Wizja utraty pracy nie jest optymistyczną informacją
fot. Arkadiusz Majszak
Żnin, szpital, kontrakt, NFZ, ordynatorzy, prezes, pogotowie, laboratorium
Szpital na połowę łóżek
Ordynatorzy sami będą ustalać skład personalny kierowanych przez siebie oddziałów po przekształceniu szpitala. Prezes zajmie się obsadą laboratorium i pogotowia. Imienny skład całej kadry powinien być ustalony do 29 października.
Prezes spółki Pałuckie Centrum Zdrowia Aleksander Kmiećkowiak będzie konsultował z ordynatorami i kierownikami działów liczbę zatrudnionych osób w nowej jednostce.
W spółce zatrudnienie na podstawie umów cywilno-prawnych będzie obejmować lekarzy oraz ewentualnie kierowników działów i pielęgniarki oddziałowe.
Na podstawie umów o pracę będą zatrudniane pielęgniarki, pracownicy pogotowia, administracji oraz działów gospodarczych. Umowy o pracę będą zawarte na rok. W spółce w pierwszej kolejności będą zatrudniani dotychczasowi pracownicy szpitala w likwidacji. W prasie ukażą się ogłoszenia dotyczące oferty pracy dla lekarzy i pracowników medycznych po to, by zbadać rynek pracy; nie wszyscy mogą przyjąć warunki zaoferowane przez prezesa nowej jednostki.
- "Chciałbym, żeby do 29 października wszyscy złożyli oferty pracy w nowej jednostce. Jeżeli ordynatorzy i ja ustalimy imienne listy do 29 października, to każdy będzie mógł sprawdzić, czy jest na tej liście. Na pewno zostanie zmniejszony ilościowo skład. Pensje będę starał się utrzymać w sposób niezmieniony" - mówi Aleksander Kmiećkowiak.
Ile pracowników będzie pracować w spółce, tego na razie prezes nie powie. Dodaje, że ta kwestia lada dzień ujrzy światło dzienne. Wszystko zależy od uzgodnień z ordynatorami. Później wyłoży kawę na ławę.
W pierwszej kolejności w spółce będą zatrudniane osoby o najniższym kryterium dochodowym na rodzinę.
- "Jeśli osoby z tych nieprzyjętych będą uważać, że dzieje im się krzywda, będą mogły przyjść porozmawiać. Będę mógł tylko takie odwołania uwzględniać, gdy w rodzinie nie ma co do gara włożyć. Przede wszystkim trzeba postarać się o papiery z PUP, że druga osoba nie pracuje. Nie można wyrzucić na bruk osoby, która obok małżonka stanie się osobą bezrobotną. W pierwszej kolejności nie będą się liczyć kwalifikacje" - zapewnia Aleksander Kmiećkowiak.
Zdaniem prezesa spółki odprawy otrzymają wszyscy pracownicy. Bez wyjątku, czy dana osoba otrzyma zatrudnienie w nowej spółce, czy nie. Aleksander Kmiećkowiak twierdzi, że niepubliczny zakład opieki zdrowotnej nie obowiązują podwyżki wynikające z ustawy 203. Prezes dotarł jednak do orzeczeń Sądu Najwyższego, który interpretuje, że te świadczenia się należą. - "Jeśli okaże się, że ustawy 203 obowiązują, to trudno. Szpital musi funkcjonować. Za wszelkie długi wobec pracowników odpowiada starostwo, stary szpital. Jeśli te ogony przeszłyby na nowy szpital, to ja nie podejmuję się działania" - zapewnia prezes.
Aleksander Kmiećkowiak mówi, że jeśli wszystko wystartuje, to 2005 r. będzie przełomowy dla żnińskiej służby zdrowia. Nie ukrywa, że chciałby, ażeby nowa jednostka tak działała, by mieć pewność, że w 2006 r. nie tylko poprawi się jakość świadczonych usług, ale także najmniej zarabiający będą mogli otrzymać podwyżki.
- "Jednostka, którą poprowadzę musi tak funkcjonować, żeby pacjenci byli zadowoleni i żeby ludziom się dobrze powodziło. W takiej formie jak dotychczas ten szpital nie mógł funkcjonować" - uważa prezes.
Obecnie żniński szpital dysponuje 215 łóżkami. Po przekształceniu prezes szacuje, że będzie czynnych około 120 łóżek. Nie ukrywa, że zlikwidowałby oddział ratunkowy i poczekał na lepsze czasy, aż Narodowy Fundusz Zdrowia będzie przekazywał większe pieniądze na funkcjonowanie tego oddziału. Takiego kroku jednak nie uczyni.
Prezes spółki Pałuckie Centrum Zdrowia Aleksander Kmiećkowiak spotkał się w miniony poniedziałek z pracownikami szpitala po 5 latach przerwy. W 1999 r. zrezygnował on z funkcji dyrektora lecznicy.
- "Podobno się nie wchodzi dwa razy do tej samej wody, ale ja spróbowałem i sądzę, że się nie utopię. Ci, którzy mi pomogą na pewno nie będą żałowali" - powiedział prezes.
Pracownicy szpitala zastanawiali się czy podjęty kierunek działań jest dobry i zgodny z prawem. Lekarze pytali, co przekształcenie w spółkę przyniesie. Ich zdaniem, jeśli okaże się, że wszelkie zobowiązania spadną na nowy szpital, to przekształcenie niczego nie wniesie.
Aleksander Kmiećkowiak wyjaśnił, że nikt w Polsce nie jest przekonany, czy przekształcenie w takiej formie jak żniński szpital jest prawidłowe. Nawet prawnicy nie są do tego jednoznacznie przekonani.
- "Na najbliższej sesji szaleńcy chcą uchylić uchwałę. Jeśli ją przegłosują, to możemy wszyscy pakować manatki. Wtedy ja kończę działalność, likwidator wychodzi. Nowego dyrektora już się nie uda wybrać. Totalna klęska. Szpital jest kartą przetargową, gdzie nie chodzi o dobro pacjenta, lecz tylko prywatne rozgrywki" - dodał prezes.
Lekarze zgłosili również obawy dotyczące zmniejszenia kontraktu przez NFZ w przypadku zmniejszenia liczby łóżek. Ich zdaniem może dojść do sytuacji, że ze względu na niski kontrakt będzie trzeba pracować się w cyklu 4-dniowym, a w piątek spółka będzie zamknięta. Obawiają się też sporych kolejek na zabiegi ze względu na liczbę, jaką będą mogli wykonać w danym miesiącu.
Aleksander Kmiećkowiak nie ukrywa, że kolejki będą. I dodał: - "Moja w tym głowa, żeby kontrakt się nie zmniejszył. Muszę udowodnić, że na tych łóżkach tych ludzi uda się wyleczyć".
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 661 (42/2004)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze