Reklama

Sołtys z Egiptu

Pochodzi z Egiptu. Urodził się w Aleksandrii ponad 64 lata temu. Mieszkał w Kairze. Potem postanowił wyjechać do Europy. Był w Austrii, Niemczech, a potem - dzięki żonie - trafił do Polski. Od ponad trzech dekad mieszka w gminie Łabiszyn. W 1991 roku otrzymał polskie obywatelstwo. Jest radnym i sołtysem Nowego Dąbia. Zdobył też uprawnienia do pełnienia rodziny zastępczej. O kim mowa? O Mohamedzie Al Sragu, który o swoim życiu opowiedział reporterowi „Pałuk”.

MIAŁ BYĆ PRAWNIKIEM, ZOSTAŁ CHEMIKIEM

Remigiusz Konieczka: - Czym zajmowali się Pana rodzice?

Mohamed Al Srag: - Moja matka, El Saieda, pochodziła z Aleksandrii. Dlatego tam się urodziłem. Nie pracowała. Zajmowała się domem. Ojciec Mahmaoud, był urzędnikiem w Urzędzie Skarbowym w Kairze. Rodzice zmarli kilka lat temu.

- Czy to powszechne w Egipcie było to, że tylko mężczyzna pracował, a żona zajmowała się domem?

- Nie, to zależało od rodziny. Są rodziny, gdzie oboje małżonkowie pracują. Nie wiem dlaczego w Europie dominuje myślenie, że w Egipcie tylko mężczyźni pracują, a kobiety nie. W takich krajach jak Egipt, Syria, kobiety mogły tak samo pracować jak mężczyźni.

Reklama

- Ma Pan liczne rodzeństwo?

- Mam trzy siostry. I właśnie one są przykładem tego, że kobiety w Egipcie też robią kariery zawodowe. Jedna moja siostra jest lekarką w Arabii Saudyjskiej, druga główna dyrektorką Urzędu Skarbowego w Kairze, a trzecia prezeską w zakładzie energetycznym w Kairze.

- Jak wyglądała Pana edukacja w Egipcie?

- Uczyłem się sześć lat w szkole, potem trzy lata trwała szkoła średnia, następnie była matura i trzy lata studiów.

- Na jakim kierunku Pan studiował?

- Studiowałem chemię na uniwersytecie w Kairze.

Reklama

- Jak Pan wspomina czasy szkolne? Dobrze się Pan uczył?

- Tak średnio (śmiech). W porównaniu z moimi siostrami, które uczyły się bardzo dobrze.

- A jakie przedmioty Pan lubił? Chemię?

- Nie. Nie lubiłem chemii. Lubiłem prawo. Czytałem książki prawnicze, przepisy, paragrafy.

- Dlaczego? Przecież Pan wybrał chemię jako kierunek studiów.

- Nie studiowałem prawa, chociaż bardzo chciałem, ponieważ miałem za mało procentów na maturze. Żeby studiować prawo trzeba było mieć wynik 60 – 80 procent. Ja miałem za mało. Wystarczyło na studiowanie chemii. Studiowałem trzy lata i poszedłem do pracy.

Reklama

- Gdzie Pan pracował?

- Pracowałem rok w wojsku, a potem z kolegą wyjechałem do Austrii.

- Czym pan się w tym wojsku zajmował?

- Produkcją chemiczną.

TO BYŁY LEPSZE CZASY

- Co Pan robił w Austrii? Jeździł Pan na nartach?

- (śmiech) Oj, dużo rzeczy. Sprzedawałem gazety na ulicach. Przez rok studiowałem w Wiedniu, ale studiów nie skończyłem. Zresztą, to były zupełnie inne czasy.

- Jakie to były lata?

- To były lata siedemdziesiąte - 1978, 1979, 1980 rok. To były inne, lepsze czasy.

- Dlaczego lepsze?

- Bo wtedy nie było żadnych zamachów, terrorystów, nie było w Europie problemu z obcokrajowcami. Były granice między państwami, ale łatwiej było podróżować.

Reklama

- Rozumiem, że nie było uprzedzeń do mieszkańców krajów arabskich, takich jak teraz?

- Nie było żadnych problemów. Wtedy w państwach europejskich nie było takiej mieszanki kulturowej jak teraz. Każdy kraj miał swoją specyficzną kulturę. Teraz to się zmieniło. Jak Pan spojrzy na Niemcy, Austrię czy Francję, to tam już jest mieszanka kulturowa – europejska, arabska, turecka.

- Ile czasu spędził Pan w Austrii?

- Cztery i pół roku. Potem próbowałem przez kilka miesięcy mieszkać w Niemczech. Ale jakoś nie spodobała mi się tamtejsza kultura i przyjechałem do Polski.

Reklama

- Co konkretnie się Pani nie podobało w Niemczech?

- Chodzi o mentalność. Każdy jest zamknięty w sobie. Kultura w Polsce była lepsza, bo bliska kulturze arabskiej. Chodzi o więzy rodzinne, wspólne spotkania, rozmowy.

DROGA W AUSTRII, ŻONA POLKA, JĘZYK NIEMIECKI

- Dlaczego wybrał Pan Polskę? Oprócz względów kulturowych rzecz jasna. Przez pracę?

- Przyjechałem ze względu na żonę, która była Polką. Poznaliśmy się jeszcze w Austrii.

- Jak się poznaliście?

- Jechałem samochodem drogą relacji Wiedeń – Steiermark. Codziennie jeździłem tą drogą, a moja żona stała na autostradzie i łapała stopa. Na początku porozumiewaliśmy się na migi. Ja znałem niemiecki, a ona tylko polski. Potem rozmawialiśmy po niemiecku, którego nauczyła się żona. Dla mnie język polski jest trudny. Jeszcze w Austrii wzięliśmy pierwszy ślub w 1982 roku. Drugi ślub, kościelny, odbył się w Bydgoszczy w kościele farnym.

Reklama

- W Bydgoszczy? Dlaczego?

- Bo moja żona jest z Bydgoszczy.

- Pochodzi Pan z Egiptu z rodziny muzułmańskiej? Czy nie było problemów z zezwoleniem na ślub kościelny?

- Tak, z muzułmańskiej. Problemy były. Zanim kardynał wydał zgodę na ślub kościelny minął rok czasu. Udało nam się pobrać w kościele, bo zależało na tym mojej żonie.

- Jak Pan zapamiętał ceremonię?
- Pamiętam, że był chór, który liczył 68 osób. Sam chór. A wesele trwało trzy dni.

- Czyli poznał Pan typową polską kulturę - rodzina, zabawa, temperament. Jak mówimy o podobieństwach między Polską a Egiptem, to jakie Pan dostrzega?

Reklama

- W Polsce i Egipcie było tak, że rodzina trzymała się razem. Teraz się to zmieniło. Dzieci dorastają, opuszczają dom i zostawiają ojca i matkę samych.

- Czym się Pan zajmował w Polsce? Przypomnijmy, że to były jeszcze lata osiemdziesiąte.

- Przez półtorej roku pracowałem w szkole w Bydgoszczy. Jaka była praca, taką wykonywałem. Handlowałem na rynku, prowadziłem sklep, a potem miałem hurtownię na ul. Matejki. Pasmanterię.

- Długo to trwało?

- Nie, bo po roku wyjechaliśmy do Egiptu.

- Dlaczego po roku pobytu w Bydgoszczy wyjechaliście do Egiptu?

Reklama

- Po prostu nie mieliśmy swojego mieszkania. Było mieszkanie, ale teściowej i pojechaliśmy tam. Miałem tam pracę, zakład budowlany. Ale po niecałym roku znowu wróciliśmy do Bydgoszczy.

DACIĄ POD PIRAMIDY

- Dużo Pan podróżował w tamtych czasach?
- Tak. Byłem nie tylko w Austrii i Niemczech, ale też w Indiach.

- W Indiach? Co Pan tam robił?

- Zawsze coś. Jak w czasie komuny były tanie wyjazdy na dwa tygodnie do Indii, to jeździłem.

- W celach zarobkowych czy turystycznych?

- Turystycznych. Do Bułgarii też jeździłem, a kiedyś wybrałem się samochodem z Polaki do Egiptu. 7.200 kilometrów.

Reklama

- Jakim samochodem?

- Dacią. Z żoną i dziećmi. Czternaście dni.

- Dwa tygodnie jechał pan z całą rodziną do Egiptu?

- Tak (śmiech). Miałem talony na paliwo i na te talony tankowałem i dojechałem do samego Egiptu. Kiedyś można było pojechać do Turcji, Jordanii, Syrii. Teraz jest to niemożliwe. Tu wojna, tam wojna. Dlatego mówię, że za komuny było lepiej. Były granice, ale nie było wojen między krajami, ani wojen domowych, czy religijnych. Nikt nikogo nie podejrzewał o to, że może być zamachowcem. Teraz jest wolność, ale ta wolność jest przeciwko prawom człowieka.

Reklama

WSI SPOKOJNA, WSI WESOŁA

- Jak znaleźliście się z rodziną tutaj, w Nowym Dąbiu?

- Po prostu szukaliśmy działki pod budowę domu. Wtedy kupiłem cztery działki tutaj za 400 dolarów. Takie były ceny.

- Wtedy musiało być tutaj szczere pole.

- Tak to wyglądało. Nie było asfaltu, tylko biała kamienna droga. Nie było domów tylu co teraz. Mieszkało kilka osób. Mieszkańców można było policzyć na palcach.

- Jak długo Pan tutaj mieszka? Trzydzieści lat?

- Więcej. Teraz w marcu, a dokładniej 17 marca będą obchodzić 40. rocznicę ślubu. Moje dzieci, syn i córka, urodzili się 15 marca. Oboje. Wszystko co ważne w moim życiu wydarzyło się w połowie marca.

- Jak już Pan osiadł w Nowym Dąbiu, to źródłem utrzymania był handel?

- Cały czas.

- No, ale teraz handlu już nie ma?

- Teraz zajmuje się auto-kasacją. To już prawie 9 lat. Wcześniej miałem sklep. W moim domu. Cała piwnica była sklepem.

- Jak wyglądały początki w Nowym Dąbiu? Jak pańską rodzinę odbierali sąsiedzi?
- Ludzie byli rodzinni, gościnni.

- Jakie były pierwsze wrażania w Polsce? Przyjechał Pan w czasach szarej komuny. Miał Pan porównanie z innymi krajami.

- Szczerze przyznam, że ta komuna, to były najlepsze czasy dla mnie. To były stabilne czasy, a nie tak jak teraz. Co chwilę zmiany przepisów, paragrafów, ustaw. Nie było tego bałaganu, który teraz jest. Mówi się komuna to, komuna tamto. Wiadomo, kraj był zamknięty, ograniczone wyjazdy za granicę, ale na tamten czas było stabilnie. Praca była, ludzie mieli pieniądze, a swobody były większe niż w innych krajach socjalistycznych.

- Czyli nie mięliśmy tak źle?

- Komuna w Polsce, inaczej niż w Rumunii, NRD, Bułgarii była łagodna, nie tak agresywna.

- Ale zostawmy czasy PRL, zostawmy III RP. Jak Panu się podoba Polska tak w ogóle?

- Co mi się podoba? Wszystko (śmiech). To bardzo ładny kraj z fajną kulturą. Osobiście bardziej lubię polską wieś od miasta. Nie lubię dużych miast w Polsce.

- Dlaczego? Z powodu hałasu, szybkości życia?

- Nie do końca. Po prostu bardziej lubię wieś i tą rodzinną kulturę na wsi. To, że ludzie sobie nawzajem pomagają. Jak coś potrzebuję, to mogę liczyć na sąsiadów. Jak mieszkać w Polsce, to tylko na wsi.

- Tak się Panu wieś spodobała, że pełni Pan funkcję sołtysa. To ważne, bo trzeba być otwartym na potrzeby mieszkańców, którzy postanowili ją Panu powierzyć.

- Mieszkańcy przychodzą czy mają małe czy duże problemy. Ja też lubię wychodzić do ludzi.

- A jakie są to problemy?

- Przez ostatnie sześć lat jest dużo się poprawiło w sołectwie. Udało się zrobić asfalt, chodnik. Przystanki autobusowe dla dzieci. Autobusy szkolne jeżdżą. Jest inaczej. Ludzie mi bardzo dużo pomagają. Jak robiliśmy plac obok świetlicy, to 30-40 osób chodziło i pracowała. Jeden ze szpadlem, drugi z betoniarką, trzeci jeszcze z czymś innym i zrobili ten plac obok świetlicy. Jak jest boisko do koszenia, to bez proszenia koszą. Bardzo dużo mi pomagają.

- Czy utrzymuje Pan kontakt z rodziną w Egipcie?

- Tak.

- A jak teraz ocenia Pan Egipt? Od wyjazdu stamtąd minęło już ponad 40 lat. Czy chciałby pan tam jeszcze wrócić?

- W Polsce jestem 40 lat. Kiedy słyszę jak niektórzy mówią, mieszkając np. w Ameryce, że na starość wrócą do Polski, to moim zdaniem mijają się z prawdą. Według mnie nie ma czegoś takiego. Mieszkam tutaj i jak ja bym mógł teraz wrócić do Egiptu? Jeżdżę dla sióstr, dla rodziny, ten kontakt musi być. Jednak moje życie, moja rodzina jest tutaj, na miejscu.

- Dziękuję za rozmowę.

Remigiusz Konieczka, 11 II 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości