Wysokie temperatury i niski poziom przepływu wody spowodował masowy pomór ryb w Noteci, które od trzech dni martwe płyną od Jeziora Wolickiego. W rzece wystąpiła przyducha, z którą w Łabiszynie spotkano się już wcześniej.
We wtorek liczba martwych ryb w Noteci była tak duża, że nie można już było tego zignorować. Na miejsce przybyli inspektorzy z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, pobrali próbki i szukają przyczyny tak wielkiego pomoru ryb.
- Problem trwa od poniedziałku, a we wtorek była kulminacja. Popłynęliśmy trzy kilometry i te ryby przepływały falami - mówi Jerzy Szypelow, kierownik Nadzoru Wodnego w Łabiszynie RZGW w Poznaniu. Od razu poinformował dyrektora RZGW, sanepid, a potem telefony były aż gorące, bo problem został nagłośniony.

Jacek Powałowski we wtorek nie miał odpoczynku. Wyciągał martwe ryby z krat tuż przed elektrownią. W środę było już spokojniej, choć ryby cały czas napływały. fot. Magdalena Kruszka
Jerzy Szypelow podejrzewa, że przyczyną tego, co się stało, jest brak wystarczającej ilości tlenu w Łabiszynie i wspomina, że co jakiś czas problem wraca. Podkreślają to także Jan Słowiński i Mariusz Lewandowski, operatorzy urządzeń hydrotechnicznych w Łabiszynie, którzy raz dziennie otwierają śluzę i przepuszczają to, co spłynie dalej. Mówią, że w większości wyginęły małe rybki, ale zdarzają się też sztuki do 1,5 kg. - 90 procent śniętej ryby to są jednak malutkie rybki - mówi Jan Słowiński. - W ubiegłych latach bywały podobne sytuacje. Rzeki teraz nie są czyszczone, na dnie jest pełno mułu i jak się robi gorąco, to ryby nie mają czym oddychać.

Jan Słowiński (na zdjęciu z prawej) i Mariusz Lewandowski obstawiają, że przyczyną problemów są nie tylko wysokie temperatury, ale przede wszystkim to, że rzeki od lat nie są czyszczone fot. Magdalena Kruszka
Wśród padniętych ryb są płotki, liny, ale zdarzały się też szczupaki i okonie. Problem zaczął się od Jeziora Wolickiego. Szacuje się, że właśnie od tego miejsca do samego Łabiszyna był problem z tlenem.
- Wcześniej one u nas w Łabiszynie nie dziubkowały, tylko już martwe przypływały, a potem przy śluzie było widać jak dziubkują - mówi Jan Słowiński.
Jacek Powałowski, pracownik Małej Elektrowni Wodnej Kujawscy z Kościerzyna, w Łabiszynie w ostatnich dniach miał pełne ręce roboty, żeby zatrzymujące się na kratce śnięte ryby wyciągnąć. Przyznaje, że pierwsze sygnały o tym, że coś jest nie tak, zaobserwował już dwa tygodnie temu, jak na kratce zaczęły pojawiać się martwe liny. - One płynęły, ale sporadycznie, nie w takim natężeniu jak teraz. Te małe sztuki to przepłyną, ale te większe, to muszę wyciągnąć i popchnąć dalej. Największa sztuka miała na pewno z 80 cm. To był szczupak - mówi Jacek Powałowski.
We wtorek pracował do 23:00, a w środę już od 5:00 rano pilnował, żeby ryb nie zgromadziło się zbyt dużo. W większości zaobserwował, że kanałem spływa narybek, ale sporo jest także dorosłych szczupaków, płoci, okoni i leszczy. - Jakbym na przyczepę te ryby kładł, to ze dwie przyczepy by się zebrały - stwierdził Jacek Powałowski. - To są miliony ryb. 10 ton martwych na pewno by się uzbierało. Jak zobaczyłem, że nawet okonie dotknął pomór, to stwierdziłem, że sprawa jest poważna, bo okonie to najtwardsze ryby.
Pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska badają pobrane próbki wody. Odpowiedzą one na pytanie, czy przyczyną pomoru był brak tlenu czy może środki ochrony roślin i nawozy stosowane przez rolników, które dostały się do rzeki. Tę drugą hipotezę całkowicie wyklucza Józefa Błajet, która podkreśla, że taki skutek mógłby być co najwyżej w stawie, gdzie nie ma wymiany wody, ale nie w rzece. - Nie wiadomo ile litrów środka taki rolnik musiałby wlać do rzeki, żeby tyle ryb wybić. To jest niemożliwe - mówi Józefa Błajet. - Bardziej prawdopodobna jest przyducha, warunki były przecież ostatnio niekorzystne. Nie wierzę, że to mogła być wina rolników.
Burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek poinformował, że od swoich pracowników z wydziału ochrony środowiska ma informacje, że problem leży w Jeziorze Wolickim, a do Łabiszyna docierają już tylko martwe ryby, które częściowo są odławiane, a częściowo przepuszczane dalej. Natomiast we Frydrychowie ryby są wyłapywane i odwożone do utylizacji. Burmistrz także podkreśla, że ten problem nie jest niczym nowym i pojawia się niemal co roku.
Podczas wizji terenowej 10 lipca pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Bydgoszczy wykonali pomiary podstawowych parametrów fizycznych wody. Temperatura wody kształtowała się na poziomie 24-25 stopni Celsjusza, odczyn obojętny. Wyniki analiz próby wody Noteci pobranej do badań laboratoryjnych dostępne będą 12 lipca.
- Utrzymujące się od dłuższego czasu wysokie temperatury powietrza w połączeniu z okresami bezwietrznymi skutkują zwiększoną produktywnością biologiczną wód, co przy małych przepływach charakterystycznych dla Noteci skutkowało obniżeniem się zawartości rozpuszczonego w wodzie tlenu - poinformował Dawid Szatten z Wydziału Monitoringu Środowiska w WIOŚ. - Wyniki wizji wskazują, że był to główny czynnik doprowadzający do śnięcia ryb. Niekorzystnie oddziałujące czynniki abiotyczne spowodowały wystąpienie tzw. przyduchy, czyli zjawiska polegającego na spadku zawartości tlenu w wodzie. Podczas przeprowadzonej wizji lokalnej nie odkryto żadnych śladów zrzutu zanieczyszczeń do wody.
Dawid Szatten informuje ponadto, że dokonano wizji Noteci na odcinku pomiędzy Lubostroniem a Łabiszynem. Na stanowisku w Barcinie i Pturku nie stwierdzono śniętych ryb, natomiast na stanowisku w Lubostroniu i Łabiszynie zaobserwowano dużą ilość śniętych ryb o różnym rozmiarze i wieku. - Problem zaistniały na Noteci zdarza się w okresie letnim, kiedy występują wysokie temperatury powietrza. Dotyka tych rzek w Polsce, gdzie występują niskie poziomy przepływu wody oraz na rzekach włączonych w systemy rzeczno-jeziorowe, jak również płytkich jezior - podsumował Dawid Szatten.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1065 (28/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze