1 września - 56. rocznica wybuchu II wojny światowej
Ślady wojny - ślady śmierci
Niemal na każdym polskim cmentarzu znajdują się zbiorowe mogiły ludzi, którzy zginęli w różnych wojnach i powstaniach.
Grób młodych ludzi na cmentarzu w Gościeszynie (nazwisko Stanisława napisano błędnie - winno być Gerus) W miarę upływu czasu nie zawsze wiadomo, w jakich okolicznościach zginęli. Coraz mniej jest wśród nas ludzi dobrze pamiętających choćby ostatnią, II wojnę światową.
Na cmentarzu w Gościeszynie w centralnym miejscu, na wprost bramy, znajduje się mogiła czterech młodych ludzi, którzy zginęli we wrześniu 1939 r. z rąk wkraczających wojsk hitlerowskich.
Udało mi się odnaleźć świadków śmierci trzech z nich, a mianowicie Stanisława Gerusa oraz braci Nikodema i Władysława Grajkowskich z Gościeszynka.
Początek września 1939 roku.
Gościeszynek to mała wioska, do której z frontu niewiele docierało informacji. Wiadomo było, że jest wojna, przelatywały niemieckie samoloty - jeden z nich ostrzelał z karabinów maszynowych ludzi pracujących w polu, ale nikogo na szczęście nie trafił.
Trzej młodzi chłopcy postanowili udać się do Gniezna. Chcieli wziąć udział w oporze przeciwko najeźdźcy. Byli członkami Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. Ponieważ rodzice nie pozwolili na wyjazd, wykradli z domów rowery. Na głowach mieli organizacyjne czapki, przypominające trochę wojskowe rogatywki. Nie wiadomo dokładnie co ich spotkało w Gnieźnie. Według zdobytych informacji, ksiądz z Gniezna, który organizował KSMM widząc, że opór nie ma sensu apelował do młodych ludzi, aby udali się do domów. Młodzież rozjechała się. Do Gniezna i okolic wkroczyły wojska niemieckie.
Dalsze losy chłopców opowiedziała mi pani Helena Gniewkowska - rocznik 1903, żona sołtysa z Ganiny, wioski pod Gniezna. Rozmawiałem z nią w sierpniu 1993 roku.
"W niedzielę, 10 września do naszej wsi wkroczyło wojsko niemieckie. Kilka dni przedtem mieszkańcy naszej okolicy, a głównie wsi Strzyżewa, organizowali się, aby walczyć z Niemcami. Budowali barykady z maszyn rolniczych, zbierali broń i tworzyli ochotnicze oddziały. Kiedy dotarły informacje o sile zbliżających się wojsk, mieszkańcy widząc bezcelowość oporu zdążyli rozebrać barykady i ukryć broń, jednak miejscowi Niemcy, nasi sąsiedzi, donieśli natychmiast o tych przygotowaniach wojsku, które do wsi weszło.
Niemcy byli poddenerwowani i szukali przywódców oporu. W naszym domu - mąż był wtedy sołtysem - zamieszkał oficer niemiecki i przymuszał mojego męża, dobrze znającego ich język, do pełnienia roli tłumacza przy przesłuchiwaniu Polaków.
Zdjęcie to miał w kieszeni na piersi Stanisław Gerus w chwili rozstrzelania - u góry ślad po kuli, która go zabiła. W poniedziałek, 11 września - nie pamiętam, która to była godzina - zza pagórka znajdującego się nieopodal naszego domu wyłoniło się trzech młodych ludzi. Zostali natychmiast aresztowani przez żołnierzy i przyprowadzeni do oficera. Na głowach mieli rogatywki KSMM. Oficer podniesionym głosem wypytywał ich, jaką formację wojskową reprezentują, gdzie mają broń itp. Przestraszeni chłopcy wyjaśniali, że byli w Gnieźnie i idą do swojej wsi - Gościeszynka. Mówili, że to nie są czapki wojskowe, tylko organizacji katolickiej. Mój mąż wytłumaczył oficerowi co to za organizacja i wydawało się, że oficer uspokoił się i puści ich wolno. W pewnym momencie wydał rozkaz: Wyprowadzić ich! Sądziłam, że ich zwolnił, jednak myliłam się. Po chwili usłyszeliśmy kilka strzałów. Kiedy spojrzałam w tamtą stronę, a było to ok. 100 m od domu, to chłopcy już nie żyli. Jeden z nich - prawdopodobnie Nikodem Grajkowski ruszał się jeszcze. Jeden z żołnierzy wziął w ręce duży kamień i uderzył go w głowę.
Niemcy wykopali płytki grób i przysypali ich ziemią. Czubki butów jednego z nich wystawały spod ziemi. Dzisiaj rośnie tam młoda topola. Byliśmy przerażeni. Mój mąż wiedząc, skąd byli ci chłopcy i znając z przesłuchania ich nazwiska, pytał sąsiadów czy ktoś ich zna. Okazało się, że znał ich nasz sąsiad Cierzniak. Pan Cierzniak po kilkunastu dniach, narażając się na duże niebezpieczeństwo, pojechał do Gościeszynka (9 km) i zawiadomił ich rodziny."
W październiku Niemcy proszeni przez rodziny rozstrzelanych pozwolili na przywiezienie zamordowanych i pochowanie ich na cmentarzu w Gościeszynie.
Ciała były już w rozkładzie. Zachowały się jednak pamiątki - między innymi przestrzelone kulą zdjęcie, których pełen portfel miał ma piersi Stanisław Gerus. Zamordowanych pochował ksiądz Antoni Lewicki, którego krótko potem Niemcy aresztowali i rozstrzelali na Starym Rynku w Bydgoszczy.
Czwarty młody człowiek Józef Łojewski spoczywający we wspólnym grobie, zginął w podobnych okolicznościach, jednak nie udało mi się znaleźć świadków jego śmierci. Zginął we wsi Kalina niedaleko Gniezna. Ktoś mówił tylko, że przy rewizji Niemcy znaleźli w jego kieszeni łuskę od naboju karabinowego i za to go zabili. Jak było naprawdę nie wiadomo. Jeżeli ktoś może udzielić mi informacji, proszę o kontakt.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze