Marek Hoffmann ma pretensje do firmy pogrzebowej, że w trakcie organizowania ceremonii pogrzebowej zniszczyła bądź zaśmieciła sąsiednie nagrobki i teren wokół nich
fot. Karol Gapiński
Żnin, cmentarz, spór, mieszkaniec, Murczyn, pogrzeb, pomnik, nieporządek
Spór o baldachim i buty na nagrobkach
Mieszkaniec Murczyna ma pretensje do firmy pogrzebowej, że ta w związku z organizowanym pogrzebem ustawiła dwie z czterech nóg baldachimu pogrzebowego na pomnikach: jego teściów i na sąsiednim, a poza tym po pogrzebie został nieporządek na sąsiednich pomnikach i wokół nich. - To w żadnym stopniu nie stanowi zagrożenia dla samego nagrobka, ani nie stanowi też zbezczeszczenia czyjejś mogiły, tym bardziej, że jest to namiot pogrzebowy, poświęcony przez księdza i służący tylko i wyłącznie do ceremonii pogrzebowych na cmentarzu - ripostuje właściciel firmy pogrzebowej.
Marek Hoffmann z Murczyna ma pretensje do firmy pogrzebowej ze Żnina w związku z tym, że w trakcie organizowania ceremonii pogrzebowej na cmentarzu w Górze zniszczyła bądź zaśmieciła sąsiednie nagrobki i teren wokół nich. - Na pomnikach ustawili słupki od swojego baldachimu z reklamą, a pracownicy bez ceregieli chodzili sobie po tych pomnikach - m.in. po pomniku moich teściów - brudząc je butami. Jest to brak szacunku dla zmarłych - powiedział.
Mieszkaniec Murczyna zapewnia, że nie ma nic osobistego do firmy Chmielewscy ze Żnina, a jedynie zależy mu na tym, żeby na cmentarzu był porządek. - Nie jestem związany z żadną firmą pogrzebową. Tak naprawdę jako żołnierz zawodowy pracowałem w różnych miejscach w kraju i dopiero jakiś czas temu przeprowadziłem się na Pałuki. Nie jestem żadnym anonimowym donosicielem, tylko występuję z imienia i nazwiska, bo uważam, że tak być nie powinno. Jestem też - trochę z racji swej dawnej pracy - zwolennikiem porządku. Tutaj zaś chodzi dodatkowo o fakt, że dotyczy to zmarłych osób, którym należy się szacunek. Ja nie sądzę, żeby potrzebne było od razu na pogrzebie w dzień wcale nie deszczowy rozkładanie baldachimu z reklamą firmy pogrzebowej. I tak nikt pod tym baldachimem w trakcie pogrzebu nie stał. To był pogrzeb naszej krewnej. W sąsiedztwie jednak znajduje się pomnik moich teściów oraz jeszcze jeden pomnik, którym opiekują się też jacyś krewni tamtej zmarłej. Otóż ten baldachim został rozstawiony w taki sposób przez pracowników firmy pogrzebowej, że dwa z czterech słupków podpierających zostały ustawione na pomnikach, moich teściów - jeden i na sąsiednim pomniku - drugi. I ten drugi przy tym został uszkodzony. Poza tym pracownicy firmy bez ceregieli i bez szacunku dla zmarłych chodzili dowolnie po sąsiednich pomnikach, przez co zabrudzili płyty. Następnego dnia byłem na innym pogrzebie w Gnieźnie, gdzie na cmentarzu groby są rozmieszczone znacznie gęściej niż w Górze i tam jakoś firma pogrzebowa nie deptała, jak popadnie po sąsiadujących z miejscem pochówku pomnikach. Zabrakło mi w tym wszystkim również wyrażenia skruchy, jakichś przeprosin, bo jeszcze po pogrzebie zwracałem uwagę panu z firmy pogrzebowej, że tak być nie powinno. On wcale się nie ustosunkował do tego, co mnie zabolało, tylko odburknął. Już nie chciałem awanturować się na cmentarzu, bo to nie miejsce i nie sytuacja dla takich scen. Chcę, żeby w przyszłości takie sytuacje się nie zdarzały, więc poprosiłem o interwencję - powiedział Marek Hoffmann.
Tuż po pogrzebie Marek Hoffmann rozmawiał na cmentarzu z Andrzejem Chmielewskim, właścicielem firmy pogrzebowej.
- Muszę jednoznacznie stwierdzić, że absolutnie nie zgadzam się z tym panem. Jeśli odbywa się pogrzeb i montujemy na cmentarzu baldachim pogrzebowy, to nieraz sytuacja zmusza nas ze względu na ciasne przejścia między nagrobkami do umieszczenia którychś z nóg baldachimu na - podkreślam - obrzeżu nagrobka. To w żadnym stopniu nie stanowi zagrożenia dla samego nagrobka, ani nie stanowi też zbezczeszczenia czyjejś mogiły. Tym bardziej, że jest to namiot pogrzebowy, poświęcony przez księdza i służący tylko i wyłącznie do ceremonii pogrzebowych na cmentarzu. Co do rzekomego uszkodzenia, czy zabrudzenia jakiegoś starego nagrobka, mogę jednoznacznie stwierdzić, że jeśli takowe w ogóle zaistniało, to mogę zapewnić, iż nie przez pracowników mojej firmy. Zakres poszukiwań winnych należałoby rozszerzyć na firmę kamieniarską, która demontowała nagrobek przed pogrzebem i firmę, która kopała grób. Jednocześnie muszę dodać, że ów pan został przeze mnie przeproszony na cmentarzu, ale widocznie to dla niego za mało, i może po prostu chce zaistnieć medialnie - ustosunkował się do zarzutów Andrzej Chmielewski.
Marek Hoffmann wraz z żoną udał się w poniedziałkowe popołudnie na cmentarz w Górze, gdzie posprzątali rodzinny pomnik.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1156 (15/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze