Reklama

Trudne chwile starszej pani w czasie powrotu ze szpitala w Żninie

23/04/2026 12:32

Pacjentka w starszym wieku, do której przychodzi do domu opiekunka prywatna, by pomóc jej w codziennych czynnościach, w piątek trafiła na żniński SOR. Następnego dnia rano została odwieziona transportem medycznym do jej mieszkania. Szkopuł w tym, że wcześniej szpital nie poinformował opiekunki o tym, że pacjentka dostała wypis i wraca do domu. Tak się składa zaś, że kobieta mieszka sama, a osobą, która powinna ją odebrać jest właśnie opiekunka. Tyle tylko, że wtedy opiekunka ta w ramach swoich obowiązków była w innym środowisku. Szpital tłumaczy, że procedury nie przewidują uprzedniego informowania osób trzecich o godzinie realizacji transportu pacjenta do domu.

Skontaktowała się z nami Agnieszka Klajbor. Jej mama jest osobą w starszym wieku, która obecnie mieszka w jednym z bloków na osiedlu wielorodzinnym w Żninie. Pani ta choruje i korzysta z opieki prywatnej opiekunki, nie z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. W ostatnich tygodniach mama Agnieszki Klajbor przeżywa żałobę, gdyż zmarł jej ukochany mąż. Kondycja fizyczna wdowy też nie jest najlepsza. Choruje ona na chorobę Parkinsona. W poprzedni piątek - jak opowiada jej opiekunka - pani źle się czuła i dlatego zarejestrowana została na domową wizytę lekarza z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Epoka w Żninie. Lekarka, która zrealizowała tę wizytę zdecydowała, że starsza pacjentka powinna znaleźć się w szpitalu, gdzie mogłaby zostać wzmocniona przez kroplówkę. Wypisała więc skierowanie na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Pałuckim Centrum Zdrowia. Pacjentka została tam przewieziona karetką transportową z NZOZ.

Pacjentka rzeczywiście dostała w szpitalu kroplówkę. Na SOR pozostała przez noc. Nikt ze szpitala nie sygnalizował wcześniej, że rano w sobotę pacjentka zostanie wypisana ze szpitala. Opiekunka była zresztą przekonana, że raczej starsza kobieta zostanie przeniesiona jeszcze na  oddział w szpitalu i pozostanie tam dłużej, by jej stan się poprawił. Tym bardziej, że z samego rana w sobotę też żaden telefon ze szpitala do opiekunki nie przyszedł.

Reklama

Tego rana więc opiekunka była w innym środowisku, gdyż sprawuje opiekę także nad innymi osobami. Zajmowała się swoimi obowiązkami spokojnie, wiedząc, że jej druga pacjentka pozostaje pod opieką w szpitalu. - Tymczasem po 9.00 odebrałam telefon od ratownika medycznego, że karetka z pacjentką, która poprzedniego dnia trafiła na SOR stoi już pod drzwiami bloku przy ul. Wandy Pieniężnej, gdzie jest jej mieszkanie. Oni chcą oddać pacjentkę do domu, a tam nikogo nie ma. Byłam zaskoczona, szybko zakończyłam swoje obowiązki w innym środowisku i pojechałam na ul. Wandy Pieniężnej, ale jednak to wszystko trwało kilkadziesiąt minut. A schorowana, starsza kobieta czekała. Jak się okazało zresztą, nie miała założonych pieluchomajtek, a tylko spodnie i sweter. Poza tym według mnie, wyglądała i czuła się słabiej, niż dzień wcześniej, przed wyjazdem do szpitala, a przecież miała tam zostać wzmocniona. Powiedziałam parę słów ratownikowi, że o przyjeździe z pacjentką powinno się komunikować przynajmniej te 40 minut, czy godzinę wcześniej, a nie odwozić ją pod drzwi, nie mając pewności, że ktoś w mieszkaniu jest. On odpowiedział, że do nich nie mam mieć pretensji, bo oni tylko realizują zlecenie z SOR - opowiada opiekunka.

- Pani opiekunka roztoczyła nad moją mamą pełną opiekę i ona doszła trochę do siebie. Nie mniej jednak jesteśmy tak ja, jak i opiekunka pracująca z mamą zbulwersowane podejściem do pacjentki. Nie rozumiem, co to za problem, zadzwonić z wyprzedzeniem, że mama będzie odwieziona o tej i o tej godzinie. Pomijam już fakt, że jeśli osoba była w takim stanie, w jakim znajdowała się mama, to chyba powinna zostać dłużej w szpitalu. Niestety, to nie jest pierwsze, złe doświadczenie ze żnińskim SOR-em i jeśli będzie trzeba, to następnym razem poszukamy pomocy w innej lecznicy- mówi także zbulwersowana Agnieszka Klajbor.

Reklama

O wyjaśnienia, dlaczego nie informowano wcześniej o odwiezieniu pacjentki i dlaczego ona została tak szybko wypisana ze szpitala zapytaliśmy dyrektorkę Pałuckiego Centrum Zdrowia Justynę Lubka. Szefowa szpitala obiecała nam  rozeznać się w tej sprawie poprzez wysłuchanie wyjaśnień personelu i analizę dokumentacji medycznej.

Następnego dnia otrzymaliśmy odpowiedź, że pacjentka została wypisana ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w stanie ogólnym, stabilnym i niewymagającym dalszej hospitalizacji. Zgodnie z procedurami został jej zapewniony transport medyczny do miejsca zamieszkania.

Reklama

- W trakcie realizacji transportu personel medyczny stwierdził nieobecność osoby wskazanej do kontaktu pod adresem docelowym. Ratownicy medyczni podjęli wówczas próbę kontaktu telefonicznego z opiekunką oraz pozostali z pacjentką do czasu jej przybycia, co umożliwiło bezpieczne przekazanie chorej pod opiekę - tłumaczy Justyna Lubka.

Dyrektorka żnińskiego szpitala podkreśla także, że w warunkach funkcjonowania SOR-u decyzje o wypisie podejmowane są w sposób dynamiczny, w zależności od aktualnego stanu zdrowia pacjenta i bieżącej sytuacji medycznej. Dlatego uprzednie określenie dokładnej godziny wypisu i transportu nie zawsze jest możliwe. Ponadto przepisy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych regulują zasady wykonywania i realizacji transportu sanitarnego, określając jego finansowanie oraz warunki zlecania, nie przewidując jednak obowiązku uprzedniego informowania osób trzecich o godzinie realizacji transportu do mieszkania.

Reklama

- Jednocześnie rozumiemy, że zaistniała sytuacja mogła być dla opiekunki uciążliwa. Zgłoszone uwagi zostały przekazane do kierownictwa oddziału w celu analizy oraz ewentualnego usprawnienia komunikacji z osobami wskazanymi do kontaktu w przyszłości. Szpital dokłada wszelkich starań, aby zapewnić pacjentom bezpieczeństwo oraz właściwą organizację procesu leczenia i wypisu - podsumowała szefowa żnińskiego szpitala.

- Tutaj chodzi o dobrą wolę. Ja rozumiem, że sytuacja na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym jest dynamiczna i coś, co planowane było za godzinę, może zostać wyparte inną, pilniejszą czynnością, która pojawi się nagle. Co za problem jednak zadzwonić o 8.15, że planują być z mamą o 9.00. A jeśliby ostatecznie okazało się, że o 9.00 nie będą mogli, to chwilę wcześniej po prostu by zadzwonili, że się spóźnią te pół godziny, albo jednak przyjadą po południu. W takim przypadku opiekunka po prostu wiedziałaby, na czym stoi - odniosła się do całej argumentacji Agnieszka Klajbor.

Reklama

Karol Gapiński

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/04/2026 20:51
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości