Reklama

Różne wizje przyszłości klubu

Członkowie Zarządu LKS Dąb Barcin nie są zadowoleni ze współpracy z Barcińskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji. Sami chcieliby decydować o tym, skąd pozyskiwać zawodników i ile im płacić. Prezes BOSiR Lena Patalas ma własną wizję klubu, która nie pokrywa się z wizją zarządu Dębu. O przyszłości klubu może zdecydować walne zebranie, które odbędzie się 23 maja o 18:30 na stadionie.

„Jest jeden prezes, jest prezes BOSiR-u i jest ciało doradcze“ - mówiła Lena Patalas fot. Magdalena Kruszka

     Od stycznia ubiegłego roku kluby i stowarzyszenia sportowe przeszły pod skrzydła Barcińskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. To właśnie BOSiR zajmuje się dzieleniem i rozliczaniem pieniędzy. Stało się to przyczyną nieporozumień pomiędzy zarządem LKS Dąb Barcin a prezesem BOSiR Leną Patalas. Nieporozumienia te doprowadziły do spotkania z udziałem burmistrza Barcina Michała Pęziaka i radnych. Okazało się, że bolączek jest znacznie więcej.
     Prezes Dębu Marcin Kaśków w swoim początkowym wystąpieniu zwrócił uwagę, że klub na nowym stadionie nie ma dla siebie pomieszczenia. - Od półtora roku jesteśmy praktycznie bezdomni - powiedział. Poruszył też kwestie finansowe mówiąc, że stowarzyszenie miało być jedynie rozliczane przez BOSiR, a obecnie nie ma ono wpływu na żadne kwestie.
     SZANTAŻ WOBEC KLUBU
     - Na początku roku szantażem zostaliśmy zmuszeni do podpisania porozumienia między stowarzyszeniem a BOSiR-em, które naszą rolę zmarginalizowało do absolutnego minimum - mówił Marcin Kaśków. - Usłyszeliśmy wtedy od pani prezes: „Albo podpisujecie porozumienie, albo od jutra przestaję finansować klub“. Nie mogliśmy sobie na to pozwolić, aby zostawić kilkadziesiąt osób od następnego dnia bez możliwości trenowania.
     Stwierdził też, że Lena Patalas próbowała połączyć Dąb Barcin z Zagłębiem Piechcin, kontaktując się z Kujawsko-Pomorskim Związkiem Piłki Nożnej, nie mając na to zgody klubu i nie informując o tym kibiców. Jednak związek nie zgodził się na takie rozwiązanie. Prezes Dębu zarzucał, że podważane są decyzje zarządu klubu, który ma w tej chwili pełnić funkcję doradczą. Oczekiwał nowej, partnerskiej umowy z BOSiR-em.
     Lena Patalas przypomniała, że struktura wciągnięcia stowarzyszeń pod skrzydła BOSiR-u miała na celu doprowadzić do sytuacji, w której BOSiR jest organizatorem sportu w gminie. Porozumienie, które zostało podpisane kilka miesięcy temu miało na celu uporządkować istniejącą sytuację. Kluby i stowarzyszenia w myśl tego porozumienia stały się formalnie drużynami BOSiR-u.
     PREZES JEST JEDEN
     - Jest jeden prezes, jest prezes BOSiR-u i jest ciało doradcze - mówiła Lena Patalas. Osoby zarządzające klubem miały dalej działać, ale merytorycznie i w uzgodnieniu z prezesem BSOiR-u.
     - Cały czas relacja była prawidłowa, ale tylko do momentu, kiedy ja się na wszystko godzę i to jest największy problem dla was - stwierdziła Lena Patalas. - Jak się nie zgodziłam w momencie, kiedy przestało mi się podobać to, w jaki sposób ściągnęliście niektórych zawodników, co im obiecaliście, w tym momencie przestało wam się podobać. Ale nasza współpraca nie może polegać na tym, że na wszystko się godzi prezes BOSiR-u. Wy musicie dostosować się do pewnych rzeczy, których oczekuję.
     Prezes BOSiR-u stwierdziła, że ma inną wizję sportu i nie godzi się z proponowaniem każdemu zawodnikowi jakiejś pensji. Uznała, że to powinna być gminna drużyna, a bycie jej członkiem powinno być prestiżowe, a nie może być tak, że zawodnicy walczą o swoją pensję jak w ligach zawodowych. Przyznała, że dopuszcza udział w tej drużynie zawodników z zewnątrz, ale według niej nie powinno być ich więcej niż trzech.
     - Podział pieniędzy dla zawodników w jakiś różny sposób powoduje, że potem się przekomarzają i sobie wypominają, że jeden za 600 zł siedzi na ławce rezerwowych, bo ma kontuzję, a drugi za 100 zł gra - stwierdziła Lena Patalas. - Uważam to za niepotrzebne, niestosowne i powodujące niepotrzebne konflikty również w drużynie.
     Prezes wypomniała, że kiedy w 2016 roku BOSiR przejmował Dąb Barcin, brakowało zawodników, a trener musiał grać w meczach. Nie było też systematycznych treningów. Była za to znikoma frekwencja.
     Burmistrz Barcina Michał Pęziak pytał, czy zawodnikom czegoś brakuje. - Atmosfery - powiedział Marcin Kaśków. Burmistrz natomiast wyliczał, że trener ma bardzo dobre warunki pracy, zawodnicy mają wszystko to, co trzeba, żeby trenować, a BOSiR organizuje ligę, opłaca sędziów, zajmuje się przewozami zawodników, zakupuje sprzęt, są też pomieszczenia, w których można organizować posiedzenia zarządu, jest zaplecze w postaci szaf, gdzie klub może przechowywać swoje dokumenty.
     - W momencie, kiedy rozmawialiśmy ze wszystkimi stowarzyszeniami o tym, jak będzie funkcjonował sport w gminie, to od samego początku mówiłem, że wszystkie sprawy związane z finansowaniem sekcji, klubów, będą prowadzone przez Barciński Ośrodek Sportu i Rekreacji i to on będzie odpowiadał również za rozliczenie wszystkich działań sportowych, natomiast zarządy klubów miały być ciałami doradczymi - przypomniał burmistrz. Kluby miały mieć wpływ na wybór trenerów i na kadrę zespołu, ale wydawanie środków finansowych miało być uzgadniane z prezes BOSiR-u, bo to ona podejmuje decyzje finansowe i potem za nie odpowiada.
     Były prezes Dębu Eugeniusz Kaczmarek powiedział, że wcześniej on sam postulował, aby rachunkowość prowadziła osoba z gminy, ale nie można wtrącać się w działalność merytoryczną stowarzyszenia.
     - Jeśli mamy być ciałem doradczym, to najlepiej, żeby stowarzyszenie wyrejestrować z KRS, niech klub przestanie istnieć i niech to przejmie BOSiR i prowadzi sobie - powiedział Eugeniusz Kaczmarek. Zaznaczył, że prezes BOSiR-u nie może mówić, ilu w drużynie może być zawodników z zewnątrz, bo jeśli ich jest dziesięciu, to znaczy, że musi tylu być. Wspomniał też, że były próby utworzenia drużyny ze swoich zawodników, ale nic z tego nie wyszło.

Marcin Kaśków skarżył się, że otrzymał zakaz posługiwania się pieczątką klubową LKS „Dąb“ Barcin fot. Magdalena Kruszka

     FREKWENCJA A PIENIĄDZE
     Prezes Kaśków potwierdził, że wcześniej nie było frekwencji na treningach i właśnie dlatego zadecydowano o tym, aby wprowadzić stypendia dla zawodników. Przyniosło to taki skutek, że od tego sezonu nie ma już problemu z frekwencją. Z kolei Marcin Blaczkowski, członek zarządu zauważył, że wykonana została duża praca obywatelska, bo udało się zorganizować sponsorów i stałe wpływy od nich, więc klub nie jest już tylko finansowany przez gminę.
     - Nie chciałbym porównywać się do wpływów i pracy innych stowarzyszeń, jaką pracę wykonały i ilu sponsorów przyciągnęły, ale chciałbym, żeby to, co my robimy, zostało zauważone - mówił Marcin Blaczkowski. - Jest to praca społeczna, robimy to po godzinach. Robimy to, co kochamy, a tak naprawdę nie mając później żadnego merytorycznego wpływu na to, co się dzieje, to my jesteśmy niepotrzebni.
     Klub na własną rękę poszukał sponsorów i zorganizował budżet na poziomie wpływów w wysokości 3.500 zł miesięcznie, nie licząc wpływów z biletów. Burmistrz Michał Pęziak przyznał, że nie ma wątpliwości co do tego, że środki pozyskane przez działaczy od sponsorów powinny iść na ten cel, na który chce zarząd, czyli na stypendia dla zawodników.
     - Załatwiliście pieniądze na stypendia, oprócz tych pieniędzy pani prezes dokłada jeszcze ze swoich, bo tak żeśmy się na ostatnim spotkaniu umówili i dlatego u was wszyscy zawodnicy otrzymują stypendium, a w „Zagłębiu“ Piechcin otrzymuje tylko jedna osoba, bo tam działacze się nie postarali o wsparcie finansowe - mówił burmistrz. - To, co swoją społeczną pracą załatwiliście, jest wykorzystywane na to, na co chcecie. Rozumiem, że chcieliście płacić zawodnikom, bo byłby problem, żeby sklecić w ogóle drużynę seniorską. Tak z tego wychodzi. Kiedy nie było pieniędzy, to nie było składu ani na treningach, ani na meczach. I to trzeba zmienić. Powinniśmy pracę wychowawczą od najmłodszych drużyn prowadzić tak, żeby ci ludzie już później chcieli grać dla samej przyjemności gry, a nie dlatego, żeby dostać parę groszy. Rozumiem, że pieniądze się zarabia na sporcie, ale nie na poziomie B czy A klasy.
     Marcin Kaśków przyznał, że sezon 2015/2016 kończył się w składzie drużynowym bardzo okrojonym i dlatego został zmieniony trener, ale już od sierpnia nie było problemu z frekwencją. Podkreślił, że na liście osób przygotowanych do rundy wiosennej były 24 osoby, z których pięć osób jest spoza Barcina, natomiast pozostali to młodzi chłopcy z Barcina.
     - Teraz dochodzą z każdego rocznika jedna, dwie osoby i na tym można budować zespół, ale nie da się zbudować zespołu wyłącznie na zawodnikach miejscowych, bo na takim stadionie będziemy w B klasie - powiedział Marcin Kaśków.
     Burmistrz stwierdził, że jemu aż tak bardzo na wyniku nie zależy, ale ważne jest, aby jak najwięcej mieszkańców gminy uczestniczyło w sporcie masowym, ale też w bardziej kwalifikowanym.
     Wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Teresa Wilk była zaskoczona, że zawodnicy otrzymują pieniądze za to, że przychodzą na treningi. Uznała, że powinni je otrzymywać za wyniki. - Zapisałam sobie kwotę. 600 zł dostaje nawet zawodnik siedzący na ławce rezerwowej, a inny dostaje 100 zł. To jest rozdawnictwo pieniędzy - stwierdziła Teresa Wilk. - Drażni mnie to, że macie takie roszczeniowe podejście, a wyników zero. Byliście na pewnym poziomie, a teraz? Gdzie jest ta praca?
     Zarówno Lena Patalas, jak i burmistrz Michał Pęziak przypominali, że uzgodniono, iż w drużynie będzie grać nie więcej niż trzech zawodników z zewnątrz, a problem pojawił się, ponieważ zarząd wprowadził ich do drużyny więcej. Prezes BOSiR-u przyznała, że kontrolowała treningi Dębu Barcin, bo jedynie tam był problem z frekwencją i dopytywała, dlaczego na treningach jest tak mało osób, co spotykało się z niezadowoleniem. Uznała, że to motywowało drużynę i spowodowało, że teraz jest lepiej.
     Radny Paweł Ratajczak zauważył, że odkąd jest nowy stadion, jest też presja, żeby Dąb Barcin grał przynajmniej w V lidze, a jeśli tak ma być, to drużyna musi być wzmacniana ludźmi z zewnątrz. Burmistrz przypomniał, że ustalenia były takie, iż będzie ich nie więcej niż trzech i jeśli zarząd pieniądze pozyskane od sponsorów chce przeznaczyć na stypendia dla nich, to nikt nie ma nic przeciwko temu, ale nie może być tak, że płaci się nawet młodym mieszkańcom, żeby przychodzili na treningi.
     - Tylko ja się obawiam, że jak im nie zapłacimy, to nie przyjdą i nad tym trzeba pracować - mówił burmistrz Michał Pęziak.
     Marcin Kaśków przyznał, że klub testował pięciu zawodników z zewnątrz, bo podczas okresu przygotowawczego dwóch zawodników odniosło groźne kontuzje. Zauważył, że oni podnieśli poziom sportowy. Powiedział, że nie może być tak, że tych pięciu zawodników dostanie pieniądze, a miejscowi zawodnicy nie dostaną nic. Nowi zawodnicy, którzy aspirowali w drużynie juniora młodszego, którzy byli wyróżniający się po przepracowaniu 9 jednostek treningowych, mogli liczyć na symboliczne 100 zł stypendium brutto.
     - Kością niezgody stało się to, jak pani prezes weszła do szatni i powiedziała, że zarząd obiecał pieniądze z kapelusza i tych pieniędzy nie będzie - mówił Marcin Kaśków. - Po kilku spotkaniach zawodnicy zostali postawieni pod ścianą, podpisali kontrakty, bo inaczej nie dostaliby żadnych pieniędzy. Wszyscy zostali zrównani. Ten, kto dostawał 100 zł, dostaje teraz 250 zł. Wcześniej była jakaś hierarchia, teraz wszyscy mają to wyrównane. Sytuacja od środka drużyny seniorów wygląda tak, że idzie to ku upadkowi. Zawodnicy, którzy są przyjezdni, prawdopodobnie tu nie zostaną. Na koniec czerwca zostaniemy z siedmioma czy ośmioma zawodnikami, a pani prezes będzie obarczała winą za rozwalanie tego wszystkiego nas, zarząd.
     Burmistrz przypomniał, że całe zamieszanie ze stypendiami dla zawodników zaczęło się od tego, że zarząd wyszedł ponad wcześniejsze ustalenia, zaangażował pięciu zawodników z zewnątrz i zaczęło brakować pieniędzy na realizację deklaracji złożonych zawodnikom. Prezes BOSiR-u wyjaśniała, że zrównała kwoty wypłacane zawodnikom, ponieważ nie uzyskała informacji od niektórych zawodników, ile pieniędzy zarząd im obiecał.
     - Tu jest wszystko od początku źle zaczęte - powiedział burmistrz. - Jeśli się odbyło spotkanie, na którym mówimy, że można z dwoma czy trzema zawodnikami porozmawiać, żeby ich ściągnąć, to wyobrażam sobie, że zarząd „Dębu“ w towarzystwie pani prezes rozmawia z tymi zawodnikami, a nie zarząd „Dębu“ obiecuje czy deklaruje jakieś kwoty, a potem stawia panią prezes pod ścianą.
     Marcin Kaśków wyliczył, że rocznie od sponsorów i z biletów Dąb pozyskuje około 50.000 zł, a stypendia dla zawodników wynosiły od 100 do 650 zł, przy czym 650 zł otrzymuje dwóch zawodników przyjezdnych, jeden otrzymuje 500 zł, a jeden 450 zł. Ściągnięcie większej liczby zawodników nastąpiło, kiedy dwóch zawodników odniosło kontuzję.
     - Nas najbardziej boli to, że my przez sześć lat nigdy nikomu złotówki nie wisieliśmy, a pani prezes weszła do szatni i powiedziała, że wzięliśmy pieniądze z kapelusza i my straciliśmy autorytet - mówił Marcin Blaczkowski.
     Lena Patalas zaznaczyła, że podzieliła pieniądze po równo dla wszystkich zawodników, ponieważ były niedomówienia co do wysokości kwot dla poszczególnych zawodników.
     - Kto lepiej jak my zna naszych zawodników? - pytał Marcin Blaczkowski. - Dlatego my ustalaliśmy te kwoty, ale to, co pani prezes teraz zrobiła, to cofnęliśmy się chyba do komuny, bo 250 zł dla wszystkich równo, to ja tego jeszcze nie widziałem. Czy pani zarabia tyle samo, co pani pracownik? No nie.
     Zarówno burmistrz, jak i przewodnicząca Rady Miejskiej Krystyna Bartecka podkreślali, że trzeba było dokonać konkretnych ustaleń z prezes BOSiR-u, a dopiero potem podchodzić do rozmów z zawodnikami z zewnątrz.
     Problem dotyczył też marki LKS Dąb Barcin. Marcin Kaśków skarżył się, że otrzymał zakaz posługiwania się pieczątką klubową LKS Dąb Barcin i nie może mieć przedrostka LKS Dąb Barcin w podpisie, bo nie jest już prezesem. Prezes BOSiR-u zauważyła, że w momencie podpisania porozumienia drużyny oficjalnie stały się drużynami BOSiR-u, dlatego osobą reprezentującą drużyny jest prezes BOSiR-u. Uznała, że w związku z tym Marcin Kaśków nie może zwracać się do K-PZPN jako prezes LKS Dąb Barcin, bo drużyny są drużynami Barcińskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Powiedziała, że takie są wymogi prawa.
     - Jest też tak, że ja po prostu nie chcę tego zmienić i nie będę tego ukrywać, bo ja też muszę budować wizerunek BOSiR-u - powiedziała Lena Patalas. - Skoro się złączyliśmy, to jest to połączone i jest BOSiR „Dąb“ Barcin.
     Burmistrz pytał członków zarządu, czy są w stanie wypracować porozumienie z Leną Patalas. Marcin Kaśków nie odpowiedział na to pytanie. Poinformował natomiast, że 23 maja odbędzie się walne zgromadzenie klubu, na którym podjęta będzie decyzja dotycząca przyszłości klubu.
     Burmistrz Michał Pęziak zapowiedział, że nie wyobraża sobie finansowania klubu inaczej, jak tylko przez BOSiR.
     Film w zakładce Filmy.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1318 (20/2017)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości