Reklama

Staroście się nie odmawia, czyli na dywaniku u Barczaka

Strzelno, liceum, nauczyciel, dyrektor, Marian Mikołajczak, list
     Staroście się nie odmawia, czyli na dywaniku u Barczaka
     List nauczyciela jest reakcją na słowa, jakie starosta Tomasz Barczak wypowiadał pod jego adresem na marcowej sesji powiatowej. Kończy go słowami: Zdaję sobie doskonale sprawę, że ta moja „bezczelność” - bo tak zapewne list ten zostanie odebrany w kręgach powiatowej władzy, może mnie kosztować w najbliższym czasie utratę pracy, ale piszę te słowa, bo dla mnie najwyższą wartością jest honor, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało.

Z listów
     Odpowiedź "niekompetentnego" dyrektora szkoły
     Bycie osobą publiczną, a taką byłem w trakcie dwunastu lat sprawowania funkcji radnego gminnego oraz siedmiu lat dyrektorowania strzeleńskiemu liceum, wiąże się z koniecznością poddawania ocenie publicznej takiej działalności. Z taką sytuacją musi się liczyć każdy, kto podejmuje taką aktywność. Musi mieć także świadomość, że te oceny nie zawsze będą pozytywne, a często mogą być nawet niesprawiedliwe. Nigdy nie obrażałem się i nadal nie obrażam na takie opinie, mam jednak prawo do obrony i zaprezentowania swojego punktu widzenia.

 

Reklama
  2005 2006 2007 2008 2009 2010 2011 2012 Średnia wojewódzka 91,1 92,4 96,0 89,7 91,0 91,5 86,0 89,9 Średnia szkoły 88,2 96,4 98,0 93,8 96,7 98,7 94,3 93,4 Różnica -2,9 +4,0 +2,0 +4,1 +5,7 +7,2 +8,3 +3,5 Przedm. ze średnią wyższą od wojew. 1 3 4 6 8 9 7 7 Procent zdających, którzy zdali egzamin maturalny w latach 2005-2012. Tabela zawiera porównanie do średnich wojewódzkich dla liceów ogólnokształcących.

     Pragnę nawiązać do relacji z sesji Rady Powiatu, jaka została zamieszczona w ostatnim numerze lokalnego tygodnika „Pałuki i Ziemia Mogileńska”. Pan starosta Tomasz Barczak raczył poświęcić mojej skromnej osobie znaczącą część swojej wypowiedzi, obarczając mnie odpowiedzialnością za spadek liczby uczniów liceum w Strzelnie w okresie sprawowania przeze mnie funkcji dyrektora, czyli w latach 2005-2012. W artykule o wypowiedzi starosty możemy przeczytać: „Wytknął przy okazji brak kompetencji byłemu dyrektorowi LO Marianowi Mikołajczakowi”. W tym miejscu jest nieważne, czy słowo „niekompetentny” padło z ust starosty, czy też jest to określenie użyte przez autora artykułu. Kontekst dalszej wypowiedzi starosty wyczerpuje znamiona znaczeniowe tego określenia.
     Panie starosto, mam w związku z tym określeniem dwa pytania. Jak to się stało, że tak niekompetentnej osobie jak ja przyznał pan w 2010 roku Nagrodę Starosty Powiatu Mogileńskiego za działalność na stanowisku dyrektora szkoły? Dla jasności pragnę zaznaczyć, iż moja praca w charakterze nauczyciela przedmiotu została nagrodzona tą nagrodą kilka lat wcześniej.
     Drugie pytanie dotyczy motywacji powierzenia przez organ prowadzący mojej „niekompetentnej” osobie funkcji dyrektora na kolejną kadencję, bez przeprowadzania konkursu. Zgodnie z zasadami prawa oświatowego dyrektor wybierany jest na pięcioletnią kadencję. Moja kończyła się 31 sierpnia 2010 roku. Organ prowadzący w takiej sytuacji może zastosować dwa rozwiązania. Pierwsze dotyczy rozpisania konkursu, do którego mogą przystąpić wszyscy spełniający warunki określone w ustawie o systemie oświaty. Może również zrezygnować z konkursu i, po zasięgnięciu opinii właściwej Rady Pedagogicznej, powierzyć dotychczasowemu dyrektorowi pełnienie funkcji przez kolejną kadencję. Zdarza się, że organy prowadzące szkoły wybierają ten drugi wariant. Dzieje się to wtedy, gdy pozytywnie jest przez nie oceniana praca dyrektora.
     Śmiem twierdzić, iż w 2010 roku tak było w moim przypadku. W marcu do szkoły przyjechał naczelnik Andrzej Konieczka, aby na specjalnie zwołanym posiedzeniu Rady Pedagogicznej zasięgnąć, wymaganej w takiej sytuacji, opinii rady. Z ust naczelnika padła propozycja powierzenia mi funkcji dyrektora na kolejne pięć lat. W uzasadnieniu pojawiło się stwierdzenie, że organ prowadzący jest zadowolony z mojej pracy w charakterze dyrektora szkoły i nie widzi potrzeby przeprowadzania konkursu na to stanowisko. Przyjąłem ten gest z zadowoleniem, zaoszczędzono mi w ten sposób czasu, który musiałbym poświęcić na zebranie dokumentacji i przygotowanie się do konkursu. Osobiście odebrałem to jako swoiste wotum zaufania organu prowadzącego do mojej pięcioletniej pracy w charakterze dyrektora szkoły. Dzisiaj dostrzegam tutaj zupełny brak logiki. Jak można nagradzać niekompetentnego dyrektora a później powierzać mu dalsze sprawowanie funkcji. W innej niż szkoła instytucji takie decyzje zostałoby uznane za działalność na szkodę firmy, a na to są już odpowiednie paragrafy. Przecież bardzo łatwo było można się mnie pozbyć (czyli wyciąć, jak lubi określać lokalny PSL usuwanie niewygodnych ludzi), przeprowadzając w majestacie prawa konkurs na dyrektora. Pozostaje jeszcze jedno możliwe wytłumaczenie takiego zachowania organu prowadzącego. Wiedząc, że szkoła jest kierowana przez „niekompetentnego” dyrektora, można było doprowadzić w ten sposób do jej upadku. Jest to jednak nieco makiawelistyczna wizja z pogranicza spiskowej teorii, której jako historyk jestem przeciwny.
     Cóż zatem się stało, Panie Starosto z moimi kompetencjami? Mam swoją teorię na ten temat. Przełomem były jesienne wybory samorządowe z roku 2010. Ten wątek rozwinę w dalszej, bardziej osobistej, części swojego pisma.
     Przechodzę teraz do kolejnego zarzutu, jaki został postawiony przez starostę. Tym razem pod pręgierzem wraz ze mną postawiona została Rada Pedagogiczna za rzekomy brak wizji rozwoju szkoły. Szkoda, że nie pamięta Pan inicjatywy sprzed kilku lat utworzenia gimnazjum przy naszym liceum. Jeśli Pan tego nie pamięta, to pamięta zapewne Pański współpracownik - naczelnik Andrzej Konieczka, który, muszę przyznać bardzo ten projekt wspierał. Nie chciałbym za bardzo eksponować tutaj swojej roli, ale w projekt ten wraz z Radą Pedagogiczną byłem bardzo zaangażowany. Niestety, pomysł nie uzyskał akceptacji Rady Miejskiej w Strzelnie, zabrakło jednego głosu. Pomysłem na szkołę było także zintensyfikowanie współpracy z UAM w Poznaniu zapoczątkowanej przez mojego poprzednika Ludwika Zbytniewskiego. Niestety, nie przyniosło to spodziewanych efektów w postaci naboru. Próby jednak podejmowaliśmy. Ze względu na specyfikę szkoły (liceum ogólnokształcące) nie mogliśmy przygotowywać takiej oferty edukacyjnej, jak w trzech pozostałych wówczas szkołach panadgimnazjalnych na terenie powiatu. Szkoły te, dysponując warsztatami i odpowiednim zapleczem, łatwiej mogły trafiać w zapotrzebowania młodzieży, proponując kształcenie w różnych zawodach. My mogliśmy tylko przedstawiać im profile w klasach ogólnokształcących.
     Jeszcze jedna uwaga na temat rzekomego braku wizji rozwoju szkoły. Kiedy zostałem dyrektorem, uznałem, że najważniejszą sprawą jest dydaktyka i wychowanie. Temu poświęciłem całą swoją uwagę i energię. Obejmowałem funkcję dyrektora po pierwszej maturze przeprowadzonej według nowych zasad. Zaczynaliśmy dość skromnie. Odsetek uczniów, którzy zdali maturę był niższy o 2,9% od średniej wojewódzkiej dla liceów ogólnokształcących i tylko z jednego przedmiotu średnia naszej szkoły była wyższa od średniej wojewódzkiej. W artykule w tygodniku zamieszczona została tabelka przedstawiająca spadek liczby uczniów w LO. Pozwoliłem sobie również zamieścić tabelkę dotyczącą wyników maturalnych. Osobiście odpowiadam za wyniki z lat 2006-2012. Zestawienie to nie zostało wykonane na potrzeby mojej wypowiedzi prasowej i jest do zweryfikowania w dokumentach szkolnych. To właśnie w tych „nieszczęsnych” dla liceum czasach pięciokrotnie szkoła znalazła się w Rankingu Najlepszych Szkół Ponadgimnazjalnych w Polsce. W 2010 roku była to 105. lokata w kraju na ponad 6 tys. szkół ponadgimnazjalnych. Nie zrobiło to na organie prowadzącym żadnego wrażenia i przeszło bez echa. Trudno zatem mówić o braku wizji funkcjonowania szkoły, co mnie i Radzie Pedagogicznej zarzuca starosta.
     Można by zatem zadać pytanie: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Przyczyn jest kilka. Pierwszą obiektywną jest niż demograficzny. Przecież sam naczelnik Konieczka w swej wypowiedzi cytowanej przez „Pałuki” podał informację, że rocznie w skali powiatu zmniejsza się liczba uczniów o stu. Z mojej wiedzy wynika, że będzie jeszcze gorzej.
     Zmiany demograficzne w największym stopniu dotknęły strzeleńskie liceum. Jedną z przyczyn tego, i to nie jest tylko moje zdanie, jest stan wrogości ze strony gimnazjum gminnego w Strzelnie. Wyraźne pogorszenie relacji nastąpiło po nieudanej próbie otwarcia jednej klasy gimnazjum przy LO, o której wspominałem wcześniej. Przykro jest o tym mówić, ale w akcję tę włączyli się niektórzy nauczyciele tej szkoły. Moje słowa mają pokrycie w wypowiedziach uczniów, którzy mimo prób zniechęcania wybrali jednak naszą szkołę jako miejsce dalszej edukacji. Oliwy do ognia dolało utworzenie Zespołu Szkół, w którym znalazło się Gimnazjum z Jezior Wielkich. Taka postawa w dużej mierze spowodowała odpływ i tak już małej grupy absolwentów tego gimnazjum do innych szkół.
     Na pewno również błędy były i po naszej oraz konkretnie mojej stronie. Wszak tylko ten się nie myli, który nic nie robi. Mam pełną tego świadomość. Jednak czynienie głównie ze mnie oraz w mniejszym stopniu z Rady Pedagogicznej wyłącznych odpowiedzialnych za ten stan jest wygodne dla organu prowadzącego, ale niesprawiedliwe. Może byście Panowie zamiast w moją spróbowali uderzyć się we własne piersi. Czy naprawdę nie macie sobie nic do zarzucenia? Otóż nie tylko ja, ale także grono pedagogiczne ma uzasadniony żal za brak zgody na utworzenie dwóch klas pierwszych w roku 2012. Przypomnę, że podania do klasy pierwszej złożyły 42 osoby. Ze względu na to, że utworzona została tylko jedna klasa, dwoje uczniów zainteresowanych innym profilem zabrało dokumenty i przeniosło się do innej szkoły. Tak więc pozostało 40 uczniów. Na pierwszym zebraniu z rodzicami, które miało miejsce zaraz po naborze na początku lipca, pięcioro rodziców zabrało dokumenty, argumentując, że klasa jest zbyt liczna. Jeszcze we wrześniu do tej klasy przeniosły się dwie uczennice. Gdyby zatem utworzono dwie klasy, każda z nich mogła liczyć po 22 osoby. Tak, ja wiem, że naczelnik Konieczka zaraz będzie ripostował, że klasa jest „opłacalna”, jeśli liczy co najmniej 25 uczniów. Znam jednak sytuację, kiedy w jednej ze szkół powiatowych uruchamiane były klasy liczące poniżej 20 uczniów. No cóż, nie po raz pierwszy okazuje się, że przysłowia są mądrościami ludów, a jedno z nich brzmi: „bliższa koszula ciału niż sukmana”. Rok 2012 był pierwszym, w którym utworzyliśmy tylko jedną klasę. Musiało to mieć przełożenie na nabór w następnym roku, kiedy chęć kontynuacji nauki w klasie pierwszej LO zgłosiło 27 uczniów. O tym, że zmniejszająca się liczba uczniów w szkole jest problemem szerszym i niezależnym tylko od nazwiska dyrektora są dane statystyczne zawarte w tabeli zamieszczonej w tygodniku.
     W powyższej części mojej wypowiedzi w sposób merytoryczny (mam taką nadzieję) starałem odnieść się do zarzutów starosty Tomasza Barczaka. Teraz kolej na moje osobiste, może subiektywne odczucia. Rozpocznę od poruszanego już wcześniej braku kompetencji do sprawowania stanowiska dyrektora. Momentem przełomowym były wybory samorządowe w listopadzie 2010 roku. Jako radny nie kryłem swojej sympatii dla przeciwnika ówczesnego burmistrza Ewarysta Matczaka, Dariusza Chudzińskiego. Widziałem w tym szansę na wyrwanie gminy z marazmu, w jaki popadła pod rządami tegoż burmistrza, podobnie jak i starosta będącego członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Napiszę teraz o czymś, o czym nigdy przedtem z nikim nie rozmawiałem, ponieważ uważam, że pewne rozmowy między gentelmanami, nawet jeśli nie są obwarowane przez którąś ze stron warunkiem zachowania dyskrecji, nie powinny być upubliczniane. W zaistniałej sytuacji czuję się jednak zwolniony z tej niepisanej zasady. Otóż kilka dni po pierwszej turze wyborów zadzwonił do mnie jako radnego starosta Barczak z propozycją poparcia kandydata PSL na stanowisko przewodniczącego Rady Miejskiej w Strzelnie. Grzecznie, aczkolwiek zdecydowanie odmówiłem. Dziś już wiem, że nie tylko premierowi, ale także i Staroście Mogileńskiemu się nie odmawia. Zacząłem odczuwać, że atmosfera wokół mojej osoby zaczęła gęstnieć. Gwoli sprawiedliwości muszę stwierdzić, iż nie dotyczyło to naczelnika Konieczki, który zawsze podchodził w sposób merytoryczny i nie dawał mi w żaden sposób odczuć, iż jestem na cenzurowanym.
     Na pierwszy dywanik u starosty nie czekałem zbyt długo. Powód był bardzo błahy. Otóż po kolejnym finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy podczas sesji Rady Miejskiej w Strzelnie miało miejsce wręczenie nagród i dyplomów wyróżniającym się wolontariuszom. Na sesji obecny był również starosta Barczak. Tradycyjnie już nagrody prywatne ufundował Przemysław Zowczak, który po listopadowych wyborach przestał pełnić funkcję wicestarosty i znalazł się w przeciwnym do starosty obozie w Radzie Powiatu. Po kilku dniach otrzymałem wezwanie do starosty. Jakież było moje zaskoczenie kiedy w obecności wicestarosty Tadeusza Szymańskiego dowiedziałem się o powodach mojego wezwania. Moje przewinienie polegało na tym, iż pozwoliłem, jak to zostało określone „lansować się Zowczakowi”. Dosłownie mnie to zamurowało, i tak jak zwykle to ma miejsce nie tracę języka w gębie, tak wtedy ze względu na absurdalność zarzutów nie byłem w stanie się bronić.
     Jednak to, co najgorsze było jeszcze przede mną. Bynajmniej nie myślę tutaj o pozbawieniu mnie funkcji wicedyrektora Zespołu Szkół w 2014 roku, jaką powierzył mi dyrektor Piotr Cieślik dwa lata wcześniej, bo na to byłem przygotowany i przyjąłem to z uśmiechem. Chodzi mi o reakcję starosty na wywiad, jakiego na prośbę red. Magdaleny Lachowicz udzieliłem kilka dni po tym fakcie. Została zwołana specjalna Rada Pedagogiczna, na której starosta w obecności naczelnika dokonał swoistego linczu na mojej osobie. Podstawowy zarzut dotyczył udzielenia tegoż wywiadu i sformułowań, które w nim zawarłem, a które były moimi odczuciami.
     W trakcie tego spotkania, w którym uczestniczyła cała Rada Pedagogiczna Zespołu Szkół (w przybliżeniu 80 osób), znienacka pojawił się drugi „poważny” zarzut. Otóż kiedy byłem dyrektorem LO, to miałem zaprosić na studniówkę dwóch panów z kręgu mogileńskiej Platformy Obywatelskiej. Tutaj już zdębiałem zupełnie. Jedynymi osobami, które w imieniu rodziców, czyli gospodarzy tej imprezy, zapraszałem to byli przedstawiciele organu prowadzącego. Na osobności starosta podał mi nazwiska tych „gości” studniówkowych. Owszem, nazwiska tych osób znałem, bo czytam lokalną prasę, ale nic poza tym. Po paru dniach udało mi się wyjaśnić sprawę. Studniówka miała miejsce w Restauracji Boss w Mogilnie, gdzie osoby postronne mogły korzystać z ogólnodostępnego baru i tam właśnie ci dwaj panowie przebywali prywatnie. Kiedy zadzwoniłem do starosty, aby wyjaśnić nieporozumienie usłyszałem szorstkie „dziękuję” i na tym nasza rozmowa się skończyła. W swej naiwności liczyłem, że może usłyszę zwykłe „przepraszam”. Moje oczekiwania były jednak zbyt wygórowane, ta władza nie zwykła przepraszać jakichś tam i do tego jeszcze niepokornych podwładnych.
     Niektórzy z nauczycieli, ci odważniejsi, w prywatnych rozmowach ze mną wyrażali swoją opinię na temat wystąpienia starosty podczas rady. Sformułowania typu: „buta”, „arogancja”, „mania wielkości” czy „próba zastraszenia” należały do łagodniejszych. Chyba była to swoista lekcja wychowawcza dla nauczycieli z przesłaniem: jeśli nie będziecie potulni i pokorni, to może was spotkać to samo. Zdaję sobie doskonale sprawę, że ta moja „bezczelność” - bo tak zapewne list ten zostanie odebrany w kręgach powiatowej władzy, może mnie kosztować w najbliższym czasie utratę pracy, ale piszę te słowa, bo dla mnie najwyższą wartością jest honor, jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało.

Marian Mikołajczak
Strzelno, 11.04.2016
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1261 (15/2016)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości