Dzienną opłatę targową na szubińskim bazarze zaczął pobierać nowy inkasent i zaczęły się problemy. Część handlujących twierdzi, że opłata targowa jest źle pobierana. Płacą niejednokrotnie dwa, a nawet trzy razy więcej niż wcześniej. Szubiński magistrat uważa jednak, że wszystko odbywa się zgodnie z przepisami.
W Szubinie dniami targowymi są środa i sobota. W środę na placu pojawił się inkasent, który zaczął naliczać i pobierać dzienną stawkę tzw. opłaty targowej. I wtedy zaczęło się zamieszanie związane z tym, że handlowcy inaczej rozumieli zapisy regulaminu, a inaczej rozumiał je inkasent.
ZŁA INTERPRETACJA
Płyta targowiska podzielona jest na kilkadziesiąt stanowisk. Handlowcy rozstawiając namioty, stoliki, przyczepki zajmują jedną kratkę - stanowisko lub więcej. Wszystko zależy od tego, pod jak dużym namiotem handlują. Zazwyczaj stoisko zajmuje jedną, dwie, a czasem nawet trzy kratki. Inkasent zaczął kasować kupców od zajmowanych kratek. I to wzbudziło największe kontrowersje.
Na tablicy dziennych stawek opłat targowych widnieje zapis, że za handel ze stoiska o powierzchni do 10,5 m2 pobiera się 20 zł, a za handel ze stoiska powyżej 10,5 m2 pobiera się 23 zł. Inkasent zaczął naliczać 23 zł od zajmowanych przez kupców kratek. Zasady poboru i wysokości stawek dziennej opłaty targowej określa uchwała z 24 października 2007 r.
- Na tablicy wyraźnie jest napisane „stoisko”, a to nie to samo co stanowisko. Stoisko powinno się liczyć od faktycznie zajmowanej powierzchni przez namiot, a nie ile my zajmujemy kratek - tłumaczyli handlowcy. Wszyscy zastrzegli sobie anonimowość. Powiedzieli, że zapis regulaminu jest źle interpretowany, bo powinni płacić tyle, ile faktycznie zajmują, a nie za wolną przestrzeń. Jedna z pan podała przykład swojego stoiska. Za ustawienie namiotu na trzech kratkach dwa tygodnie temu zapłaciła 69 zł (23 zł x 3), a w ubiegłym tygodniu 46 zł (23 zł x 2), bo rozstawiła namiot na dwóch stoiskach. Wcześniej natomiast płaciła 23 zł, bo ma namiot o powierzchni powyżej 10,5 m2. Jej zdaniem nadal powinna płacić stawkę uzależnioną od tego, jaką zajmuje przestrzeń pod handel, czyli 23 zł. Dokładnie tak, jak jest zapisane na tablicy zawieszonej przy wjeździe na targowisko.
BEZ FAKTUR
Handlujący powiedzieli nam, że oni płacą już za stanowiska, czyli za kratki namalowane na targowym asfalcie. Okazuje się, że dokonują rezerwacji stoisk za miesiąc z góry. Płacą 20 zł za jedno stanowisko. Poskarżyli się nam, że za rezerwację nie dostają faktury VAT i nie mogą sobie tego wrzucić w koszty. Teraz okazało się, że trzeba płacić nie tylko za rezerwację stoisk, ale jeszcze za to, na ilu z nich się handluje.
Druga z pań, z którą rozmawialiśmy, podała zestawienie kosztów, jakie musi teraz ponieść za handel w Szubinie. Co miesiąc płaci 40 zł za rezerwację miejsca (dwóch kratek) na szubińskim targowisku. Zajmuje 12 m2 powierzchni handlowej. Dwa razy w tygodniu musi płacić po 46 zł (23 zł x 2). Za dwa dni targowe do kasy miejskiej Szubina uiszcza zatem 92 zł. W miesiącu są cztery tygodnie, więc 92 zł mnoży przez 4, co daje 386 zł i do tego dodaje 40 zł rezerwacji. Otrzymuje wynik 408 zł. Porównała koszty poniesione w Szubinie z kosztami, jakie musi ponieść w Koronowie. - Tam płacę 243 zł za miesiąc i to wszystko. Do dziesiątego każdego miesiąca płacę, dostaję fakturę co miesiąc i mam możliwość odliczenia kosztów. Na jakiej podstawie mam odliczyć koszty poniesione tutaj? - pyta nasza rozmówczyni.
WSZYSTKO JASNE
Ta część z naszych rozmówców, którzy kwestionują system naliczania dziennej opłaty targowej, z sentymentem spogląda w przeszłość, kiedy to poprzedni inkasent bez względu na zajmowane stanowiska - kratki kasował po 23 zł od stoiska powyżej 10,5 m2. To, czy namiot zajmował dwie, czy trzy kratki było nieistotne.
Jednak część naszych rozmówców mówiła wprost, że w końcu na targowisku jest porządek. - Zawsze były takie zasady płacenia. Tylko wcześniej płacili za jedno stanowisko, a zajmowali pięć, bo inkasent przymykał oko albo brał do kieszeni. Stąd cała afera się wzięła - mówili anonimowo handlowcy. - Teraz muszą płacić bez łapówek i krzyczą. Jest to wszystko precyzyjnie napisane i nie ma czego wyjaśniać.
Grupa, która byłą niezadowolona, pożaliła się urzędnikowi. Wraz z policją przyjechał Wiesław Stepczyński z Urzędu Miejskiego w Szubinie. Policja została wezwana na prośbę inkasenta, gdyż sprzedawca odmówił wniesienia dziennej opłaty za zajmowane stoiska.
BĘDZIE PRZETARG
Wiesław Stepczyński wyjaśnił, że na targowisku miejskim stoiska ponumerowane są od 1 do 163. Cztery stoiska od numeru 131 do numeru 134 mają powierzchnię 10,5 m2 i za sprzedaż z jednego tego stoiska należy wnieść opłatę 20 zł. Pozostałe ponumerowane stoiska mają pow. powyżej 10,5 m2 (większość ma po 17,5 m2) i za zajęcie jednego takiego stoiska należy wnieść opłatę 23 zł.
- Od każdego zajmowanego stoiska, bez względu na powierzchnię, jaką się zajmuje, sprzedawca winien wnieść stosowną opłatę. Jak zajmuje dwa stoiska, to dwie dzienne opłaty, jak trzy stoiska, to trzy dzienne opłaty itd. Inkasent i sprzedawcy muszą stosować się do wyżej wymienionej uchwały oraz regulaminu targowiska miejskiego w Szubinie przy ulicy Winnica uchwalonego uchwałą z 18 grudnia 1996 r. - stwierdził Wiesław Stepczyński.
Dodał też, że rezerwacja stoisk na targowisku odbywa się na wniosek sprzedawców. Wpłacają oni opłatę w formie darowizny i stąd gmina nie wystawia faktur. Zapytaliśmy Wiesława Stepczyńskiego, czy forma rezerwacji zostanie zmieniona. - Jeśli będą problemy z dotychczasową formą rezerwacji, to rozważymy przeprowadzenie przetargu na wynajem stoisk lub podwyższenie stawki dziennej opłaty. Nasze działania będą zależały od samych zainteresowanych - powiedział.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1081 (44/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze