Reklama

Ewa Stankiewicz nie chce jeździć autobusem. Służbowy samochód jako prywatna taksówka

Kiedy bez zarzutu działała honda Ewy Stankiewicz, pani burmistrz niejednokrotnie podkreślała, że służbowy bus w Urzędzie Miejskim zakupiony przez władze gminy w poprzedniej kadencji jest tak naprawdę niepotrzebny. Wspominała również o sprzedaży tego wozu, albo o oddaniu go ośrodkowi kultury bądź też ZUM-owi. Ale kiedy prywatna honda była w innej trasie, albo się zepsuła, jak ostatnio, włodarz miasta nie wahała się korzystać z ratuszowego busa w podróżach niekoniecznie służbowych.

    W zeszłym tygodniu pisaliśmy o tym, jak burmistrz Ewa Stankiewicz zaczęła dojeżdżać z domu z Inowrocławia do pracy w Barcinie przy użyciu służbowego, urzędowego busa. Dodajmy, że odbywało się to tak, iż samochód rano dojeżdżał z Barcina do Inowrocławia po panią burmistrz, przywoził ją do Barcina, a następnie miał odwozić. Z tymi odwozinami w praktyce jednak było inaczej, gdyż we wtorek na przykład, tuż przed urlopem burmistrz została zabrana do domu prywatnym samochodem przez swego małżonka. Było to bowiem już późnym wieczorem, kiedy służbowego kierowcy nie było w urzędzie.

    ZA DOJAZD DO PRACY NIE MA KILOMETRÓWEK
    Po artykule z zeszłego tygodnia otrzymałem od mieszkańców głosy, że to nic takiego, iż burmistrz jeździ do pracy służbowym samochodem, bo z pewnością później ureguluje należności z kilometrówki przyznawanej jej za jazdę własnym samochodem. Otóż wyjaśniam, że za dojazdy do pracy burmistrzowi nie przysługuje żadna kilometrówka, a koszty tego dojazdu, jako pracownik, pani burmistrz powinna ponosić sama.
    Może natomiast włodarz gminy używać samochodu służbowego do wyjazdów w trakcie pracy do różnych miejsc na terenie gminy. I tak było np. w poniedziałek 31 stycznia. Ewa Stankiewicz w godzinach przedpołudniowych, korzystając ze służbowego busa, odbyła podróż po gminie, w trakcie której lustrowała między innymi wysypisko śmieci, ale też zajechała do sklepu z antykami.
    BUSEM DO SKLEPU
    Jak zdołałem ustalić, w sklepie tym Ewa Stankiewicz przebywała rano 31 stycznia około godziny. Zakupiła makatę, monety, obrus, cukiernicę, puzderko, poroże, kufel porcelanowy z XIX wieku z herbem oraz nazwiskiem Gołębiewski. To istotne, gdyż kufel był stosunkowo drogi, a burmistrz ostatnio wykazywała zainteresowanie symboliką róż oraz heraldyką, czemu wyraz dawała również w ostatnim programie telewizji lokalnej.
    Jeśli burmistrz zajechała pod sklep służbowym autem to można - także zdaniem przewodniczącej Rady Miejskiej Stanisławy Ciesielskiej zakładać, że dokonywane tam zakupy będą miały charakter transakcji na potrzeby instytucji, którą kieruje pierwsza dama. Zwłaszcza, że zapowiadała ona, iż słynna już wystawa róż w Urzędzie Stanu Cywilnego będzie jeszcze kontynuowana i wzbogacana o nowe treści w przyszłości. Ponieważ to właśnie ta prezentacja w ostatnich dniach wzbudzała największe zainteresowanie burmistrza, można było też zakładać, że zakupione zabytki trafią na tę wystawę. A chodziło o niebagatelną kwotę, bo jak udało mi się ustalić 1.997 zł. Ewa Stankiewicz wprawdzie wyłożyła podczas transakcji gotówkę, przy czym część sumy pozostała jako wierzytelność sprzedawcy, bo burmistrz tyle pieniędzy przy sobie nie miała, ale zdaniem Stanisławy Ciesielskiej, tego typu sytuacje muszą być sprawdzone pod kątem, czy nie nastąpiło tam wydanie publicznych pieniędzy. I to, że zakup został dokonany nie przez fakturowanie wydatku na potrzeby księgowości ratuszowej, jeszcze nie przesądza o niczym.
    Kwestii tych zakupów nie zdołałem wyjaśnić z samą panią burmistrz, bo do końca tygodnia ma pozostawać na urlopie. Do sprawy wrócimy w najbliższym czasie.
    Okazuje się jednak, że służbowy bus wykorzystywany był przez burmistrza do celów prywatnych także w przeszłości.
    BUSEM DO SZKOŁY
    Zwykle Ewa Stankiewicz przyjeżdżając prywatnym samochodem do pracy do Barcina, przywoziła też przy okazji swoje dzieci do szkoły, czy też wcześniej jedno z nich do przedszkola. Pociechy Ewy Stankiewicz edukują się właśnie w mieście, gdzie sprawuje rządy ich mama.
    Dowiedziałem się jednak z kilku źródeł zbliżonych do Urzędu Miejskiego oraz od osoby związanej z tym urzędem do niedawna, że zdarzyła się w zeszłym roku sytuacja, iż burmistrz nie przyjeżdżała do pracy do Barcina, gdyż z ówczesnym pracownikiem ratusza, Krzysztofem Karskim wyjechała służbowo do Warszawy. Ten służbowy wyjazd prywatną hondą włodarza Barcina - za co, jako burmistrz wyjeżdżający służbowo poza teren gminy, Ewa Stankiewicz otrzymuje zwrot delegacji - oznaczał jednak, że w przyjęty wcześniej sposób jednego dnia do szkoły nie mogło dojechać jedno z dzieci Ewy Stankiewicz.
    Burmistrz znalazła rozwiązanie tej sprawy. Na jej polecenie do Inowrocławia pojechał po dziecko i przywiózł je do szkoły w Barcinie bus z Urzędu Miejskiego. Teraz sprawę będzie badała również komisja rewizyjna Rady Miejskiej, o czym zapewnił nas jej przewodniczący, Alfred Lewandowski. Jeden z byłych kierowców Urzędu Miejskiego zdradził nam jednak, że po dziecko burmistrza do Inowrocławia pojechał tylko rano, po czym je przywiózł do Barcina. W drogę powrotną do stolicy Kujaw Zachodnich służbowe auto już po południu wtedy nie wyjechało z dzieckiem pani burmistrz.
    Już w ostatni wtorek komisja rewizyjna zaczęła kontrolować zapisy w zeszycie rejestrów wyjazdów służbowych busa. Te zapisy mają być skonfrontowane z delegacjami burmistrza i Krzysztofa Karskiego na wyjazd do Warszawy, który odbył się w tym samym terminie, co wyjazd służbowego busa po dziecko burmistrza do Inowrocławia.
    Dopiero po tych ustaleniach uzyskane zostaną ewentualnie dalsze dowody w tej sprawie.
    Przypomnijmy, że wcześniej za Ewą Stankiewicz przez kilka lat ciągnął się proces, w którym oskarżenie publiczne zarzucało jej między innymi pobranie delegacji na początku lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia na służbowy wyjazd burmistrza, który jakoby nie doszedł wtedy do skutku. Postępowanie jednak wtedy wykazało, że pani burmistrz rzeczywiście była na tamtym szkoleniu. W tamtym procesie burmistrz została uznana za niewinną zarzucanych przez prokuratora czynów.
    A ILE BYŁOBY TAKSÓWKĄ?
    Dla orientacji czytelników sprawdziłem również w jednej z korporacji taksówek, ile wynosi na polskim rynku transportowym koszt, który za 1 kilometr ponosi zamawiający taksówkę klient. Okazało się, że jest to 1,78 zł netto. Tyle kosztuje mniej więcej w całym kraju kilometr przejechany w taksówce przez zwykłego klienta. Przedstawicielka branży taksówkowej dodała przy tym, że koszt kilometra w busie kilkuosobowym jest taki sam, jak w zwykłej taksówce. Tyle tylko, że jeśli ktoś wynajmuje busa na dłuższą trasę, kilkudziesięciokilometrową, to dodatkowo jeszcze musi uiścić, w większości firmach tym się zajmujących, pewną stałą opłatę za takie wynajęcie. Od rogatek do rogatek obydwu miast, pomiędzy Inowrocławiem i Barcinem jest 24 km odległości. Ale wliczając w to jazdę po mieście, trzeba zakładać około 30 km podróży w jedną stronę. To oznaczałoby kwotę za przejazd taksówką w jedną stronę ponad 53 zł. Nie wliczam tutaj dopłaty za wynajęcie busa na dłuższą trasę, gdyż to zależałoby od indywidualnej umowy klienta z daną firmą.
    NIE AUTOBUS, TYLKO PAPAMOBIL
    Dla porównania, bilet jednorazowy z Inowrocławia do Barcina w autobusie PKS kosztuje 3,80, a w Matbudzie nawet 3,50 zł. A pracownicze bilety miesięczne w obydwu firmach na tej trasie kosztują odpowiednio: 122 i 105 zł.
    Burmistrz już tydzień temu powiedziała mi, że jeśli już ktoś ma prawo korzystać ze służbowego wozu, który nazwała papamobil, to właśnie ona - burmistrz Barcina, a z pewnością nie radni, gdyż jej zdaniem robili to wcześniej turystycznie. Nie w celach naprawdę powodujących korzyści dla gminy. Ewa Stankiewicz dodała również, że nie wyobraża sobie takiej sytuacji, że burmistrz będzie dojeżdżał do pracy autobusem.
    Dodać jednak należy, że burmistrz posiada jeszcze mieszkanie w Piechcinie, z którego się wymeldowała, gdy okazało się, że nie będąc radną, a burmistrzem, Ewa Stankiewicz nie musi mieć na trwałe ześrodkowanych stosunków osobistych i rodzinnych w gminie, którą rządzi. Mimo to, małe mieszkanko w Piechcinie wciąż jest w posiadaniu burmistrza, a z Barcina do Piechcina tylko 10 km, więc koszty dojazdu do pracy też byłyby niższe.
    Prawo pracy nie mówi czym i jak ma dojeżdżać do pracy pracownik. Czy to prywatnym samochodem, czy popularną okazją, bądź publicznymi środkami transportu, po asfalcie, na szynach, drogą powietrzną, czy statkiem, ale jeśli nie ma innych ustaleń pomiędzy stronami, pracownik przybywa do pracy na własny koszt.

Reklama

Karol Gapiński

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/10/2024 10:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości