Pałuckie trojaczki z Zamościa przyszły na świat po kolei, minuta po minucie 10 grudnia o 8.47, 8.48 i 8.49. Na zdjęciu dumni rodzice z trojaczkami i babcią: Tomasz Karaszkiewicz trzyma na rękach syna Piotra, Magdalena Karaszkiewicz córkę Wiktorię, a babcia Wiesława Szwajcer wnuka Bartłomieja. fot. Remigiusz Konieczka
Zamość, trojaczki, Piotr, Bartłomiej, Wiktoria
Szczęście razy trzy
Przyszły na świat po kolei, minuta po minucie 10 grudnia o 8:47, 8:48 i 8:49. Piotr, Bartłomiej i Wiktoria. Trzy maleństwa z Zamościa.
Magdalena i Tomasz Karaszkiewiczowie mieszkają w Zamościu (gm. Szubin) od dwóch lat. Wcześniej mieszkali w Bydgoszczy, choć Tomasz Karaszkiewicz z nieukrywaną dumą mówi o swoich pałuckich korzeniach. Rodzina pochodzi z Wąsosza, a ojciec pracując na kolei trafił na stację kolejową do Zamościa, potem w Szubinie, Nakle i Bydgoszczy aż do wypadku. Również Magdalena Karaszkiewicz związana jest z Pałukami, choć w niecodzienny sposób. Jej nazwisko rodowe to Szwajcer i przyznała, że odkrywca Biskupina Walenty Szwajcer to dalsza rodzina jej ojca. Tomasz Karaszkiewicz podkreśla, że wrócił na Pałuki, a o swoich pociechach z dumą mówi mali Pałuczanie.
- Czuję się emocjonalnie związany z tym regionem. Nie był, nie jest i nie będzie to dla mnie obcy teren - powiedział pan Tomasz.
Rodzice dowiedzieli się o tym, że narodzą się trojaczki, w dość dramatycznych okolicznościach. Byli na spacerze w Lubostroniu. Wracając do Zamościa, za Łabiszynem ulegli niegroźnemu wypadkowi. Z racji tego, że pani Magdalena była w ciąży, została wezwana karetka. Lekarz dokonujący badania w szpitalu w Żninie powiedział przyszłej mamie, że urodzi trojaczki. Była w szóstym tygodniu ciąży.
- Lekarz w Żninie podczas badania stwierdził, że są trzy małe istotki. Był to lekki szok. Nie spodziewaliśmy się - mówi Magdalena Karaszkiewicz, która podczas badania była w gabinecie sama. Po chwili o trojaczkach dowiedział się jej mąż.
- Całe życie spodziewałem się tego, że mogę mieć bliźniaki. Rozmawialiśmy o tym z żoną i chcieliśmy, by urodziły nam się bliźniaki. Ale ta informacja nas kompletnie zaskoczyła - dodał pan Tomasz. - Przyjęliśmy tę informację spokojnie. Tamtego dnia i tak mieliśmy zbyt wiele przygód.
W związku z tym, że ciąża pani Magdaleny była skomplikowana, oboje rodziców i cała rodzina robili wszystko, by dotrwała do szczęśliwego rozwiązania. Jak przyznaje mama trojaczków, ciąża była leżąca. - Tutaj należą się podziękowania dla teściów, którzy żonę otoczyli opieką - mówi Tomasz Karaszkiewicz.
Na miesiąc przed rozwiązaniem pani Magdalena trafiła do Szpitala Miejskiego w Bydgoszczy. - Personel szpitala robił wszystko, aby utrzymać ciążę jak najdłużej. W trzydziestym piątym tygodniu lekarze zdecydowali, że jest to odpowiedni termin na narodziny. Dzieci przyszły na świat przez cesarskie cięcie, które przebiegało sprawnie. W trakcie porodu były w pogotowiu trzy zespoły neonatologów. Dla każdego dziecka jeden - mówi Magdalena Karaszkiewicz.
Jej mąż na pamięć zna wymiary i ciężar maluszków po urodzeniu. Pierwszy na świat przyszedł Piotr, miał 52 cm długości i 2.350 g wagi. Drugi był Bartłomiej, miał 51 cm i 2.480 g. Ostatnia na świat przyszła Wiktoria. Była najmniejsza i najlżejsza, miała 47 cm i ważyła 1.750 g. Mama z synami przebywała w szpitalu do 20 grudnia. Wiktoria została do 30 grudnia. Musiała w tym czasie dojść do 2 kg. Miała tlenoterapię.
- Ogólnie, jak na wcześniaki, to dzieci są w normie. Lekarze stwierdzili, że są w bardzo dobrym stanie - powiedział Tomasz Karaszkiewicz.
Dzieci jeszcze w Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy odwiedził prezydent miasta Rafał Bruski. Pojawiła się informacja o trojaczkach w Internecie i telewizyjnych Zbliżeniach. Teraz cała piątka jest w domu. Pan Tomasz już musi pracować. Jest inżynierem budownictwa i pracuje jako kierownik budowy. Pani Magdalenie pomaga jej mama, babcia trójki wnucząt Wiesława Szwajcer.
- Cieszymy się, że mama jest na co dzień. Z naszymi dziećmi, to jest tak, że jest to potrójna radość, ale też potrójny obowiązek. Trzecia para rąk jest niezbędna - wyjaśnia Magdalena Karaszkiewicz.
- Dzień się nie różni od dnia. Karmienie co trzy godziny, osiem razy na dobę. Jest tak jak z każdym małym dzieckiem, tylko że pomnożone przez trzy - dodaje jej mąż.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1145 (4/2014)
Artykuły o innych trojaczkach z Pałuk:
Trojaczki z Rogowa: Izabela, Adrian, Filip
Nasze kochane trojaczki
Potrójne szczęście w domu
Urodziły się trojaczki
Żnińskie trojaczki
Roczek trojaczków
Pełnoletnie trojaczki z Brudzynia
Szczęście razy trzy
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze