Przed II wojną światową, ale i po wojnie, do czasu wybudowania nowych osiedli mieszkaniowych w dzisiejszej południowej części miasta, to na ul. Wyzwolenia znajdowało się większość instytucji życia publicznego w Barcinie, na czele z ratuszem. Przed wojną była tam pastorówka i ochronka dla dzieci prowadzona przez niemieckie siostry diakoniski, a po wojnie przekształcona w pierwszy barciński ośrodek, czyli Przychodnię pod Lipami doktora Stanisława Krzysia. To na tej ulicy znajdowała się remiza strażacka, był pierwszy plac zabaw w mieście. Nic dziwnego, że tak ważna, choć przecież niedługa i na dodatek zamknięta ulica - nie licząc przejścia kładką dla pieszych na ul. Mostową, na drugim brzegu Noteci - musiała doczekać się swojego święta.
Było to wielkie święto nie tylko dla mieszkańców ul. Wyzwolenia, bądź związanych z nią w przeszłości. Tak naprawdę był to dzień specjalny dla wszystkich barcinian i sympatyków tego miasta. A przy okazji dzień dla miłośników dobrej zabawy, wśród znajomych twarzy. Święto ulicy Wyzwolenia to druga taka impreza plenerowa zorganizowana z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Miasta i Gminy Barcin. W zeszłym roku święto miała ulica Kościelna. Za rok będzie to prawdopodobnie barciński rynek.

Ulica Wyzwolenia to miejsce malownicze, które zawsze charakteryzowało się wysokim poziomem integracji społecznej fot. Karol Gapiński
Ale sobotnie popołudnie 29 czerwca należało do ul. Wyzwolenia. To tam, na dawnym placu targowym oraz na niegdysiejszym polu uprawnym nad Notecią stanęła scena. Na niej oraz przed nią odegrane zostały scenki poświęcone przychodni pod lipami, którą prowadził doktor Stanisław Krzyś. Odbył się też pouczająca rozmowa wnuczki z babcią o historii ulicy Wyzwolenia. Zainscenizowano legendarny sklepik u pani Bejnowej, czy też wspomniany ośrodek zdrowia - pierwszy w Barcinie. Aktorzy odegrali zresztą jego uroczyste otwarcie.

Druhowie OSP Barcin pozują z historycznym sprzętem bojowym z Sicienka i Kcyni fot. Karol Gapiński
Mocnym punktem imprezy były pokazy strażackie. Nie mogło się to święto odbyć bez OSP w Barcinie. Z wielu przyczyn, ale najważniejsza jest taka, że założona w 1868 r. jednostka miała swoją remizę najdłużej w historii właśnie przy ul. Wyzwolenia. W XIX w. i do 1939 r. nosiła ta ulica nazwę Młyńska. Była to rzecz jasna pozostałość po funkcjonowaniu tutaj młyna w czasach staropolskich. Choć w XIX w, młyna już nie było, ale był folwark. Podczas budowy stanicy żeglarskiej w Barcinie w 2010 r. wykopane nawet zostały drewnianego umocnienia. Z mapy z 1839 r., jak nam przedstawiał wówczas Czesław Cieślak, dziś nieżyjący już znawca historii miasta, w tamtym miejscu znajdowało się jezioro. Pamiętajmy przy tym, że koryto Noteci znajdowało się bardziej na południe. Obecny bieg tej rzeki jest wynikiem prac melioracyjnych przeprowadzonych przez Prusaków w drugiej połowie XIX w.

Pajdy ze smalcem i ogórkiem podbiły gusta świętujących fot. Karol Gapiński
Wróćmy jednak do tego, co przygotowali na święto ulicy Wyzwolenia strażacy. Otóż nie były to tylko prezentacje miasta z wysokości podnośnika koszowego. OSP Barcin wypożyczyła z OSP Kcynia zabytkową bryczkę pełniącą niegdyś funkcje pożarnicze oraz też zabytkowego wozu bojowego jelcz z 1976 z wyposażeniem. Ten samochód znajduje się na stanie OSP Sicienko i ponoć jeszcze kilka lat temu uczestniczył w akcjach bojowych. Teraz pełni funkcje reprezentacyjne, ale jest na chodzie. Mieszkańcy ul. Wyzwolenia związani z nią od kilkudziesięciu lat mogli odnieść wrażenie déjà vu, gdy ten pojazd podjechał pod stanicę żeglarską, w miejscu dawnej remizy. Takie same wozy strażackie jeździły tą uliczką na syrenach do każdej akcji gaśniczej jeszcze w latach 80-tych ub.w.

Kawiarenka wspomnień fot. Karol Gapiński
Porządne świętowanie nie może się jednak odbyć bez dobrego jedzenia i śpiewnej muzyki. O to pierwsze zadbały panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Mamliczu i Koła Gospodyń Wiejskich w Kniei. Furorę robiły pajdy ze smalcem i kiszonym ogórkiem, doskonałe rogaliki z Mamlicza, czy też podbijająca lokalne jarmarki i festyny w ostatnim roku lemoniada z Kniei. Na scenie zaśpiewała Anna Ratajczak ze Złotowa, finalistka tegorocznej Szansy na sukces oraz zespół Vivace. Działały stoiska animacyjne, przygotowane m.in. przez strażaków i Bibliotekę Publiczną Miasta i Gminy. Był także obóz cygański inspirowany dawnymi wizytami Romów w Barcinie. Strażacy oraz Klub Żeglarski Neptun zorganizowali swoimi łodziami spacery po Noteci. Ważnym i pięknym punktem programu święta był plener malarski przygotowany przez Stowarzyszenie Artystyczne Collage w Barcinie. Zostały na nim pokazane oczywiscie obrazy ulicy Wyzwolenia.
O historii, specyfice życia na ul.Wyzwolenia, wreszcie o sąsiadach sprzed lat opowiadali mieszkańcy związani z tą ulicą. Kawiarenkę wspomnień, w której te opowieści były snute prowadziła Grażyna Szafraniak, sama zresztą też związana z tą ulicą, bo przecież barcińska książnica, w której pracowała, miała swoją siedzibę do połowy lat 90-tych przy ul. Wyzwolenia właśnie. Dokładnie w budynku dawnego ratusza z czasów ul. Młyńskiej i ul. Dmowskiego oraz po II wojnie światowej (już na ulicy noszącej obecną nazwę) do pierwszej połowy lat 70-tych.
Fabularnie całe świętowanie poprowadziła Katarzyna Rodziewicz, działaczka kulturalna, opiekunka Izby Admiralskiej Józefa Unruga w Sielcu.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze