Reklama

Tragedia dziecka

- Lekarze stwierdzili liczne zasinienia i obrażenia, łącznie z połamanymi kośćmi

    Tragedia dziecka

     W ubiegły czwartek (7 sierpnia 2002 roku) żnińscy policjanci zatrzymali Joannę Sz. i Sebastiana Sz., podejrzanych o znęcanie się nad swoim 8-miesięcznym dzieckiem Dominikiem. Z ustaleń policji wynika, że sprawcy bili dziecko po całym ciele. Dziecko z licznymi obrażeniami trafiło do Szpitala Wojewódzkiego w Bydgoszczy.

     30 lipca dwudziestojednoletnia Joanna Sz. odwiedziła przychodnie dziecięcą na skutek wymiotów 8-miesięcznego dziecka. Bronisław Woźny po zbadaniu chłopca uznał, iż skieruje go do żnińskiego szpitala. Matka nie wyraziła jednak na to zgody.

    DO SZPITALA

    Kiedy nazajutrz wymioty nie ustąpiły, ponownie wybrała się do przychodni. Elżbieta Ostrowska również uznała, iż dziecko powinno być skierowane do szpitala. Tym razem matka nie protestowała.

    Elżbieta Ostrowska wspomina, że podczas wizyty dziecko było spokojne i oczekując na wizytę, bawiło się w przychodni.

Reklama

    - Stan dziecka był dobry. Dziecko było bardzo związane z matką. Matka była bardzo troskliwa – wyjaśnia Elżbieta Ostrowska. Dodaje, że żadnych poważnych wewnętrznych obrażeń nie zauważyła, jej uwagę zwróciła jedynie obrzęknięta warga, której stan był trochę podejrzany.

    - W kwietniu, gdy chłopiec był w szpitalu, stan jego ogólnego zdrowia był dobry. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że wcześniej miało jakieś urazy. Matka mówiła, ze ma skłonności do siniaków – mówi Elżbieta Ostrowska.

    Dziecko podczas wizyty broniło się przed obejrzeniem jamy ustnej. W szpitalu stwierdzono, ze obrzęknięta warga to wynik urazu. Mógł to być uraz spowodowany pobiciem, ale niekoniecznie.

Reklama

    - Tydzień wcześniej dziecko leżało w szpitalu z zapaleniem jamy ustnej. Matka mówiła, że ząbkuje, więc włożył sobie zabawkę  i przygryzł – wyjaśnia Elżbieta Ostrowska. Przyznaje, iż dziecko mogło być bite.

    PODEJRZENIE URAZU CZASZKOWO-MÓZGOWEGO

    W wyniku badania Elżbieta Ostrowska skierowała ośmiomiesięcznego Dominika na oddział dziecięcy Szpitala Powiatowego w Żninie.

    - Dziecko zostało skierowane przez panią Ostrowską z rozpoznaniem zapalenia jamy ustnej. Po zbadaniu dziecka w szpitalu przez zespół pediatrów wysunięto podejrzenie, ze jest to uraz czaszkowo-mózgowy z sugestią dziecka maltretowanego – wyjaśnia wicedyrektor żnińskiego szpitala Ignacy Goc.

Reklama

    - 31 lipca około 14.20 zostało przyjęte ośmiomiesięczne dziecko na oddział dziecięcy  z powodu zmian w jamie ustnej – dodaje ordynator oddziału dziecięcego żnińskiego szpitala Tomasz Zwolenkiewicz. – Z uwagi na stwierdzony charakter zmian i w oparciu o wykonane badanie podejrzewano urazowa przyczynę zaistniałej sytuacji. W celu wykonania dalszej diagnostyki, dziecko zostało przekazane na oddział chirurgii dziecięcej Szpitala Wojewódzkiego im. dra Biziela w Bydgoszczy.

    Gdy lekarze Szpitala Wojewódzkiego w Bydgoszczy zbadali dziecko – o sprawie powiadomili policje.

Reklama

    ZATRZYMANI

    8 sierpnia policjanci ze Żnina zatrzymali dwudziestojednoletnią Joannę Sz. i dwudziestoletniego Sebastiana Sz. podejrzanych o znęcanie się nad Dominikiem.

    Zastępca komendanta powiatowego policji w Żninie Piotr Stachowiak powiedział nam, że podejrzanym postawiono zarzut z artykułu 207 paragraf 2 kodeksu karnego:  fizyczne znęcanie się z zastosowaniem szczególnego okrucieństwa nad ośmiomiesięcznym dzieckiem. Wicekomendant dodał, iż czynności w sprawie podjęto na podstawie opisu obrażeń ze szpitala, jakie posiada chłopiec. Szereg obrażeń wskazuje, że dziecko było maltretowane przez kilka miesięcy. Chłopczyk był bity po całym ciele.

Reklama

    - Lekarze stwierdzili liczne zasinienia i obrażenia, łącznie z połamanymi kośćmi – wyjaśnia Piotr Stachowiak.

    Po zatrzymaniu młodzi rodzice zostali osadzeni w policyjnej izbie zatrzymań. W zeszły piątek zostali dowiezieni do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec nich aresztu tymczasowego. Za znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem grozi im kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

    Zastępca komendanta powiatowego policji, Piotr Stachowiak zapytany, czy rodzice dziecka przyznają się do stawianych im obecnie zarzutów powiedział, że nie może na ten temat udzielać informacji. Z oczywistych względów (areszt) nie mogliśmy się tez skontaktować z samymi podejrzanymi.

Reklama

    NIE PIERWSZY RAZ

    Cztery miesiące temu żnińska policja otrzymała zawiadomienie o tym, że Dominik był pobity przez ojca. Dziecko zostało zbadane w szpitalu, fakt pobicia wraz z orzeczeniem lekarskim został zgłoszony na policję. Matka jednak wycofała zeznania. Zastępca komendanta powiatowego policji Piotr Stachowiak, zapytany o sprawę pobicia sprzed czterech miesięcy odpowiedział: - Policja podjęła czynności. Jego zdaniem, nie było poważnych obrażeń i dowodów w sprawie, gdyż matka wycofała oskarżenie i stwierdziła, że urazy powstały od uderzenia zabawką.

Reklama

    Na pytanie, czy orzeczenie lekarskie nie było wiarygodne, odpowiedział: - Czynności zostały wykonane i nie potwierdziły tego faktu. Dodaje, że nie było żadnych dowodów. – Jedynym mogłyby być zeznania matki.

    RODZINA PRZEŻYWA TRAGEDIĘ

    Sebastian Sz. i Joanna Sz., którzy nie są małżeństwem (zbieżność pierwszych liter nazwisk, to tylko kwestia przypadku) nie mają własnego mieszkania w Żninie. Wraz z Dominikiem korzystali z gościnności rodziców Sebastiana.

    - Trochę mieszkali u męża, trochę u mnie – wyjaśnia mama Sebastiana.

Reklama

    Ojciec, matka i siostra Sebastiana  dodają, że nie zauważyli jakichkolwiek zachować rodziców oraz znaków u dziecka, które wskazywałyby, że jest ono bite.

    - Przecież dziecko musieli kąpać. Nie widziałam żadnych sińców u dziecka. Gdyby go bili, to takie coś natychmiast rzuciłoby się w oczy. Osobiście bym zareagowała i nie pozwoliła na krzywdzenie Dominika. Nie wiemy i nie rozumiemy tego, skąd wzięły się jakieś zastarzałe ślady? – zastanawia się siostra Sebastiana.

    Rodziców Sebastiana najbardziej boli fakt, że mieszkańcy Żnina oskarżają ich, że jako rodzina dopuścili do takiej tragedii.

Reklama

    - Gdybyśmy to widzieli, to byśmy w porę zareagowali. W naszej rodzinie żadne dziecko nie było bite. A Sebastian jako 10-latek opiekował się wzorowo swoja młodszą siostrą. Czy mógłby teraz bić własne ośmiomiesięczne dziecko? – zastanawia się mama Sebastiana.

    BURZA W MEDIACH

    Mama Sebastiana ma pretensje, że w mediach ogólnopolskich i regionalnych wywiązała się ogromna burza na temat Dominika.

    - Żaden z dziennikarzy z nami nie rozmawiał. Media zrobiły z nas barbarzyńską rodzinę, a malutki trochę chorował: miał zapalenie jamy ustnej, ucha oraz płuc. Był uczulony na gumowe zabawki, wychodziły mu po nich jakieś krostki. Żaden lekarz wcześniej nie powiedział, że było bite, a skoro nie widział siniaków, to jak mogło być bite? – dziwi się mama dwudziestolatka.

Reklama

    Krewni Sebastiana pokazują reporterowi Pałuk artykuł z Super Expressu,  który ilustrowany jest zdjęciem Dominika w bydgoskim szpitalu. Lekarz pokazuje na czole dziecka znamię, które sugeruje, że jest to uraz powstały po pobiciu.

    - Jest to znamię po porodzie kleszczowym. Ma to znamię z przodu na czole i z tyłu na główce. Przez 8 miesięcy dziecko chodziło na szczepienia i nikt nie zauważył, że było w tym okresie bite – mówi siostra Sebastiana. By nie być gołosłowną, wyciąga i pokazuje nam zdjęcia Dominika wykonane – jak mówi – tuz po porodzie. Znamię na zdjęciu jest bardzo widoczne.

    - W prasie napisali, że dziecko miało połamane ręce i nogi. Dlaczego zatem rusza rączkami, nogami i głową? No, skoro miało złamane kości, to powinienem je widzieć w gipsie. Gdyby było tak maltretowane jak to napisały gazety, nie powinien się ruszać. A gdyby było tak jak napisała „Gazeta Wyborcza” , że dziecko było rzucane o ziemię, to prawdopodobnie już by nie żyło – mówi ojciec Sebastiana.

    ODWIEDZINY W SZPITALU

    Babcia Dominika – matka Sebastiana opowiada:

    - Mój syn był w żnińskim szpitalu. Dziecko dostało bezdech. Po przewiezieniu go do szpitala w Bydgoszczy, 2 sierpnia rano poszłam do doktora Zwolenkiewicza. Przyjął mnie w korytarzu. Chciałam się dowiedzieć o stan zdrowia Dominika. Powiedział, że zawieziono je do Bydgoszczy, ponieważ stwierdzono urazy. Zaraz potem powiedział „Do widzenia” i poszedł. Potraktował mnie jak powietrze. Pojechałam z Sebastianem i Joanna do szpitala w Bydgoszczy. Od pani doktor dowiedziałam się, że dziecko zostało przyjęte zmaltretowane i więcej z nami rozmawiać nie będzie. Powiedziała, że oddała sprawę do prokuratora. Dziecko siedziało na rękach Joanny i nie płakało. Bywałam później u Dominika codziennie i dowiadywałam się różnych rzeczy, że rodzice zostaną pozbawieni praw rodzicielskich, a Dominik trafi do placówki opiekuńczej. Teraz okazuje się, że stan dziecka jest zadowalający. Czy to nie dziwne, że skoro dziecko trafiło do szpitala z takimi obrażeniami jak pisze prasa i mówią lekarze, po tygodniu jego stan jest zadowalający? Najgorzej poczułam się w miniona niedzielę. Chciałam jak zwykle zobaczyć się z Dominikiem, lecz od pielęgniarki dowiedziałam się, że nie mogę, gdyż zabronił sąd. Trochę się zdziwiłam, ponieważ w piątek i sobotę mogłam jeszcze dotknąć dziecko, a teraz nie miałam prawa zbliżyć się do wnuka. Widocznie sąd pracuje w niedzielę. Chciałam zobaczyć nakaz, który mówi, że nasza rodzina nie ma prawa zbliżać się do dziecka. Dowiedziałam się, że to do wewnętrznego wglądu pracowników szpitala. Gdy wyszłam ze szpitala, nie mogąc uściskać wnuka, wsiadłam do samochodu. Siedziałam tak bez ruchu przez 45 minut, by odreagować, zanim ruszyłam do Żnina – opowiada mama Sebastiana.

    NIE BRONIĄ

    Rodzice Sebastiana mówią, że wcale go nie bronią. Bo jeśli rzeczywiście znęcał się nad dzieckiem, jest od tego sąd, który powinien wymierzyć kare. Jednak niewyobrażalne jest dla nich to, że syn i jego dziewczyna mogliby to przed nimi ukryć.

    NORMALNI LUDZIE

    Sąsiadka rodziny Sebastiana powiedziała nam, ze nigdy nie słyszała, by w mieszkaniu było bile dziecko. Dodaje, że często widziała rodziców z Dominikiem jak wychodzili na spacer. Dodała równie, że rodzice Dominika niczym szczególnym się nie wyróżniali. Po prostu w ich zachowaniu nie zauważyła niczego, co mogłoby ja zaniepokoić.

    CO Z DOMINIKIEM?

    Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Maria Zwolenkiewicz powiedziała nam, że wszystko co było możliwe zostało w tej sprawie zrobione. Dzisiaj ma zostać przewiezione z bydgoskiego szpitala do Domu Małego Dziecka z Toruniu.

    - Podejrzewam, że lekarze zadecydowali o wypisaniu dziecka, gdyż jego stan był na tyle dobry, że pozwalał na to. Z tego, co wiem, wiele było starych obrażeń, więc długa hospitacja nie była konieczna. Ponadto opieka medyczna w Domu Małego Dziecka jest bardzo wysoko postawiona.

    - Wszystko zależy od tego, jaką decyzję podejmie sąd. Jeżeli pozbawi rodziców praw rodzicielskich, wówczas będzie można je adoptować, jeśli rodzicom ograniczy się prawa rodzicielskie, wtedy nie wiadomo, jak długo będzie przebywać w Domu Małego Dziecka. Osobiście życzę temu dziecku, by trafiło do dobrego domu, bo dosyć się wycierpiało. Chciałabym również zwrócić się z apelem do społeczeństwa,  by nie było obojętne na to, co dzieje się u sąsiadów – apeluje Maria Zwolenkiewicz.

Arkadiusz Majszak

Pałuki nr 547 (33/2002)

 

 

 

 

Inne teksty na ten temat:

(Ad)Opcja rodziny zastępczej

Babcia czeka na decyzję sądu

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości