Choć do szokującego zdarzenia doszło w drugiej połowie września br., dopiero w poniedziałek całą Polskę obiegły doniesienia o postrzeleniu mężczyzny, którego w wyniku zaniedbania dopuścił się jeden z sędziów. Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki nagraniu zamieszczonemu w sieci. W czasie trwania krótkiego filmiku dokładnie widać, jak poszkodowany zostaje postrzelony w pośladek, po czym bezwładnie upada na ziemię. Skandaliczne sceny rozegrały się na Strzelnicy w Godawach zarządzanej przez Stowarzyszenie Godawianie.
W miniony weekend video błyskawicznie stało się internetowym viralem. Jego dłuższa 2-minutowa wersja rozpoczyna się od momentu, w którym grupa mężczyzn szykuje się do oddania strzałów, a jeden z sędziów (nie przebierając w wulgaryzmach) poucza, aby nie wykorzystywać w tym celu ostrej amunicji. Pokazuje następnie, jak załadować magazynek i postępować z bronią. Kolejno chwyta drugą strzelbę, aby ją rozładować, kierując lufę w stronę stojącego obok mężczyzny. Pada strzał. Sędzia trafia w pośladek mężczyzny, który upada. Słychać serię przekleństw. Filmik urywa się. Poszkodowany został przetransportowany Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym do bydgoskiego szpitala.
Do zagrażającego życiu uczestników, a zarazem absurdalnego zdarzenia doszło 21 września na Strzelnicy w Godawach (gm. Gąsawa), której zarządcą jest Stowarzyszenie Godawianie.
Asp. Michał Robakowski, oficer prasowy KPP w Żninie przekazał nam, że mundurowi z miejscowej komendy pod nadzorem prokuratora prowadzili postępowanie przygotowawcze. W jego wyniku 68-letni mężczyzna (sędzia) usłyszał zarzut nieumyślnego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. - Z opinii biegłego powołanego na etapie postępowania wynikało, że pokrzywdzony w zdarzeniu 70-latek doznał obrażeń, które skutkowały leczeniem powyżej dni siedmiu - poinformował asp. Michał Robakowski.
Mężczyzna, któremu przedstawiono zarzuty złożył wniosek o warunkowe umorzenie postępowania. Z tego powodu pod koniec ubiegłego tygodnia akta sprawy zostały przekazane do żnińskiej prokuratury. We wtorek skontaktowaliśmy się w tej sprawie z jej szefem prokuratorem Dariuszem Mańkowskim. - Prokurator dostał akta, zapoznaje się z nimi. Myślę, że decyzja co do dalszych kroków zostanie podjęta w ciągu kilku dni - usłyszeliśmy.
W poniedziałek rano w mediach społecznościowych Stowarzyszenia Godawianie pojawiło się oświadczenie prezesa Andrzeja Lipińskiego. W związku z informacją o zdarzeniu, które miało miejsce na naszym obiekcie informujemy, że zarządcą strzelnicy jest Stowarzyszenie Godawianie. W dniu zdarzenia strzelnica została wynajęta podmiotowi, który odpowiadał za organizację zawodów. Członkowie Stowarzyszenia Godawianie oraz pracownicy obsługi strzelnicy nie byli organizatorami i uczestnikami ww. zawodów. Z poważaniem Prezes Stowarzyszenia Godawianie - brzmiała treść wpisu.
Andrzej Lipiński w rozmowie z gazetą nie ukrywał, że obiekt wynajmował Bydgoski Klub Strzelecki LOK Bydgoszcz, który regularnie korzysta ze strzelnicy w ramach zawartej umowy. 21 września przeprowadzał na jej terenie wydarzenie wewnętrzne. Tego, co się stało komentować nie chciał.
Wykonaliśmy również telefon do prezesa BKS LOK Bydgoszcz. Fakt, że nie zdecydował się odpowiedzieć na nasze pytania nie był zaskoczeniem. Kiedy zorientował się, że po drugiej stronie słuchawki znajduje się przedstawiciel mediów - natychmiast się rozłączył.
Na kontrowersyjnym wideo nie sposób nie zauważyć napisu na sędziowskiej kamizelce - PZSS, a więc Polski Związek Strzelectwa Sportowego. 30 października bydgoski klub otrzymał przedłużenie licencji klubowej od tej organizacji, uprawniające do udziału we współzawodnictwie w sporcie strzeleckim w dyscyplinach: pistolet, karabin, strzelba gładkolufowa. Licencja jest ważna do 31 grudnia 2025 r. Skontaktowaliśmy się z PZSS. W jego imieniu wypowiedział się rzecznik prasowy Włodzimierz Gałecki.
Kadr z filmu zamieszczonego na platformie X
Już na początku rozmowy zaznaczył, że o zdarzeniu dowiedziano się dopiero w niedzielę wieczorem (17 listopada), po tym kiedy w sieci wypłynęło nagranie, a pytania zaczęli zadawać dziennikarze. Nie ulega jednak wątpliwości, że to, co działo się na strzelnicy nie było zawodami wpisanymi w kalendarz organizacji, a najprawdopodobniej zwykłym szkoleniem, za które PZSS nie może wziąć odpowiedzialności. - W naszym spisie jest ponad 400 klubów. W zasadzie nie możemy ich nie przyjmować, ponieważ przepisy jasno stanowią, że jeśli klub spełnia pewne warunki, ma ubezpieczenie i tak dalej, to nie można mu odmówić - zauważył Włodzimierz Gałecki.
- Na podstawie filmiku ewidentnie widać niedociągnięcia w znajomości przepisów. Złamano wszelkie zasady, jedną po drugiej. Na strzelnicy najważniejsze jest bezpieczeństwo, a według międzynarodowych przepisów ISSF za jakiekolwiek odstępstwo w zachowaniu bezpieczeństwa momentalnie grozi czerwona kartka i jest się po prostu wykluczanym - kontynuował rzecznik. Zwrócił uwagę na widoczne na filmie stanowisko, przy którym stoi kilku wymachujących bronią mężczyzn, panuje chaos, co jest niedopuszczalne. - Nigdy, powtarzam - nigdy nie można też wycelować bronią w kierunku ludzi. Za to wylatuje się od razu. Włos się jeży, gdy patrzy się na to zachowanie.
Nasz rozmówca skupił się także na kamizelkach uczestników. - Były podrobione, tylko trochę podobne do naszych. Wyglądały, jak kamizelki, które można kupić w zwykłym sklepie, aby nosić je idąc wieczorem poboczem. Miały wykonane dodatkowe napisy. Myślę, że to chęć zaoszczędzenia - mówił.
Czy klub straci licencje PZSS? Włodzimierz Gałecki zaznaczył, że po otrzymaniu podstawy (np. zgłoszenia Policji o złamanych przepisach) nad jej cofnięciem musiałby się pochylić komisja licencyjna, która przygotowuje wniosek do Zarządu PZSS. Wówczas może dojść do pozbawienia licencji i wykluczenia klub z szeregów organizacji.
O dalszych krokach Prokuratury Rejonowej w Żninie oraz PZSS będziemy informować.
Justyna Kulpińska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze