Reklama

Sprzątnąć i zapobiec epidemii

Prezes: - Dzisiejszy wywóz należy traktować jako realizację zamówienia, za które płacił
    Sprzątnąć i zapobiec epidemii
    Tydzień temu prezes Spółdzielni Mieszkaniowej oceniając ilość śmieci w mieszkaniu jednego z lokatorów w Piechcinie mówił, iż potrzebne są 2 kontenery KP. 7, ażeby wywieźć to, co skumulował poprzez swoją manię zbieractwa w mieszkaniu Czesław K. We wtorek pierwszy kontener był już o 7 przed budynkiem. Okazało się jednak, że do końca dnia roboczego trzeba było wywieźć z mieszkania 6 kontenerów, a to jeszcze nie był koniec.

Prace porządkowe wewnątrz mieszkania
fot. Karol Gapiński

    Nad ranem 15 sierpnia dwaj młodzi napastnicy, Jacek M. (24 lata) i Dawid B. (18 lat), będąc w stanie amoku alkoholowego pobili dla 20 zł z żądaniem większej gotówki Czesława K., 74-letniego mieszkańca domu Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie. Dramat rozegrał się na ul. Radłowskiej w Piechcinie, o zdarzeniu pisaliśmy w poprzednim numerze.
    Przy okazji tego przestępstwa odkryto, że Czesław K. od wielu lat cierpiał na manię zbieractwa, przez co w jego mieszkaniu aż po sam sufit nazbierało się różnego rodzaju przedmiotów, w przeważającej części bezużytecznych śmieci.
    Prezes spółdzielni Henryk Popławski wstępnie szacował, że trzeba byłoby podstawić 2 kontenery KP.7, czyli takie stojące na osiedlach bloków wielorodzinnych (po 7 metrów sześciennych każdy), ażeby te śmieci wywieźć. We wtorek okazało się, że sytuacja znacznie przerasta wyobrażenia prezesa, który przecież mieszkanie to - jeśli ta nazwa jest w tym przypadku uprawniona - odwiedzał w ostatnich dniach.
    DLACZEGO TAKI NIEPORZĄDEK?
    W poprzednią środę Czesław K. wrócił ze szpitala w Inowrocławiu, gdzie leczono jego rany po bestialskim ataku młodych mieszkańców Piechcina. - Dałem im najpierw 20 zł na odczepnego, ale widać kupili sobie wieczorem za to piwo i wino, a rano przyszli, zaczęli tłuc okno i wdzierać się do mnie, krzycząc, że chcą jeszcze pieniędzy. To było już szaleństwo. Kopali, bili czym popadnie. Zerwali mi firany i wszystko poprzewracali. To dlatego mam taki nieporządek - tłumaczy rumowisko w swoim mieszkaniu Czesław K., który wskutek ataku miał rany głowy, w tym twarzy i wstrząśnienie mózgu.
    Rany zszyto w szpitalu. Opuchlizna z udręczonej twarzy starszego mężczyzny powoli schodzi.
W kolejne dni pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Barcinie nakłaniali Czesława K., aby zgodził się na usunięcie rupieci ze swojego mieszkania. Ten wreszcie się zgodził, zastrzegając jednak przy tym, iż pozostawione mają zostać deski i kawałki drewna, które posłużą do palenia w piecu.
    W mieszkaniu Czesława K. znajdowały się zepsute, wieloletnie słoiki z zaprawami, stara żywność, części rowerowe, złom, gazety, szmaty, zardzewiałe garnki, butelki i wiele innych śmieci. Widząc problem, spółdzielnia doszła do porozumienia z Wodbarem, który we wtorek podstawił pod dom Czesława K. kontener KP.7 na gruz (w odróżnieniu od normalnego KP.7 nie ma pokrywy, dzięki czemu można ładować bez przeszkód śmieci większych gabarytów).
Spółdzielnia wyznaczyła dwóch pracowników do odśmiecania mieszkania Czesława K. On sam również poprosił o pomoc dodatkowo dwóch kolejnych ludzi, mieszkańców Piechcina: Dawida i Krzysztofa Dybalskich.

Sześć takich wypełnionych śmieciami po brzegi kontenerów wywieziono z mieszkania tylko przedwczoraj
fot. Karol Gapiński

    ROZTERKI PANA CZESŁAWA
    O 700 zaczęła się praca, jednak Czesław K. nagle zaczął wyrażać wątpliwości, czy może pozbyć się dużej części zgromadzonych przedmiotów. Zaczął twierdzić, że mogą mu się przydać, i że pozwoli wynieść na swój strych (w budynku gospodarczym) jedynie drewno. Perswazje prezesa spółdzielni oraz przybyłej na miejsce Marii Marcinkowskiej z MOPS, która zajmuje się rewirem w Piechcinie, gdzie zamieszkuje pan Czesław, spowodowały, że ostatecznie pozwolił on wynosić wszystkie śmieci.
    Co jakiś czas jednak dopadały go ponownie wątpliwości i wybierał na powrót wrzucone do kontenera zbędne przedmioty, twierdząc, że jednak się przydadzą. W takich momentach musiał być ponownie przekonywany przez Marię Marcinkowską do pozbycia się tych śmieci.
    Jak wyjaśniała nam Maria Marcinkowska, opieka społeczna o sytuacji w domu Czesława K. nie wiedziała, bo on nikogo nie wpuszczał. Dopiero agresja młodych mężczyzn w połowie sierpnia otworzyła drogę do jego mieszkania. Mieszkająca w tym samym budynku co Czesław K. piechcinianka powiedziała nam, że od 48 lat, kiedy on tutaj mieszka, nigdy nawet nie zaglądała do jego mieszkania. – On wszystkie sprawy załatwiał na zewnątrz i nikogo nie wpuszczał do siebie – mówi piechcinianka z ul. Radłowskiej.
Otwarcie mieszkania spowodowało emisję nieprzyjemnych zapachów. Prezes spółdzielni wyraził zadowolenie, że nie doszło do epidemii. Tymczasem sąsiadka Czesława K. wskazywała prezesowi: - Ale panie prezesie, proszę jeszcze zajrzeć do piwnicy pana Czesława i wywieźcie stamtąd śmieci, bo my się boimy, że tam szczury się rozplenią na cały blok.
    PALEC WCIŚNIĘTY W PIWNICĘ
    Jak się okazało, były problemy z otwarciem kłódki do piwnicy Czesława K. Kiedy wreszcie się udało, Henryk Popławski skwitował widok zagraconej przestrzeni: - Tutaj ledwo co da się wcisnąć, palec może.
    Tymczasem trwało odśmiecanie samego mieszkania. Okazało się, że do końca dnia roboczego wywieziono nie 2, a 6 kontenerów KP.7 ze śmieciami. Wiele worków drewna powędrowało zaś na strych. Jednak nie udało się wszystkiego wywieźć i prace miały być kontynuowane w środę, w tym prace nad odśmiecaniem piwnicy.
    Prezes Wodbaru Stefan Firszt zauważył, że spółdzielnia zamówiła u niego kontener KP.7 do wywozu śmieci. Tymczasem każdy wywóz takiego kontenera to 150 zł. Łatwo więc obliczyć, jak wielkie koszty towarzyszą porządkowaniu domostwa Czesława K. Przekroczą one grubo 1.000 zł.
    OBOWIĄZEK WOBEC SPÓŁDZIELCY
    Zapytaliśmy prezesa, czy to, że spółdzielnia będzie płacić za ten wywóz śmieci do Giebni i za roboczogodziny swoich dwóch pracowników, nie jest wielkopańskim gestem, na który spółdzielnię nie stać.
    Henryk Popławski odpowiedział: - Nie. To jest nasz obowiązek. Ten pan widać przez wiele lat nie wyrzucał swoich śmieci do pojemników. Co więcej, zbierał graty i składował u siebie w mieszkaniu, na pewno pochodzące w większej mierze z terenu naszego osiedla. Czyli śmieci nie były jego. A przecież cały czas uiszczał w czynszu opłaty obowiązkowe za wywóz śmieci. Dlatego przez tyle lat dzisiejszy wywóz należy traktować, jako realizację jego zamówienia, za które płacił. Ponadto chcę powiedzieć, że spółdzielnia to nie jest jedynie ta instytucja, która egzekwuje opłaty, grozi sądem, komornikiem, eksmisją za długi. Przede wszystkim naszym obowiązkiem jest dbanie o sumiennych lokatorów.
    Własnościowe mieszkanie Czesława K. nie jest obciążone długami.
    Opieka społeczna zobowiązała się w przyszłości pilotować sytuację Czesława K. Maria Marcinkowska podkreśla, że z panem Czesławem już omówiony jest zakup nowych mebli dla podstawowego wyposażenia mieszkania. Stare bowiem są zarobaczone i trzeba je usunąć. MOPS będzie być może udzielał pomocy Czesławowi K. w ten sposób, że skieruje do niego osobę, która zaopiekuje się jego gospodarstwem domowym.
    Jacek M. i Dawid B., sprawcy brutalnego pobicia i wymuszenia pieniędzy, ale też paradoksalnie ci sami, dzięki którym sytuacja, w której mogła kiełkować groźba epidemii, została przerwana, przebywają w areszcie śledczym w oczekiwaniu na akt oskarżenia w swojej sprawie.

Karol Gapiński Pałuki nr 811 (35/2007)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości