Zebranie w Biskupinie
Strzał w kolano
Jedna z uczestniczek postępowania o wydaniu warunków zabudowy, która została uznana przez wójta za stronę nie otrzymała treści decyzji. Dlatego zdaniem mieszkańców decyzja wójta jest nieważna. Jeśli wójt jej nie uchyli, sprawę zgłoszą do prokuratury. Tymczasem wójt powołał biegłego, który stwierdził, że w procedurze wydania decyzji nie popełniono błędu.
4 sierpnia w świetlicy w Biskupinie odbyło się kolejne zebranie dotyczące budowy schroniska we wsi. Przypomnijmy, że w listopadzie zeszłego roku Katarzyna Sobolewska zwróciła się do wójta Zdzisława Kuczmy o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. 11 stycznia wójt taką decyzję wydał. Na jej podstawie starosta Zbigniew Jaszczuk wydał 17 czerwca pozwolenie na budowę schroniska turystycznego. Następnego dnia decyzja nabrała mocy ostatecznej, a 19 czerwca - 30 metrów od zabytkowej siedziby muzeum w Biskupinie - rozpoczęły się prace budowlane. Zbigniew Gaczkowski, sąsiad inwestora został pominięty podczas wydawania przez wójta warunków zabudowy. Pominięto też Henrykę Sz., mieszkankę Wenecji, której działka znajduje się tuż obok terenu, na którym budowane jest schronisko. Wójt uznał kobietę za stronę, ale nie została ona poinformowana o wydaniu warunków zabudowy. Pisma z treścią decyzji nie otrzymała (piszemy o tym w ostatnim papierowym wydaniu Pałuk).
LEGALNA INWESTYCJA
Mieszkańcy Biskupina domagają się konfrontacji starosty z wójtem Mieszkańcy Biskupina stanowczo zaprotestowali przeciw inwestycji Katarzyny Sobolewskiej, gdyż ich domy i mieszkania położone są w niewielkiej odległości od działki, na której budowane jest schronisko. W lipcu odbyło się zebranie, na którym wyjaśnienia składał wójt. Starosty wówczas nie było. Odniósł się on do sprawy budowy schroniska na zebraniu 4 lipca. Tym razem nie było wójta.
Jacek Sobolewski chce rozmawiać profesjonalnie a nie emocjonalnie Pomimo, że przed zebraniem doszło do wymiany zdań pomiędzy dyrektorem muzeum w Biskupinie Wiesławem Zajączkowskim i Jackiem Sobolewskim, mężem inwestorki, przebiegało ono w spokojnej atmosferze. Jacek Sobolewski uczestniczył w całym zebraniu i przysłuchiwał się tylko wypowiedziom mieszkańców.
Starosta zapowiedział, że przyjechał na zebranie odpowiedzieć na pytania mieszkańców. Do Biskupina przyjechał pomimo urlopu. Na urlopie przebywa również wójt, ale na zebranie nie dotarł. Zbigniew Jaszczuk wyjaśnił, że w gminie Gąsawa nie obowiązuje plan zagospodarowania przestrzennego. Wtedy decyzja wójta o warunkach zabudowy nie byłaby potrzebna. Dodał, iż Katarzyna Sobolewska otrzymała decyzję o warunkach zabudowy z gminy oraz pozytywną opinię wojewódzkiego konserwatora zabytków.
- Pani Brzozowska teraz próbuje powiedzieć, że nie wiedziała co opiniuje. Przecież miała komplet dokumentacji technicznej - stwierdził starosta. W tej sytuacji, w oparciu o decyzję wójta o warunkach zabudowy i pozytywną opinię wojewódzkiego konserwatora zabytków, pracownik starostwa w imieniu starosty wydał pozwolenie na budowę. Starosta przyznał, że na etapie wydawania decyzji o warunkach zabudowy Zbigniew Gaczkowski powinien zostać uznany za stronę postępowania. Dodał, że na etapie wydawania decyzji o pozwoleniu na budowę stroną postępowania była tylko Katarzyna Sobolewska.
- Inwestycja na dzień dzisiejszy jest jak najbardziej legalną inwestycją. Chyba, że zostanie uchylona decyzja o warunkach zabudowy wydana przez wójta. Co wójt dalej z decyzją zrobi, tego nie wiem. Ma trzy możliwości. Wójt może uznać, że jego decyzja jest prawidłowa i jej nie zmienia, może zmienić decyzję o warunkach zabudowy w części lub ją uchylić i zmienić w całości. Jeśli nie zmieni w decyzji nic, to nie ma podstaw do zmian na etapie pozwolenia na budowę. Jeśli uchyli decyzję o warunkach zabudowy w całości, to konsekwencją decyzji wójta jest uchylenie pozwolenia na budowę - wyjaśnił Zbigniew Jaszczuk.
Od czasu złożenia wniosku o pozwolenie na budowę starosta ma 65 dni na wydanie decyzji. Jeśli przekroczy ten termin, wówczas wojewoda za każdy dzień zwłoki może ukarać starostę mandatem w wysokości 500 zł. Katarzyna Sobolewska z wnioskiem o wydanie pozwolenia na budowę wystąpiła do starostwa 9 maja.
SALWY ŚMIECHU
Mieszkańcy byli zaskoczeni wypowiedzią starosty. Twierdzili, że wójt powiedział na zebraniu co innego, a mianowicie, że starosta może zablokować pozwolenie na budowę.
- Nie ma teraz na zebraniu pana wójta i znowu jest niewypał - mówili mieszkańcy.
- Ja też żałuję, że nie ma wójta - dodał starosta.
Wiesław Zajączkowski dziwił się, że pozwolenie na budowę zostało wydane w tak szybkim tempie (17 czerwca wydano pozwolenie na budowę, a następnego dnia decyzja nabrała mocy ostatecznej. 19 czerwca pracownicy weszli na plac budowy).
- Zawsze trzeba było czekać około miesiąca, żeby ta decyzja się uprawomocniła. Stronom została odebrana możliwość oprotestowania tej decyzji. Skąd ten pośpiech? - dziwił się dyrektor muzeum.
- Jaki pośpiech? - ripostował starosta. - Jeśli strony postępowania składają oświadczenie, że nie wnoszą odwołania do decyzji, to się ona uprawomocniła. A stroną tego postępowania była tylko pani Sobolewska.
Mieszkańcy odpowiedzieli, że wójt stwierdził, iż nie może wstrzymać budowy schroniska, bo taką decyzję wydał starosta.
- Żebym ja mógł zmienić decyzję o pozwoleniu na budowę, to niech wasz kochany wójt uchyli swoją decyzję. Ja w kompetencje wójta nie wchodzę i byłoby dobrze, żeby on w moje też nie wchodził - powiedział starosta.
Wiesław Zajączkowski pytał pracownika Urzędu Gminy w Gąsawie Władysława Ludkiewicza czy ma potwierdzenie odbioru (tzw. zwrotkę) przez Henrykę Sz. decyzji o warunkach zabudowy wydanej przez wójta w styczniu.
Urzędnik wyjaśnił, że treść decyzji została do kobiety wysłana, a dlaczego nie została odebrana, tego nie wie. Ta wypowiedź wywołała salwy śmiechu na sali. Uczestnicząca w zebraniu Henryka Sz. zaprotestowała i wyjaśniała, że nie było sytuacji, by nie odebrała pisma.
BĘDĄ CZEKAĆ A JACEK BĘDZIE JUŻ NA DRUGIM PIĘTRZE
Starosta: - Decyzja wójta jest ważna, ponieważ jest ostateczna. Jeśli jednak ktoś został uznany przez wójta za stronę, to jest obowiązek wysłać mu treść decyzji i mieć zwrotkę.
Wiesław Zajączkowski: - W związku z tym nie uprawomocniła się decyzja pana wójta. Czy ta decyzja w tej sytuacji jest ważna? Wynika z tego, że decyzja, którą wydał wójt jest nieważna, bo jedna ze stron nie została o niej poinformowana. Dla nas mieszkańców wsi to co robi Jacek Sobolewski to samowola budowlana
Starosta: - Postępowanie wznawia się wtedy, kiedy organ wydający decyzję coś sfajczył. Skoro wznowił postępowanie, to do 9 sierpnia musi wydać ponowną decyzję. Może też sobie, zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego przełożyć wydanie decyzji o miesiąc z tego powodu, że sprawa jest trudna. To podlega zaskarżeniu do sądu administracyjnego na bezczynność organu. Proszę nie mówić takich rzeczy, że to samowola budowlana, bo z samowolą mielibyśmy do czynienia, gdyby nie było pozwolenia na budowę.
- A Jacek będzie już przy drugim piętrze - mówił Wiesław Zajączkowski. I zarzucił staroście, że jego odpowiedzialność polega na tym, że nie ocenił w sposób dostateczny rodzaju architektury stawianej budowli. Według dyrektora muzeum budowane schronisko to knot.
- Nie można takiego knota budować koło zabytkowego budynku. To co robi, to przypomina czasy PRL, kiedy kraj rósł w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Nie mieliśmy szans na oprotestowanie tego. Zrobiono nas w przysłowiowe jajo - dodał Wiesław Zajączkowski.
Zbigniew Jaszczuk zwrócił uwagę, że dyrektor powinien mieć pretensje do konserwatora zabytków Iwony Brzozowskiej. Dodał, że jeśli konserwator miała zastrzeżenia do inwestycji, to powinna ją zaopiniować negatywnie, a wtedy pozwolenie na budowę nie zostałoby wydane.
CHCĄ KONFRONTACJI
Mieszkańcy Biskupina dziwili się dlaczego starosta i wójt unikają siebie na jednym zebraniu i zażądali, by na kolejnym był obecny włodarz powiatu i gminy.
- A może wy robicie to specjalnie, że raz jest jeden a raz drugi? Chcemy się spotkać z jedną i drugą stroną - domagali się mieszkańcy. Starosta wyjaśnił, że w lipcowym zebraniu nie mógł uczestniczyć, ponieważ został o nim za późno poinformowany. Zapewnił, że jeśli na kolejne zostanie zaproszony, to weźmie w nim udział.
Z POZYCJI SIŁY
Radna Maria Warda apelowała, by dążyć do ugody z inwestorem i wypracować z nim porozumienie. Wiesław Zajączkowski stwierdził, że jeśli Jacek Sobolewski nie poczuje pięści pod nosem i siły mieszkańców wsi, to z niczego nie zrezygnuje.
- Sprawę złożymy do prokuratury, jeśli wójt nie zmieni decyzji, bo decyzja jest nieważna. Z państwem Sobolewskimi rozmawia się albo z pozycji siły albo wszystkich mają w nosie - zapowiedział Wiesław Zajączkowski.
Władysław Ludkiewicz: - Decyzja została wysłana, a dlaczego nie została odebrana, to nie wiem Jeśli wójt uchyli decyzję o warunkach zabudowy, to gmina będzie musiała wypłacić Katarzynie Sobolewskiej odszkodowanie, ponieważ inwestycja jest już realizowana.
Szymon Nowaczyk, mieszkaniec wsi: - My sobie strzeliliśmy w kolano, bo jeśli wójt uchyli decyzję, to gmina będzie musiała wypłacić odszkodowanie panu Sobolewskiemu.
Władysław Ludkiewicz poinformował, że wójt wydał postanowienie o powołaniu biegłego sądowego w sprawie wydanej przez siebie decyzji o warunkach zabudowy. Biegły nie dopatrzył się żadnych błędów w procedurze wydania decyzji.
PROFESJONALNIE A NIE EMOCJONALNIE
Po zebraniu zapytaliśmy Jacka Sobolewskiego dlaczego nie zabrał głosu na spotkaniu. Odpowiedział: - Powinniśmy rozmawiać profesjonalnie a nie emocjonalnie. Podkreślił, iż pani konserwator pozytywnie zaopiniowała projekt budowlany, dlatego dziwi się kierowanym pod jego adresem zarzutom. Dodał, iż inwestor, czyli jego żona nie została na zebranie zaproszona.
Arkadiusz Majszak, 5 VIII 2010
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze