Magdalena Zawar z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie (pierwsza z lewej) oraz Aleksandra Rychlik, studentka Instytutu Prahistorii UAM w Poznaniu, badają odkryte skupisko kamieni, które mogło służyć jako palenisko. Za nimi dyrektor biskupińskiego muzeum Wiesław Zajączkowski oraz archeolog Szymon Nowaczyk podczas lustracji stanowiska w Jaroszewie. fot. Remigiusz Konieczka
Popielnice i palisada
Tajemnice Jaroszewa
Po kilkunastu dniach na wykopalisku w Jaroszewie archeolodzy trafili na ślady obecności ludzi. Są to naczynia gliniane oraz pozostałości budowli o bliżej nieokreślonym jeszcze przeznaczeniu.
Z nieba leje się żar, a na terenie żwirowni w Jaroszewie grupa młodych ludzi z łopatami i haczkami przekopuje piaszczystą ziemię. Robią to delikatnie i z wyczuciem. Im bliżej zagłębienie terenu, tym wszystko staje się bardziej jasne. Dół ma płaskie dno, teren ogrodzony jest sznurkiem wyznaczającym stanowiska archeologiczne. Ze względu na porę roku i piaszczysty krajobraz można odnieść wrażenie, że archeolodzy poszukują grobu egipskiego faraona, a nie śladów ludów przemierzających te tereny kilka tysięcy lat temu.
W styczniu pisaliśmy o tym, że na terenie kopalni żwiru w Jaroszewie zostały odkryte ludzkie kości i popielnice z okresu kultury łużyckiej, czyli z VIII wieku p.n.e. Wówczas bydgoska delegatura Urzędu Ochrony Zabytków wydała zakaz korzystania z kopalni i wydobywania żwiru. Początkowo do wykonania decyzji i zaprzestania eksploracji kopalni nie poczuwał się właściciel i dzierżawca, a sprawa została skierowana do prokuratury. Z naszych informacji wynika, że dochodzenie zostało umorzone.
Każde miejsce, w którym zostały znalezione fragmenty musi być oznaczone i sfotografowaneNatomiast od 1 lipca w części terenu żwirowni trwają prace archeologiczne pod kierunkiem Szymona Nowaczyka z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie. Jak nam powiedział archeolog, na początku prac wykopaliskowych archeolodzy wydobyli fragmenty ceramiki i narzędzi krzemiennych, prawdopodobnie z epoki brązu. Dopiero niedawno znaleźli coś naprawdę godnego uwagi. Podczas wykopalisk trafili na skupisko kamieni, które może wskazywać, że służyło jako palenisko, chociaż nie ma na nich wyraźnych oznak spalenizny. Dlatego powstała druga hipoteza, sugerująca, iż kamienie mogły służyć jako ołtarz kultowy. Oprócz skupiska kamieni archeolodzy natrafili na cztery groby kloszowe. Były to gliniane popielnice, które dodatkowo nakryte zostały dużym naczyniem, stąd też wzięła się nazwa grobów klasztornych, w których chowano ludzkie prochy. Czasowo można je umieścić między V a III wiekiem p.n.e., w okresie trwania kultury pomorskiej. Odkryte popielnice częściowo zostały zniszczone przez orkę.
Jak nam powiedział Szymon Nowaczyk, najciekawszą rzeczą jaka została odkryta w Jaroszewie są dwa rzędy słupów. Archeolodzy zastanawiają się nad pochodzeniem słupów. Być może była to zwykła palisada lub pozostałości olbrzymiego budynku. Palisada ciągnie się na odległość kilkudziesięciu metrów. Szymon Nowaczyk wykluczył, aby był to ślad tzw. długich chat, których duże skupisko zostało odkryte w Wenecji. Głównie dlatego, że długie chaty budowane były na osi północ - południe, a ślady budowli w Jaroszewie znajdują się na linii wschód - zachód.
W poniedziałek archeolodzy poszerzali teren wykopów, aby zobaczyć jak daleko sięgają ślady słupów. Badania cały czas trwają. O ich wynikach poinformujemy później.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 911 (30/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze