Cofnięcie koncesji = likwidacja pubu
Szczęk łańcuchów w Fenikssie
Mieszkańcy ulicy Pocztowej skarżą się na hałas dobiegający z ogródka piwnego przy pubie Fenikss. Policja przyjeżdża każdego wieczoru, a w Urzędzie Miejskim w Żninie wszczęta została procedura o cofnięcie właścicielce pubu koncesji na sprzedaż alkoholu.
Mieszkańców ul. Pocztowej drażni hałas łańcuchów, którymi powiązane są stoły i krzesła w ogródku piwnym Pub Fenikss w pomieszczeniach dawnej drukarni przy ul. Pocztowej w Żninie istnieje od ubiegłego roku. Ale mieszkańcy ul. Pocztowej zaczęli narzekać na hałas od lipca tego roku. To wtedy na zewnątrz zaczął działać ogródek piwny. Głośne rozmowy, niekiedy krzyki, czy rubaszny śmiech, odbijają się od murów i docierają do mieszkań w okolicznych budynkach. Mieszkańcom, szczególnie tym w jesieni życia, przeszkadza właściwie wszystko, co związane jest z funkcjonowaniem baru na zewnątrz, od krzyków po dźwięk łańcucha, którym związane są krzesła i stoły.
- Piją, biją się i przeklinają - mówi nam jedna z mieszkanek Pocztowej. - Po ulicy biegają. Hałas, krzyk, a jeden przekrzykuje drugiego. Same wulgaryzmy. Coś okropnego. Punktem kulminacyjnym są piątki. Jest tu tak głośno, że trzeba okna zamykać. Kiedyś o pierwszej w nocy obudził mnie hałas, krzyk i przekleństwa.Teraz sobie korki do uszu kupiłam, żeby nie słyszeć. Niech ten ogródek zlikwidują. Właściciel powinien panować nad porządkiem.
Mieszkańców denerwuje również ostro świecąca żarówka na zewnątrz baru, a także to, że przed otwarciem, kiedy rozstawiane są krzesła i stoły w ogródku, słychać szczęk łańcuchów, którymi stoły są związane. Co noc wzywana jest policja. Tak też było w miniony piątek. Przy pubie siedziała grupa młodych ludzi. Około 22:30 pod bar podjechał patrol. Funkcjonariusze wyszli, wykonali czynności służbowe. Kiedy odjeżdżali, samochód uderzył w kwietnik, co wywołało ogólną wesołość siedzącej przy barze młodzieży.
Oficer prasowy Komendy Powiatowej Policki w Żninie kom. Krzysztof Jaźwiński powiedział, że funkcjonariusze bardzo często wzywani są do interwencji w barze Fenikss. Nawet kilka razy dziennie. Najwięcej interwencji przypada na piątek i sobotę. Wezwania dotyczą zakłócania ciszy nocnej, picia alkoholu przed terenem pubu i zaśmiecania. Bardzo rzadko zdarzały się sygnały dotyczące awantur.
- Policjanci po każdym zgłoszeniu muszą przyjechać na miejsce interwencji i rozpoznać sytuację. Za każdym razem policjanci rozmawiają z właścicielem i pouczają, że ma obowiązek zadbać o porządek. Zdarza się również, że policjanci po cywilnemu wchodzą i sprawdzają, czy jest tam sprzedawany alkohol osobom nieletnim - informuje kom. Krzysztof Jaźwiński, który przyznał, że część zgłoszeń nie została przez funkcjonariuszy potwierdzona.
Ze względu na tak dużą liczbę zgłoszeń, policjanci skierowali pismo do burmistrza Żnina, w którym sugerowali zainteresowanie się sytuacją i rozważenie cofnięcia właścicielowi koncesji. Jak się dowiedzieliśmy, procedura ta już została rozpoczęta.
Sara Otto prowadzi pub razem z chłopakiem. Pomieszczenia dzierżawią od właściciela byłej drukarni Jana Kopczyńskiego. W jednym jest bar, a w drugim sala wykorzystywana w czasie imprez tanecznych. Mają w planach stworzenie tam kręgielni. Sara Otto nie może zrozumieć postępowania tych, którzy co wieczór wzywają policję. Chciała zrobić coś dla młodych mieszkańców Żnina, aby mogli w czasie wolnym przyjść i spędzić miło czas. Jej celem było stworzenie nowego lokalu, który stanowiłby alternatywę dla tych, które już są. Twierdzi, że się jej to udało, bo ma już stałych klientów. To dla ich bezpieczeństwa obiekt ma zapewnioną ochronę. Sara Otto mówi, że bójek w pubie nie ma. Zapewniła, że dba o porządek wewnątrz lokalu, w ogródku i na parkingu. Mówi, że nie może odpowiadać za to, co dzieje się na chodniku.
- Rozumiem tych wszystkich emerytów, którym to może przeszkadzać, ale oni nie rozumieją młodych. To gdzie młodzież ma pójść? Do parku nie, bo zaśmiecają, do lokalu nie, bo świeci żarówka. Jaką oni mają propozycję dla młodzieży? Czy przez nich każdy młody człowiek ma iść po 22:00 do domu i spać? Każdy ma dużo problemów na co dzień i chciałby jakoś o nich zapomnieć, odreagować. Chciałam coś dla tych ludzi zrobić, a teraz czuję się jak przestępca, bo na głowie mam policję. Dlaczego ludziom nie przeszkadza ogródek na rynku? - pyta Sara Otto.
Nasza rozmówczyni zleciła wykonanie pomiarów hałasu wokół lokalu. We wtorek wykonał je Maciej Szymański w dwóch miejscach na ogrodzie przy Śniadeckich 18 oraz na Pocztowej przy bloku nr 23. Hałas mierzony był od 2030 do północy. W lokalu grała muzyka, a na zewnątrz byli klienci. Norma na terenie zabudowy mieszkaniowej w porze nocnej to 57 decybeli. Pomiary wykazały głośność od 48 do 51,5 dB na Śniadeckich i od 39,5 do 43,5 na Pocztowej. Jej zdaniem, jest to potwierdzenie tego, że hałasu nie ma.
Sara Otto nie wyobraża sobie tego, że straci koncesję. Wiązałoby się to z zamknięciem lokalu, co zapoczątkowałoby kolejne problemy. Musiałaby oddać 13.000 zł do Powiatowego Urzędu Pracy. W ubiegłym roku otrzymała pomoc związaną z rozpoczęciem własnej działalności gospodarczej. Taką samą kwotę musiałby oddać również jej chłopak, bo pub został rozbudowany.
- Jeżeli pub będzie zamknięty, to ludzie, którzy tu przychodzą, nie zamienią go na „Kolorowy”, bo to nie są tego typu osoby, tylko normalni i fajni ludzie - mówi Sara Otto.
Procedura związana z cofnięciem koncesji wydanej 9 września 2008 roku utknęła w Urzędzie, dlatego że wniosek musi być uzupełniony przez policję. Jeśli dokumenty będą w komplecie, postępowanie ruszy.
Ogródek piwny po sezonie letnim i tak zniknie sprzed baru. Będzie funkcjonował jeszcze przez dwa tygodnie.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 918 (27/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze