Reklama

To dopiroż działo się na deskach

Dokładnie rzecz ujmując, zadziało się w sobotni wieczór 5 marca na deskach MDK w Barcinie, na które wpłynął Trans-Atlantyk z Gombrowiczem i innymi uchodźcami na pokładzie.

Polski transatlantyk MS Chrobry 21 sierpnia 1939 r. zawinął do Buenos Aires. Na jego pokładzie był m.in. pisarz i dramaturg Witold Gombrowicz, jeden z najważniejszych twórców w historii polskiej literatury, choć wtedy jeszcze przed napisaniem wielu kluczowych dzieł. Także oczywiście przed stworzeniem Trans-Atlantyka. Ta powieść powstała dopiero kilkanaście lat później, ale jej punkt wyjścia opiera się właśnie na zawinięciu Chrobrego do portu w stolicy Argentyny. Wówczas statek ten popłynął  na powrót do Europy, choć nad starym kontynentem ciążyło widmo nieuchronnej wojny. Gombrowicz został zaś w kraju tanga.

 

Reklama
Publiczność, która wypełniła widownię po brzegi zgotowała Akademii Teatru Młodego Aktora owację na stojąco fot. Karol Gapiński

 

Dzieła Witolda Gombrowicza choć są specyficzne, oryginalne i zawsze pozostają niezależne od trendów, charakteryzują się jednak przy tym ponadczasowością przesłania, więc niejako zawsze pozostają trendy. Ich przesłanie olśniewa swoją trafnością bez względu na czasy, w których znajduje się czytelnik. W sobotę 5 marca młodzież w Miejskim Domu Kultury w Barcinie pokazała, że także bez względu na wiek tegoż czytelnika. A w tym akurat przypadku nie tego, kto powieść przeczytał, ale kto przełożył ją na język teatru i po teatralnemu zdynamizował.

Reklama

 

Towarzysze pijatyki podnoszą Witolda Gombrowicza z kolan fot. Karol Gapiński

 

Mam bowiem przekonanie, że ci młodzi aktorzy występujący na scenie MDK w Barcinie nie tylko wyuczyli się perfekcyjnie swoich ról na podstawie scenicznej adaptacji gombrowiczowskiej powieści, której wcześniej dokonał Artur Tyszkiewicz. Ze zrozumienia i świadomości odgrywanych przez nich ról wnosić trzeba, że ci nastoletni artyści rzeczywiście wcześniej wgryźli się w oryginalny tekst powieści Gombrowicza.

 

"Nie pytaj o Polskę" - śpiewają młodzi aktorzy w Barcinie fot Karol Gapiński

 

Akademia Teatru Młodego Aktora - tak bowiem nazywa się zespół, który przez dwie godziny w sobotni wieczór dwoił się i troił na barcińskiej scenie, by ukontentować liczną publiczność - to wyjątkowa w skali powiatu żnińskiego inicjatywa. Twórca Akademii, reżyser jej spektakli Artur Jakubowski para się amatorskim teatrem już od lat dziewięćdziesiątych. Pracuje przede wszystkim z młodymi aktorami, choć nie tylko, bo również z tymi starszymi, w ramach UTW. Niezmiernie cieszy to, że grupy teatralne pod jego kierunkiem nigdy nie idą na łatwiznę. Sięgają po repertuar niezwykle trudny i wymagający, tak dla aktora, jak i widza. Za to jest to chyba repertuar bardzo wdzięczny dla jednych i drugich. Daje im szerokie pole do reinterpretacji. A premierowo pokazany Trans-Atlantyk, już zwłaszcza taki jest. Opowiada o wojennym uchodźcy. Choć tylko trochę ma to wspólnego z obecną sytuacją w związku z agresją rosyjską na Ukrainę, to jednak widzowi tkwiącemu wśród doniesień informacyjnych z tego frontu, oglądanie teraz Trans-Atlantyku daje dużo do myślenia.

Reklama

 

Opanowanie choreografii i umiejętność poruszania się na scenie też stanowią o sukcesie spektaklu fot. Karol Gapiński

 

Wróćmy jednak do naszych aktorów. To, jak zmierzyli się z tekstami stylizowanymi w Trans-Atlantyku na barok, czyli niedzisiejszymi, wyszukanymi, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli: wypasionymi do mega rozmiarów, było rzeczywiście imponujące. Miałem wrażenie, że podczas dwugodzinnego spektaklu nie było u aktorów ani jednej pomyłki, czy też luki spowodowanej umknięciem tekstu z pamięci. Głosu suflera w każdym razie nie usłyszałem. Przy tym wszystkim role tych aktorów nie są takim sobie dukaniem, które często znamy z amatorskich teatrów. Owszem, barcińska akademia to nadal przecież tylko teatralna szkoła dopiero, ale ci młodzi artyści już potrafią nadawać słowami, gestami i ruchami konkretne rysy swoim postaciom.

Reklama

W Akademii przeważają dziewczęta. Grając role męskie, miały dodatkowe, niezwykle ciekawe wyzwania. W tym jedna z nich, Weronika Forgiel jako Gonzago - jeszcze bardziej specyficzne, bo rolę mężczyzny, który nie chciałby nim być i za mężczyznami się ugania. Sprawność techniczna, umiejętność wcielania się nie tylko we własne role ale i branie na siebie zadań scenografa, który otwiera blokady na kołach, by móc obrócić na nich pulpit będący sceną w scenie i schowkiem dla kolejnych dramatis personae, budzą podziw. Do tego doszły umiejętności taneczne i wokalne. Było to istotne, dla zamknięcia w jedność przekazu, cały koncept, który obmyślił sobie Artur Jakubowski. W adaptację wpleciono też elementy muzyczne. Niepokojąca w swoim transowym przebiegu linia melodyczna piosenki Nie pytaj o Polskę Obywatela G.C. i przejmujący subtelnością wokal Aleksandry Erdman były dobrą puentą sztuki. Choć akurat już raczej nie w gombrowiczowskim stylu.

 

Reklama
Scenografia była dobrze przemyślana fot Karol Gapiński

 

W tym natomiast przez cały spektakl niewątpliwie pozostawał Adrian Staszak, który wcielił się w rolę narratora, czyli Gombrowicza właśnie.Trans-Atlantyk jest literackim starciem z narodowym etosem reprezentowanym przez naszych sztandarowych wieszczów. Jest podszytym ironią i groteską uderzeniem w sarmackość. Adrian Staszak na scenie jest doskonałym narzędziem służącym do tego rozrachunku z etosem. Młody aktor dysponuje świetnymi warunkami głosowymi. Jego tembr jest bardzo dojrzały, a właściciel potrafi zarządzać emocjami tak w krótkich dialogach, jak i prześmiewczych, ekspresyjnych monologach. Takie słowa, jak "synczyzna" jako antonim do ojczyzny, albo "dopiroż" lub "trzebaż", jako groteskowe archaizmy rodem z Jana Chryzostoma Paska, w ustach Adriana Staszaka brzmią urzekająco, niczym drobne klejnociki garściami rozsypywane na stół. Do tego wielkopańskie gesty, których w tej roli nie szczędzi, w każdym przypadku są zaprawione odpowiednią dozą groteski. W tej sztuce Adrian Staszak rzeczywiście kładzie sarmackość na łopatki.

Reklama

Aktorstwo i reżyseria to nie jedyne atuty spektaklu. Trzeba docenić prace dźwiękowców i scenografów oraz choreografię. Piękna była scena w biurze poselstwa, w której do ruchów jednego z aktorów podłożone zostały doskonale dobrane a dzisiaj brzmiące osobliwie, dźwięki maszyny do pisania.

 

Energia i ekspresja aktorska urzekły publiczność fot. Karol Gapiński

 

Nie tyle z dziennikarskiego obowiązku, ale z konieczności docenienia ich pracy i talentu, musimy podać całą obsadę aktorską. Trans-Atlantyk miał swoje gwiazdy, ale nie osiągnąłby celu, czyli nie porwał z foteli publiczności w Barcinie, gdyby nie cała maszyneria, dzięki której ten liniowiec popłynął. W głównej więc roli, wspomniany Adrian Staszak, dalej: Małgorzata Złotnicka jako Cieszkowski, Wiktoria Karbowiak w podwójnej roli Barona i Ministra, Aleksandra Erdman jako Pyckal, Agata Muranty jako Ciumkała, Weronika Forgiel jako Gonzago, Kinga Nowicka jako Ignacy, Michalina Kozłowska jako Kobrzycki, Oliwia Taraska jako Podsrocki i Jakub Pomagier jako Pan T.

Reklama

Spektakl został wyprodukowany oczywiście przez MDK w Barcinie. Premiera została zarejestrowana dwoma kamerami i "Trans-Atlantyk będzie można zobaczyć w internecie. Czy i w jakim terminie oraz na której scenie ten spektakl ponownie będzie wystawiony, tego jeszcze nie wiemy.

Film w zakładce Filmy.

Karol Gapiński, 6 III 2022

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości