
Maria Dalka chciała przypomnieć radnym na sesji, czego dotyczy sprawa zakładu blacharsko-dekarskiego. Przewodniczący Rady przerwał jej, tłumacząc, że radni znają tekst skargi. Maria Dalka zapewnia, że przed sesją zwróciła się do przewodniczącego: „Powiedział, że udzieli głosu. A jak mąż poszedł po kilku dniach zapytać się, dlaczego nie mogłam się wypowiedzieć, to przewodniczący nie kazał mu już wracać do tego tematu” - mówi Maria Dalka. O sprawie pisaliśmy w czerwcowych Pałukach w artykule Zakaz hodowli świń. Wtedy radni kcyńscy, na wniosek mieszkańców ulicy Powstańców Wlkp., podjęli uchwałę o zakazie hodowli zwierząt gospodarskich w mieście (na terenach zabudowy wielorodzinnej, terenach zwartej zabudowy jednorodzinnej i szeregowej, mającej charakter zabudowy osiedlowej oraz terenach ogrodów działkowych).
UCIĄŻLIWOŚCI ZAPACHOWE I HAŁAS
Można hodować zwierzęta w mieście, jeśli spełnione są następujące warunki: przestrzegane są przepisy sanitarno-epidemiologiczne, budynki gospodarcze przeznaczone do hodowli zwierząt spełniają wymogi Prawa budowlanego, wytwarzane podczas prowadzenia chowu i hodowli odpady i nieczystości będą gromadzone i usuwane zgodnie z obowiązującymi przepisami i nie będą powodować zanieczyszczenia terenu, jak również wód powierzchniowych i podziemnych; przetrzymywanie i prowadzenie hodowli nie będzie powodowało uciążliwości w szczególności zapachowych, hałasu dla współużytkowników oraz użytkowników nieruchomości sąsiednich.
Jeśli warunki te nie będą spełnione, właściciele zwierząt gospodarskich w mieście zobowiązani są w terminie 6 miesięcy od daty wejścia w życie Regulaminu do likwidacji hodowli. Uchwała ukazała się w Dzienniku Urzędowym 2 lipca, a weszła w życie 16 lipca. Od czasu wejścia uchwały w życie właściciele mają sześć miesięcy na dostosowanie hodowli lub jej likwidację. Oznacza to, że czas dla hodowców upływa 17 stycznia.
UCIĄŻLIWOŚĆ GOSPODARSTWA, UCIĄŻLIWOŚĆ FIRMY BLACHARSKO-DEKARSKIEJ
Uchwała o zakazie hodowli zwierząt została podjęta przez radnych pod wpływem skarg sąsiadów na działalność Zenona Dalki, który prowadzi gospodarstwo rolne właśnie w mieście. Sąsiedzi, kiedy rozmawialiśmy z nimi latem, podkreślali, że nie mogą korzystać ze swoich ogródków, bo zabudowa na Powstańców jest bardzo ścisła i czuć intensywny zapach obornika. Nie mogą też suszyć prania na powietrzu. Mówili, że na wsi jest więcej przestrzeni, większe są odległości między budynkami, gospodarstwami i zapachy nie są tam tak uciążliwe, poza tym, jeśli ktoś decyduje się na życie na wsi wie, jakie zapachy mogą go tam czekać, co innego w mieście.
Zenon Dalka na sesji w czerwcu tłumaczył, że jego hodowla jest niewielka i nie stanowi uciążliwości, mówił też, że to firma blacharsko-dekarska Tomasza Czechowskiego, która prowadzona jest przy tej samej ulicy, stanowi znacznie większe uciążliwości niż działalność rolnicza. Zenon Dalka postanowił doprowadzić tę sprawę do końca, jak mówi - chciał sprawiedliwości. W czerwcu pisemnie poinformował burmistrza, że działalność Tomasza Czechowskiego teoretycznie prowadzona jest przy ulicy Polnej, a faktycznie - w garażu sąsiada Zenona Dalki - Zdzisława Czechowskiego (ojca Tomasza) przy ul. Powstańców Wlkp.
We wrześniu Zenon Dalka złożył do Rady Miejskiej w Kcyni skargę na burmistrza, zarzucając mu bezczynność w sprawie skontrolowania działalności Tomasza Czechowskiego: Wykazuje on [burmistrz - przyp. s] pełną determinację, by zabronić mi chowu trzody chlewnej i tym samym odebrać źródło utrzymania. Rozumiem, że zobligowany wnioskiem moich sąsiadów zorganizował kontrolę mojego gospodarstwa przez wszelakie służby. Nie było po kontroli żadnych uwag ze strony służb sanitarnych, lekarza weterynarii, inspektora nadzoru budowlanego, przedstawicieli powiatu. Wypowiedział się w lokalnej gazecie, że służby powiatowe umywają ręce i on jako jedyny urzędnik musi rozwiązać tę sprawę. Czy burmistrz może wprost oskarżać inne organy o niewykonywanie swoich obowiązków i być ponad prawem jako gospodarz naszej gminy?(...) Czy względem jednego obywatela może nadużywać władzy, a względem drugiego nie zauważać łamania prawa i dopuszczać się bezczynności? - pytał w skardze na burmistrza Zenon Dalka.
Radni uznali tę skargę za bez-zasadną. Przewodniczący Rady Ryszard Hanioszyn mówił nam, że w czasie, kiedy Zenon Dalka wystąpił ze skargą na burmistrza, ten był w trakcie postępowania wyjaśniającego. Stąd bezzasadność skargi.
Przypomnijmy, skarga wpłynęła 16 września, a pół miesiąca później - 3 października nastąpiła zmiana we wpisie do ewidencji działalności prowadzonej przez Tomasza Czechowskiego i teraz wykonywana jest - zgodnie z wpisem - pod adresem ul. Powstańców Wlkp.18, a nie przy ul. Polnej. Tomasz Czechowski nie chciał nam wyjaśnić, dlaczego zdecydował się na zmianę zapisu w ewidencji. Powiedział, że ma dość konfliktu i nie będzie już nic komentował. Burmistrz Tomasz Szczepaniak mówi: - Ojciec właściciela firmy opodatkował szopkę, w której trzymają narzędzia. Uściślona została działalność firmy - powiedział Tomasz Szczepaniak.
- Dziwię się bardzo, że dopiero teraz, po kilkunastu latach prowadzenia ewidentnej działalności zakładu ślusarsko-dekarskiego Tomasza Czechowskiego, gdzie wzywane organy kontroli nie zauważały tam żadnej działalności, dopiero teraz został zarejestrowany ewidencyjnie. Do tej pory funkcjonował w bloku przy Polnej. Nikt nie widział ekip szykujących się tu do pracy, prac wykonywanych związanych z cięciem, gięciem, lutowaniem czy spawaniem, gdzie składowane są potrzebne do tego gazy, nikt nie widział, że budynek garażowy na podwórzu, to zakład ślusarski, dopiero po naszej skardze na działalność burmistrza i po przytoczeniu tego wydarzenia na sesji, firma została - jak zapewnia burmistrz - zewidencjonowana na Powstańców, a garaż opodatkowany - mówi Maria Dalka.
POD LUPĄ KONTROLI
Maria i Zenon Dalkowie rozkładają ręce, boją się tego, co przyniesie czas. - Mamy wszelkie pozwolenia, budynki pobudowane zgodnie z przepisami i ich przeznaczeniem, mieliśmy już liczne kontrole, chyba z wszystkich organów nadzoru i żadna nie stwierdziła jakiś nieprawidłowości. Mimo że sąsiedzi nasyłają na nas wszystkie możliwe urzędy do tej pory nie zapłaciliśmy żadnego mandatu. Wszystko, co robimy to kilka razy konsultujemy, jesteśmy pod lupą w każdym miejscu i dlatego zabezpieczamy się z każdej strony. Mamy stado zarejestrowane, nie hodujemy tu ilości, o jakich mówią sąsiedzi (Dalkowie nie chcą podawać oficjalnie jak dużą mają hodowlę przyp. s). Nie zajmujemy się tylko świniami, bo mamy kilka ha ziemi, którą uprawiamy. Gospodarstwem zajęliśmy się, kiedy oboje zostaliśmy bez pracy. Woleliśmy swoimi rękoma utrzymywać rodzinę, niźli iść do opieki po zapomogi i zasiłki. Dzisiaj chce nam się odebrać nasze źródło dochodu. Dzieci się uczą, pieniądze są potrzebne. Z czego mamy żyć, z tej najniższej renty męża? - pyta Maria Dalka.
- Jeszcze niedawno burmistrz mówił, że moje gospodarstwo za wzór można podawać, a teraz po wyborach wychodzi na to, że jest najgorsze - mówi Zenon Dalka i układa na stole korespondencję dotyczącą jego hodowli. - Najpierw w czerwcu podatek mi przeliczono z rolnego na podatek miejski. Odwołaliśmy się do starosty, który decyzją przywrócił z terenów mieszkaniowych na użytki rolne zabudowane. Starosta w piśmie wskazał, że działka przy Powstańców stanowi siedzibę gospodarstwa rolnego, a budynki wykorzystywane są do chowu trzody chlewnej. Dalej, opierając się na odpowiedzi burmistrza, że na terenie tym nie obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego i nie została wydana decyzja o warunkach zabudowy zmiana opodatkowania nie jest tu zasadna - mówi Maria Dalka.
Państwo Dalkowie pokazują kolejne pisma, jak zawiadomienie od burmistrza o zwołanej przez niego wizji lokalnej na 4 września na terenie posesji, w trakcie której miał zostać ustalony stan rzeczywisty w zakresie dotyczącym warunków sanitarnych oraz uciążliwości spowodowanych hodowlą trzody chlewnej i zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego.
Ukoronowaniem - jak mówią Dalkowie - akcji wymierzonej przeciwko nim była podjęta uchwała. - My nie chcemy wojny na tej ulicy i nie jest tak, że wszyscy są przeciwko nam. Są sąsiedzi, którzy nam współczują. Są tu głównie dwie rodziny, które utrudniają nam życie. Parkują samochody tak, że nie możemy wyjechać z podwórza. Kiedy wzywamy policję - kończy się to pouczeniem. Jak syn zapytał, dlaczego na tej ulicy nie stosują się do znaku zakazu postoju, to usłyszał, że nie jest on egzekwowany. My nie możemy wyjechać, bo nam się złośliwie zagradza wyjazd, by prowokować i utrudniać życie i pracę - mówi Maria Dalka.
BURMISTRZ ZABIERA WĘDKĘ
- Uważaliśmy się w 92 roku za zdrowych ludzi, którzy nie chcieli przejść na garnuszek opieki, tylko sami zabezpieczyć jakiś byt sobie i naszym dzieciom, bo nie rybę, a wędkę trzeba ludziom dawać i dopięliśmy swego. Było i jest ciężko, bo wiadomo jaka jest sytuacja w takich małych gospodarstwach, ale dajemy sobie radę. Burmistrz jednak tę wędkę, którą dostaliśmy od życzliwych ludzi, nie od niego, chce nam zabrać - mówi Maria Dalka.
Państwo Dalkowie zastanawiają się, jak możliwa będzie likwidacja innych, znacznie większych hodowli, prowadzonych w Kcyni.
Jan Walicki przyznaje, że Kcynia to typowo rolnicze miasto i nawet nie bierze pod uwagę tego, by miał zlikwidować pokoleniowe gospodarstwo: - Nie widzę żadnej przyczyny, dla jakiej moje gospodarstwo miałoby być zagrożeniem dla innych mieszkańców miasta. Jesteśmy w UE, a w Belgii wypłaca się za likwidację hodowli ogromne ekwiwalenty pieniężne. Ciekawe, czy u nas też takie przewidują. Niech radni zobaczą lepiej, jak działają inne samorządy, jak wygląda Wapno czy Gołańcz i wezmą przykład, a nie podejmują uchwały o likwidacji hodowli w mieście - powiedział Jan Walicki.
Maciej Wolf, rolnik z Kcyni, jest zbulwersowany uchwałą. Prowadzi gospodarstwo w Kcyni i absolutnie nie aprobuje pomysłu radnych: - Nie wyobrażam sobie tego, to chyba jest jakaś martwa uchwała, ja nie mam zamiaru likwidować hodowli świń - zapowiedział.
Beata Puławska prowadzi w Kcyni gospodarstwo rolne, które przekazali jej rodzice. - Mamy gospodarstwo i z tego żyjemy, nie zlikwidujemy go, bo z czego będziemy żyć. Mamy nową chlewnię, wszystkie pozwolenia na budowę. To, że komuś się coś przywidziało, to my nie zlikwidujemy naszego dochodu, bo z obsiewania samych pól nie ujedziemy - mówi właścicielka gospodarstwa.
- Uchwała w tej postaci, w jakiej została na sesji przyjęta, jest nie do wykonania. Proponowałem radnym na sesji, by uściślić ją do zapisu, że na osiedlach jednorodzinnych o ścisłej zabudowie się zabrania chowu zwierząt gospodarskich, czy wskazać osiedla o ścisłej zabudowie, gdzie obowiązywał będzie zakaz. W mieście jest więcej gospodarstw, jednak na rozległym terenie, na rogatkach miasta nie stanowią one takiej uciążliwości. Uważam, że uchwała wymaga zmian, bo niech Rada powie, w jaki sposób mam tę uchwałę wykonać - pyta Tomasz Szczepaniak.
- Zapis tego regulaminu jest mało precyzyjny. Są zapowiedzi zmiany tej uchwały i do 17 stycznia ma ona zostać sprecyzowana. Stanie się to prawdopodobnie na grudniowej sesji. Jeśli miałaby zostać w takiej formie, to likwidacja odbywałaby się na zasadzie wniosku mieszkańców i każdy przypadek rozpatrywany byłby osobno. Głównie dotyczy ona sytuacji na Osiedlu Libelta, gdzie jest ścisła zabudowa mieszkaniowa i małe działki - powiedział Adam Kaczmarek z referatu rolnictwa Urzędu Miejskiego w Kcyni.
POMOŻE ROLNIKOM
- Rolnicy, którzy staną przed koniecznością likwidacji stada, mogą zwrócić się o pomoc prawną do mecenasa Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej w Przysieku Michała Gilewicza. Warunek jest taki, że rolnicy, by otrzymać pomoc prawną w Przysieku, muszą być płatnikami podatku rolnego - powiedziała nam Józefa Błajet.
- Płatnicy podatku rolnego automatycznie są członkami Izby Rolniczej i przysługuje im nieodpłatna pomoc prawna u nas w Przysieku. W Przysieku działa zespół prawników służących radą rolnikom. Trudno mi się ustosunkować do tematu, nie mając dokumentów, jeśli jednak rolnik czuje taką potrzebę, to zapraszam do nas - powiedział Michał Gilewicz.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 875 (47/2008)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze