Reklama

Trzeciomajowy wandalizm

Barcin
   Trzeciomajowy wandalizm
     Zabytkowe witraże z 1910 r. kościoła parafialnego św. Jakuba w Barcinie przetrwały dwie wojny światowe i pół wieku ateistycznych rządów "ludowych". Na co nie zdobyli się zaborcy i ich wasale, tego wczesnym rankiem 3 maja (!) dokonała miejscowa młodzież. Zalkoholizowany mózg podyktował rękom sprawdzić swoją celność poprzez rzucanie kamieniami do witraży.


    O 5:30 rano plebana obudził brzęk tłuczonego szkła. Jeszcze zdążył zobaczyć plecy odchodzących młodzieńców. Ponoć niektórzy sąsiedzi rozpoznali wandali, lecz ich ujawnienia odmawiają: boją się zemsty.
    Żeby naprawić witraże, trzeba całkowicie rozmontować uszkodzone sekcje, co - aczkolwiek kłopotliwe - jest wykonalne. Natomiast takiego szkła, jakie produkowano jeszcze przed wielkimi szaleństwami naszego wieku, nie ma i już nigdy nie będzie.
    Nie ejst to pierwszy przypadek. Wcześniej porozbijano okna plebanii po drugiej stronie ulicy.
Czas wandalizmu zbiega się z czasem zakończenia dyskoteki w barze "Wrzos", prowadzonym przez Artura Małkowicza. Młody właściciel lokalu odremontował popegeerowski budynek na skraju miasteczka i w lutym br. otworzył w nim drink-bar z bilardem i salą na górze. Dyskoteki codziennie trwają do 24:00, natomiast w soboty - aż do białego rana. Podobnych imprez nikt więcej w mieście ostatnio nie organizuje.
    Obok mieszkający ludzie nie są zachwyceni hałaśliwym sąsiedztwem, choć właściciel twierdzi, iż dostał zgodę wszystkich na otworzenie lokalu tego typu, ci ostatni tego nie potwierdzają. Klienci disco-baru - przeważnie młodociani miejscowi - swoją mowę gęsto urozmaicają wyrazami, jakich dzieciom lepiej nie słuchać. Czy tu mogą spędzać noce także niepełnoletni? - Nie, oni muszą opuścić lokal wcześniej. Ale jak to sprawdzić? Według wyglądu? Żądać ok każdego okazania dowodu osobistego? Jeżeli już rodzice dopuszczają do tego, że ich wychowanek może sobie przepadać przez całą noc?
    Awantur, bijatyk nie ma, policja więc stale nie dyżuruje, tylko od czasu do czasu zagląda. Teren wokół posprzątany: załoga baru zbiera śmieci od razu po zakończeniu zabawy. Właściciel baru słyszał o akcie wandalizmu, lecz nie jest przekonany, że to dzieło rąk jego klientów: mogli przecież wracać z prywatki, właśnie była gdzieś w mieście.

Leonardas Vilkas

Komentarz
    To komentarzy nie wymaga. Nietrudno się też domyśleć, jaki jest stosunek mieszkańców do disco-baru i jego imprez. Chcieliby stałej kontroli policyjnej, skrócenia czasu zabawy, a niektórzy zapewne chcieliby nawet całkowitego jego zamknięcia. Ale przecież nie starczyłoby policjantów na odprowadzenie do domu każdego młokosa z silnymi rękami i pustą głową, ludzie zaś przecież muszą się gdzieś bawić. Natomiast otwartym pozostaje banalne pytanie: czemu ludzie nie myślą, co robią?

Leonardas Vilkas
Pałuki nr 220 (19/1996)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości