Róża Trela: niech mi to ktoś wyjaśni, burmistrz: sprawa jest jasna
Spór o świetlicę w Buszkowie
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Łabiszynie głos zabrała Róża Trela, przewodnicząca Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Buszkowo, która domagała się rozwiązania sprawy związanej ze świetlicą w Buszkowie oraz z jej wyposażeniem. Poprosiła radnych i burmistrza o ustosunkowanie się. Burmistrz na sesji głosu w tej sprawie nie zabrał, ale po niej szeroko sprawę komentował.
Burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek na sesji miał wiele do powiedzenia, jednak w sprawie Róży Treli, Stowarzyszenia i świetlicy w Buszkowie nie powiedział ani słowa fot. Magdalena Kruszka Sprawa związana ze świetlicą w Buszkowie ciągnie się już kilka miesięcy. Do zeszłego roku w budynku tym mieściła się Niepubliczna Szkoła Podstawowa prowadzona przez Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi Buszkowo, którego szefem jest właśnie Róża Trela z Jabłowa Pałuckiego, sąsiadującego z Buszkowem. Po zamknięciu szkoły pojawiły się problemy związane z tym, kto świetlicę ma użytkować. Doszło do konfliktu pomiędzy burmistrzem Łabiszyna Jackiem Idzim Kaczmarkiem a Różą Trelą. Została zaangażowana policja i prokuratura. Szefowa Stowarzyszenia przybyła na sesję, żeby sprawę ostatecznie i do końca wyjaśnić. Wspomniała o zamknięciu szkoły i o przejęciu majątku gminnego, który stanowił wyposażenie szkoły, a później świetlicy będącej jednocześnie siedzibą Stowarzyszenia. Były to między innymi lampki biurowe, firanki, krzesła, stoliki, a także telewizor, odtwarzacz i odkurzacz.
U ŹRÓDEŁ KONFLIKTU
- 18 września 2008 roku otrzymaliśmy na zasadzie protokołu zdawczo-odbiorczego majątek Urzędu do dyspozycji, do użytkowania przez Stowarzyszenie - mówiła Róża Trela. - Wtedy wydawało mi się, że mieliśmy pełne prawo myśleć, że dostaliśmy przyzwolenie na to, żeby Stowarzyszenie nadal w tym miejscu działało. W momencie, kiedy po likwidacji szkoły otrzymaliśmy majątek do Stowarzyszenia i do powstałej w planach świetlicy, mieliśmy nadzieję, że Stowarzyszenie nadal tam będzie mogło funkcjonować. Jednak przebieg sytuacji okazał się zupełnie inny. Wiem, że od przekazania nam majątku przez okres trzech miesięcy, był przeprowadzany remont. Pod koniec listopada jako prezes Stowarzyszenia otrzymałam klucze tej świetlicy. Chcieliśmy ją uporządkować, żeby mogła służyć mieszkańcom i nie tylko. W marcu zrobiło się jakieś zamieszanie wokół tej świetlicy, wokół jej otwierania, zamykania i w ogóle funkcjonowania, zamieszanie wokół członków Stowarzyszenia i wokół mojej osoby. Postanowiłam tę sprawę wyjaśnić. Do 8 kwietnia wszystkie uzgodnienia, jakie prowadziłam z burmistrzem, odbywały się w atmosferze pozytywnej, nie wskazywały, że może wydarzyć się coś złego. Jednak na początku kwietnia dochodzą do mnie różne informacje, że mam oddać klucze, że sołtys Buszkowa żąda ich oddania. Pracownicy gminy przyjeżdżają, nic nie wiedzą. Tak naprawdę nikt ze mną nie rozmawia.
SPRAWA ŚMIECHU WARTA
Róża Trela wspomniała o uzgodnieniu z Arturem Czają z Urzędu Miejskiego w Łabiszynie, zgodnie z którym umówiła się 9 kwietnia w Buszowie na oficjalne przekazanie kluczy. - Oczywiście przyjechałam. Na samym wejściu usłyszałam słowa, że mam przekazać klucze sołtysowi. Stwierdziłam, że w taki sposób nie mogę tego dokonać, ponieważ wcześniej otrzymałam majątek Urzędu do dyspozycji Stowarzyszenia i ja muszę to jakoś rozliczyć. Procedury pewne muszą być zachowane. W tym dniu poprosiłam o spisanie protokołu, jednak pracownicy Urzędu tego nie dokonali - skarżyła się prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Buszkowo.
Sołtys Buszkowa Andrzej Pyzalski twierdzi, że prób przekazania kluczy było przynajmniej kilka. Odbywały się one poza Urzędem, a kiedy na spotkania Róża Trela nie przybywała, mieszkańcy Buszkowa, co potwierdził burmistrz, zwrócili się do Urzędu.
- Oni to mieli załatwić początkowo między sobą, a kiedy się nie dało, to piętnaście osób do mnie z petycją przyszło, żeby coś w tej sprawie zrobić - tłumaczył Jacek Idzi Kaczmarek.
- Jeżeli mieszkańcy sołectwa chcą sobie zrobić spotkanie, to chcą, żeby decyzję podejmował sołtys, Rada Sołecka albo Koło Gospodyń Wiejskich, a nie ktoś z innej miejscowości. A problem tej pani polega na tym, że ona nie uświadamia sobie tego, że mieszkańcy Buszkowa po prostu nie chcą, żeby ona zarządzała ich świetlicą. Bo gdyby mieszkańcy Buszkowa akceptowali to wszystko, to nie byłoby w ogóle problemu.
- Ta sprawa się już rok ciągnie, kupa śmiechu tylko z tego jest - powiedział sołtys Buszkowa Andrzej Pyzalski.
Po zebraniu członków Stowarzyszenia Róża Trela wysłała zaproszenia do burmistrza i do sołtysów, które miało się odbyć 28 kwietnia. Jego celem miało być uzgodnienie zasad funkcjonowania świetlicy, jak i zakresu działalności Stowarzyszenia. Podczas sesji skarżyła się na postawę burmistrza, który odpowiedział, że nie jest zainteresowany działalnością Róży Treli.
- Ta pani nie informowała nas o zakresie działalności Stowarzyszenia przez sześć lat. Ja miałem skojarzenie, że Stowarzyszenie prowadzi szkołę i tyle. A nagle po sześciu latach zaprasza się mnie na spotkanie i chce powiadomić o zakresie działalności. Po sześciu latach to mnie to już nie interesuje - tłumaczył swoją nieobecność burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek.
POCAŁOWALI KLAMKĘ
Róża Trela miała jednak znacznie więcej zarzutów wobec burmistrza i pracowników Urzędu niż tylko nieobecność na jednym ze spotkań.
- Ta cała sprawa nabiera rumieńców z dnia na dzień w zasadzie - opowiadała szefowa Stowarzyszenia. - 28 kwietnia, godzina 1900, udajemy się na zebranie, przyjeżdżają sołtysi poszczególnych wsi, członkowie Stowarzyszenia, część mieszkańców przychylna działalności Stowarzyszenia i zastajemy zamknięty obiekt, nie możemy wejść, a na drzwiach wisi kartka z napisem, że świetlicę przejęła Rada Sołecka. O przejęciu przez Radę Sołecką nie miałam żadnej informacji. Ta sprawa nadal nie dawała mi spokoju. Postanowiłam na własną rękę się dowiedzieć, czy jakąś informację z Urzędu miałam czy też nie. Okazało się, że faktycznie został do mnie list wysłany, ale z przyczyn nie ode mnie zależnych, nie odebrałam go. Pan burmistrz ośmielił się sprawdzać moją korespondencję na poczcie i stwierdził, że dwukrotnie miałam pismo awizowane. Jednak tak nie było. Ja mam wyjaśnienie pisemne z poczty, że to z winy poczty ja tego listu nie otrzymałam. W tym samym piśmie burmistrz wyraził zadowolenie, że inicjatywę przejęli mieszkańcy Buszkowa i jest przekonany, że potencjał tych mieszkańców zaowocuje z wielkim powodzeniem. Krzywdzące jest takie stwierdzenie. Szkoła funkcjonowała pięć lat bez żadnych zastrzeżeń. Mieliśmy organy, które nas kontrolowały i mieliśmy pozytywne opinie, między innymi z Komisji Oświaty tu z tego Urzędu. Dwa dni później otrzymałam pismo z Urzędu, że mam odnieść się do braków, które wykazała komisja, która weszła 28 kwietnia o 1000. To chodzi o jakieś firanki, lampki biurowe, odkurzacz, maty fizyczne, piłki lekarskie, ławeczki, stoliki, krzesła, wszystko to wartości około 5 tys. zł.
GDZIE SĄ SPRZĘTY
Jacek Idzi Kaczmarek twierdzi, że braki te zostały stwierdzone w obecności urzędnika, sołtysa Andrzeja Pyzalskiego, Rady Sołeckiej i piętnastu innych mieszkańców Buszkowa na podstawie protokołu, jaki został sporządzony po zamknięciu szkoły w Buszkowie. Wszyscy ci ludzie na piśmie poświadczyli, że tych przedmiotów nie ma. Zaczęły się poszukiwania. Zostało skierowane pismo z pytaniem do Róży Treli. Pisma z pytaniami kierowała też Róża Trela.
- Wysłałam pismo do burmistrza, do sołtysa Buszkowa, żeby wyjaśnili mi tę sytuację, umożliwili mi wejście, żebym mogła jakkolwiek się ustosunkować, do dziś nie otrzymałam od burmistrza odpowiedzi - skarżyła się podczas sesji szefowa Stowarzyszenia. - Na kilkakrotne pisma do burmistrza otrzymywałam nadal odpowiedzi, że mam się ustosunkować do tych braków. Nie miałam już w związku z tym wyboru i 4 maja skierowałam sprawę do wyjaśnienia przez Prokuraturę Rejonową w Szubinie. Wiem, że kilka dni później sprawę skierował również pan burmistrz. Ale to nie koniec sensacji w tej sprawie. 10 czerwca poprzez wydany nakaz prokuratury kontroluje się nasze posiadłości, posiadłości niektórych mieszkańców Buszkowa, dokonuje się rewizji. To nie wszystko. Majątek, który był w szkole i to potwierdzą też inni, krzesła, które zostały rzekomo znalezione u jednego mieszkańca Buszkowa, które rzekomo miały być brakującym wyposażeniem świetlicy w tej świetlicy jest, kiedy wchodzi tam policja z panem Czają. Na twarzy pana Czai pokazało się wielkie zdziwienie. Nie widział stołu pingpongowego, nie widział ponad dwudziestu krzeseł, stolików. Podejrzewam, że całe to wyposażenie jest tam do dnia dzisiejszego. Zaznaczam, że 28 kwietnia do 10:00 my jako Stowarzyszenie nie mieliśmy wejścia do świetlicy.
Wcześniej oprócz sprzętu stwierdzono także brak telewizora, odtwarzacza i odkurzacza. Róża Trela, kiedy tylko dowiedziała się, że są one na liście przedmiotów zaginionych, poinformowała o możliwości ich odbioru od osoby mieszkającej najbliżej świetlicy, która telewizor, odtwarzacz i odkurzacz przechowywała po tym, jak była próba włamania do świetlicy.
Jacek Idzi Kaczmarek twierdzi, że żadnego włamania do świetlicy nie było. Artur Czaja po odkurzacz, telewizor i odtwarzacz pojechał do mieszkanki Buszkowa i był według niego użytkowany, a przynajmniej telewizor i odtwarzacz, które stały w kącie pokoju jako jego wyposażenie. Ponadto burmistrz wysunął podejrzenie, że niewiarygodne jest, żeby Róża Trela od 28 kwietnia nie miała wstępu do świetlicy, gdyż wejść do niej można na różne sposoby, a klucz nie jest jedynie w posiadaniu sołtysa, ale otrzymuje go każdy, kto potrzebuje. Podkreśla, że w dniu przejęcia świetlicy piętnaście osób, które w budynku często bywały i dobrze go znały potwierdziło braki w wyposażeniu.
Ostatecznie po sześciu tygodniach od przejęcia świetlicy przez Radę Sołecką Buszkowa i stwierdzenia w niej braków w wyposażeniu, cały sprzęt się znalazł. Nie wiadomo, czy cały czas tam był, czy ktoś go ukradł, a później zwrócił, czy jedynie przechowywał na swojej posesji. Wersje są różne, a sprawą zajmuje się prokuratura. Kom. Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żninie powiedział, że sprawa jest w toku i jeszcze nic na jej temat nie może powiedzieć.
RADNI SIĘ USTOSUNKOWUJĄ
Po wystąpieniu Róży Treli na sesji, które zostało zakończone prośbą do radnych i burmistrza o zabranie głosu i ustosunkowanie się, sprawę postanowiło skomentować kilku z nich. Jako pierwszy głos zabrał Roman Minierski. - Ja jestem zaskoczony, jak można składać wniosek do prokuratury o braku majątku, który jest w szkole? Ja nie rozumiem takich działań. Ja rozumiem, że można zgubić długopis, ołówek, ale stoły bilardowe. To jest dla mnie nie do przyjęcia. Kiedy ja pana o to pytałem, powiedział pan, że jest w porządku, ale tu nic nie jest w porządku. Pan w pismach pisze, że jest pan nie zainteresowany tymi działaniami, a ja nie rozumiem, jak może być pan nie zainteresowany działaniami społecznymi osób, które są mieszkańcami naszej gminy? - mówił radny.
Z kolei Henryk Buczkowski zdecydowanie stanął po stronie sołtysa Buszkowa i Rady Sołeckiej. Stwierdził, że wcale nie dziwi się sołtysowi Buszkowa i sam jako sołtys swojej wsi nie pozwoliłby sobie, żeby Stowarzyszenie, którego pani prezes nawet nie mieszka w tej wsi, miało klucze i rządziło świetlicę.
- Z całym szacunkiem pani prezes, ale trzeba też wiedzieć, jakie jest miejsce w szeregu. A powiem brzydko, pani od samego początku walczy z panem burmistrzem. Nie wiem, czy we krwi ma pani to czy co - zakończył swój wywód Henryk Buczkowski.
Andrzej Hłond wspomniał czasy, kiedy Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi Buszkowo prowadziło niepubliczną szkołę.
- 2002 i 2003 rok to był bardzo trudny okres, kiedy była likwidowana szkoła w Buszkowie i każdy radny z tamtego okresu wie i mieszkańcy tego terenu również, że to, że powstało Stowarzyszenie i niepubliczna szkoła spowodowało, że jakiś konsensus powstał - stwierdził Andrzej Hłond. - I gmina była zadowolona i mieszkańcy, ponieważ dzieci uczyły się na miejscu. Ja nie określam, czyja to jest wina. Trzeba jednak przyznać Stowarzyszeniu, że przez to pięć lat działało, dzieci się uczyły, gmina była odciążona od pewnych kosztów i za to - pamiętam - dziękowaliśmy Stowarzyszeniu. W różnych sytuacjach to się odbywało. Sytuacja jest kuriozalna dla mnie. Żeby policję, rewizje o parę stołów i krzeseł. Brakuje tutaj elementarnej zgody i dobrej woli rozwiązania całej sytuacji.
- Ja chciałam powiedzieć tylko jedno: zgoda buduje, niezgoda rujnuje, takie zgrzyty nie powinny mieć miejsca, bo to tylko znaczy, że wszyscy razem popełniamy tu gdzieś błędy - powiedziała Aleksandra Zielińska. - Ja nie zamierzam tu nikogo osądzać. Ale chciałabym wyraźnie podkreślić. Stowarzyszenie działało z mocy ustawy. Na pewno były zapisy odpowiednie. Moje osobiste zdanie jest takie, że nie można było tym Stowarzyszeniem pomiatać.
BURMISTRZ MILCZY
Kończąc swoje wystąpienie podczas ostatniej sesji Róża Trela stwierdziła, że w jej odczuciu świetlica w Buszkowie stała się obiektem jakiejś absurdalnej walki, która nie powinna się na terenie gminy wydarzyć. Zapytała też, dlaczego inicjatywy oddolne, społeczne są w ten sposób duszone. Podkreśliła, że jej praca do dziś jest pracą społeczną, a Stowarzyszenie jest organizacją pozarządową, z którym burmistrz, czy tego chce czy nie, jest zobowiązany rozmawiać.
Na sesji Jacek Idzi Kaczmarek nie zabrał głosu w tej sprawie. Nie odniósł się do żadnych ze słów ani zarzutów. Kilka dni po sesji swoje milczenie tłumaczył w ten sposób:
- Sesja to nie jest miejsce na rozmowę o firankach, a miałaby miejsce tylko pyskówka. Po to też tego dnia na sesję przyszli ci wszyscy ludzie z panią Trelą, między innymi pan Karadymus. Ja się na ten temat nie wypowiadam, bo to jest żenujące, ja nie miałem partnera do rozmowy. Poza tym, skoro prokuratura się już tym zajęła, a sprzęty się znalazły, to ja sądzę, że sprawa zostanie umorzona i sprawa jest dla mnie jasna. W tym wszystkim jest sporo nieuczciwości, więc ja nie chcę brać w tym udziału - powiedział burmistrz Jacek Idzi Kaczmarek.
Magdalena Kruszka
Pałuki nr 907 (26/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze