W polu było sporo atrakcji. Praca w polu nie była zmechanizowana, tak, jak obecnie i wydajność nieporównywalna do czasów obecnych. My też się nie przemęczałyśmy. Woleliśmy ziemniaków nie zauważać. Czekaliśmy z utęsknieniem na posiłki, które nam serwowano. Szczególnie zapamiętałam wyjazd do Sitowca, gdzie na obszernym kartoflisku pracowało kilka ekip. Plony były tam dość bogate a zupa na zakończenie obfita i smaczna.
Pokolenie moje to dzieci wojny, urodzone przed jej wybuchem lub tuż po nim. Nasze dzieciństwo to nie czas uśmiechu, radości, wesołych zabaw. To czas strachu, niedosytu, biedy. Niektórzy z nas stracili najbliższych, rodziców i byli pod opieką Domów Dziecka. W momencie kiedy rozpoczynaliśmy szkołę średnią, nie byliśmy jeszcze dojrzali psychicznie i trudno nam było stworzyć zjednoczoną grupę, tym bardziej, że byłyśmy klasą żeńską. Podobno klasy koedukacyjne łatwiej się jednoczą w kolektyw.
Nasz wychowawca podjął się trudnego zadania. Stosował różne metody abyśmy się rozumieli i zaufali sobie nawzajem. Przychodził do nas do internatu, prowadził z nami rozmowy, łagodził konflikty, pouczał. Pomagał w odnalezieniu się w grupie. A my? Nie zawsze potrafiliśmy kroczyć prostą drogą. Czasem prowokowałyśmy nieprzyjemne sytuacje.
Aby nas jednoczyć w klasie pierwszej wychowawca zorganizował wycieczkę do Smukały. Atrakcją była podróż kolejką wąskotorową. Niewiele z nas znało ten środek lokomocji poruszający się ślimaczym tempem. Co odważniejsi wyskakiwali z wagonów i urządzali wyścig z kolejką. A co na to nasz wychowawca? On był sam, a nas około czterdzieści. Woda w Smukale zachęcała do kąpieli i nie można jej było sobie odmówić. Dziś wiem, że wychowawca przeżywał ciężkie chwile a my prześcigałyśmy się w różnego rodzaju pomysłach Ja na taką wyprawę bym się nie odważyła ze względu na bezpieczeństwo powierzonej grupy.
Wspominam też z nostalgią klasową wycieczkę do Brdyujścia.
Pamiętam, że jak przystało na uczennice, ubrane byłyśmy w czarne fartuszki, a ponieważ była słoneczna pogoda, nie miałyśmy odzieży zapasowej.
W Brdyujściu nie było wielu atrakcji. Jak długo można cieszyć wzrokiem widok uchodzącej do Wisły bydgoskiej Brdy? Szybko znudziłyśmy się rozmowami. Powoli szukałyśmy czegoś ciekawszego. Znalazłyśmy przycumowane do brzegu bezpańskie łódki. Czwórka z nas postanowiła się w nich pohuśtać. Zajęłyśmy więc miejsca i dalej do zajęcia. Nie zauważyłyśmy, że łódka się uwolniła i powoli odpływa od brzegu. Dopiero krzyk z brzegu przywołały załogę łódki do rzeczywistości. Bez chwili namysłu powyskakiwałyśmy do wody. Dobrze, że nie było głęboko i bez pomocy „topielice” wróciły na brzeg. Nie było na nich suchej nitki. Ponieważ nie było odzieży na zmianę więc nasz pobyt trochę przedłużył. Trzeba było się podsuszyć na słońcu by środkiem komunikacji publicznej wrócić do szkoły. Wychowawca przeżył chwile grozy i obdarował nas niemiłymi epitetami.
Pomysłów niesubordynacji w naszej klasie nie brakowało, szczególnie wśród mieszkanek internatu. Nie zawsze dzwonek na pobudkę zrywał nas z łóżek, szczególnie zimą, gdy czuło się w sypialni chłód. Zdarzało się wyjąć z drzwi klamkę i nie pozwolić chętnym pójść na poranny apel. Tego powodu powstawały konflikty w grupie i interweniować musiał nawet dyrektor szkoły.
Kiedy my zgłębiałyśmy wiedzę w Polsce „doskonale” funkcjonował znacjonalizowany przemysł i uspołecznione rolnictwo. Jesienią, kiedy trzeba było zebrać plony w rolnictwie, nie starczało rąk do pracy i wtedy odczuwało się zapotrzebowanie na uczniowską pomoc. Szkoły wysyłały do pracy swoich uczniów. Była to akcja długotrwała. A co my uczniowie na to? Chętnie jeździliśmy nie tyle, aby pomóc, ale aby unikać lekcji.
W polu było sporo atrakcji. Praca w polu nie była zmechanizowana, tak, jak obecnie i wydajność nieporównywalna do czasów obecnych. My też się nie przemęczałyśmy. Woleliśmy ziemniaków nie zauważać. Czekaliśmy z utęsknieniem na posiłki, które nam serwowano. Szczególnie zapamiętałam wyjazd do Sitowca, gdzie na obszernym kartoflisku pracowało kilka ekip. Plony były tam dość bogate a zupa na zakończenie obfita i smaczna.
Jesienna pomoc przy wykopkach była akcją, która na wiele lat towarzyszyła szkołom nie tylko średnim, ale i podstawowym.
Teresa Śliwa-Lisiecka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze